seniorki 15.02.2007 23:05:15
„Arcytrudny pojedynek z Niemkami w grupie, półfinał z Rosjankami, finał z Włoszkami oraz moment wejścia na podium, dekoracja i Mazurek Dąbrowskiego. Tego wszystkiego już nikt nigdy mi nie zabierze. To jest coś najpiękniejszego, co może się przydarzyć w życiu każdego sportowca. Te piękne chwile pozostaną w pamięci na całe życie” – mówi o złotym medalu mistrzostw Europy Milena Rosner.
|
CV: Milena Rosner Kluby: Czarni Słupsk, Gedania Gdańsk, Nafta Gaz Piła, MKS Muszynianka Muszyna, Spar Marichal Teneryfa Sukcesy: VII miejsce MŚ Kadetek, V miejsce MŚ Juniorek, MP Juniorek, III miejsce MP Juniorek, III miejsce MP Seniorek, Złoty medal MP seniorek 2005/2006 z Muszynianką, Złoty medal ME seniorek 2005. |
Siatkarskie początki
Milena Rosner urodziła się i wychowała w Słupsku. Jej przygoda z siatkówką zaczęła się w czwartej klasie Szkoły Podstawowej nr 8, a siatkarskiego bakcyla zaszczepił w niej ojciec, który dopingował ją do ćwiczeń. Początki zawsze bywają trudne, ale tym razem było inaczej. „Milena miała wrodzony talent” – mówią jej pierwsi trenerzy.
- Chodziłam do słupskiej Szkoły Podstawowej nr 17 przy ul. Grottgera, teraz to chyba jest po nowej numeracji ósemka. Jedynym profilem sportowym w tej szkole była siatkówka, nie miałam więc wyboru – wspomina z uśmiechem zawodniczka. Już od najmłodszych lat można było zauważyć u Mileny wybitne zdolności sportowe. Pierwszych siatkarskich wskazówek na szkolnych treningach udzielali jej trenerzy: Marek Majewski, Mariusz Makowski i Mariusz Czarnowski. Była nie tylko utalentowana, ale jak na tak młodą dziewczynę również bardzo ambitna. Od samego początku twierdziła, że chce osiągać w siatkówce wielkie sukcesy.
W szkole Milena była przykładną uczennicą, wzorem dla innych. Już od dziecka miała wielu przyjaciół, a dla rówieśników była w pewnym sensie autorytetem. Bardzo ciepło mistrzynię Europy wspomina jej dawna wychowawczyni. Zaznacza, że Milena zawsze była dobrą uczennicą, a sport nigdy nie przeszkadzał jej w osiąganiu dobrych wyników w nauce.
Już po roku treningów w szkolnej drużynie talent Mileny został dostrzeżony przez szkoleniowca juniorskich zespołów Czarnych Słupsk – pana Andrzeja Jewniewicza. W 1992 roku młoda siatkarka rozpoczęła treningi w Czarnych i od tego momentu jej kariera nabrała błyskawicznego tempa.
Na ligowym parkiecie
Trener Jewniewicz czuwał nad rozwojem Mileny przez osiem lat – sześć w Czarnych Słupsk i dwa kolejne w Gedanii Gdańsk. Jako czternastolatka, jeszcze w barwach Czarnych, zaliczyła swój debiut w pierwszej lidze seniorek – jako najmłodsza siatkarka w ekipie! Było to w sezonie 1994/1995, pod kierownictwem Jerzego Komorowskiego. – Byłam wtedy zawodniczką rezerwową, jednak trener Komorowski dostrzegł mnie i dał mi szansę. Wtedy właśnie miałam pierwszy kontakt z tą poważną kobiecą siatkówką.
Milena grała jednocześnie także w lidze młodziczek i tam odnosiła swoje pierwsze sukcesy. Pod koniec 8 klasy, w 1995 roku, razem z reprezentacją Szkoły Podstawowej Nr 17, zdobyła II miejsce w Mistrzostwach Polski w Piłce Siatkowej Młodziczek.. Później, już z drużyną juniorek, zdobyła mistrzostwo Polski, a w następnym roku przywiozła brązowy medal z tej imprezy.
