seniorzy 30.03.2007 01:18:52
|
CV: Paweł Zagumny Data urodzenia: - 18 października 1977r.
Sukcesy klubowe: Sukcesy reprezentacyjne: |
Słuchając opinii na temat Pawła i tego, co sam o sobie mówi, można odnieść wrażenie, że to człowiek o dwóch twarzach. Ta pierwsza - zawodowa, z siatkarskich parkietów i ta druga - prywatna, znana tylko rodzinie i przyjaciołom. Z jednej strony małomówny, zdecydowany, prowadzący kolegów do walki przywódca a z drugiej miły, lubiący spotkania przy grillu i skory do rozmów dobry kolega.
- Na Pawle mogę polegać, mogę chyba określić go mianem przyjaciela. Krąży stereotyp, że jest małomówny, i cóż, może i tak jest, ale tylko na boisku. Prywatnie to wygadany facet. Może nie jest gadułą, ale milczkiem też nie – twierdzi Wojtek Grzyb. Trochę tajemniczy, poważny, zdecydowany, jaki jeszcze...?
W przypadku Pawła można powiedzieć, że to nie on wybrał siatkówkę – to raczej ona wybrała jego. Nigdy nie stawiał sobie pytań: kim będę? Czym się zajmę w przyszłości? Już jako dziecko wiedział. - Mój ojciec grał w siatkówkę, mama również. Oboje byli trenerami. Właściwie nie miałem wielkiego wyboru. Od najmłodszych lat
w moim życiu była tylko siatkówka. W zasadzie nie miałem żadnych wątpliwości, już na początku wiedziałem, że siatkówką zajmę się na poważnie.
Od pierwszych dni swojej siatkarskiej kariery ustawiany był na pozycji rozgrywającego, dlatego też jednym z idoli z tamtych czasów był wieloletni gracz AZS Olsztyn, Mariusz Szyszko. - Myślę, że wtedy nie było w Polsce lepszego – wspomina Zagumny. Z siatkarzy zza granicy podziwia włoskiego „wystawiacza” Tofoliego. - Ze światową czołówką nie mieliśmy większego kontaktu, tylko czasami przewijała się jakaś kaseta i wtedy bardzo podobała mi się gra włoskiego rozgrywającego.
Pierwszym klubem Gumy był MKS MDK Warszawa. Mając 13 lat swoje pierwsze kroki stawiał pod okiem trenera Pawła Marcinkowskiego. Później jego kariera stale się rozwijała a Pawłem zainteresowane były coraz to lepsze kluby nie tylko z Polski, ale też z zagranicy. Kolejno reprezentował barwy Politechniki Warszawa, Czarnych Radom, Morza Szczecin oraz AZS-u Olsztyn. Jak można się było spodziewać pojawiła się również propozycja z Włoch. Zaraz potem Zagumny wyjechał do Padwy.
- Moja decyzja o tym czy jechać, mogła być tylko jedna. Tak, jechać! Takich okazji się nie odrzuca, musiałem ją przyjąć. Jak sam często podkreśla dokonany przed laty wybór, teraz tylko pomaga. Paweł przypomina, że jeszcze 7 lat temu różnica klas pomiędzy rozgrywkami w Polsce a na Półwyspie Apenińskim była ogromna. Jego opinię potwierdzają również inni polscy zawodnicy, którzy zdecydowali się na grę w Italii.
- Teraz decyzja o nauce w Serie A procentuje. Różnica między ligą polską a włoską jest nadal, a kiedy ja wyjeżdżałem, była ona jeszcze większa. Nasz poziom z roku na rok poprawia się, różnice się zacierają, ale jednak chyba jeszcze nie można tych dwóch lig w żaden sposób porównywać. Patrząc kilka sezonów wstecz można powiedzieć, że mieliśmy bodajże dwie drużyny, które ewentualnie mogłyby nawiązać równorzędną walkę z klubami z Półwyspu Apenińskiego. Teraz tych zespołów jest więcej, niemniej jednak liga włoska nadal pozostaje najsilniejszą ligą na świecie. Mamy tam 10, 11 ekip bardzo wyrównanych, które mogą walczyć o mistrzostwo.
Od 2003 roku Paweł Zagumny reprezentuje barwy PZU AZS-u Olsztyn i jak często podkreśla czuje się w tym klubie znakomicie. Ze wszystkich drużyn, w jakich do tej pory grał, to właśnie w Olsztynie najlepiej się odnajduje. Mieszka tam od paru lat, ma dobrych znajomych. W klubie występuje między innymi z Pawłem Papke, którego zna od kilkunastu lat, przyjaźnią się i pomagają sobie. W olsztyńskim klubie odnosi swoje największe sukcesy, więc pobyt w stolicy Warmii i Mazur jest jednym z lepszych okresów w jego sportowej karierze.
