Reprezentacja.net:
Pojawiły się informacje, że ma Pan zastąpić na stanowisku trenera AZS-u Białystok Dariusza Luksa, z którym rozwiązano kontrakt...
Alojzy Świderek:
- Od pewnego czasu byłem w kontakcie z władzami klubu z Białegostoku i zaproponowano mi pracę. Chciałem poznać trochę otoczenie, możliwości tego klubu. Można powiedzieć, że pewne rzeczy mamy już dopięte, a ostatecznym przypieczętowaniem dalszej współpracy będzie upublicznienie decyzji, która do tej pory funkcjonuje, ale może nie do końca oficjalnie.
Czy powierzając Panu tę funkcję władze klubu wytyczyły jakieś cele na przyszły sezon?
- Nie, tak daleko rozmowy jeszcze nie zaszły. Do tej pory nie znam składu, jaki będę miał do dyspozycji w przyszłym sezonie. Rozmowy oczywiście trwają jak zwykle po lidze, a właściwie nawet przed końcem ligi. Takie rozmowy zaczynają się praktycznie we wszystkich klubach. Jest wiele spraw do omówienia, w tej chwili piłeczka jest po stronie działaczy klubu. Oni muszą określić budżet, swoje możliwości, porozmawiać z zawodniczkami, które są w klubie oraz z tymi, które ewentualnie mogłyby przyjść. Oczywiście, jak każdy trener, chcę grać o najwyższe cele, a nie o utrzymanie się w lidze. Wiele będzie zależało od tego, jaki będzie skład zespołu w przyszłym sezonie, czy i jakiego typu zmiany nastąpią. W tej chwili, „kocioł wrze”.
Jaki wpływ ma Pan, jako przyszły trener, na skład drużyny? Jakie są założenia - budowa zespołu od podstaw, czy bazowanie na istniejącym trzonie drużyny?
- Oczywiście, że należy wzmacniać to, co jest, a nigdy budować wszystkiego od początku, bo jest raczej mało prawdopodobnym, że w takim przypadku wszystko "zaskoczy". Poza tym do tego trzeba mieć bardzo duży budżet, jaki niektóre kluby mają. Wydaje mi się jednak, że bazowanie na tym, co się ma i jakieś rozsądne wzmocnienia mogą pomóc bardzo każdemu zespołowi i mam nadzieję, że tak będzie w przypadku Białegostoku.
AZS Białystok zakończył sezon PlusLigi Kobiet na siódmym miejscu. Jak ocenia Pan grę tego zespołu, biorąc pod uwagę potencjał, jaki miał w tym sezonie?
- Uważam, że początek ligi ta ekipa miała bardzo dobry. Gdyby zespół utrzymał taki poziom gry mógłby znaleźć się w czwórce, albo przynajmniej bardzo blisko czwórki.
Czyli Białystok mógł odegrać podobną rolę jak Kędzierzyn w lidze męskiej?
- Kędzierzyn właściwie do końca grał bardzo dobrze. Może samą fazę finałową play off miał nieco gorszą, ale rundę zasadniczą zagrał na bardzo dobrym poziomie. W przypadku Białegostoku ta dobra passa trwała połowę rundy zasadniczej, a druga połowa była już o wiele gorsza.
Rozumiem, że skoro widzi Pan potencjał w drużynie, to w przyszłym sezonie Białystok powinien zajść wyżej niż w niedawno zakończonym?
- Oczywiście, że tak. Każdy z nas, trenerów, chce dla swojego zespołu jak najwyższej pozycji. Nie można jednak oceniać swoich możliwości w ciemno mówiąc: ja jestem świetnym trenerem i obojętnie z jakim zespołem przyjdzie mi pracowac, będziemy walczyc o jakieś tam miejsce. Nie można w ten sposób do tego podchodzić. Trzeba patrzyć, kto jest w drużynie, a reszta zależy już od tego, jak jest wykonana praca, jak uda się ułożyć zespół. Obecna faza budowania zespołu na kolejny sezon, w której są teraz wszystkie kluby w Polsce, jest bardzo ciekawa. To czy klub będzie potem silny czy nie, zależeć będzie nie tylko od spraw finansowych, ale i od tego, jak będą przeprowadzone pewne działania organizacyjne.
Jak z boku oceniłby Pan zmagania kobiet o mistrzostwo Polski. Czy przypuszczał Pan, że tytuł obroni Muszynianka pokonując dominujące w tym sezonie Bielsko?
