Środa, 13 stycznia, Macerata. Mecz Ligi Mistrzów, Lube Banca - Budvanska Rivijera. Na długo zapamięta Pan tę datę i to spotkanie?
Sebastian Świderski:
- Na pewno, bo emocje były ogromne. Nie w meczu, bo w tym było potwornie wręcz nudno, ale ja bardzo to wszystko przeżywałem. Pewnie zresztą dlatego, że nic się nie działo, a wynik był sprawą oczywistą, trener dał mi szansę powrotu na boisko. Sam byłem trochę zdziwiony, że mnie wpuścił. (....)
W tym meczu atakował Pan dwa razy. To były Pana pierwsze ataki w oficjalnym meczu od prawie pół roku i zdobył Pan pierwszy punkt!
- Pauzowałem 5 miesięcy i 13 dni. Muszę podziękować naszemu sztabowi medycznemu, wykonali świetną robotę. Dotrzymali tego, co mi obiecali - że jak będę ciężko pracował, wrócę do grania przed upływem pół roku. Pierwszą piłkę w środowym meczu dostałem szybko, ale źle doszedłem do ataku. Tyle lat już gram, ale odczuwałem wielkie emocje, niczym jakiś debiutant. Drugą piłkę już skończyłem, ale powiedzmy sobie szczerze - nie był to jakiś fenomenalny atak. Dał mi jednak wiele radości. Uderzyłem mocno, wysoko to jeszcze nie...
Na włoskich stronach internetowych można przeczytać, że w hali zapanowało małe szaleństwo.
- Dostałem owację na stojąco, sam byłem w szoku. Już na rozgrzewce widownia biła mi brawo, a w czasie meczu atmosfera zrobiła się fenomenalna. To niesamowita sprawa mieć takie wsparcie od ludzi wokół. Od kibiców, kolegów z drużyny, trenera. Wszyscy serdecznie mi gratulowali. Szaleństwo to jednak zbyt mocne słowo, choć jak na Italię było to nietypowe. (...)
W Polsce już się mówi, że może wrócić Pan do kraju po tym sezonie. Pana kontrakt z Lube wygasa pod koniec rozgrywek?
- Tak. Jednak życie nauczyło mnie ostatnio, by nie wybiegać za daleko w przyszłość. Na 90 procent wrócę do Polski, przede wszystkim ze względu na dzieci, ale sporo może się jeszcze zmienić.
* Autorem tekstu jest Żelisław Żyżyński - Przegląd Sportowy
Więcej na sports.pl
źródło: sports.pl
opracowanie: Joanna Majtyka
Do wiadomości napisano 15 komentarzy