- Z barierą językową poradziłem sobie szybko. Nie miałem z tym problemów. Samo życie we Włoszech na pewno jest inne niż w Polsce. Na pewno jest cieplej... Mieszkałem w bardzo ładnym mieście, w Padwie, stare włoskie miasto, ciekawe zabudowania, fajny klimat. Przestawienie się na grę z najlepszymi zawodnikami na świecie było dla mnie trudne. Szybko okazało się jednak, że to tylko chwilowy problem, z którym zmierzyć się muszą wszyscy zawodnicy tuż po zmianie klubu.
- Aklimatyzacja w zespole przebiegała bez większych kłopotów. Miałem dobrych, starszych ode mnie kolegów, którzy mi pomogli. Najpierw rozmawialiśmy po angielsku, później już po włosku. Dla Pawła trzy lata spędzone we Włoszech to przede wszystkim ciężka praca, treningi, mecze, wyjazdy, a po zakończeniu sezonu szybki powrót do domu. - Byłem w paru miejscach, ale w trakcie sezonu nie miałem dużo czasu na zwiedzanie. Po lidze chciałem jak najszybciej wrócić do domu do rodziny, z którą dawno się nie widziałem. Byłem w Wenecji trzy razy gdyż mieszkaliśmy stosunkowo blisko. Podoba mi się to miasto – dodaje najlepszy „rozgrywacz” świata.
Pierwsze występy z Orłem na piersi
W kadrze kadetów Paweł Zagumny grał od 1993 roku. Nie był to jednak czas, który może zaliczyć do udanych. Występy w zespole kadetów przyniosły porażki i rozczarowanie. Pawłowi tamten okres kojarzy się raczej z niepowodzeniem, niewiele pozytywnych rzeczy pamięta, mało też o tym opowiada.
Pierwsze powołanie do seniorskiej drużyny przyszło trzy lata później. Polaków prowadził wówczas Wiktor Krebok. – Powołanie było dla mnie dużym zaskoczeniem. W tym czasie było dużo innych dobrych zawodników. Cieszyłem się, że trener postawił na mnie. Oczywiście nie byłem pierwszoplanową postacią, tylko drugim czy trzecim rozgrywającym. To normalna kolej rzeczy.
Paweł z rozbrajającą szczerością przyznaje, że sam dokładnie nie pamięta meczu, który mógłby uznać za swój prawdziwy debiut. – To było przed kwalifikacjami do Igrzysk w 1996 roku w Atlancie. Turniej w Patras. Nie potrafię jednak dokładnie określić momentu, który mógłby być czymś w rodzaju prawdziwego debiutu.
Na sukcesy w „dorosłej” siatkówce Paweł musiał jednak poczekać. Znacznie szybciej zaczął zdobywać złote medale mistrzostw Europy i świata w kategorii juniorów. Pierwsze trofeum przywiózł z Izraela w roku 1996, po raz pierwszy w został wtedy mistrzem Starego Kontynentu. Rok później, w Bahrajnie, wywalczył wspólnie z kolegami z kadry złoty medal mistrzostw Świata.
W ciągu wielu lat gry w siatkówkę miał okazję współpracować z wieloma trenerami. Jednak trudno mu było nie wyróżnić szczególnych zasług Raula Lozano w rozwoju polskiej siatkówki. - Jeśli chodzi o trenerów to myślę, że od każdego można coś ciekawego dla siebie wyciągnąć. Najwięcej jak do tej pory osiągnęliśmy pod wodzą Raula Lozano, który prezentuje podobne spojrzenie na grę jak większość szkoleniowców włoskich. A mnie ten styl prowadzenia drużyny bardzo pasuje. Jego ogólne podejście do treningów, poszczególnych ćwiczeń. Raul jest konsekwentny w tym, co robi, czasami trochę uparty. W zasadzie są to cechy, którymi mógłbym opisać samego siebie.
Olimpiada - niesamowite przeżycie, ale bez sukcesów
Wyjazd na Igrzyska Olimpijskie to marzenie każdego sportowca. Wielu sportowców twierdzi, iż, nie ma cenniejszego medalu niż olimpijskie złoto. Paweł Zagumny był na tych zawodach dwukrotnie. Jednak jak do tej pory ani występ polskiej reprezentacji seniorów w Atlancie w 1996 roku, ani w 2004 w Atenach nie był udany. Przyniósł raczej więcej rozczarowań, niż powodów do radości.
