seniorzy 23.03.2007 06:02:02
„Kiedyś... kiedyś przed laty, kiedy pisałem taką analizę dla Gazety Wyborczej napisało mi się: Co by było, gdyby nie było Piotra Gruszki? Otóż trzeba byłoby go wymyślić!”
Zdzisław Ambroziak
|
CV: Piotr Gruszka Pseudonim: Grucha, Grusza Numer: 3 Specjalność: Przyjmujący/Atakujący Data urodzenia: 8 marzec 1977 Znak zodiaku: Ryby Stan cywilny: żonaty Córka: Marysia, ur. w 2005 r. Wzrost 206 cm Waga: 100 kg Zasięg w bloku: 325 cm Zasięg w ataku: 350 cm
Kluby: Hejnał Kęty; BBTS "Włókniarz" Bielsko-Biała, AZS Częstochowa (1995-1999); Zeta Line Padova (1999/2000); Alimenti Sardi Cagliari; Adriavolley Trieste (2002/2003); Tourcoing (2003/2004); EKS Skra Bełchatów (2004/2005); PZU AZS Olsztyn (2005/2006); BOT Skra Bełchatów (2006/2007)
Sukcesy: - uczestnik IO w Atlancie i Atenach (1996, 2004); - wicemistrz Świata (2006); - Mistrz Świata juniorów(1997); - Mistrz Europy juniorów (1996); - Mistrz Polski z AZS Częstochowa (1997, 1999) - Mistrz Polski z BOT Skrą Bełchatów (2005); - brązowy medalista MP z AZS Częstochowa (1996) |
Sportowa droga Piotra Gruszki rozpoczęła się w rodzinnych Kętach. Duży wpływ na wybór jego drogi sportowej miały tradycje rodzinne. - Na początku uprawiałem lekkoatletykę - wspomina reprezentant Polski. - Ale później, gdy zacząłem grać w siatkówkę, ta dyscyplina bardziej mi się spodobała. Na decyzję o tym, że pozostanę przy tym sporcie pewnie znaczenie miały rodzinne tradycje. Tata grał w siatkówkę, tak samo jak mój brat. On też byli moimi pierwszymi trenerami. Przekazali mi swoje wskazówki dotyczące tej dyscypliny.
W Kętach - w Sekcji Piłki Siatkowej Towarzystwa Sportowego „Hejnał”- przyszły wicemistrz świata stawiał swoje pierwsze kroki w siatkarskim rzemiośle. - Moimi trenerami w klubie byli Andrzej Pietrzyk i Marek Błasiak. Nauczyli mnie podstaw grania w siatkówkę i samej techniki odbijania. Bardzo miło wspominam czas spędzony w Hejnale, choć nie był on długi. Wcześnie zaczęto wypożyczać mnie do innych zespołów. W I klasie liceum zmieniłem klub i tak zaczęła się moja kariera w „ dorosłej” siatkówce.
Talent i umiejętności młodego Gruszki bardzo szybko zostały dostrzeżone przez szkoleniowców klubów polskiej ekstraklasy. Na początku szkoły średniej Piotrek trafił pod skrzydła Wiktora Kreboka, ówczesnego szkoleniowca BBTS-u „Włókniarz” Bielsko -Biała i zarazem selekcjonera reprezentacji Polski.
- Miałem wtedy niespełna 16 lat, ale trener Krebok postawił na mnie. Wstawił do pierwszego zespołu Bielsko-Białej, co dla mnie było wielkim krokiem do przodu. Mogłem grać siatkówkę w pierwszej lidze. Bielsko było mi bliskie nie tylko w sensie geograficznym, ale również emocjonalnym. Tam chodziłem do liceum, grałem w kadetach, zdobywałem pierwsze medale mistrzostw Polski, a potem trafiłem do pierwszego zespołu.
W 1995 Piotrek podpisał kontrakt z częstochowskim AZS-em.
