Jeszcze dwa lata temu, kiedy Polki wywalczyły w ME pierwszy w historii złoty medal, Izabela Bełcik była zaledwie zmienniczką doświadczonej Magdaleny Śliwy.
Teraz, w Zagrzebiu, gdzie biało-czerwone obroniły tytuł, 25-latka rodem z Malborka była już w teamie Andrzeja Niemczyka podstawową rozgrywającą.
Już od roku nie reprezentuje barw Gedanii Gdańsk, klubu, w którym tak [...]
Jeszcze dwa lata temu, kiedy Polki wywalczyły w ME pierwszy w historii złoty medal, Izabela Bełcik była zaledwie zmienniczką doświadczonej Magdaleny Śliwy.
Teraz, w Zagrzebiu, gdzie biało-czerwone obroniły tytuł, 25-latka rodem z Malborka była już w teamie Andrzeja Niemczyka podstawową rozgrywającą.
Już od roku nie reprezentuje barw Gedanii Gdańsk, klubu, w którym tak naprawdę nauczyła się siatkarskiego rzemiosła. Gra w Nafcie Piła. Niemniej dla kibiców siatkówki w Trójmieście to wciąż ?Nasza Iza?. Wczoraj Bełcik chętnie opowiedziała nam o ostatnich wydarzeniach w swoim życiu.
O mistrzostwach
-
Po wygranym półfinale z Rosją, trener Andrzej Niemczyk miał do mnie sporo pretensji. Mogłyśmy przecież wygrać 3:0, a skończyło się tylko na 3:2. Nie omieszkałam wyrazić swojej opinii, bo... taka już jestem. Szkoleniowiec przyjął do wiadomości to, co miałam do powiedzenia. Nie ulega wątpliwości, że po przegranym trzecim secie, niepotrzebnie spuściłyśmy głowy. Kosztowało to nas sporo nerwów, ale wkrótce nastąpił szczęśliwy koniec meczu i nazajutrz finał. Po półfinale byłyśmy wykończone, lecz każda z nas starała się w różny sposób mobilizować przed meczem z Włoszkami. Teraz mogę już powiedzieć, że obawiałyśmy się tego spotkania. Tymczasem rywalki, po łatwym zwycięstwie w półfinale nad Azerbejdżanem, były zbyt pewne siebie. Ale po dwóch nieudanych setach nie wiedziały co się dzieje. A my grałyśmy jak w transie.
O trenerze
-
O Andrzeju Niemczyku mogłabym długo opowiadać. Ma doświadczenia z kobietami. Trzy razy był żonaty. Ma cztery córki, z których każda gra w siatkówkę. Imponuje mi zwłaszcza to, że nie jest panikarzem. Nawet kiedy sytuacja jest trudna czy wręcz beznadziejna, stara się zachowywać spokój. Wie co powiedzieć w każdej sytuacji. Często nie przebiera w słowach. Możemy czujemy się czasami tym nawet urażone, ale on potrafi przeprosić. Nie mam wątpliwości, że bez niego o złotych medalach mogłybyśmy jedynie pomarzyć.
Nie jestem najlepsza
-
To nie moja zasługa, że po raz drugi z rzędu zdobyłyśmy złoto. Owszem, byłam podstawową wystawiającą, ale na sukces zapracowały wszystkie dziewczyny. Niektórzy pytają, czy czuję się najlepszą rozgrywającą na kontynencie? O nie, nigdy w życiu. Jestem młoda i mam nadzieję, że potrafię grać dużo lepiej. Z korzyścią dla reprezentacji narodowej. Oczywiście marzą mi się występy w lidze włoskiej, najsilniejszej w Europie. Po tegorocznym turnieju w Azerbejdżanie otrzymałam nawet ciekawą propozycję. Jednak zdecydowałam się zostać jeszcze przez rok w Nafcie-Gaz Piła.
O kolejnych wyzwaniech
- Za chwilę czekają nas kolejne wyzwania. Puchar Wielkich Mistrzyń czy mistrzostwa świata, które w przyszłym roku odbędą się w Japonii. Jak się spiszemy? Przed tegorocznymi mistrzostwami Europy też nie dawano nam szans na obronę złotego medalu, a okazałyśmy się najlepsze. Teraz trzeba odpocząć, znów przygotować się jak najlepiej i powalczyć. Skoro okazałyśmy się lepsze od Włoszek i Rosjanek, zaliczanych do światowej czołówki, to czemu nie mamy sobie poradzić z innymi zespołami?
Najpierw odpoczynek
- Teraz muszę odpocząć. W moim klubie wszyscy widzieliby mnie na treningu pewnie od razu, ale ja naprawdę jestem wyczerpana. Zaraz po przylocie udzieliłam kilkunastu wywiadów. We wtorek miałyśmy jeszcze spotkanie u prezydenta. W końcu udało mi się dotrzeć do domu. Przy okazji chciałabym pozdrowić wszystkich moich kibiców z Wybrzeża. Na każdym kroku podkreślam, że czuję się gdańszczanką. I nigdy nie wykluczam, że wrócę do Gedanii.
źródło: Dziennik Bałtycki
opracowanie: Karolina Kosek