To bardzo ruchliwe miejsce, na najprężniej rozwijającym się gorzowskim osiedlu, w sąsiedztwie centrów handlowych. A co najważniejsze, baner stoi w pobliżu mieszkania adresata przesłania. Sebastian Świderski, wychowanek gorzowskiego Znicza, lider srebrnej drużyny Stilonu Gorzów, a przez ostatnie lata podpora reprezentacji Polski doznał w lipcu poważnej kontuzji. W towarzyskim meczu z Bułgarią zerwał ścięgno Achillesa.
W jednym z pierwszych wywiadów załamany zawodnik rozważał zakończenie kariery. Mówił wtedy, że po takiej kontuzji nikt nie wrócił do wyczynowej siatkówki.
Te słowa były impulsem do działania dla jego przyjaciół. - Pomyśleliśmy, że Sebastian nie może się poddać bez walki i trzeba go zmotywować. Wiem, że kibice z całej Polski ślą do niego listy, życzą szybkiego powrotu do zdrowia. My jesteśmy mu bliscy, sama znam Sebastiana od 10 lat, dlatego chcieliśmy to zrobić inaczej. Prywatni znajomi muszą zrobić coś prywatnego, co będzie blisko niego, co będzie mógł zobaczyć. Jechałam w taksówce w Warszawie, mijałam kolejne billboardy. Pomyślałam: to jest to! - mówi Olimpia Podgórska, 35-letnia fanka siatkówki. Mieszka i pracuje w Warszawie. Podobnie jak pozostali znajomi, którzy sfinansowali reklamę z przesłaniem (są podpisani na billboardzie).
- Co pomyślałem, gdy zobaczyłem billboard pierwszy raz? To kolejny szalony pomysł moich znajomych. Ależ mnie miło zaskoczyli. Najśmieszniejsze jest to, że żona brała w tej akcji udział. Zupełnie o tym nie wiedziałem. Billboard stoi kilkaset metrów od naszego mieszkania. Ale z okna go nie widzę - uśmiecha się Sebastian Świderski.
Przy leczeniu takich poważnych kontuzji trzeba szukać pozytywów. Były zawodnik Stilonu znajduje je na każdym kroku. - Na początku, będąc w szoku, byłem przekonany, że powrót jest niemożliwy. Ale później dzwoniło do mnie kilku zawodników. Mówili, że wrócili do gry. To zwiększyło moją wiarę - mówi "Gazecie".
Wychowanek gorzowskiej siatkówki przyznaje, że akcja znajomych szczególnie zmotywowała go do walki o powrót do gry. - Teraz nie dopuszczam myśli, aby nie wrócić na parkiet. Nie wiem, czy będzie to reprezentacja, czy dam radę wrócić na taki poziom. Ale zrobię wszystko, aby siatkarska Polska jeszcze o mnie usłyszała - mówi Świderski.
Na początku sierpnia siatkarz przeszedł operację zszywania ścięgna. Szczęście w nieszczęściu polega na tym, że zerwało się tylko w... 99 proc. - Próbuję coś robić w domu, odwiedzam mojego przyjaciela fizjoterapeutę Arka Wodniczaka. Wierzę, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Za dwa i pół tygodnia mam rezonans magnetyczny, który potwierdzi, czy operacja została dobrze wykonana - opowiada z nadzieją "Świder".
Jeśli rokowania będą dobre, znany siatkarz może wrócić do treningu za pół roku. Czeka go najtrudniejszy etap leczenia. - Do pokonania będzie bariera psychiczna. Wysiłek będzie ogromny, trzeba przezwyciężyć ból. Będę ćwiczył mocniej, rozciągał ścięgno. Trzeba to leczyć z głową, nie spieszyć się. Ale też nie można przeciągać - tłumaczy Świderski.
*Autorem tekstu jest Kamil Siałkowski, więcej w Gazecie Wyborczej Gorzów
źródło: Gazeta Wyborcza Gorzów
opracowanie: Natalia Starosta
Do wiadomości napisano 18 komentarzy











