Reprezentacja.net:
W minioną środę zakończyliście rywalizację w serie A. Przegraliście z Trentino w tie-breaku choć prowadziliście już 2:1. Czy będzie wam się śniła końcówka czwartego seta, kiedy to tablica wynikowa wskazywała 22:18 i wszystko zmierzało ku waszemu zwycięstwu, ale Itas doprowadził do piątego seta, którego wygrał.
Sebastian Świderski:
- Rzeczywiście, wszystko wskazywało na to, że wygramy czwartego seta i dzięki temu zwyciężymy w całym spotkaniu, co sprawi, że doprowadzimy do piątego meczu. Niestety po raz kolejny Trentino pokazało, że jest zespołem mocnym, gdzie czasami indywidualności potrafią przesądzić o końcowym sukcesie. Trento ma Kazijskiego, który przy stanie 22:18 poszedł na zagrywkę, a zszedł z niej gdy Itas prowadził już 22:23. Czasem indywidualności decydują. Przykro nam bardzo z tego powodu, że tak zakończyliśmy to spotkanie. Mam jednak nadzieję, że nie będzie nam się śniła ta końcówka po nocach, aczkolwiek na pewno będziemy rozpamiętywać długo ten mecz.
Szkoda chyba tego meczu, ponieważ po raz kolejny było widać, że Itas jest do ogrania. Wręcz zmiażdżyliście ten zespół w trzecim secie.
- Graliśmy z tą drużyną jak równy z równym. Kolejny raz przekonaliśmy się, że przeciwko Trento i wielu innym zespołom nie wolno się zdekoncentrować przed momentem gdy zdobędzie się ostatni punkt. Przekonaliśmy się, że trzeba grać do końca. Muszę jednak przyznać, że Itas zasłużył na ten wynik, zasłużył na wielki finał. W przekroju całego sezonu byli zespołem lepszym. My walczyliśmy z nimi bez kompleksów. Wygraliśmy raz, ale poszczególne partie były wyrównane. Liczy się jednak końcowy wynik – Trento zwyciężyło z nami w trzech meczach i to oni zagrają w wielkim finale. Gratulujemy im, a dla nas jest to już koniec sezonu.
Koniec sezonu to czas podsumowań. Czy już odbyło się spotkanie oceniające miniony rok dla klubu?
- Spotkania oceniającego dokonania w minionym sezonie jeszcze nie było. Sam dyrektor sportowy stwierdził, że nie byli przygotowani na to, że rywalizacja z Trento skończy się w ten sposób. Każdy wierzył, że doprowadzimy do piątego spotkania i dopiero później miały być podsumowania i przemyślenia. Na to jeszcze za wcześnie.
Jakie są Pańskie plany na najbliższe tygodnie?
- Akurat teraz jestem w Perugii, gdzie przyjechałem spotkać się ze swoimi przyjaciółmi. W poniedziałek wracam do Polski. W tygodniu będę miał wizytę lekarską. Jest jeszcze kilka spraw do zamknięcia związanych ze ścięgnem Achillesa, dlatego na pewno będą jakieś kontrole oraz spotkania lekarskie, które mają zadecydować o mojej najbliższej przyszłości. Później zobaczymy. Od tego będę uzależniał następny etap wakacji – czy one odbędą się w Polsce, czy będę mógł wrócić spokojnie do Włoch i odpocząć z rodziną.
Jakiś czas temu dużo mówiło się, że w kolejnym sezonie może Pan powrócić do Polski. Niedawno dowiedzieliśmy się, że Macerata również chciałaby zatrzymać Pana w zespole. Czy jakieś wstępne decyzje w tej sprawie już zapadają?
- Nie, na tę chwilę żadne decyzje jeszcze nie zapadły. Nie było żadnych rozmów, ja przynajmniej nic o takowych nie wiem. Zostawiłem sobie to na przyszły tydzień. Nie byłem przygotowany na to, że odpadniemy w czwartym spotkaniu z Trento, a poza tym mamy teraz bardzo gorący okres. Już dziś Final Four Ligi Mistrzów, więc ludzie, menedżerowie, kluby skupione są na czym innym. Na pewno w następnym tygodniu zaczną się jakieś pierwsze rozmowy, pierwsze ruchy i powoli zaczną zapadać decyzje.
*Rozmawiała Iwona Gąsior – Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
opracowanie: Iwona Gąsior
Do wiadomości napisano 11 komentarzy











