Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Współpracujemy z:


 

Ranking siatkarzy

  1. Brazylia
  2. Rosja
  3. USA 
  4. Bułgaria
  5. Polska
  6. Argentyna 
  7. Hiszpania
  8. Serbia 
  9. Portoryko 
  10. Włochy

Ranking siatkarek

     1.   Brazylia
     2.   Włochy
     3.   Kuba
     4.   USA
     5.   Rosja
     6.   Chiny
     7.   Serbia
     8.   Japonia
     9.   Polska
   10.   Holandia
  

AREK GOŁAŚ
Galeria Kibica

Arek Gołaś - Galeria Kibica
zobacz także:
Sylwetka Arka

Siatkówka


Sylwetki siatkarzy: Wojciech Grzyb - Od profesjonalizmu "krajowego" po "światowy"

seniorzy 09.03.2007 08:18:37

seniorzy - Sylwetki siatkarzy: Wojciech Grzyb - Od profesjonalizmu "krajowego" po "światowy"
Wojciech Grzyb, w drodze do tytułu wicemistrza świata, przeszedł podobną drogę, jak jego wielu kolegów ze "srebrnej dwunastki". Od zawsze zachęcany był przez rodziców do aktywnego spędzania wolnego czasu, więc nie miał problemu z wyborem swojej drogi życiowej.

 Wojciech Grzyb, w drodze do tytułu wicemistrza świata, przeszedł podobną drogę, jak jego wielu kolegów ze „srebrnej dwunastki”. Od zawsze zachęcany był przez rodziców do aktywnego spędzania wolnego czasu, więc nie miał problemu z wyborem swojej drogi życiowej. 


Bardzo szybko okazało się, że zostanie zawodowym siatkarzem. Raz podjętej decyzji już nie zmienił.



                                                            
Imię i Nazwisko:
Wojciech Grzyb     
Data urodzenia: 4 stycznia 1981
Znak zodiaku: Koziorożec 
Stan cywilny:
żona Kasia

Dzieci: syn Michał
Specjalność:
środkowy

Wzrost: 205 cm

Waga: 101 kg

Zasięg w ataku: 358 cm

Zasięg w bloku: 330 cm

Pseudonim: Giba, Grzybek    




Kluby:

- od 2000 roku PZU AZS Olsztyn

 

Sukcesy klubowe:

- dwukrotny wicemistrz Polski z PZU AZS Olsztyn (2004 i 2005);

- brązowy medalista mistrzostw Polski z PZU AZS Olsztyn (2006)

 

Sukcesy reprezentacyjne:

- brązowy medalista mistrzostw świata kadetów (1999);

- 5 miejsce na mistrzostwach Europy (2005);

- wicemistrz świata (2006)

 


 

Początek siatkarskiej przygody...

Wojtek już w podstawówce zaczął stawiać swoje pierwsze kroki na siatkarskich parkietach. - U nas w szkole były tradycje siatkarskie. Ponadto trener Andrzej Stankiewicz (pierwszy trener Wojtka) pracował z nami przez dłuższy czas i między innymi również to zadecydowało o tym, że teraz gram. Również namowy rodziców, ich doświadczenie i rady sprawiły, że ostatecznie wybrałem siatkówkę. Atutem popularnego „Grzybka” był nieprzeciętny wzrost. 

- Już wtedy byłem wysokim chłopcem, jak na swój wiek. Kończąc ósmą, klasę miałem aż 198 cm. Od tamtej pory, tak wiele nie urosłem, ale te moje warunki fizyczne, kiedy zaczynałem grać w siatkówkę, były dosyć dobre i to pewnie również miało wpływ na to, że zostałem zauważony.


Wkrótce potem należało dokonać kolejnego wyboru. Wyjechał do innego miasta i zmienił szkołę. Dla młodego chłopaka było to bardzo duże wyzwanie i radykalna zmiana w życiu. Wojtek jednak nie miał innego wyjścia i musiał przenieść się do Rzeszowa do tamtejszego SMS-u.


- Nie za bardzo widział mi się wtedy ten wyjazd. Z tego co pamiętam, podróż do Rzeszowa zajmuje około ośmiu godzin. Z powrotem aż dziesięć. Kiedy jechało się przez pół Polski, mając lat piętnaście, to było to na pewno duże wyzwanie. Jednak z perspektywy czasu cieszę się, że się na to zdecydowałem. Dzięki temu mogłem się rozwinąć i nauczyć wielu przydatnych rzeczy. I to nie tylko tych związanych z siatkówką, ale również z samodzielnym życiem z dala od domu. Nabrałem zaradności życiowej, która jest niezwykle potrzebna młodemu człowiekowi mieszkającemu w internacie. Jak sam mówi najtrudniejsze były pierwsze tygodnie. 

