seniorzy 03.02.2007 09:08:50
„Najczęściej zadawane pytanie po mistrzostwach świata? Najczęściej pytano mnie o mecz z Rosją..." (Uśmiech).
Opowieść o "kopaczu", który został siatkarzem, czyli słów kilka o...
|
Grzegorz Szymański
Data urodzenia: 12 lipca 1978 Pseudonim: Gelu Pozycja: atakujący Wzrost: 202 cm Waga: 89 kg Zasięg w bloku: 325 cm Zasięg w ataku: 348 cm Kluby: Ostrovia Ostrowiec Świętokrzyski, Kazimierz Płomień Sosnowiec, AZS Częstochowa, Skra Bełchatów (od września 2001 do lutego 2002), KS Jastrzębski Węgiel SA.
Sukcesy: wicemistrz świata - 2006, brązowy medal ME kadetów - Barcelona 1995, złoty medal ME juniorów - Izrael 1996, złoty medal MS juniorów - Bahrain 1997, 2002, 2003 - wicemistrz Polski z Galaxia AZS Częstochowa, brązowy medal MP z AZSem Częstochowa 2004, 2006 wicemistrz Polski z Jastrzębskim Węglem. |
Chciałem być „kopaczem”
- Od najmłodszych lat chciałem być „kopaczem”. Zaczynałem od piłki nożnej w klubie w Ostrowcu, gdzie chodziłem do sekcji piłkarskiej, do trampkarzy. Potem te marzenia uległy modyfikacji. W szkole łapałem się wszystkiego: piłki ręcznej, koszykówki, piłki nożnej i siatkówki. A że akurat Bozia dała wzrost, to skończyło się na tej ostatniej dyscyplinie. W siódmej klasie zacząłem uczestniczyć w międzyszkolnych rozgrywkach siatkarskich, później w mistrzostwach województwa.
O karierze zadecydował los. Pod koniec szkoły podstawowej zawieźli mnie z Radkiem Wnukiem na turniej Nadziei Olimpijskich do Krakowa. Tam wypatrzył nas trener Mazur i tak dostaliśmy się do reprezentacji Polski kadetów – wspomina początki swojej kariery atakujący reprezentacji Polski.
Po turnieju Nadziei Olimpijskich Szymański trafił do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Rzeszowie. Tam jego kolegami z ławy szkolnej byli m.in. późniejsi reprezentanci Polski seniorów Robert Szczerbaniuk, Marcin Prus oraz Radosław Wnuk. – W klasie było nas ośmiu, z czego połowa trafiła później do kadry. Teraz to praktycznie już tylko ja zostałem z tego rocznika w reprezentacji - mówi Gelu. Pod kierownictwem Ireneusza Mazura Grzegorz Szymański odniósł swoje pierwsze sukcesy na arenie międzynarodowej. W 1995 roku wraz z kadrą kadetów wywalczył brązowy medal na mistrzostwach Europy w Barcelonie, rok później, już jako junior, zdobył złoto na mistrzostwach Europy w Izraelu, a w 1998 roku w Bahrajnie sięgnął po złoty medal mistrzostw świata.
Od Ostrovii do Jastrzębia
Pierwszym klubem Grzegorza Szymańskiego była II ligowa Ostrovia Ostrowiec Świętokrzyski. - Trafiłem tam w wieku 16 lat. Dziś już tego klubu nie ma, pozostała tylko sekcja kobiet - mówi. Kolejnym przystankiem na drodze sportowej była wspominania rzeszowska Szkoła Mistrzostwa Sportowego, a później Kazimierz Płomień Sosnowiec.
- Z SMS-u w wieku 19 lat trafiłem od razu do Sosnowca do pierwszej ligi. Pierwszy sezon w ogóle nie grałem. Podstawowym atakującym drużyny był wówczas dobrze spisujący się Szymon Żurawski, a ja praktycznie nie pojawiałem się na parkiecie – wspomina Szymański - W Sosnowcu grałem trzy lata. Po zakończeniu dość udanego dla mnie sezonu 1999/2000 zainteresował się mną klub z Częstochowy, tam spędziłem kolejne 5 lat z krótkim epizodem na grę w Bełchatowie.