– W Częstochowie grałem cztery lata, ale mieszkam już dwanaście lat. Bardzo miło wspominam okres spędzony w klubie. Z tamtego czasu zostało też wiele bliskich znajomości. Cały czas się przyjaźnię się z tą grupą ludzi, która wówczas grała w klubie. Paru z nich również mieszka w Częstochowie. Byliśmy młodzi, studiowaliśmy, graliśmy dobrze w siatkówkę i przede wszystkim wygrywaliśmy. Najważniejsze było to, że grupa młodych ludzi potrafiła się zebrać i odnosić sukcesy. Dla nas gra w takiej drużynie jak AZS Częstochowa była marzeniem – wspomina Piotrek - Może kiedyś zagram jeszcze w tym klubie. – dodaje.
W barwach częstochowskiego AZS-u Gruszka sięgnął po dwa tytuły mistrza kraju. Drużyna spod Jasnej Góry była ostatnią, w jakiej grał przed przeprowadzką do słonecznej Italii.
Poza krajem
Świetna postawa na imprezach międzynarodowych sprawiła, że młodym reprezentantem Polski zaczęli interesować się szkoleniowcy włoskich klubów. W 1999 roku Piotr podpisał swój pierwszy zagraniczny kontrakt z drużyną włoskiej Serie A, ówczesną Zeta Line Padova. W tej ekipie występował przez jeden sezon.
- To był trudny rok – wspomina Piotr Gruszka - To nie była ekipa, z którą mogłem sięgać po jakieś wyższe lokaty, ale udało nam się utrzymać w lidze. Mieliśmy młody zespół. Przed sezonem doznałem poważnej kontuzji kostki. Żeby dojść do dobrej dyspozycji potrzebowałem pięciu miesięcy. Dopiero pod koniec sezonu grałem dobrze. W następnym roku wszystko się w Padovie pozmieniało. Włodarze klubu nie widzieli dla mnie miejsca w składzie. Musiałem poszukać innego pracodawcy.
- Osobiście uważam, że dużo wcześniej powinienem trafić do Włoch, ale polskie przepisy na to nie pozwalały. Miałem propozycję gry w Maceracie, gdzie grał swój ostatni sezon sam Zorzi, ja miałem być jego zmiennikiem. W następnym roku planowano postawić na mnie. No, ale nie udało się. To już przeszłość i nie ma potrzeby do tego wracać.
W kolejnych latach Gruszka reprezentował barwy klubów serie A2: Sardynii oraz Triestu. Pobyt na Sardynii i grę w tamtejszym zespole Gruszka wspomina z sentymentem.
- Na Sardynii chciałbym kiedyś mieszkać i żyć, bo zakochałem się
w tej wyspie.
Po spadku sardyńskiego klubu z Serie A2 jego kontrakt wykupili działacze Adriavolley Trieste. Wydawać by się mogło, że już na zawsze nasz reprezentant miał być skazany na grę w serie A2 ligi włoskiej, co - wiadomych względów - nie było szczytem marzeń Piotra.
Sezon 2002/2003, podczas którego wraz z drużyną Triestu wywalczył awans do serie A, był jednocześnie ostatnim, jaki spędził na Półwyspie Apenińskim. Atakującym reprezentacji Polski zainteresowali się szkoleniowcy francuskiego Tourcoing VB Lille Metropole. Klub ten znajdował się w czołówce zespołów francuskiej ligi. Miał na swoim koncie - między innymi - wicemistrzostwo i Puchar Francji.
- To była zupełnie inna liga, na co innego zwracano uwagę, ale sam poziom siatkówki z tymi najlepszymi zespołami nie był taki zły – mówi o pobycie we Francji. Miałem propozycję na przedłużenie kontraktu z klubu, ale jakoś nie byłem przekonany do gry we Francji. Zaczął się dobry okres na siatkówkę w Polsce i postanowiłem wrócić.

Wszystkie drogi prowadzą do ... Bełchatowa?