Nigdy nie miałem takich chwil, kiedy chciałem rzucić to wszystko. Pamiętam tylko, że najcięższe były dwa pierwsze miesiące, kiedy cały czas przebywałem poza domem. Pierwszy przyjazd był dopiero na Wszystkich Świętych, także od początku września do końca października cały czas spędziłem w szkole. Do Rzeszowa przyjechał jako 14-latek. Swoje pierwsze treningi odbywał pod okiem trenera Edwarda Sroki. W 1999 roku przeniósł się do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale. - Pokój dzieliłem z Marcinem Kudłacikiem, który teraz gra w pierwszej lidze. Do klasy chodziłem m. in. z Michałem Bąkiewiczem i ś. p. Arkiem Gołasiem. Porównując obie szkoły Wojtek Grzyb stwierdził, że: -  Różniły się od siebie. Nie chcę oceniać czy jedna była lepsza lub gorsza od drugiej. 

W Spale było o tyle dobrze, że nie musieliśmy się za każdym razem „pakować” do żadnego autobusu, tylko szliśmy w klapkach nawet na śniadanie czy potem na lekcje. Wszystko można było robić w koszulce, a nie ubierać się w kurtkę niezależnie od pory roku. Pod tym względem mieliśmy po prostu lepsze warunki. Niektórzy zarzucają, że to daleko od miasta, że w lesie, ale mnie osobiście w ogóle to nie przeszkadzało.

 
 

Sukcesy w „młodzieżówce”


Jeszcze podczas nauki w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Spale Wojtek Grzyb trafił do zespołu z Olsztyna. - Równolegle z nauką w SMS-ie grałem u trenera Czesława Kolpy a potem u Kotulskiego reprezentowałem barwy Olsztyna. Po powrocie z SMS-u wróciłem do AZS-u i trafiłem do pierwszej drużyny, której trenerem był wtedy Iwaniak.


W 1998 roku w Poznaniu, bohater naszej sylwetki zdobył wraz z kolegami złoty medal mistrzostw Polski juniorów, a w 2000 roku brązowy krążek w rozgrywkach w kategorii juniorów starszych. W tym czasie Wojtek rozpoczął również swoją przygodę z drużyną narodową. W 1999 roku wywalczył brązowy medal na Mistrzostwach Świata kadetów w Arabii Saudyjskiej. - Trenerem wtedy był pan Edward Sroka – wspomina środkowy reprezentacji Polski. 

- Pojechawszy do Arabii Saudyjskiej z rocznikiem ’81-’82, zdobyliśmy brązowy medal. Wygraliśmy mecz o trzecie miejsce z reprezentacją Arabii Saudyjskiej. Wtedy doszło do dosyć zabawnej historii, gdyż wszyscy zawodnicy z Arabii wyglądali na dużo starszych od nas, a w rubryce urodzenia mieli wpisaną jedną, tą samą datę... Teraz na pewno z sentymentem będę wspominał te wszystkie osiągnięcia juniorskie, bo to były naprawdę bardzo fajne czasy. Nie wszystko przebiegało jednak pomyślnie. Przytrafiały się porażki, słabsza dyspozycja, które ciężko było czymkolwiek usprawiedliwić. 

Nie zawsze wszystko przebiegało jednak pomyślnie. Przytrafiały się porażki, słabsza dyspozycja. Wojtek z pewnością nie wspomina z sentymentem turnieju Mistrzostw Świata Juniorów, którego w 2000 roku byliśmy gospodarzami. Występ biało – czerwonych zakończył się dużym niepowodzeniem, a drużyna nie awansowała nawet do pierwszej ósemki. - Umiejętności często mieliśmy wyższe od przeciwników, ale mimo to przegrywaliśmy. Teraz myślę, że nie potrafiliśmy sobie poradzić z rangą imprezy. Na pierwszych mistrzostwach Europy kadetów, na których zajęliśmy czwarte miejsce, mieliśmy niesamowitą szansę, żeby wygrać cały turniej, ale w jakiś dziwny sposób – sami nie wiemy jak to się stało – ten medal nam uciekł. Byliśmy bardzo niepocieszeni i zdziwieni tym co się wydarzyło, ale niestety. Nic się nie dało już zrobić.