W barwach częstochowskiego AZS-u Szymański dwukrotnie sięgał po tytuł wicemistrza Polski, a w 2005 roku wraz z akademikami wywalczył medal brązowy. Po pięciu latach spędzonych pod Jasną Górą przyszedł wreszcie czas na zmianę. Przed sezonem 2005/2006 Grzesiek przyjął propozycję z klubu K.S. Jastrzębski Węgiel, z którym kilka miesięcy później wywalczył wicemistrzostwo Polski.
Na rezerwie
W reprezentacji Polski seniorów wystąpił po raz pierwszy w 1998 roku, podczas debiutu Polski w rozgrywkach Ligi Światowej - Miałem wtedy 19 lat, za rywali mieliśmy silne zespoły: Rosję, Brazylię i Jugosławię. Byłem zawodnikiem wchodzącym. Co z tych meczów najbardziej zapamiętałem? Przede wszystkim wspaniała atmosferę w polskich halach -wspominał w jednym z wywiadów Gelu.
Do kadry Polski powoływany był również w latach 2000 i 2001, jednak prawie zawsze na parkiet wchodził z ławki rezerwowych. Choć czasami zdarzały się też miłe wyjątki.
Gdy w 2000 roku w Opolu Polska reprezentacja rozgrywała eliminacje do Mistrzostw Europy 2001. Szymański był wyróżniającym się zawodnikiem na boisku podczas najtrudniejszego spotkania przeciwko Bułgarom. Polacy wygrali wtedy 3:0 sprawiając ogromna radość nie tylko sobie, ale również zgromadzonym w hali kibicom. Doskonały atak oraz asy serwisowe, którymi popisywał się nasz bohater nie mogły przejść bez echa. Polacy zajmowali wtedy 19 miejsce w rankingu FIVB, więc wygrana ze sklasyfikowana na pozycji dziewiątej Bułgaria była sensacją.
W 2001 znalazł się w szerokiej reprezentacji na Ligę Światowa, również na rozgrywki finałowe, które odbyły się w katowickim Spodku. Na boisku pojawiał się jednak sporadycznie lub prawie wcale.
- Chciałbym pograć w tej reprezentacji i widzę dla siebie szanse nawet na podstawową szóstkę– mówił w tamtym czasie. Za kadencji trenerskiej Waldemara Wspaniałego, gdy polska reprezentacja przygotowywała się do mistrzostw świata 2002, Szymański znalazł się w szerokiej kadrze. Do Argentyny jednak nie pojechał.
Później kariera reprezentacyjna Gela uległa zawieszeniu, przyszedł okres spadku formy. – Wypadłem na kilka lat z kadry – mówi o tym okresie Szymański. - Tak naprawdę to nie wiem, czym to było spowodowane, ta słabsza forma. Jakoś nie mogłem się przełamać psychicznie, żeby grać dobrze, na równym poziomie. Nie mogłem się odnaleźć na boisku. Trenerzy kadry powoływali wówczas innych. Był Prygiel, Rybak, Papke, Piotrek Gruszka... Przez ostatnie dwa lata w Częstochowie powoli zacząłem dochodzić do dobrej dyspozycji. W zasadzie to dużo dały mi ciężkie przygotowania przed sezonem z trenerem Skorkiem dwa lata temu. Mieliśmy wtedy miarę poukładaną drużynę i trenerzy zaczęli stawiać na mnie. Jak poczułem, że mam szansę na grę w kadrze, zacząłem starać się jeszcze bardziej.
Drugie podejście
Ciężka praca dała efekty. W 2005 roku Grzesiek znów znalazł się w szerokiej kadrze na rozgrywki Ligi Światowej, którą powołał nowy szkoleniowiec biało-czerwonych -Raul Lozano. - Powołanie do kadry jest dla mnie wielkim zaszczytem i wyróżnieniem - mówił wtedy. – Mam świadomość, że jest to ostatni dzwonek, żeby pograć w reprezentacji, a nie tylko być statystą. To nie jest dobra rola.
