Reprezentacja.net:
W ubiegły weekend przeszedł Pan badania kontrolne w Łodzi, których wyniki, według oficjalnych informacji, są dobre. Wszystko idzie zatem zgodnie z planem?
Sebastian Świderski:
- Wyniki są dobre, a co więcej mogę powiedzieć – przede wszystkim nie chcę wnikać w kompetencje lekarskie, bo mógłbym coś „przekręcić” (uśmiech). Mówiąc ze swojej pozycji, jestem zadowolony. Z tygodnia na tydzień widzę efekty, postępy tej ciężkiej pracy, jaką wykonuję i to jest dla mnie najważniejsze. Dodatkowo badania, które wykonałem, m.in. USG są pozytywne, więc wszystko idzie, mam nadzieję, w dobrym kierunku.
Do planu włączone są także ćwiczenia z piłką.
- Tak, ale ćwiczenia z piłką są w zasadzie włączone do planu już od dwóch tygodni. Natomiast są to jeszcze ćwiczenia statyczne, bez przemieszczania się, bez ruchu. W zeszłym tygodniu te ćwiczenia dołączyliśmy i powolutku zaczynam się przemieszczać, ruszać, ale wszystko pod dużą kontrolą, z wielką uwagą. Nie ma jakichś mocnych startów, dużych obciążeń Achillesa, ale już z lekkim przemieszczaniem się.
Do powrotu zostały trzy miesiące. To dużo czy mało?
- Ja powiem, że to jest połowa i będzie łatwiej o tym myśleć. Trzy miesiące, może niecałe trzy miesiące przede mną – to jest długi okres. Ale okres, który bardzo szybko mija, bo nie mam czasu na nudzenie się, ciężko pracuję rano i po południu. Siłowania, hala, basen, zabiegi, rehabilitacja, ćwiczenia – jest tego bardzo dużo i nie ma nawet czasu zastanawiać się. Ale to dobrze – czas mija i nie myśli się o problemach. I przede wszystkim widać efekty, dzięki temu jest mobilizacja, nie odczuwa się takiego dużego zmęczenia i bólu. Są one nagrodą za tą ciężką pracę i dzięki temu chce się ćwiczyć.
Czyli ćwiczenia ciągle są bolesne?
- Tak, ból jest, oczywiście – to nie zdrowy Achilles, to Achilles po operacji. Jest cztery - pięć razy grubszy od normalnego, zdrowego Achillesa. Musi więc się wykształcić, aby być o połowę cieńszy. Trzeba więc go jakoś roztrenować, rozciągnąć. Czuję ból i przede wszystkim blokadę – nierozciągnięte ścięgno nie pracuje w pełnym zakresie i tylko przez ciężkie ćwiczenia, rozciąganie trzeba doprowadzić je do pełnego zakresu. Ale ja nie robię z tego żadnego problemu, bo jak wspomniałem – widzę efekty.
Z tego, co zauważyłam, obejrzawszy mecz ligowy Maceraty, porusza się Pan normalnie, bez żadnych stabilizatorów.
- Kule były w pierwszym tygodniu kiedy przyjechałem do Włoch, a but ortopedyczny po dwóch tygodniach. Od pięciu – sześciu tygodni normalnie funkcjonuję, na początku było to dosyć uciążliwe i męczące, ale z każdym dniem było lepiej – także lepiej dla mnie, bo nic już nie ograniczało mi ruchu. Teraz już sobie radzę, choć jeżeli chodzi wspięcie się na palce jest tu duży problem. Ale nad tym też pracujemy.
Coraz więcej kibiców na klubowym forum dopomina się już o Pana, a wielu jest przekonanych, że ze Świderskim w składzie zarówno gra, jak i wyniki zespołu byłby lepsze. Czuje Pan wsparcie także włoskich kibiców?
- Tak, to bardzo miłe. Czuję wparcie, ostatnio nawet zostałem zaproszony na pierwszy trening kibiców. W Maceracie są dwie grupy kibiców, które współorganizują cały doping, natomiast broń Boże nie sympatyzują ze sobą (śmiech). Moim celem było je zbliżyć. Akurat wówczas zostałem w Maceracie, kiedy zawodnicy wyjechali na mecz ligowy. Ja zostałem, pogadaliśmy, porobiliśmy zdjęcia, a potem popatrzyłem jak grają, więc bardzo miło spędziliśmy ten czas. Wiele osób dopytywało się o mój powrót, często takie pytania słyszę i bardzo się cieszę, że również we Włoszech kibice o mnie pamiętają i dopominają się o mnie.