                   



Reprezentacja Polski Seniorów. Od profesjonalizmu „krajowego” po „światowy”...


W 2003 roku Wojciech Grzyb otrzymał powołanie od ówczesnego trenera Waldemara Wspaniałego. Nie zapomniał o nim także Stanisław Gościniak, który zastąpił Wspaniałego na stanowisku pierwszego trenera zespołu w 2004 roku. Jednak w ciągu tych dwóch lat Grzyb grał sporadycznie, nie otrzymywał wielu szans na występy w pierwszym składzie. Sam również wspomina, że niezbyt fortunnie wypadły te jego początki w drużynie narodowej. 

- Dostałem powołanie, pojechałem chyba na pierwsze zgrupowanie i na tym się skończyło. Wtedy byłem powołany bodajże do szerokiej kadry 22 zawodników, z czego trenowało zaledwie 15 albo 16. Nie byłem w ogóle przewidziany w cyklu treningowym, przyjeżdżałem tylko później na zgrupowania kadry B, na Memoriał Wagnera i tylko tak, wyglądała ta moja przygoda z kadrą.


Do prawdziwego przełomu w karierze zawodnika doszło dopiero wtedy, gdy drużynę przejął Argentyńczyk Raul Lozano. - Pierwszy mecz graliśmy na kędzierzyńskiej hali ze Słowacją - wspomina początki współpracy z Lozano 

- Byliśmy po bardzo ciężkim okresie przygotowawczym i pamiętam, że byłem z siebie bardzo niezadowolony, pomimo tego, że wygraliśmy ten mecz. Moja gra pozostawiała wiele do życzenia. W wielu elementach popełniłem proste błędy. Rywalizacja była duża, chciałem zagrać naprawdę dobrze, ale nie udało się. Wiadomo jednak, że to nie tylko ja byłem w tym cyklu treningowym. Myślę, że niektórzy koledzy mogli mieć zbliżone odczucia, inni wręcz odmienne, także mówię to, co ja wtedy czułem. Naprawdę byłem niepocieszony po tym pierwszym meczu, chciałem się lepiej pokazać. Ten mecz nie miał jednak większego wpływu na decyzję Lozano. Argentyńczyk widział środkowego z Olsztyna w reprezentacji i jeden mecz nie mógł tego zmienić. 

O samej współpracy z zagranicznym trenerem „Grzybek” wypowiada się jak najlepiej. Ceni warsztat trenerski i podejście do pracy. - Wydaje mi się, że nauczyliśmy się od Raula Lozano profesjonalizmu. Do tej pory znaliśmy profesjonalizm, że tak powiem, tylko krajowy.. Jeśli chodzi o elementy siatkarskie to można było się poprawić praktycznie w każdym elemencie. Raul udowodnił, podejmując się pracy z nami i odnosząc sukces, że zna się doskonale na tym co robi i ja nie mam żadnych podstaw, żeby twierdzić, że jakaś jego decyzja jest niewłaściwa. Podważanie jego zdania byłoby według mnie bezcelowe.


Prawdziwym wyzwaniem dla Wojtka okazały się mistrzostwa Europy we Włoszech. W wyniku splotu różnych wydarzeń Grzyb otrzymał szansę od losu i wykorzystał ją. 
Czułem, że pojadę. To się wiązało z szeregiem pewnych sytuacji towarzyszących tym przygotowaniom przed mistrzostwami. Wypadła trójka kolegów ze składu i po tym zdarzeniu było już wiadomo, kto mniej więcej będzie znajdował się w tym zespole. Podejrzewałem wtedy, że dostanę tę nominację i byłem naprawdę bardzo zadowolony, bo to miała być moja pierwsza seniorska impreza na „wysokim szczeblu”. We Włoszech biało – czerwoni zawiedli, ale sam Wojtek pokazał, że warto na niego stawiać. Dlatego było niemal pewne, że w kolejnym sezonie również otrzyma powołanie do reprezentacji Polski.



Mistrzostwa Świata 2006


Miesiące przed najważniejszą imprezą w roku przebiegały bardzo pracowicie. Wszystko zostało podporządkowane reprezentacji narodowej. Polacy liczyli na dobrą - i co najważniejsze - skuteczną grę podopiecznych Lozano w Japonii. Presja była ogromna, a nadzieje, że w końcu się uda, były jeszcze większe. Kibice odliczali godziny do startu imprezy, a zawodnicy cierpliwie ćwiczyli, poświęcając swój czas i wylewając hektolitry potu na treningach. Rodzina, przyjaciele, przyjemności – wszystko to musiało poczekać. 