Po pięciu latach gry poza granicami kraju przyszła pora na powrót. Powrót dość widowiskowy, bo okrzyknięty jednym z najbardziej spektakularnych transferów w Polskiej Lidze Siatkówki. Nowymi pracodawcami popularnego Gruszy zostali działacze EKS Skra Bełchatów. - Trafiłem do Bełchatowa, chociaż miałem oferty z kilku innych czołowych klubów polskiej ligi. W Bełchatowie jednak była grupa ludzi, która dawała możliwości na osiągnięcie dobrych wyników. Z nimi kiedyś grałem i wygrywałem. Jestem bardzo zadowolony, że rozwój polskiej ligi dał mi możliwość powrotu do kraju. Za granicą jest fajnie, ale tęsknota za krajem zawsze siedzi w człowieku. Kto nie był długo poza granicami ojczyzny ten nie wie jak to jest.
Powrót do rodzimej ligi okazał się dla Gruszki dość pomyślny. Już w pierwszym sezonie gry w barwach BOT Skry Bełchatów zdobył tytuł mistrza kraju. Po tym sezonie podpisał kontrakt z olsztyńskim AZS-em. - Okres spędzony w Olsztynie wspominam średnio, bo na pewno nie pokazałem tego, czego ode mnie oczekiwano i czego ja sam od siebie oczekiwałem. Kiedy jest zła atmosfera w drużynie i coś „nie idzie” to nigdy nie jest łatwo. Poza tym jest mi przykro, że tak wyszło. Akurat w Olsztynie trafiłem na taki sezon, w którym grałem gorzej. Jednak trzeba pamiętać, że nie grałem tam w tenisa ziemnego tylko w siatkówkę, a winą obarcza się tylko mnie.
Po nieudanym sezonie w Olsztynie powrócił do Skry, z którą w tym sezonie po raz kolejny walczyć będzie o tytuł mistrza Polski. - Szanse są, bo mamy grupę fajnych ludzi i szanse na to żeby wygrywać. Jednak liga zaczyna się wyrównywać. Skra dominowała w dwóch ostatnich latach. Inne kluby poczyniły wzmocnienia. Zwłaszcza Jastrzębski Węgiel, Olsztyn i Częstochowa i widać, że apetyty są wielkie żeby złamać dominację Skry. Nie powiem, że na 100% wygramy, ale myślę, że mamy duże szansę na to żeby ten tytuł obronić.
Początki reprezentacyjne
W 1996 roku, razem w kadrą juniorów, wywalczył w Nantanji (Izrael) mistrzostwo Europy juniorów. Rok później w Bahrajnie
pod wodzą Ireneusza Mazura Gruszka sięgnął po złoty medal Mistrzostw Świata. Reprezentacja juniorów nie była jednak tą, w której debiutował na arenie międzynarodowej. Piotrek zaczął, bowiem dość nietypowo, od występów w kadrze seniorów
- Zadebiutowałem w 1995 roku na mistrzostwach Europy. Kadrę prowadził wówczas Wiktor Krebok. Pierwsze kilka spotkań wychodziłem z ławki rezerwowych, później już byłem w podstawowym składzie – wspomina początki kariery reprezentacyjnej. Od tej pory żaden turniej rangi międzynarodowej nie mógł odbyć się bez udziału popularnego Gruchy.
Piotr szybko udowodnił, że powołanie go do drużyny narodowej nie było przypadkowe. Już podczas turnieju kwalifikacyjnego w greckim Patras (1996) dał się poznać jako skuteczny i wartościowy zawodnik - Ten turniej na długo zapadł w naszej pamięci, bo mieliśmy go praktycznie przegranego. W tie breaku z Grecją przegrywaliśmy 13:9 jednak udało nam się doprowadzić do wyrównania i zwyciężyć. Dla mnie było to również bardzo miłe, nie tylko ze względu na awans, ale i dlatego, że zdobyłem dwie nagrody indywidualne: dla najlepiej atakującego i punktującego tej imprezy.
