Sebastian Świderski mimo kontuzji, jakiej doznał pod koniec lipca, nie rozstał się z reprezentacją. Wspierał kolegów walczących w Gdyni o awans do MŚ 2010, pojawił się także w Łodzi na Memoriale Huberta Wagnera. - Czuje się dobrze. Nie chcę mówić, że rewelacyjnie, bo w stanie, w jakim jestem, ciężko w ogóle powiedzieć coś takiego – uśmiechał się zawodnik pytany o swoje samopoczucie. - Natomiast przyznam, że nie jest źle, rozpocząłem już rehabilitację ruchową. Zaczynamy bliznę „rozmasowywać”, żeby potem nie sprawiała problemów z ruchliwością ścięgna. Mam nadzieję i wierzę, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Teraz przede mną ciężka rehabilitacja i to, co mi zapowiadają lekarze – dużo bólu – mówił siatkarz.
Kibice w tym ciężkim okresie bardzo wspierają przyjmującego naszej kadry i mają niezłomną wiarę, że kto jak kto, ale „Świder” nie da się złamać i wróci na parkiet. To wsparcie udziela się także samemu zawodnikowi, który nie rozważa nawet innej możliwości jak powrót na boiska: - Bardzo w to wierzę – zapewnia Sebastian pytany o wiarę w powrót do siatkówki. - Muszę przyznać, że kilka osób, które coś podobnego spotkało, zgłosiło się do mnie po wypadku. Wrócili do zawodowego sportu, co prawda po długiej rehabilitacji, bo w tamtych czasach trwało to pięć-sześć miesięcy. Moje rokowania to cztery – pięć miesięcy. Kwestia tylko, do jakiego poziomu miałbym wrócić. Nie chciałbym zatrzymać się w połowie drogi. Na pewno chcę wrócić do takiej dyspozycji, jaką prezentowałem przed urazem, a nawet ją przewyższyć, bo będę czuł ogromny głód siatkówki. A wtedy wiadomo, gra się dużo lepiej, dużo spokojniej i ma się wielką chęć, by grać lepiej – optymistycznie patrzy w przyszłość przyjmujący biało-czerwonych.
Kontuzja tak ważnego zawodnika w pewien sposób zmobilizowała pozostałych siatkarzy do lepszej gry. Świderski to siatkarz, który kadry nigdy nie zostawił w potrzebie. - Zawsze podkreślałem, że jeśli ktoś nie chce grać dla siebie, niech gra w kadrze dla reprezentacji, dla kraju. Z niewolnika nie ma pracownika, jak mówią. Jeśli komuś nie zależy na jednym albo na drugim, nie powinno go być w kadrze – mówi o swoim podejściu do reprezentowania kraju zawodnik. - Chłopcy zrozumieli, że to nasz zawód i trzeba wykonywać go profesjonalnie, dając z siebie wszystko nie tylko w klubie, ale i w kadrze. Wielkie brawa dla nich, że grupa jest zmobilizowana i tworzy prawdziwy zespół, który chce osiągnąć cel.
Niedługo przed naszą kadrą Mistrzostwa Europy w Izmirze. Jak przebudowaną reprezentację widzi doświadczony zawodnik? - To bardzo ciekawa drużyna. Jak wcześniej podkreślałem, do młodzieży dołączyło kilku starszych zawodników, którzy w trudnych momentach potrafią na te młode, gorące głowy wylać kubeł zimnej wody. Dołączyli m.in. Paweł Zagumny, Daniel Pliński i stworzył się naprawdę fajny zespół, zespół, który ma swoich liderów. Mam nadzieję, ze pojadą na Mistrzostwa Europy bez obciążenia, że muszą coś udowodnić i że grając na swoim poziomie mogą coś ugrać. Pierwsze spotkanie turnieju na pewno będzie bardzo trudne, ale mam nadzieję, że je przełamiemy i pójdziemy dalej za ciosem. Dwa lata temu pierwszy mecz przegraliśmy, nie chciałbym co prawda do tego wracać, ale ta czarna smuga ciągnęła się za nami do samego końca. Mamy fajną drabinkę, jeśli dobrze zaczniemy, powinno być dobrze.
Sebastian podczas Memoriału miał wiele okazji do miłych spotkań z kolegami znanymi z parkietów najlepszej ligi świata, a wśród nich kolegami z zespołu Maceraty. Jednym z nich był Valerio Vermiglio. - Muszę się z nim przywitać. Czasem robimy sobie jakieś głupie żarty, teraz pewnie wyjdzie coś podobnego. To bardzo sympatyczny zawodnik, na pewno my możemy go pamiętać z ostatniej piłki z igrzysk, kiedy przepchnął na siatce Łukasza Kadziewicza – zakończył zawodnik, którego dobry humor nie opuszczał ani na minutę.
* Rozmawiał Marcin Lepa - Polsat Sport
źródło: Reprezentacja
opracowanie: Dominika Chorzępa
Do wiadomości napisano 5 komentarzy