- Okres przygotowawczy przed mistrzostwami świata, razem z Ligą Światową, trwał sześć i pół miesiąca. To jest długi okres czasu, praktycznie bez przerwy rozłąka z rodziną i chyba ze względu na to był to najcięższy moment. Ciężko pracowaliśmy przez ten okres. Dostawaliśmy na treningach mocno w kość, ale wszyscy wiedzieliśmy, że to ma zaprocentować... i zaprocentowało. Zanim Polacy wsiedli na pokład samolotu odlatującego do dalekiej Japonii, w kraju trwały już gorące dyskusje, co wydarzy się za kilkanaście dni. Zwłaszcza, że wiadomo było już, że udział polskich „Złotek” w japońskiej imprezie zakończył się delikatnie mówiąc dużym niepowodzeniem. Myśleli o tym również sami siatkarze. 

- Mogę powiedzieć, że obawiałem się trochę azjatyckich zespołów. Nie tyle nawet Japonii, z którą graliśmy cztery mecze w Lidze Światowej, ale na przykład
Chin. Dalej uważam, że jest to zespół nieobliczalny, mają jakąś swoją filozofię gry, swoje zasady. Ale szybko okazało się, że nie trzeba było się ich aż tak mocno obawiać. A sam wynik? Nawet w marzeniach ciężko założyć coś takiego. Ja wiedziałem, że wygramy te mecze, ale nie sądziłem, że pójdzie nam tak gładko. Wyobrażałem sobie, że stanie się to po zaciętej walce, z dużym trudem tak, jak na przykład w meczu z Rosjanami. Chociaż czasami na boisku nie wyglądało to tak gładko, trzeba było na wszystko ciężko zapracować. I chociaż Wojtek wielu minut na japońskich parkietach nie spędził, wie doskonale, co  znaczy meczowa atmosfera i adrenalina, jaka wydziela się w człowieku w czasie gry. 

- Pojawiałem się na boisku, ale faktycznie nie za często i nie za wiele pograłem. Chciałbym, żeby mój udział był większy, ale wiadomo, może grać tylko dwóch środkowych, a częste zmiany nie wpływają dobrze na grę drużyny. Miałem jednak świadomość, że w każdej chwili mogę wejść i pomóc, a zespół na tym nie straci, ponieważ jesteśmy wszyscy na tym samym poziomie i na pewno dam sobie radę. Ta świadomość pomagała mi przez całe mistrzostwa – nie było takiego stresu, że wejdę i coś mi się nie uda.





Poza parkietem...


Wojtek jest człowiekiem spokojnym i zrównoważonym, podobnie zresztą jak na boisku siatkarskim. Mało konfliktowy, ale - jak przyznaje – „kiedy trzeba potrafi zareagować”. Bowiem są pewne granice, których przekroczyć nie wolno. Kiedy kończy się zgrupowanie, turnieje dobiegają końca, a do rozegrania pozostaje już ostatni mecz, Wojtek ma do kogo wracać. Od czterech lat jest żonaty, jego wybranką jest koleżanka ze studiów, Kasia. W 2005 roku urodził im się syn Michał, który jest oczkiem w głowie rodziców i chyba najwierniejszym kibicem taty. 

Wojtek jest osobą rodzinną, własny dom i rodzina jest właśnie tym, o czym marzył. - Staram się poświęcać dużo czasu rodzinie, również z tego powodu, że zgrupowania zabierają naprawdę wiele czasu. Chciałbym, żeby nie był to stracony okres dla rodziny, dlatego, kiedy tylko mogę, to staram się to nadrobić. Na przyszłość mają jeden cel. 

- Planujemy powiększenie rodziny. Będziemy się starać – śmieje się Wojtek - Mamy takiego fajnego synka, że chcemy mieć więcej takich fajnych dzieci – kończy. Wojtek za każdym razem podkreśla jak ważną istotą w jego życiu jest syn Michaś. - Myślę, że całe jego dzieciństwo zapamiętam do końca życia. Teraz ma dwa latka, a doskonale można się z nim porozumieć. Zna bardzo wiele wyrazów, doskonale buduje zdania, śpiewa z nami piosenki. Dużo radości sprawia nam obserwowanie go, obojętnie co by nie robił – uśmiecha się Wojtek. 