Już w ten weekend będzie Pan gościł polskie dzieciaki z programu Kinder Plus Sport.
- Tak, cieszę się bardzo. Tak szybko mi ten czas zleciał, jeszcze niedawno rozmawialiśmy o finałach w Zabrzu, a teraz jest już nagroda w postaci przyjazdu dzieci (śmiech). Ten wyjazd będzie trochę skrócony, ponieważ przełożono nam mecz z niedzieli na sobotę, natomiast mam nadzieję, że wszystko wypali jak jest to zaplanowane, czyli kolacja, mecz, trening. Przede wszystkim, że dzieciaki będą zadowolone.
Czy są zaplanowane jakieś dodatkowe zajęcia z całą drużyną?
- Podejrzewam, że będą na jednym z naszych treningów. Problem jest natomiast tego typu, że po meczu zawodnicy dostają trzy dni wolnego spowodowane Pucharem Wielkich Mistrzów w Japonii i wyjeżdżają. Ale wierzę w to, że uda mi się namówić któregoś z kolegów, by został i jeszcze w niedzielę rano mógł pobawić się z dzieciakami. Ja oczywiście w zakresie swoich możliwości dołączę, ale wiadomo, że przydałby się kontakt z innymi zawodnikami. Może zostanie Mirko Corsano, gwiazda włoskiej siatkówki, człowiek, który w ostatnich latach wygrał niemal wszystko. W każdym razie któregoś z kolegów na pewno namówię.
Zapytam jeszcze o temat numer jeden ostatnich dni, czyli słynną „złotą formułę”.
- Nie skomentuję tego, bo dla mnie zaczyna to być śmieszne. Jaki sens ma wprowadzanie zasad, które tylko szpecą siatkówkę i psuja grę? Najlepszy przykład to sytuacja, kiedy środkowy w pierwszej piłce przygląda się akcji i nic nie może zrobic, co najwyżej asekurować. Zawodnik, który normalnie ma na boisku bardzo ważną, trudną rolę do spełnienia, według nowych zasad nie robi praktycznie nic, poza przyglądaniem się. To raz, a dwa – samo skazanie zawodników na atak z drugiej linii jest dla mnie głupotą, bo zabija piękno sportu, grę kombinacyjną. Widać to po Brazylijczykach, którzy zagrali po prostu słabo. Mam nadzieję, że takie zasady nie zostaną wprowadzone.
To chyba też większe obciążenie dla skrzydłowych i w efekcie konsekwencje zdrowotne?
- Oczywiście. Tym bardziej, że kiedy atakuje się z pierwszej linii nie trzeba nieraz wkładać tyle energii i wysiłku w atak, czasem wystarczy dobra technika, jakiś plas, kiwka – można zdobyc punkt. Z drugiej linii lot piłki jest dłuższy, kiwki nie będą już wpadały. Trzeba będzie postawić wszystko na mocny atak, co jest dodatkowym obciążeniem dla skrzydłowych i boję się, że dla już zmęczonych organizmów będzie gwoździem do trumny. Zwiększenie, o powiedzmy 40%, liczby ataków w ciągu każdego meczu, na pewno zwiększyłoby liczbę kontuzji i problemów zdrowotnych.
Mówi się, że ten czarny scenariusz wejdzie w życie w 2012...
- Czas kończyć karierę (śmiech). Nie wiem naprawdę, czemu to ma służyć. Wszyscy praktycznie są przeciwni, nikomu się to nie podoba. Prosta, przewidywalna, niewidowiskowa gra – taka ma być siatkówka? Jeżeli rzeczywiście ma to być wprowadzone, to dla mnie jest to strzał sobie samemu w stopę.
*Rozmawiała Dominika Chorzępa - Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Dominika Chorzępa
Do wiadomości napisano 18 komentarzy