Wkrótce znalazł się w grupie zawodników jadących na Olimpiadę do Atlanty. Udział w turnieju olimpijskim okazał się jednak „niewypałem” polskiej ekipy. Reprezentacja prowadzona przez Kreboka przegrała wszystkie spotkania i wywalczyła tylko jeden set! Gruszka na „rehabilitację olimpijską” musiał czekać aż osiem lat, do Igrzysk w Atenach.
Potrójny Olimpijczyk?
Piotr Gruszka jest jednym z nielicznych zawodników w kadrze Lozano, który na swoim koncie ma udział w dwóch turniejach olimpijskich.
- Na pierwszą olimpiadę (w Atlancie, 1996, przyp. aut) pojechałem jako młody chłopak i z racji swojej młodości i braku doświadczenia nie ja decydowałem o losach tej reprezentacji. Dla mnie wielkim przeżyciem był już sam fakt uczestnictwa w tak prestiżowej imprezie. Zawsze tak jest, że młodych rozlicza się najmniej, bo młodzi mają prawo robić błędy. Z mojej strony ta gra chyba nie była taka najgorsza, bo pamiętam, że zaraz po olimpiadzie miałem propozycję z uniwersytetów amerykańskich żeby zostać i grać w Stanach w siatkówkę. Jednak nie zostałem, bo wiedziałam,
że w siatkówkę profesjonalnie gra się w Europie. A później Ateny (2004 rok) to już była odrębna historia. Jechało się w zupełnie innym celu, możliwości i ambicje tego zespołu były zupełnie inne. Przy odrobinie szczęścia i umiejętności można było powalczyć o „czwórkę”. Ja grałem znowu na pozycji atakującego i zostałem sklasyfikowany na piątym miejscu w rankingu najlepiej punktujących. To chyba nie tak źle? Tylko żałuję, że nie udało się wskoczyć to tej czwórki, bo mieliśmy na to szansę.
Być może okazja na olimpijski medal zostanie wykorzystana już w przyszłym roku podczas Igrzysk w Pekinie. Czy będzie to trzecia Olimpiada w karierze Gruszki?
- Trudno powiedzieć, ale z całą pewnością będę walczył o to żeby tam pojechać. – mówi Piotrek - Po pierwsze trzeba awansować, a to samo w sobie nie jest już łatwą sprawą. To jest pierwsza rzecz. Na samej olimpiadzie będzie kilka zespołów, które będą się liczyły w walce o medal. Przecież nie jest tak, że jeśli Polska zdobyła medal na mistrzostwach Świata w Japonii to zdobędzie też na olimpiadzie. Oczywiście będziemy do tego dążyć poprzez ciężką pracę. Zawodnicy z mojego pokolenia, dla których olimpiada w Pekinie będzie najprawdopodobniej ostatnią w karierze, postarają się wywalczyć ten krążek dla siebie samych i dla kraju. Igrzyska olimpijskie to impreza bardzo prestiżowa i sam udział w niej jest już wielkim przeżyciem a zdobycie medalu to marzenie każdego sportowca.

Piotr Gruszka jest bez wątpienia zawodnikiem wszechstronnym. I choć bardzo dobrze sprawdza się na pozycji atakującego, do kadry powoływany jest zwykle jako przyjmujący. Zdarza się, że podczas turniejów występuje w podwójnej roli: w jednym meczu jako przyjmujący, a w następnym jako atakujący (co szczególnie dało się zauważyć podczas Mistrzostw Świata w Argentynie 2002).
Piotrek
z tym „krążeniem na pozycjach” świetnie sobie radzi. Jako atakujący pojechał na olimpiadę w Atenach i zajął 5. miejsce w rankingach indywidualnych w tej kategorii. Podczas mistrzostw Europy w 2003 roku został nawet wybrany najlepszym atakującym turnieju.