- Może jest też troszeczkę „naznaczony” tym, że ja uprawiam siatkówkę, bo on biega z balonem i krzyczy, że teraz blokuje, teraz asa zagrywa. Ustawia wszystkich jak mają stać, jak mają odbijać. Możliwość przebywania w jego towarzystwie raduje serce.


Wróćmy jeszcze na moment do czasów, kiedy Michałka nie było jeszcze na świecie. Nasz reprezentant swoją przyszłą żonę spotkał na pierwszym roku studiów. – Spotkaliśmy się na stancji u koleżanki. Chciałem, żeby Kasia udzielała mi korepetycji z języka angielskiego – śmieje się, bo jak się okazało, był to tylko pretekst do dalszych spotkań. - I tak to się powoli zaczęło. Potem wzięliśmy ślub, a półtora roku później urodził się Michaś. Mogę tylko powiedzieć, że miałem wielkie szczęście, ponieważ Kasia wspaniale zajmuje się domem, doskonale się opiekuje Michasiem i jestem ogromnie szczęśliwy z posiadania takiej żony i takiego dziecka.


Bohater niniejszej sylwetki ukończył studia na kierunku praca socjalna z tytułem magistra. Wojtek decydując się na taki rodzaj studiów, kierował się przede wszystkim chęcią jednoczesnego czynnego uprawiania sportu i zdobywania wiedzy, na której również mu zależało. Słynny już stał się temat pracy magisterskiej Grzyba... - Pomysł na studia wziął się z tego, że udało się pogodzić studiowanie razem z treningami, ponieważ tych zajęć, które miałem nie było aż tak wiele. Prowadzący również szli mi na rękę, jeśli chodzi o przekładanie zajęć, czy uczęszczanie na nie do innych grup. 

A jeśli chodzi o pracę magisterską, to faktycznie jest to temat dość nietypowy –
mówi. - Decydujący wpływ miały badania, które musiałem przeprowadzić wymyślając taki temat. Oczywiście pomógł mi przy tym mój promotor (dr Wiktor Sawczuk), ale nie ukrywam, że wybrałem właśnie tą tematykę ze względu na to, że mogłem liczyć na pomoc innych przy przeprowadzaniu badań, którzy zgodzili się i chętnie wypełniali m. in. różne ankiety, jakie im dawałem. Przypomnijmy, temat brzmiał: „Studenci UWM w Olsztynie wobec problemu spożywania alkoholu w czasie sesji egzaminacyjnej tuż po jej zakończeniu”.
 

            



Ważny, siatkarski cel...

Poruszając temat sportowych planów na przyszłość, mówi przede wszystkim o Olimpiadzie. Tak, jak każdy sportowiec, pragnie choć raz wystąpić na tej prestiżowej imprezie. Stara się jednak racjonalnie do tych planów podchodzić. Olimpiada to jak na razie cel, do którego zmierza cała reprezentacja. - Zrobimy na pewno wszystko, żeby na niej grać i jak najlepiej się zaprezentować. Ale niestety więcej ani obiecać, ani powiedzieć nie mogę... – zakończył Wojciech Grzyb. 



Hanna Niełacna - Reprezentacja.net

------------

**Niniejszy tekst w wersji rozszerzonej, uzupełniony o materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.

źródło: reprezentacja.net

autor: Hanna Niełacna

Do wiadomości napisano 4 komentarze

Powrót
Dodaj nowy komentarz
Zarejestruj swojego nicka.
Redakcja serwisu Reprezentacja.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy umieszczanych przez internautów.

Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe do wypełnienia

Relacje LIVE


Kwalifikacje do IO seniorek
Tokio, Japonia
 
Polska-Japonia 
sobota 17 maja 2008
godz. 11:00

-----------------------------
Kwalifikacje do ME seniorów
Olsztyn, Polska
Polska-Czarnogóra 
piątek 16 maja 2008
godz. 17:00

Kwalifikacje do ME 2009

 
Olsztyn, Memoriał Wagnera
16-18 maja 2008r. 
-------------------
Tallin
 
23-25 maja 2008r.
--------------------
Program i Wyniki
Program transmisji TV
  

Kwalifikacje do IO 2008


17-25 maja 2008
Tokio, Japonia

----------------------

Wyniki
Program transmisji TV


Szukamy grafika

 Znasz Macromedia Flash?

To ogłoszenie dla Ciebie!

Sylwetka