Do gdańskiej Gedanii Milena przeniosła się w 1997 roku. Chciała kontynuować swoją karierę w drużynie z lepszymi perspektywami, chciała sięgać po medale. Jednak w Gdańsku nie dane jej było stanąć na podium mistrzostw Polski seniorek. Otrzymała intratną ofertę z Nafty Piła i przyjęła ją, licząc na seniorskie sukcesy z tym klubem. Występy w Nafcie przyniosły jej tylko jeden krążek - brąz w sezonie 2004/2005. Po dwóch latach bez medalu Pilanki z Rosner w składzie „wdrapały” się na podium i zajęły trzecie miejsce w rozgrywkach Serii A. Jednak Mileny to nie usatysfakcjonowało. Kiedy tylko pojawiła się oferta z Muszyny, gdzie tamtejsi działacze budowali silną drużyną, mającą walczyć o złoty medal w Lidze Siatkówki Kobiet, postanowiła przenieść się do tego pięciotysięcznego miasteczka.
Miała wraz z Joanną Mirek i Natalią Bamber stanowić o sile napędowej tego zespołu. I tak rzeczywiście było... Po słabszym początku sezonu w dalszej jego fazie Milena „błyszczała” na parkiecie. Jej pewne przyjęcie, wysokie umiejętności w obronie i wiele skutecznych ataków przyczyniły się do faktu, że drużyna z Muszyny awansowała do finału LSK i walczyła o złoty medal z poprzednim klubem Mileny – Naftą Gaz Piła. Rywalizację wygrała i na szyi naszej bohaterki zawisł jak dotychczas jedyny złoty medal z mistrzostw Polski seniorek.
- W Muszynie spędziłam bardzo miły sezon, zwłaszcza końcówka była miła. W pierwszej fazie wszyscy wieszali na nas psy, już nas w zasadzie skreślili. Nikt nie rozumiał, że u sportowca przychodzi czasem dół formy i jest to naturalna rzecz. Moja osoba także była krytykowana. Muszę przyznać, że było ciężko. Pozbierałam się jednak i wszystko zaczęło dobrze iść. O efektach nie trzeba chyba mówić: wygrałyśmy mistrzostwo Polski – wspomina Milena Rosner. - Klimat Muszyny także był niezwykły – kontynuuje. - To tylko pięciotysięczne miasteczko. Byłyśmy zawsze rozpoznawane na ulicach, ludzie nas lubili. Przed meczami życzyli powodzenia, a po wygranych gratulowali. W trudnych chwilach pocieszali, życzyli zdrowia. Było to naprawdę bardzo sympatyczne.
Po roku gry w ekipie Mineralnych nasza bohaterka przeniosła się na Wyspy Kanaryjskie – podpisała kontrakt z zespołem Spar Marichal Teneryfa.
– Z Teneryfy otrzymywałam już wcześniej propozycje, dwa razy – z roku na rok. Pomyślałam sobie: „do trzech razy sztuka”. Dlaczego odeszłam z Muszyny? Czułam, że już nadszedł ten czas, kiedy powinnam wyjechać z ligi polskiej i zobaczyć, jak jest gdzie indziej. Podpisując kontrakt wiedziałam, że Teneryfa gra w Lidze Mistrzyń. Troszkę się obawiałam, bo na Wyspach Kanaryjskich gram jako jedyna Polka. Agata Mróz z Małgosią Glinką poszły do Murcii razem i na pewno na początku było im raźniej. Lecz ja lubię wyzwania i podjęłam kolejne, wierzyłam, że podołam.
Reprezentacja
Milena Rosner, zanim rozpoczęła występy w kadrze seniorskiej, reprezentowała Polskę w kategorii kadetek i juniorek. Już z tymi drużynami osiągała dobre wyniki. W 1998 roku w Tajlandii z kadetkami trenera Leszczyńskiego zajęła siódme miejsce w mistrzostwach świata, a rok później na imprezie tej samej rangi w Kanadzie pod opieką szkoleniowca Skrobeckiego, ale już jako juniorka, zajęła piątą lokatę.
