Reprezentacja.net:
W ostatniej rozmowie z nami mówił Pan, że zespół gra „w kratkę”. Niestety słowa te potwierdziły się – dokładnie tydzień temu przegrana z Cuneo, a w minioną środę zwycięstwo nad Veroną. Jak wyeliminować tę huśtawkę?
Sebastian Świderski:
- Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Gdybyśmy wiedzieli, to na pewno już dawno wyeliminowalibyśmy ją i gralibyśmy cały czas bardzo dobrze (uśmiech). Nie ma na to jakiegokolwiek wyjaśnienia i jednej recepty. Staramy się robić to, co robimy do tej pory, czyli ciężko trenować, znaleźć swój rytm gry i wyeliminować przestoje, które są naszym największym mankamentem w ostatnim czasie. Na tym się skupiamy. Mamy kilka problemów z kontuzjami, ale to jest normalne – końcówka sezonu, coraz więcej meczów, aczkolwiek wierzę w to, że nasz sztab medyczny doprowadzi wszystkich do możliwości grania i następne spotkanie rozegramy już w pełnym składzie.
Zarówno w meczu z Cuneo, jak i z Veroną miał Pan okazję zaprezentować się na boisku i pańskie wejścia były całkiem dobre. Chyba cieszy, że jest coraz lepiej?
- Tak, ja się cieszę, że jest coraz lepiej, chociaż muszę przyznać, że im więcej gram, tym bardziej się cieszę, ale też odczuwam coraz większe zmęczenie, które pojawia się mimo tego, że nie gram całych spotkań - wchodzę w drugim, trzecim secie czy pod koniec pierwszego. Natomiast okres, gdzie nie byłem w rytmie grania, jednak daje się we znaki i teraz potrzeba troszeczkę czasu, żeby ten rytm utrzymać i żeby przez całe spotkanie i przez cały okres play-offów w każdym momencie być w pełni dyspozycjnym.
Wspomniał Pan, że cały czas jest zawodnikiem zmianowym, regularnie wchodzi Pan na boisko za Cisollę. On natomiast zawsze zaczyna mecz w pierwszej szóstce, ale ostatnio zawodzi. Jak Pan myśli, dlaczego trener cały czas jednak na niego stawia?
- Alberto jest zawodnikiem szóstkowym od początku sezonu – było to wiadomo, o tym się mówiło. Trener De Giorgi trzyma się tej reguły i cały czas go wpuszcza na boisko. Niestety Cisolla w ostatnim tygodniu miał duże problemy, najpierw z plecami, później zatruł się. Dwa dni praktycznie nic nie jadł, bardzo źle się czuł. Powolutku wraca i trener chce mu dawać możliwość przebywania na boisku, żeby nie wypadł z tego rytmu i nie wypadł z gry. Ja sobie to w ten sposób tłumaczę i podejrzewam, że właśnie o to chodzi.
Do rozegrania została jeszcze jedna kolejka spotkań. Dziś waszym przeciwnikiem będzie Loreto, czyli teoretycznie słabszy przeciwnik. Musicie wygrać, żeby utrzymać piątą pozycję przed play-offami.
- Zgadza się, musimy wygrać, natomiast nie tylko od nas zależy, czy to piąte miejsce utrzymamy, ponieważ jest jeszcze kilka innych zespołów, które walczą. W bardzo trudnej sytuacji jest Loreto - oni muszą zdobyć tyle samo punktów co Forle w ostatniej kolejce, więc będziemy mieli korespondencyjny pojedynek między tymi zespołami. My mamy swój cel – chcemy grać jak najlepiej. Na pewno nie podłożymy się, nie oddamy punktów Loreto. Zapowiada się ciekawe spotkanie, tym bardziej, że będzie ono transmitowane w telewizji.
Trener Castellani ogłosił ostatnio skład reprezentacji Polski na Ligę Światową. Pan znalazł się w kadrze B. Jak Pan przyjął tę informację? Czy to jest dla Pana rozczarowanie, czy może Pan się tego spodziewał?
- Taka decyzja zapadła po rozmowach. Dla mnie to nie jest rozczarowanie. Teraz ciężki okres przede mną, można powiedzieć, okres powrotu, w którym nawarstwia się zmęczenie i widoczne są braki w przebywaniu na boisku. Sam potrzebuję troszeczkę czasu na dojście do siebie, na zregenerowanie i przygotowanie się do sezonu reprezentacyjnego, który jest bardzo ciężki. Rozumiem decyzję trenera i nie jest dla mnie żadną ujmą, że będę w kadrze B. Będę mógł się spokojnie przygotowywać z innymi zawodnikami, będę w szerokiej kadrze i to jest dla mnie bardzo ważne. Postaram się nie zawieść oczekiwań.
Jak Pan ocenia skład, który wybrał trener Castellani? Wydaje się, że jest on bardzo wyrównany i trener będzie miał spory problem, żeby później wybrać tych zawodników, którzy faktycznie wystąpią w Lidze Światowej.
- Trener ma swoją koncepcję, ja na szczęście nie jestem w jego skórze i nie będę musiał być tym, który będzie wybierać. Cieszy fakt, że w Polsce jest tylu zawodników i jest możliwość wybierania, na pewno inne reprezentacje mogłyby nam tylko pozazdrościć takiej sytuacji. Widać, że szkolenie młodzieży zaczyna iść w dobrym kierunku. Jest coraz więcej młodych, utalentowanych siatkarzy, którzy pokazują się i grają w pierwszoligowych zespołach w PlusLidze. To wszystko idzie w dobrym kierunku, z pożytkiem dla reprezentacji.
My nie mamy wielkich problemów, jeżeli chodzi o reprezentację, natomiast Włosi są w innej sytuacji. Zlatanow zrezygnował z gry w kadrze, Cisolla nie prezentuje się najlepiej, podobnie Vermiglio. Trener Anastasi jest chyba w gorszej sytuacji niż Daniel Castellani.
- Zgadza się, on na pewno będzie miał mniejszy wybór. Nie zawsze jednak ilość przekłada się na jakość. Niestety tutaj, we Włoszech nie ma ani jednego ani drugiego (śmiech), ponieważ zdolnej młodzieży nie widać. Jest kilku utalentowanych zawodników, ale często umiejętności nie idą w parze z głową i odpowiednim podejściem do gry, czy to w klubie czy w reprezentacji. Trener Anastasi ma ciężki orzech do zgryzienia, ale z tego co wiem, to już zapowiedział, że kto chce grać w reprezentacji, musi być dyspozycyjny od początku do końca. Między innymi z tego względu Zlatanow zrezygnował z kadry Włoch. Ma problemy ze zdrowiem i nie podoła od początku do końca. Tutaj widać twardą rękę trenera Anastasiego, a czy to przyniesie efekty – zobaczymy na mistrzostwach świata.
*Rozmawiała Iwona Gąsior – Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Iwona Gąsior
Do wiadomości napisano 40 komentarzy











