Reprezentacja.net:
W ostatnią środę podczas meczu Ligi Mistrzów z Noliko Maaseik znalazłeś się w dwunastce meczowej, a fani zgotowali Ci podobno huczne przyjęcie?
Sebastian Świderski:
- Tak, rzeczywiście. Pierwszy raz w tym sezonie udało mi się pokazać podczas rozgrzewki, przywitać się z kibicami. Nie oznacza to, broń Boże, że jestem gotowy do grania. Było to spowodowane problemami kadrowymi, jakie mamy wewnątrz zespołu – Corsano ma problemy z kolanem. Wpisano mnie na listę jako dwunastego zawodnika, żeby nie płacić kary jaką federacja nakłada na kluby jeśli nie wystawiają pełnej dwunastki. Bardzo się cieszę z tego powodu, bo to bardzo miłe móc się pokazać, choć nie mogę jeszcze grać. A w ramach ciekawostki powiem jeszcze, że w ekipie przeciwnej, Noliko Maaseik, też mieli problem z „uzbieraniem” dwunastki, i z tych samych powodów co mój klub mnie, rywale jako dwunastego zawodnika wpisali fizjoterapeutę .
Trochę nas w takim razie odarłeś ze złudzeń, bo kibice w Polsce już zaczynali fetować Twój powrót. Jak zatem przebiega rehabilitacja? Kiedy jest szansa zobaczyć Cię w dwunastce gotowego do gry choć w małym wymiarze czasowym?
- Najprawdopodobniej, z tych samych powodów, o których mówiłem wcześniej, będę w dwunastce także podczas meczu w Trento. Natomiast jeśli chodzi o stuprocentową gotowość do gry, to trzeba jeszcze poczekać tydzień, może dwa. Wiadomo, że najpierw muszę też wrócić do pełnego treningu. Na razie wytrzymuję początek, pierwszą fazę treningu, a później troszkę zaczyna brakować sił. Ścięgno Achillesa zaczyna być zmęczone, a my nie chcemy go przemęczać, żeby nie wdał się przypadkiem jakiś stan zapalny. Wszystko jest tutaj pod kontrolą, bo żeby zagrać w spotkaniu trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Liczę, że jeszcze tydzień, dwa i będę mógł wejść chociaż na kilka akcji i pokazać się kibicom.
Wszyscy na to czekamy. W zeszłym roku przez większą część sezonu walczyliście z Trentino o pierwsze miejsce w tabeli Serie A, obecnie Macerata zajmuje 6. miejsce – to dla Was rozczarowanie?
- Rozczarowanie to może za dużo powiedziane, bo gdybyśmy wygrali ostatnie spotkanie z Treviso, bylibyśmy na drugim miejscu w tabeli. Jak widać tabela jest bardzo krótka, jest spory ścisk w czubie, może za wyjątkiem Trento, które jest o kilka oczek wyżej od pozostałych ekip. Natomiast od drugiego do szóstego miejsca różnica wynosi 3 punkty i wszystko może się szybko zmienić. Bardziej jednak niż tabelą wszyscy zaniepokojeni są naszą grą, ponieważ nie gramy tego, co założyliśmy przed sezonem, nasza gra jest bardzo szarpana. Jeżeli spojrzeć w statystyki, to w każdym spotkaniu popełniamy ponad 40 błędów, a to bardzo dużo, szczególnie w spotkaniach, które nie trwają 5 setów. Tu jest problem oraz w tym, że brakuje nam pewności w grze, a to przekłada się na styl i jakość. Dużo pracy zatem jeszcze przed nami. Póki co wszyscy są jeszcze w miarę spokojni, zwłaszcza patrząc na poprzedni sezon Piacenzy – oni borykali się z wielkimi problemami zdrowotnymi, później również kadrowymi, ich forma przez większość sezonu nie była najwyższa. Odpadli z Pucharu Włoch, z Ligi Mistrzów, a później nagle forma przyszła na play offy i Piacenza walczyła o mistrzostwo Włoch. Naszym kolejnym celem jest teraz Final Four Ligi Mistrzów. Postaramy się awansować i to w takim stylu, żeby zmazać ostatnie nie najlepsze wrażenie.
W Lidze Mistrzów póki co idzie Wam dużo lepiej. W najbliższym meczu gracie z ostatnim zespołem waszej grupy i zwycięstwo w tym spotkaniu w zasadzie gwarantuje Wam pierwsze miejsce w grupie C.
- W LM mamy w miarę spokojną grupę. Nie jest to taki układ, w którym wiele byśmy potrzebowali do tego, żeby wygrać. Nie chcę oczywiście nic ujmować żadnemu zespołowi. Traktujemy Ligę Mistrzów dość prestiżowo. W zeszłym roku były dwie grupy zawodników: jedna na ligę włoską, druga na LM i było bardzo dużo roszad w składzie. W tym roku ze względu na prestiż tych rozgrywek gramy najmocniejszym składem, a zmian jest bardzo mało, w zasadzie tylko kosmetyczne. Liga Mistrzów jest dla nas w tym roku bardzo ważna.
Śledzisz poczynania polskich zespołów w LM?
- Tak i cieszę się bardzo, że poprzedni udany sezon reprezentacyjny przeniósł się także na rozgrywki klubowe, na Ligę Mistrzów. Śledzę, patrzę i analizuję i bardzo bym chciał, żebyśmy się spotkali z którymś z polskich zespołów. Byłaby okazja odwiedzić kraj, ale czy będzie na to szansa – zobaczymy. Jak na razie Bełchatów i Rzeszów przewodzą w swoich grupach, więc raczej w pierwszej rundzie play off się nie spotkamy, zakładając, że my też zajmiemy pierwsze miejsce. Jastrzębie trafiło do bardzo trudnej grupy z mistrzem Włoch. Po ostatnim zwycięstwie mają jeszcze szanse na awans z grupy, ale są to szanse bardzo, bardzo małe. Takie są prawa Ligi Mistrzów, można trafić do słabszej bądź mocniejszej grupy i po prostu trzeba grać. My trafiliśmy do łatwiejszej, a Jastrzębie wręcz przeciwnie, ale myślę, że w obu przypadkach będzie to procentowało.
Czego poza zdrowiem życzyć Ci w tym nowym roku?
- Chciałbym powalczyć o mistrzostwo Włoch i zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Czy mi się to uda - zobaczymy. Z reprezentacją czekają nas mistrzostwa świata i tam też przydałoby się z sukcesem powalczyć o medale. Przede mną jednak trochę dłuższa droga, bo najpierw muszę sobie wywalczyć miejsce w reprezentacyjnej dwunastce. Mam jednak nadzieję, że ta droga i ranga turnieju jaki jest do rozegrania w tym roku, tylko zmotywują mnie do cięższej pracy i mimo trudności, jakie na pewno są jeszcze przede mną, nie pozwolą mi zwątpić w to, że warto.
* Rozmawiał Tomasz Kowalik - Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Joanna Majtyka
Do wiadomości napisano 13 komentarzy