W 2001 roku otrzymała powołanie do reprezentacji seniorek, prowadzonej wówczas przez trenera Zbigniewa Krzyżanowskiego. Wystąpiła w udanych eliminacjach do mistrzostw świata 2002. Na parkiet wchodziła z ławki, ale prezentowała się z dobrej strony. Dzięki temu dostała powołanie do kadry na mistrzostwa Europy 2001, w których polska drużyna narodowa zajęła szóste miejsce. – Z moim pierwszym powołaniem była śmieszna sytuacja. Otrzymałam wyróżnienie od trenera Krzyżanowskiego, a w klubie „pojechali mi po kasie” za brak postępów – opowiada ze śmiechem nasza przyjmująca.
30 sierpnia 2002 roku jest dla Mileny pamiętną datą. Wtedy to zadebiutowała na mistrzostwach świata! Meczu tego nie może jednak zaliczyć do udanych, Polki przegrały bowiem w bardzo kiepskim stylu z Brazylią 0-3 (18:25, 19:25, 18:25). Milena weszła na parkiet w końcówce pierwszego seta.
Następną imprezą tak dużej rangi były dla Rosner eliminacje ME 2003, w których była już szóstkową przyjmującą. Polki wywalczyły awans, ale Milena do Turcji nie poleciała z powodu kontuzji. – Miałam wtedy mały „wyskok” z kadry – opowiada bohaterka. – Dopadł mnie taki okres, że po prostu chciałam odpocząć. Nie miałam odpowiedniej motywacji. A poza tym trener planował przestawić mnie na pozycję libero, co mi się kompletnie nie uśmiechało. Straciłam werwę, poprosiłam o przerwę.
Po udanych mistrzostwach Europy Złotka grały w Japonii Puchar Świata. Milena, zaproszona przez telewizję, gościła w studio podczas transmisji i komentowała poczynania Polek.
- To było dla mnie duże wyzwanie. Pierwszy raz gościłam w studio w roli eksperta. Bardzo trudno jest oceniać swoje koleżanki. Trzeba uważać, żeby nie powiedzieć czegoś złego i starać się mówić w samych superlatywach. Ale tak się szczęśliwie złożyło, że dziewczyny grały wtedy kapitalnie i można było mówić jedynie dobre rzeczy.
Jak mówi znane przysłowie: „co się odwlecze to nie uciecze”. I tak było w przypadku Mileny. Nie zdobyła złota w Ankarze, ale powetowała to sobie w Zagrzebiu, zdobywając wraz z reprezentacją drugi raz z rzędu mistrzostwo Europy. Milena ma w swojej kolekcji wiele medali, ale jak powtarza, ten jest wyjątkowy i najcenniejszy.
- Warto było ciężko pracować, by przeżyć tak piękne chwile. Wiedziałyśmy, że ludzie czekają na sukces. To było bardzo stresujące przeżycie, ale jakże miło się teraz wspomina. Pamiętam doskonale każde spotkanie. Arcytrudny pojedynek z Niemkami i niezapomniany mecz z Rosjankami. Szczególnie z rywalkami zza naszej wschodniej granicy - to było bardzo trudne spotkanie. Wszyscy pewnie pamiętają, jak w trzecim secie prowadziłyśmy 24:21 i nie potrafiłyśmy skończyć partii. Wtedy była już tylko gra nerwów: wygramy, czy jednak okażemy się słabsze. Okazałyśmy się słabsze także i w czwartym secie. Na tie-break wyszłyśmy na parkiet z myślą, że gramy od nowa. Nie pękłyśmy, byłyśmy bardziej skoncentrowane i wygrałyśmy. A apetyt rośnie w miarę jedzenia. W finale z Włoszkami zagrałyśmy sprytniej i bardziej konsekwentnie w końcówkach, szczególnie w dwóch pierwszych setach. W trzecim zeszło z nas trochę powietrze. Na szczęście spokój wrócił w najważniejszym momencie – wspomina z łezką w oku siatkarka.