– Atlanta to moja pierwsza Olimpiada. Niesamowite przeżycie. Mało tam grałem, ale ten wyjazd z pewnością się opłacił. Igrzyska Olimpijskie w Atenach odebrałem już nieco inaczej. Chociaż podobnie jak cztery lata wcześniej przeszły jakby obok mnie, bo niewiele razy pojawiałem się wówczas na parkiecie. Ale dużo się tam działo, nasz zespół momentami grał dobrze. Pojechaliśmy tam również z innymi celami – twierdzi.
- Mało jest też wspólnych cech między tymi dwoma imprezami. Jak na razie to japońskie mistrzostwa świata są dla mnie imprezą numer 1. Tam zdobyliśmy przecież jak na razie jedyny nasz medal. Może w Pekinie to się zmieni? Czas spędzony w Atenach był dla Pawła szczególnym momentem również z innego powodu – Moja żona była akurat w ciąży, ale ten fakt nie wpływał jakoś znacząco na moją grę. Na bieżąco byliśmy w kontakcie telefonicznym. Nie było żadnych oznak, że Wiktoria miałaby się urodzić zanim ja zdążę przyjechać.
Opowiadając o swoich wrażeniach z wyjazdu na Igrzyska, Paweł zaznacza, że nie tylko te dwie Olimpiady były inne. On sam w ciągu tych ośmiu lat stawał się innym zawodnikiem. – Do Atlanty pojechałem mając 18 lat, byłem młodym siatkarzem, jeszcze nie ogranym. W Atenach miałem już 26 lat i sporo lat gry za sobą, co wiąże się z dużo większym bagażem doświadczeń.
Ciemniejsza strona sportu
W zawodowym sporcie kontuzje są wpisane w życie każdego zawodnika. W przypadku Pawła można śmiało powiedzieć, iż los nie był dla niego przychylny a kontuzje zdarzały się bardzo często i jak to zwykle bywa - w najmniej odpowiednich momentach. - Tak, najgorsze są właśnie kontuzje, które w trakcie kariery mnie nie omijały. Sam powrót do gry już po wyleczeniu również nie należy do najłatwiejszych. Mnie przeważnie te urazy przytrafiały się w okresie reprezentacyjnym. W czasie ligi praktycznie nic się groźnego nie działo, poza drobnymi kontuzjami, kiedy to opuszczałem maksymalnie jeden, może dwa mecze.
Grzegorz Szymański jest zdania, że gdyby nie kontuzje Paweł już dawno znalazłby się na tym poziomie, który obecnie prezentuje. - Szkoda, że przez kilka lat trapiły go kontuzje, np. miał duże kłopoty z kręgosłupem. Mógłby w tym czasie osiągnąć sporo sukcesów, bo potencjał ma naprawdę wielki – uważa Grzegorz.
Guma wspomina także swoje jak do tej pory największe rozczarowanie związane z grą w biało-czerwonych barwach. - Wracałem po kontuzji a trener Ryszard Bosek nie wziął mnie na finał Ligi Światowej, który był wtedy rozgrywany w Katowicach. Myślę, że byłem na tyle zdolny do gry, aby być może nie pierwszym, ale drugim rozgrywającym. Bardzo mnie to wtedy dotknęło.
W kolejnych latach Paweł już na stałe zagościł w podstawowym składzie, ale drużynie nadal nie udawało się potwierdzić swoich ogromnych możliwości. Sukcesy juniorskie nie przekładały się na wyniki „w seniorach”. Rozczarowani byli i siatkarze i kibice. Aż w końcu…
Srebrne czasy Polskiej siatkówki
…aż w końcu nadszedł przełom. Zatrudniono nowego trenera z Argentyny – Raula Lozano i wreszcie z ważnej imprezy biało – czerwoni przywieźli medal. – Nasz występ w Japonii to najprzyjemniejszy moment w mojej karierze. Na pewno srebrny medal, a wcześniej dwa złote krążki w juniorach będę zawsze mile wspominał. Choć zdobyte na zupełnie innych poziomach, w zupełnie innym czasie to przyjemność z ich wywalczania jest podobna.
Trudno było także nie wspomnieć o meczu przeciwko Rosjanom. Nikogo nie powinno dziwić, że Paweł właśnie to spotkanie wymienia jako najbardziej emocjonujące ze wszystkich, w jakich do tej porty miał okazję zagrać. - Mecz z Rosją z ostatnich mistrzostw, bardzo zacięty, ale wygrany. Pamiętam też finały, w których grałem w reprezentacji – i w juniorach i seniorach. A przegrane? – z Serbami, których gry nie mogliśmy długo przełamać, aż w końcu udało się w Japonii.
