Reprezentacja.net:
Podczas naszej ostatniej rozmowy mówił Pan, że nie zwieszacie głów po porażce i jedziecie do Trento walczyć. Nikt do tej pory nie pokonał Itasu na własnym terenie, ale zawsze musi być ten pierwszy raz. Dziś wreszcie się udało. Jak się czujecie?
Sebastian Świderski:
- Czujemy się bardzo dobrze. Każde zwycięstwo podbudowuje, tym bardziej o taką stawkę i w takim meczu, gdy ma się nóż na gardle i powinno się wyjść nawet troszeczkę sparaliżowanym. My natomiast wyszliśmy spokojnie nastawieni do tego spotkania, aczkolwiek byliśmy bardzo zmotywowani.To przyniosło efekty – graliśmy spokojnie, bez nerwów, nie popełnialiśmy głupich, niewymuszonych błędów i to w końcówce zaowocowało zwycięstwem. Nawet w tej ostatniej partii, kiedy przegrywaliśmy już dosyć wysoko, udało się wygrać tego seta i całe spotkanie.
Może wynik 3:0 na to nie wskazuje, ale mecz był bardzo wyrównany. Patrząc na statystyki, oba zespoły prezentowały się bardzo podobnie. Wam zdecydowanie lepiej wychodziła gra w bloku i zagrywce. Czy to właśnie te elementy miały wpływ na końcowy sukces?
- Na pewno. Naszym zadaniem jest zagrywanie mocno, ponieważ przeciwko temu zespołowi trzeba tak serwować, żeby odrzucić ich od siatki. Aczkolwiek to jest dopiero połowa sukcesu, bo po drugiej stronie siatki mają trzech zawodników i każdy z nich potrafi dobrze atakować z wysokich piłek. Zagrywka więc to tylko początek, potem trzeba grać i w bloku, i w obronie. Podbiliśmy kilka bardzo ważnych piłek, graliśmy spokojnie w ataku, nie „podpalaliśmy się” w trudnych sytuacjach.
Rozegrał Pan dzisiaj bardzo dobre spotkanie. Zdobył Pan jedenaście punktów dla zespołu przy wysokiej skuteczności w ataku i przyjęciu. Czuł się Pan dobrze na boisku? Nie było problemów fizycznych, takich jak w ostatnim spotkaniu?
- Jakieś drobne problemy są zawsze, ale o taką stawkę, w takim meczu gra się żeby wygrać. Nie patrzy się już na te drobne urazy. Nie tylko ja, ale większość zespołu zasłużyła na wielkie brawa i na słowa uznania.
W takich momentach adrenalina zapewne odgrywa dużą rolę i nie odczuwa się tego ewentualnego bólu.
- Jak się gra takie mecze i chce się pokonać rywala, to nie myśli się o bólu. Adrenalina powoduje, że gra się „do przodu”. Cieszy fakt, że przedłużyliśmy tę serię. Wracamy teraz do Maceraty i gramy kolejne spotkanie u nas.
Po dzisiejszym meczu widać, że Trentino nie jest zespołem nie do pokonania. Można z nimi walczyć i wygrać, nawet na ich terenie.
- Nie ma zespołów niepokonanych. Z każdym można wygrać, tylko trzeba być dobrze do tego przygotowanym taktycznie, fizycznie i psychicznie. Nikt tutaj w Trento nie wygrał, a nam to się udało i to w trzech setach. Pomimo tego, że końcówki były bardzo wyrównane, to jednak wynik 3:0 bardzo cieszy.
Kolejny mecz już w najbliższą środę w Maceracie. Nadal przegrywacie w rywalizacji z Trento 1:2 i musicie znów pokonać Itas, żeby pozostać w grze. Czy gra pod taką presją pomaga?
- My już nie patrzymy na to czy wygrywamy, czy przegrywamy. Mogliśmy prowadzić 2:1 w tej rywalizacji, ponieważ w ostatnim środowym spotkaniu wygrywaliśmy już 2:1 w setach i wszystko zmierzało w dobrym kierunku. Niestety zabrakło sił i Trento pokazało też klasę w końcówce. Teraz znów zagramy przed własną publicznością, we własnej hali – zawsze wtedy gra się lepiej, ale rywale mogą mówić, że już dwukrotnie z nami wygrali właśnie na naszym boisku. Szanse obydwu drużyn są wyrównane i nie ma jednego faworyta. Wiadomo, że Trento generalnie jest uznawane za faworyta całych rozgrywek, ale oni też zapewne będą już myślami przed Final Four Ligi Mistrzów w Łodzi, więc to dla nas też może być handicap.
*Rozmawiała Iwona Gąsior – Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Iwona Gąsior
Do wiadomości napisano 10 komentarzy