– Do dziś pamiętam jeden z najlepszych setów, jakie rozegrałam w życiu. Mówię tu o czwartej partii przeciwko Włoszkom. Trzeba tu dodać, że trener Niemczyk bardzo fajnie dokonywał zmian. Ściągał mnie z boiska przy mniej więcej osiemnastym punkcie, łapałam oddech i wracałam na boisko na same końcówki. Grałam wtedy „na większej świeżości”, „na większym zapale”, który mnie dopadał, kiedy siedząc na ławce obserwowałam mecz z boku. To się doskonale sprawdzało i ugrałyśmy najwyższe trofeum.
Po powrocie do Polski czekało ją bardzo miłe przywitanie ze strony kibiców, a nawet władz państwowych. Za „wybitne osiągnięcia dla rozwoju sportu” została odznaczona przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Złotym Krzyżem Zasługi. Za „wybitne zasługi w rozwoju piłki siatkowej” cała ekipa Złotek uhonorowana została medalami przez Zarząd Polskiego Związku Piłki Siatkowej.
– Przywitanie kibiców na Okęciu było wspaniałe. Cały czas miałyśmy łzy szczęścia w oczach. Widać było po nas ogromne zadowolenie i radość. Ludzie nam gratulowali, cieszyli się razem z nami. Później zaczęły powstawać strony internetowe, fankluby, to naprawdę bardzo miłe.
-Osobiście chciałam w tym miejscu podziękować kibicom za wsparcie, za doping i w końcu za to wspaniałe przywitanie – mówi Milena. – Zostałam zaproszona do swojej szkoły podstawowej. Dzieci były pod wielkim wrażeniem, a ja chyba pod nawet większym. Weszłam w znajome mury, przypomniały mi się lata mojego dzieciństwa i młodości. Spotkanie odbyło się na sali gimnastycznej. Byłam lekko speszona, bo pierwszy raz znalazłam się przed tak młodą widownią. Jednak poradziłam sobie chyba dobrze – śmieje się siatkarka.
Złoto mistrzostw Europy zadedykowała swojej rodzinie. - Jako drużyna pamiętałyśmy o tragicznie zmarłym Arku Gołasiu. Osobiście jest to rekompensata dla mojej rodziny: mamy Haliny i dwóch braci - Kamila i Igora. Nie mogę odżałować, że tego przyjemnego momentu nie doczekał tata Krzysztof, który był moim najwierniejszym kibicem. Od jego śmierci minęło sześć lat. To właśnie on zaszczepił we mnie siatkarskiego bakcyla.
Dziś mówi się, że Milena jest w naszej reprezentacji drugą libero – w razie kontuzji Marioli Zenik to ona zmieni koszulkę i wejdzie na parkiet na tę pozycję. Mało kto wie, że jej pierwszym międzynarodowym występem na tej pozycji był turniej towarzyski w chińskim Harbinie, w maju 2004 roku. Mariolę wyeliminowała kontuzja nadgarstka, więc zmieniła ją właśnie Rosner. Trzeba zaznaczyć, że Milena spisała się znakomicie.
- „Milena, zmień koszulkę” - rzucił podczas obiadu trener Ireneusz Kłos – wspomina zawodniczka. - Jak się czułam na tej pozycji? Raczej dobrze, choć moim żywiołem jest atak.
Milena prywatnie
Milena poza boiskiem jest bardzo miłą, sympatyczną i przede wszystkim skromną osobą. Ale to nie znaczy, że zawsze była „grzeczną dziewczynką”.
– Czasy szkoły średniej wspominam bardzo miło. Chętnie wróciłabym do szkoły, na wagary szczególnie – śmieje się Milena. – Byłam uczennicą, która częściej chodziła na wagary niż bywała na zajęciach. Przynajmniej w tym się wyróżniałam. Ale to, że chodziłam na wagary, nie oznaczało, że się nie uczyłam. Bo nauka przychodziła mi z łatwością. Pochwalę się, że miałam zawsze wysoką średnią ocen.