- Oczywiście największe szanse na zdobycie tytułu miało Bielsko, biorąc pod uwagę to, jak grało w rundzie zasadniczej. Wydawać by się mogło, że zdominują one także i play offy. Mam jednak taką prywatną teorię, że silny zespół, któremu bardzo łatwo przychodzą kolejne zwycięstwa z łatwymi dla niego przeciwnikami, ma mocno pod górkę, kiedy walka zaczyna się robić coraz cięższa. To właśnie przydarzyło się Bielsku już w europejskich pucharach, gdzie bardzo szybko przegrało z Urałoczką. Potem już w finałach wydawać się mogło, że siatkarki z Bielska rozbiją Muszyniankę. Jeśli patrzylibyśmy jednak na potencjał, jaki miały obydwa zespoły, to powiedziałbym, że Muszyna miała większy. Wydaje mi się, że Muszyna zebrała swoje siły i co ważniejsze umiała wykorzystać swój potencjał w większym niż rywalki zakresie. Chyba właśnie to dało jej wygraną. Co prawda wszystkie mecze wygrała po 3:2, ale rywalizację w meczach zakończyła wynikiem 3:0, więc jej przewaga, można powiedzieć, była ogromna. Nie straciła praktycznie żadnej szansy na wygranie mistrzostwa.
Na podium mistrzostw Polski stanęły Muszynianka, Aluprof i Farmutil. Czy ta końcowa klasyfikacja odwzorowuje siłę ligi polskiej? Czy te zespoły wyróżniają się czymś na tle reszty drużyn?
- Myślę, że nie jest to zbyt wyrównana liga. Te trzy zespoły są zdecydowanie silniejsze, mają lepsze składy od pozostałych. W tych drużynach gra 80% obecnej i byłej reprezentacji. To ma duże znaczenie dla rywalizacji w lidze. Wydaje mi się, że najbardziej równym zespołem, wykorzystującym doświadczenie zawodniczek jest Muszynianka. Bielsko było drużyną dobrze ułożoną, ale aż do fazy play off nie miało na swojej drodze mocniejszego przeciwnika. Piła miała trochę gorszy skład, ale też ciągle miała duży potencjał, by zajść do czwórki, co zresztą wykorzystała.
Powiedział Pan, że zespół dominujący przez cały sezon, w play offach często się potyka. Skra jednak się nie potknęła.
- W Skrze jest dwunastka, a nawet więcej niż dwunastka, zawodników na bardzo wysokim poziomie. Poza tym nie mieli zbyt łatwo w pucharach, w Lidze Mistrzów grali właściwie do końca, mieli sporo meczów na bardzo wysokim poziomie. W naszej lidze dużą niespodzianką był zespół z Kędzierzyna, który miał naprawdę bardzo dobrą rundę zasadniczą. W play off zgubili trochę rytm gry, który prezentowali we wcześniejszej fazie. Według mnie zasługiwali na wyższe miejsce, przynajmniej medalowe. Tak to wyglądało od strony technicznej. Okazało się, że doświadczenie, nazwiska, czyli potencjał drużyn ma jednak duże znaczenie. Widać to było dobitnie w finale ligi męskiej.
Sezon w obu ligach zakończony. Która z nich była ciekawsza, męska czy żeńska?
- Zdecydowanie męska i to z wielu przyczyn. Jak już powiedziałem, jest tam więcej zespołów, które prezentują wysoki poziom. Zdarzały się większe niespodzianki, chociaż w lidze żeńskiej także, Żukowo zagrało kilka naprawdę dobrych meczów, a jest to zespół, który boryka się z dużymi problemami finansowymi. Niemniej według mnie liga męska, patrząc na poziom lig w Europie, stoi troszeczkę wyżej niż nasza liga żeńska. Może to nie do końca przekłada się na sukcesy obu reprezentacji w Europie, ale dzieje się tak między innymi dlatego, że jest bardzo duża różnica w poziomie, jeśli chodzi o europejskie zespoły męskie i żeńskie. Siatkówka męska w Europie ma przynamniej kilka zespołów na najwyższym światowym poziomie. Jeśli chodzi o siatkówkę żeńską jest ich o wiele, wiele mniej.
* Rozmawiał Tomasz Kowalik - Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Natalia Lasoń
Do wiadomości napisano 49 komentarzy











