Za naszą wschodnią granicą rozpoczął się boom na nasze mistrzynie Europy. Małgorzata Glinka i Joanna Mirek zaakceptowały już ofertę klubu Tulica Tuła i od nowego sezonu będą grać w jego barwach. Do Moskwy wybiera się Dorota Świeniewicz.
W Tule grają już dwie byłe reprezentantki Polski - Agata Karczmarzewska i Małgorzata Niemczyk (córka trenera [...]
Za naszą wschodnią granicą rozpoczął się boom na nasze mistrzynie Europy. Małgorzata Glinka i Joanna Mirek zaakceptowały już ofertę klubu Tulica Tuła i od nowego sezonu będą grać w jego barwach. Do Moskwy wybiera się Dorota Świeniewicz.
W Tule grają już dwie byłe reprezentantki Polski -
Agata Karczmarzewska i
Małgorzata Niemczyk (córka trenera Andrzeja Niemczyka). Ta ostatnia przez jakiś czas występowała nawet w dalekim klubie z Chabarowska nad granicą koreańską, którego sama nazwa - Samorodek - świadczy o jego bogactwie. Mistrzyni Europy z 2003 r. postanowiła jednak zakończył karierę i Tulica szukała kogoś w jej miejsce. Postanowiła sięgnąć po najlepsze z grona mistrzyń Europy.
Małgorzata Glinka grała dotąd w RC Cannes, a
Joanna Mirek - w Muszyniance Muszyna. Pierwsza z nich specjalnie przed obecnym sezonem wyjechała z Włoch do Francji, by teraz stać się wolną zawodniczką. Przepisy we Włoszech są bowiem takie, że przy zmianie klubu w tamtejszej lidze zawsze trzeba płacić wysokie odstępne.
Z kolei w Dynamie Moskwa ma występować
Dorota Świeniewicz. Rosyjskie kluby są też zainteresowane m.in.
Mileną Rosner (Muszynianka),
Sylwią Pycią (AZS AWF Poznań) czy
Agatą Mróz (Stal Bielsko-Biała). Do Rosji może też trafić kolejna z mistrzyń Europy
Magdalena Śliwa, która straciła miejsce w składzie włoskiego Minetti Vicenza. Z kolei
Katarzyną Skowrońską (też Minetti) interesują się kluby z... Korei Południowej.
Trener kadry narodowej
Andrzej Niemczyk nie ma nic przeciwko wyjazdom Polek na Wschód: -
Rosjanie płacą bardzo dobrze i regularnie, co we Włoszech wcale nie jest regułą. Poza tym nie ściągają do siebie byle kogo. Oni biorą czołowe zawodniczki Europy i świata, więc poziom ligi się podnosi. Już za rok, dwa dominacja włoskich klubów może się skończyć, i to liga rosyjska będzie najsilniejsza. Dobrze więc, by i Polki tam były.
Zawodniczki zagraniczne muszą się jednak przyzwyczaić do rosyjskiej specyfiki życia - organizacyjnie często odbiegającej do zachodnich standardów. -
Klubów rosyjskich nie można porównywać z włoskimi, ale i tak są dobrze zorganizowane, z licznym sztabem trenerów i lekarzy - podkreśla Andrzej Grzyb. -
Kraj jest wielki, ale nie zawsze lata się tu samolotami. Z Tuły do Moskwy jest np. tylko 200 km i siatkarki jeżdżą autokarem.
źródło: gazeta.pl
opracowanie: Karolina Kosek