Umiejętność gry na dwóch pozycjach jest bardzo znamienną i charakterystyczną cechą tego zawodnika. Sam zainteresowany nie jest jednak zadowolony z takiego obrotu sprawy - Takie krążenie
na pozycjach mi nie służy, jest to jedna z przyczyn błędów. Osobiście bardziej widzi siebie jako atakującego, choć zdaje sobie sprawę, że ta pozycja jest już w naszej drużynie narodowej bardzo oblegana.
Reprezentant „na etacie”
Piotra Gruszkę bez wątpienia można nazwać reprezentantem „na etacie”. Śledząc stopnie jego kariery można oprzeć się wrażeniu, iż w istocie są one odzwierciedleniem występów naszej drużyny narodowej przez ostatnie 12 lat.
W dorobku Piotra znajdują się występy w Lidze Światowej, udział w mistrzostwach Świata oraz mistrzostwach Europy. Każdy z kolejnych szkoleniowców reprezentacji obdarzał go kredytem zaufania. Tak również było w przypadku Raula Lozano. To właśnie pod jego wodzą Piotr Gruszka, kapitan reprezentacji Polski, wywalczył największy z dotychczasowych sukcesów - wicemistrzostwo świata.
Na mistrzostwa Świata pojechał w roli rezerwowego. W podstawowym składzie na jego pozycji grali Sebastian Świderski i Michał Winiarski. Piotrek przez większą część turnieju wchodził na krótkie zmiany i wydawało się, że zostanie tak aż do końca mistrzostw. Przełomowym okazał się pamiętny mecz z Rosją, który zapisał się w pamięci kibiców jako mecz dwóch zmienników: Szymańskiego i Gruszki. To właśnie Piotrek okazał się tym, który w trudnym momencie jest w stanie – jak przystało na kapitana drużyny – poderwać zespół do walki. Wszedł z ławki rezerwowych i walnie przyczynił się do zwycięstwa polskiej ekipy nad Rosjanami. Rangi tego zwycięstwa nie trzeba przypominać. To był przecież mecz, który poprowadził Polskę do medalu mistrzostw Świata, na który Piotrek czekał aż 12 lat swojej reprezentacyjnej kariery...
- Dla mnie to było 12 lat, a dla polskiej reprezentacji 30. Dlaczego tak długo musieliśmy czekać? To bardzo trudne pytanie. W pewnym momencie Raul Lozano i pokazał nam siatkówkę z innej strony. Poprzestawiał w głowach w sensie gry i taktyki. Trzeba się tylko cieszyć, że taki człowiek nam pomógł. Siatkówka to jest sport, w którym zawsze się można czegoś nauczyć i on nam to uświadomił.
Poza parkietem
Czas wolny spędza przede wszystkim z rodziną. - Z tym czasem nie jest tak łatwo, ale staram się nie zaniedbywać rodziny i mieć dla niej czas, bo wiem, że ona żyje moją karierą. Staram się każdy wolny dzień spędzać z żoną i córeczką. Córka ma 18 m-cy i już zaczyna rozumieć, czym tata się zajmuje, bo jak wychodzę z domu to mówi „pa pa” i że tata idzie robić „bam”. Jednak wolny czas dla mnie to jest odbicie się od siatkówki. W wolnym czasie nie chcę myśleć ani rozmawiać o siatkówce – mówi Piotrek.

Piotr, czyli opoka
Na pytanie o swoje wady i zalety wciąga z kieszeni telefon komórkowy. - Jaki jestem? To trudne pytanie, ale w telefonie mam zapisaną charakterystykę mojego imienia. Wszystko się zgadza. Wszystko zapisane jest w moim imieniu Piotr - opoka, skała – czyta. - Dobry ambitny wrażliwy na ludzkie sprawy, prostolinijny, zawsze chętny do pomocy innym, wybuchowy nerwowy. Dobry ojciec, lubi podróże, kulturalny, nie lubi obłudy i nieróbstwa. Taki chyba jestem – dodaje.