Dla każdego z wicemistrzów świata wynik listopadowego mundialu to tylko kolejny powód do tego, aby w przyszłości jeszcze bardziej zaangażować się w treningi i dalej ciężko pracować. Mówili o tym już na lotnisku ze srebrnymi medalami na piersi, powtarza to również Paweł. - Teraz chcemy walczyć o następne medale. Będziemy dalej trenować, bo takie chwile jak w Japonii należą do najprzyjemniejszych w życiu sportowca. Kiedy się zdobywa medal. Wiadomo, że niczego nie da się zaplanować. To w końcu sport, wszystko się może zdarzyć. Inni również trenują. Ale będziemy się starać.
Na rok 2007 przypada wiele ważnych imprez, z których najważniejsza to mistrzostwa Europy, które odbędą się w Rosji. Zagumny dodaje jeszcze jeden istotny cel. - Na pewno będziemy chcieli się pokazać w meczach u siebie. Liga Światowa to duże wydarzenie. Nie byłem zaskoczony, że to nam przyznano organizację finału. Zawsze wszystko było dobrze zorganizowane, my pod względem sportowym podnieśliśmy swój poziom, mam nadzieję, że przed własną publicznością staniemy na podium...
Paweł Zagumny należy do jednych z bardziej doświadczonych zawodników w naszej kadrze.
- Podobnie jak trener Lozano jestem uparty w dążeniu do celu, bywam nerwowy. Powiedziałbym, że to są i wady i zalety. W sporcie te cechy pomagają, w życiu osobistym przeszkadzają. Na pewno mam w sobie jakieś cechy przywódcze. Koledzy na boisku słuchają mnie, liczą się z moim zdaniem. Raczej nikt nie stara się podważać mojego autorytetu. Znajomi podkreślają jednak, że umie się bawić, ma świetne poczucie humoru.
- Chociaż na boisku jest inny niż w kontaktach prywatnych – spokojny, stateczny. Facet światowego formatu – mówi Wojtek Grzyb.
- Można z nim szczerze porozmawiać, jeśli są problemy to wszystko można z nim szybko wyjaśnić, tak aby nie zostały żadne niedomówienia – dodaje Piotr Gruszka. - Ma dobrze poukładane w głowie, świetnie mi się z nim współpracuje. Pierwszy „rozgrywacz” świata – to wiele mówi.
- Fajny kumpel, można z nim konie kraść – to z kolei opinia Grzegorza Szymańskiego. - Jest inteligentnym facetem, a czasem krótkie i mądre wypowiedzi są bardzo, bardzo cenne i trafne.
Nasuwa się tu od razu pewna anegdota, jak to pewien dziennikarz zapytał bohatera niniejszej sylwetki „jaka jest Twoja zagrywka? Mocna czy lekka? - Przyjdź i sam spróbuj odebrać – skwitował Paweł.
O Zagumnym w samych superlatywach mówi też asystent Raula Lozano, Alojzy Świderek.
- W tej chwili to najlepszy polski rozgrywający. Pod względem doświadczenia, dojrzałości zawodniczej nabytej w ciągu długich lat występów. To, w jaki sposób teraz gra, to w mojej opinii kwintesencja całej jego kariery. To, co od samego początku chciał osiągnąć, a nie zawsze mu się to udawało. W jego grze widzi się, co mnie bardzo cieszy, radość z tego, co robi. Z tego jak dobrze zagra, jak piłka jest skończona dobrze przez atakującego. Cieszy się z udanych akcji, z tego, że oszukał przeciwnika, że mu wyszło. Widać, że siatkówka z powrotem zaczęła mu sprawiać przyjemność.
Na pytanie o to czy długo trzeba było go namawiać na grę w drużynie narodowej po przejęciu jej przez Argentyńczyka, Świderek stwierdził: - Paweł jest zawodnikiem bardzo mądrym. Szybko zrozumiał, że większa praca, jaką trzeba włożyć w trening tylko mu pomoże. Chciałem też podkreślić, że chodzi tu
o mądrą pracę. On miał wiele problemów zdrowotnych, i myśmy tak zaprogramowali tę naszą pracę, uwzględniając jego liczne kłopoty. Paweł trenuje troszkę inaczej niż wszyscy inni. Cały zespół to akceptuje, a on zdaje sobie sprawę, że w niektórych elementach, których jest bardzo niewiele, trenuje inaczej niż reszta. Alojzy Świderek mówi też o roli, jaką Zagumny spełnia w zespole. - Paweł ma bardzo duży wpływ na to jak gra cała drużyna. Jest siatkarzem inteligentnym, dobrze czyta grę. Potrafi z trudnych momentów wychodzić obronną ręką. Często ma się do niego pretensje, jak np. fakt, że w Lidze Światowej dwa lata temu trzy razy rozegrał do Świdra a ten nie zakończył akcji punktem. Dla mnie to nie miało znaczenia, sposób jego rozegrania. Teraz natomiast sądzę, że jego pozycja jest tak silna, że nikt nie będzie mu wytykał jego błędów. W tym roku pozycja Pawła na świecie może się jeszcze ugruntować. Ma możliwość zrobić teraz kolejny krok do przodu i być jeszcze lepszym. – zakończył Świderek.
