Reprezentacja.net:
Play-offy serie A rozpoczęły się dla Maceraty bardzo dobrze – dwa mecze i dwie wygrane z Modeną. Spodziewał się Pan, że tak dobrze rozpoczniecie tę fazę?
Sebastian Świderski:
- Nie spodziewałem się, że rozpoczniemy aż tak dobrze, natomiast wierzyłem w to, że potrafimy zacząć grać dobrze i skutecznie, że potrafimy odnosić sukcesy. Myślę, że te wygrane są między innymi efektem tej wiary. Nie tylko ja, ale cały zespół zaczął wierzyć w to, że może się udać. Zaczęliśmy grać lepiej i to się przełożyło na wynik.
W obu meczach z Modeną wybiegł Pan na boisko w pierwszej szóstce i zaprezentował się bardzo dobrze. Chyba marzenie wreszcie się spełniło, ponieważ dotychczas wchodził Pan tylko na zmiany, a teraz miał okazję rozegrać całe mecze?
- To prawda, wychodzę w pierwszej szóstce, ale to jest wybór trenera. Ja się bardzo z niego cieszę i staram się dać z siebie wszystko tak, aby drużyna wygrywała. Nie zawsze może wychodzić, nie zawsze może być tak, jak ja chcę, czy tak, jak chciałby tego trener, ale to już są play-offy i najważniejszy jest wynik końcowy. Styl, w jakim się gra, już się nie liczy. Wiadomo, wszyscy są bardzo zmęczeni i każdy w zasadzie nie gra ładnie, ale efektywnie, tak by wygrywać.
Jak się Pan czuje? Pytam, ponieważ miał Pan obawy, czy będzie w stanie wytrzymać całe spotkanie. Ostatni mecz z Modeną miał aż pięć setów, więc na pewno była to bardzo wyczerpująca konfrontacja. Czy wytrzymuje Pan to fizycznie?
- Niestety nie da się tego wytrenować w trakcie rehabilitacji ani ćwiczeń. Gra to jest zupełnie coś innego. Do tego dochodzi stres, emocje, kibice, atmosfera panująca w hali. Muszę się przyznać, że jest ciężko. Człowiek jest tak zbudowany, że jak kogoś gdzieś coś boli, to stara się to miejsce odciążyć i przeciąża inne. W moim przypadku jest podobnie. Niestety Achilles jeszcze nie jest na tyle mocny, żeby takie spotkanie wytrzymać w stu procentach i żeby gdzieś to się nie odbiło. Na nieszczęście odbiło się na kolanie – było to widać już w trakcie meczu. Kolano zaczęło mnie coraz bardziej boleć, ale udało się wytrzymać do samego końca. Teraz mamy kilka dni, podczas których spędzamy dużo czasu na doprowadzeniu poszczególnych zawodników do stanu używalności, bo nie tylko ja mam problemy, ale jeszcze kilku innych kolegów z zespołu. W niedzielę kolejny mecz i będziemy starali się zakończyć tę rywalizację i mieć kilka dni więcej wolnego zaraz po świętach.
Jeżeli uda się wam przejść Modenę, to w następnej rundzie spotkacie się z Trentino.
- Trento, jak wiadomo, jest faworytem rozgrywek, nie tylko tutaj w lidze, ale również w Lidze Mistrzów. Wygrywali wiele spotkań – Klubowe Mistrzostwa Świata, Puchar Włoch. Pokazali się z bardzo dobrej strony, więc czeka nas trudna przeprawa, ale nie składamy broni. Dopóki piłka w grze, dopóki rywal nie zdobędzie trzeciego zwycięstwa, to wszystko może się zdarzyć. W zeszłym roku było podobnie – w finale nikt nie stawiał na Piacenzę. Wszyscy stawiali na Trento i w nich upatrywali faworytów i zwycięzców. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna, więc wierzymy w to, że historia może się powtórzyć. Nie wybiegamy jednak aż tak daleko w przyszłość. Na razie jeszcze jest Modena, a później będziemy się martwić o Trento.
*Rozmawiała Iwona Gąsior – Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Iwona Gąsior
Do wiadomości napisano 26 komentarzy