- Po zakończeniu liceum podjęłam studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Gdańsku. Miałam indywidualny tok nauki, trochę materiału z pierwszego roku, trochę z drugiego. Kiedy przeszłam do Nafty Piła, poprosiłam o urlop dziekański. Niestety nie został mi on przyznany. Później wszystko się jakoś rozmyło, ale może to i dobrze. Mogę powiedzieć teraz, z perspektywy czasu, że nie były to studia dla mnie. Uważam, że wcale to nie jest dobra droga, że sportowcy studiują na AWF-ie. Tu sport i tu sport, aż do „zajechania”. Powinna być jakaś odskocznia. Mnie bardziej niż wychowanie fizyczne interesowałaby na przykład psychologia – opowiada Rosner. - Myślę, że po zakończeniu sportowej kariery ponownie podejmę studia. Jak już wspomniałam, chciałabym wrócić do szkoły, bo czuję łaknienie wiedzy.
Milena jest bardzo lubianą przez kibiców zawodniczką. Często ludzie rozpoznają ją na ulicy, proszą o autograf lub wspólną fotografię. Sympatię, jaką darzą zawodniczką wyrazili w plebiscycie zorganizowanym przez „Gazetę Krakowską” na Najlepszych Sportowców Sądecczyzny, wybierając ją najsympatyczniejszą zawodniczką roku 2006.
Nie sprawa wrażenia gwiazdy, jaką niewątpliwie jest na parkiecie. Zawsze uśmiechnięta, radosna. Niektórzy twierdzą jednak, że próbuje izolować się od sławy, od sukcesu. Co na to sama zawodniczka?
- Zawsze lubiłam być trochę z boku i nie rzucać się w oczy. Po takim sukcesie musiałam się przyzwyczaić do zmian. Udzieliłam kilku wywiadów prasowych, radiowych i telewizyjnych, a także zaliczyłam sesję zdjęciową – odpowiada z uśmiechem.
Jak każda siatkarka wolny czas spędza przede wszystkim na odpoczynku.
– Słucham wtedy muzyki, czytam lub dzwonię do najbliższych. A my tego czasu wolnego zbyt dużo nie mamy.
O swoich zainteresowaniach mówi krótko:
- Moje hobby to motoryzacja. Z przyjemnością oglądam wszystko, co związane jest z samochodami. Jak sama siebie nazywam, jestem bardziej chłopak niż dziewczyna pod tym względem. Uwielbiam jeździć samochodem, ale moje zainteresowania nie kończą się na tym. Interesują mnie też kwestie techniczne w autach: estetyka, silniki. Poza tym lubię słuchać muzyki, bardzo urozmaiconej. Lubię polski hip-hop, lubię jazz, pop, ale nie znoszę muzyki country.
Jej skromność najlepiej potwierdzają słowa, którymi odpowiedziała na pytanie o swoje cechy charakteru. - Pozytywne? – dziwi się Milena. – No dobra – odpowiada po chwili zastanowienia. – Myślę, że jestem uparta, zawzięta i ambitna. Czasem zbyt ambitna. Ale nie zawsze są to pozytywne cechy. Zdecydowanie łatwiej byłoby mi wymienić negatywne. Jednak nie wymienię, bo jest ich za dużo – śmieje się zawodniczka.
- Mam jeszcze trochę braków technicznych. Nadal muszę doskonalić przyjęcie do perfekcji. Cały czas pracuję także nad blokiem. Szczególnie muszę zwracać uwagę na to, by nie skakać zbyt wcześnie – opowiada o swoich mankamentach „siatkarskich”. - Dojście do wysokiego pułapu w siatkówce jest strasznie trudne. Mistrzostwo Europy zobowiązuje i nie można sobie pozwolić na to, żeby obniżyć sportowe loty.
Zapytana o najbliższe plany i sportowe marzenia, Milena odpowiada krótko: Myślami jestem już na Olimpiadzie. Marzę, aby zagrać podczas igrzysk w Pekinie.
Adrian Komorowski - Reprezentacja.net
-------------------
**Niniejszy tekst w wersji rozszerzonej, uzupełniony o materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.
źródło: reprezentacja.net
autor: Adrian Komorowski
Do wiadomości napisano 8 komentarzy

-----------------------------
Kwalifikacje do ME seniorów
Olsztyn, Polska
Polska-Estonia
sobota 17 maja 2008
godz. 17:00
Znasz Macromedia Flash?
To ogłoszenie dla Ciebie!