Lube Banca Macerata niespodziewanie odpadła z Ligi Mistrzów. Wcześniej porażkę poniosła także w Coppa Italia. Włoskie media biją na alarm - to najgorsza passa zespołu od 15 lat. Co się dzieje w zespole typowanym przed sezonem "w ciemno" do strefy medalowej?
Reprezentacja.net:
Niedzielna wygrana 3:0 z Vibo Valentią jest dowodem na to, że udało się już przewartościować cele i skupić wyłącznie na lidze, czy myśli uciekają jeszcze do Ligi Mistrzów?
Sebastian Świderski:
- Myśli są jeszcze przy Lidze Mistrzów, bo taka porażka ciąży, gdzieś tam siedzi w głowie. Niestety liga goni, czas ucieka i musimy skupić się tylko na niej. Ta wygrana dodała nam trochę pewności. Będziemy chcieli pokazać, że przegrana z Bledem i eliminacja z pucharów europejskich to był wypadek przy pracy. Musimy grać lepiej, bo gorzej już nie można.
Mecz był pod waszą kontrolą, a mimo to nie pojawił się Pan ani na moment na boisku. Dlaczego?
- Niestety. Mecz był pod kontrolą, w miarę spokojny, ale trener nie robił wielu zmian. A dlaczego – to już chyba trzeba zapytać samego trenera, widocznie tak uważał za stosowne i tak też zrobił. Wiadomo, że musimy teraz wygrywać jak najwięcej spotkań, nie możemy już zaliczyć po drodze żadnej wpadki – być może dlatego, trudno mi powiedzieć.
W ostatnich dniach odbyliście spotkanie z zarządem - postawiono wam jakieś minimum, którego klub wymaga?
- Cel jest już jeden – walczyć o mistrzostwo, musimy znaleźć się w wielkim finale, bo tylko to nam zostało. Spotkanie się odbyło, padło kilka ostrych słów. Ale na szczęście dla nas, dla zawodników i sztabu szkoleniowego, skończyło się na słowach. Można brzydko powiedzieć, że pogrożono nam palcem i wyrażono niezadowolenie z powodu postawy całego zespołu. Musimy wziąć się ostro za siebie, zacząć w końcu wygrywać.
Zadam nie najłatwiejsze pytanie - czego brakuje zespołowi, który ma w składzie między innymi czterech podstawowych zawodników reprezentacji Włoch, najlepiej blokującego środkowego pierwszej fazy LM i znakomitego atakującego? Dlaczego jest gorzej niż w roku ubiegłym?
- Trudno powiedzieć, czego brakuje. Z boku patrząc, rzuca się w oczy, że nie jest to zespół. Natomiast tak naprawdę trudno powiedzieć, gdyby któryś z nas wiedział, powiedziałby to na forum drużyny i pomógł wszystkim - szukalibyśmy wspólnie rozwiązania. Ale rzeczywiście, patrząc na kartkę papieru, jesteśmy jednym z najmocniejszych zespołów w lidze, a fakty okazują się być zupełnie inne. Ale chyba na tym polega to piękno sportu, które nas teraz dotyka (uśmiech), że nie zawsze ten faworyzowany zespół wygrywa, że słabsi mogą pokonać mocniejszych. Ja mam tylko nadzieję, że walka o mistrzostwo Włoch zakończy się dla nas dużo lepiej niż walka o poprzednie dwa cele i chociaż to ostatnie założenie uda nam się zrealizować.
Włoska prasa otwarcie krytykuje Alberto Cisollę, który nijak nie sprawdza się w roli lidera. La Gazzetta dello Sport wskazuje na konflikt na linii Martino - trener De Giorgi jako pierwszy problem do rozwiązania.
- Nie chciałbym wchodzić tutaj w niczyje kompetencje, ale mogę powiedzieć, że Matteo jest dosyć specyficznym zawodnikiem i wydaje mi się, że nie ma takiego trenera na świecie, który znalazłby z nim wspólny język. Jednego dnia ma swoje humory, drugiego zupełnie inne. Jednego dnia ciężko, normalnie trenuje, drugiego przychodzi i praktycznie nic nie robi, bo ma akurat taki nastrój. Ciężko znaleźć odpowiedź na to pytanie, bo wszystko uzależnione jest od jego humoru. Nie chciałbym go tutaj ani oceniać, ani krytykować, bo to siatkarz, który ma ogromny talent, ogromne umiejętności, ale ma też specyficzne podejście do wykonywanego zawodu. Jest takim lekkoduchem, jeżeli chodzi o podejście do siatkówki, jak to się mówi: „jednego dnia przyszło, drugiego dnia wyszło”. Ale nie chciałbym też wypowiadać się na temat jego konfliktu z trenerem, bo jest to zawodnik, który ma, mówiąc potocznie, „na pieńku” z wieloma kolegami z zespołu i nic sobie z tego praktycznie nie robi.
Co do Alberto, znalazł się w nowym miejscu, w nowym otoczeniu i ciężko oczekiwać od niego, że będzie od razu nowym liderem. Tym bardziej, że liderem zespołu jest od dawna Igor Omrcen, który dostaje od Valerio Vermiglio bardzo dużo piłek. Nikt od Cisolli nie oczekuje oczywiście jakichkolwiek cudów, że w pojedynkę wygra mecz. Aczkolwiek wiadomo, sezon zbliża się ku końcowi i wypadałoby, żeby każdy zawodnik zaprezentował się od najlepszej strony. Do tej pory w poszczególnych meczach grał jeden, dwóch zawodników, nie zdarzyło się tak, żeby wszyscy zagrali dobrze, cały zespół. To się musi zmienić.
Pozostaje mieć nadzieję, że powtórzycie scenariusz Copry Piacenza z zeszłego sezonu, która po bardzo słabym początku i odpadnięciu z LM wywalczyła mistrzostwo kraju.
- Nie mówimy o tym głośno, ale właśnie na to po cichu liczymy, że zespół obudzi się w końcówce i ten scenariusz Piacenzy z poprzedniego roku bardzo by nam się spodobał (uśmiech).
Stoicie też przed ostatnią szansą wywalczenia przepustki do przyszłorocznej LM, bo na dziką kartę od CEV nie ma chyba co liczyć.
- Na dziką kartę nikt tutaj nie liczy, Włochy mają przyznane trzy miejsca w Lidze Mistrzów, więc musimy sami sobie tą przepustkę wywalczyć. Będzie trudno, jak mówiłem - to tylko i aż sport. Na pewno każdy z nas zdaje sobie sprawę, że musimy pokazać się z jak najlepszej strony. A to jest już dla nas ostatnia możliwość. Ta złość i te nerwy odczuwane po meczu z Bledem są raczej przekształcone w pozytywne emocje. Mam nadzieję, że będziemy to wszystko pokazywać w kolejnych spotkaniach i grać aż do 9 maja [finał serie A - przyp.red].
* Rozmawiała Dominika Chorzępa - Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Dominika Chorzępa
Do wiadomości napisano 31 komentarzy