Szymański swoją szansę wykorzystał w 100% procentach. Dobre występy podczas dwóch sezonów reprezentacyjnych dały mu stałe miejsce w kadrze Lozano, z którą na początku października 2006 roku pojechał na mistrzostwa świata do Japonii.
Droga do medalu
Na mistrzostwach świata Grzegorzowi Szymańskiemu przypadła rola zmiennika Mariusza Wlazłego. – W meczach pierwszej fazy nie było potrzeby, żebym go zastępował – mówi. - W tej fazie zagrałem tylko półtora seta z Portoryko. Chłopcy wszystko wygrywali po 3:0, a kiedy dobrze idzie, to nie trzeba kombinować.
Mecz życia rozegrać miał dopiero w fazie drugiej turnieju, z Rosją. Grzesiek wszedł na boisko w połowie trzeciego seta w jednym z najtrudniejszych momentów dla polskiego zespołu. Szybko okazało się, że ta zmiana Raula Lozano była strzałem w „10”. Grzegorz w tym meczu zdobył 16 punktów i walnie przyczynił się do zwycięstwa zespołu polskiego. - Bardzo chciałem dokopać Rosjanom za dwa pierwsze przegrane sety, tym bardziej, że poczuli się bardzo pewni siebie – mówił o tym meczu kilka dni po przyjeździe do Polski - Nie czułem na sobie żadnej presji. Były nerwy, ale przede wszystkim sportowa złość. Mogę powiedzieć, że był to mój „mecz życia”. Udało się pomóc drużynie w bardzo ważnym i trudnym momencie. Bardzo się z tego cieszę.
Mecz z Rosją dla reprezentacja Polski był przełomowym. Wygrana z podopiecznymi Zorana Gajicia praktycznie zagwarantowała Polakom udział w półfinałach turnieju. Po zwycięstwie nad Bułgarią, w finale Polacy stoczyli bój o złoto z Brazylią.
Polakom nie udało się wygrać z Brazylijczykami, lecz jak podkreśla Szymański - Będzie jeszcze okazja do rewanżu na Brazylijczykach. Na razie interesuje nas to, co się dzieje tu i teraz. Przyjdzie czas na kolejny mecz z Brazylią.
Miłe chwile po Japonii
Pierwszego dnia po wywalczeniu mistrzostwa świata zapanowała moda na siatkarzy. Każdy z nich witany był jak bohater narodowy. Nie inaczej było z Grześkiem, który miał kilka miłych „incydentów z kibicami”. - Jeden pan z Kluczborka powiedział, że jak mu dam koszulkę to w jego restauracji w centrum będę do końca życia jadł obiady za darmo. Innym razem, gdy jechałem taksówką kierowca powiedział:„Nie mistrzu, nie będzie Pan płacił...”- mówi Gelu i dodaje z uśmiechem. - I tak zapłaciłem.
Co dalej?
Po wywalczeniu wicemistrzostwa świata „akcje” reprezentantów znacznie wzrosły. Całkiem możliwe, że po zakończeniu sezonu Grześkiem zainteresują się działacze z zagranicznych klubów. Szymański jednak na razie nie zastanawia się nad zmianą klubu, bo jak twierdzi, teraz najważniejsze dla niego są występy z drużyną w lidze i Pucharze CEV.
– Na razie nie myślę o tym, co będzie w maju czy czerwcu. Staram się skoncentrować na tych czterech miesiącach ligi i grać jak najlepiej. Podejrzewam, że za niedługo przyjdzie taki okres że o tym trzeba będzie pomyśleć. A czy chciałbym wyjechać? Nie wiem, zależy gdzie. Jak dostanę jakąś propozycję to dopiero wtedy będę się nad tym zastanawiał.
Katarzyna Biernacka, reprezentacja.net
Tekst pierwotny: Anna Więcek
----------
** Niniejszy tekst w wersji rozszerzonej, uzupełniony o materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.
źródło: reprezentacja.net
autor: Katarzyna Biernacka
Do wiadomości napisano 8 komentarzy

Znasz Macromedia Flash?
To ogłoszenie dla Ciebie!