A jak Piotrka oceniają koledzy z reprezentacji?
- Piotrek jest człowiekiem, którego czasem ciężko rozgryźć – mówi Paweł Zagumny. - Na pewno bardzo emocjonalnie podchodzi do tego, co robi, przejmuje się tym. Nawet może czasami za bardzo i to mu przeszkadza. Jest profesjonalistą, dobrze wykonuje swój zawód. Razem graliśmy w klubie, tam miałem okazje go obserwować, i dobrze wspominam ten czas – dobrze nam się współpracowało. W reprezentacji może ostatnio nie odgrywa głównej roli, ale za to pełni bardzo ważną funkcję kapitana i uważam, że bardzo dobrze się z niej wywiązuje. A to przecież również nie jest bez znaczenia.
- Prywatnie to odpowiedzialny, dojrzały facet, ma jasno określone cele w życiu i wie jak do nich dążyć i jak je realizować. Pogodny, wyrozumiały w codziennych kontaktach poza boiskiem. Naprawdę fajny i inteligentny facet – podkreśla Krzysiek Ignaczak. - Na boisku jest ambitny, waleczny, taki dobry duch zespołu. Potrafi pociągnąć grę, kiedy inni zawodnicy przeżywają cięższe chwile na parkiecie. Jest wybuchowy - to prawda, ale można to odebrać niekoniecznie jako wadę, ale również jako zaletę, ponieważ i on sam i koledzy z drużyny potrafią się wtedy lepiej umotywować do walki. Piotr bardzo dużo myśli o grze, wyciąga wiele wniosków, przez to poprawia elementy gry. Ciężko pracuje na treningach, stara się być coraz lepszy, nie lubi przegrywać, przy napięciach i stresach można na niego liczyć.
- Mam z nim dobry kontakt, to dobry kumpel. Uczynny, pomocny – twierdzi Grzegorz Szymański. - Dobrze sprawuje funkcję kapitana reprezentacji, doskonale zna język włoski, dobrze dogaduje się z Raulem Lozano. Szybko wymyśla dobre rozwiązania, kiedy na parkiecie nie idzie nam dobrze taktycznie. To zawodnik kompletny. Kiedy ma taki wybuchowy dzień, wówczas jest nie do zatrzymania. To jest przydatne i pomaga przy mobilizacji całej ekipie.
- On już jest dwanaście lat w kadrze i zawsze jest jednym z kluczowych zawodników pomimo tego, że nie zawsze gra – podkreśla II trener reprezentacji Polski Alojzy Świderek - Ja wiem, że ta rola rezerwowego ostatnimi czasy nie jest mu na rękę i może być mu z tego powodu przykro. Jednak znakomicie się sprawdził jako zawodnik wchodzący na mistrzostwach świata w spotkaniu z Rosją. To między innymi dzięki niemu ten mecz został wygrany. Nawet w takim krótkim epizodzie ta jego postawa, taka bardzo dojrzała, profesjonalna, przydała się zespołowi. Jest bardzo profesjonalny na treningach, robi wszystkie rzeczy, które się od niego wymaga, podporządkowuje się w każdej roli. To, co ma do zrobienia wykonuje dobrze i sumiennie. Także jego pozycja kapitana z roku na rok staje się mocniejsza. Zresztą nie buduje się autorytetu kapitana z dnia na dzień. Piotrek to taka ostoja reprezentacji.
Tekst: Katarzyna Biernacka
- Reprezentacja.net
Z Piotrem Gruszką rozmawiała: Barbara Kuziemska
- Reprezentacja.net
**Niniejszy tekst w wersji rozszerzonej, uzupełniony o materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.
źródło: reprezentacja.net
autor: Katarzyna Biernacka
Do wiadomości napisano 13 komentarzy

Znasz Macromedia Flash?
To ogłoszenie dla Ciebie!