„Guma” - Student
- Studiuję stosunki międzynarodowe, jestem na trzecim roku, piszę pracę pt. „Globalizacja w stosunkach międzynarodowych”. Nie ma z tym trudności, jakoś daję radę wszystko ze sobą pogodzić. Na uczelni nie mam żadnych problemów. Kiedy może również sporo czyta. – Przede wszystkim książki sensacyjne, ostatnio przeczytałem chyba większość książek Cobena. Lubię też kryminały. A z filmów to naprawdę różnie. Od komedii po thrillery.
W kuchni – „nie szalejący tradycjonalista”
Z czasów spędzonych we Włoszech Pawłowi pozostało zamiłowanie do tamtejszej kuchni.
- Jeżeli sam coś przyrządzam to dania włoskie, albo jakieś mięso na grillu. Bardzo lubię potrawy z kuchni włoskiej, kiedy grałem we Włoszech przyzwyczaiłem się do tego typu jedzenia. Z polskich? Na pewno mielone i tradycyjny polski schabowy. I jeszcze steki wołowe. W tej dziedzinie nie decyduje się na eksperymenty. - Kiedyś Łukasz Żygadło namówił mnie na sushi, ale jakoś niespecjalnie mi to smakowało. Jeśli chodzi o jedzenie to faktycznie jestem tradycjonalistą, nie szaleję.
Po pierwsze rodzina
Paweł opowiadając o swoich zajęciach nie związanych z siatkówką, podkreśla, że najbardziej zależy mu na tym, żeby po pierwsze spędzić jak najwięcej czasu z rodziną i po drugie: wypocząć. Raczej w sposób bierny, niż aktywny. - Szczerze mówiąc czasu wolnego nie mam za dużo, dlatego zawsze wtedy, kiedy go mam, staram się wyjechać z żoną i córką na jakiś urlop, na tydzień, dwa. Do jakichś ciepłych krajów, porządnie się wygrzać. W ten sposób odpoczywam. Ze sportu to tenis, siatkówka plażowa.
Swoją przyszłą żonę Oliwię poznał w jednym z warszawskich klubów. Czym go urzekła? - Krótko mówiąc musi mieć to „coś”. Coś co ma moja żona. W przypadku państwa Zagumnych idealnie sprawdza się teza o tym, że przeciwieństwa się przyciągają.
– Oliwia jest zupełnie inną osobą niż ja. Raczej moje przeciwieństwo. Zawsze pogodna, wesoła, potrafi podtrzymać mnie na duchu, pocieszyć. Świetnie zajmuje się naszym domem, kiedy mnie nie ma. Poza tym jest bardzo ładną, zgrabną kobietą. Ślub wzięli 19 lipca 2003 roku. Ich córka Wiktoria urodziła się tuż po zakończeniu turnieju olimpijskiego w Atenach. – Byłem przy porodzie. Zaraz po moim powrocie z Grecji. Niesamowite przeżycie.
Marzenia
Nie ma ich zbyt wiele. Zależy mu przede wszystkim na spokoju i chwili odpoczynku - Chciałbym kiedyś pojechać do Meksyku albo na Kubę, nie byłem też nigdy na Dominikanie. Jak się „nalatam” w sezonie reprezentacyjnym, to później wolałbym pojechać gdzieś bliżej, żeby tego uniknąć. Dodaje także, że marzy mu się wreszcie własny dom, w którym mógłby zamieszkać z żoną i córką.
– Chciałbym posadzić drzewo koło własnego domu w końcu. Móc w nim przede wszystkim wreszcie zamieszkać, chociaż przez chwilę. Buduję go od lat i ciągle to nie jest skończone... O zakończeniu sportowej kariery jeszcze nie myśli. Na pewno nie jest to kwestia najbliższych dwóch, trzech lat. - Jak na razie staram się nie zaprzątać sobie tą sprawą głowy. Jakieś pomysły są, czasem pojawiają się dość spontanicznie, ale do tego momentu upłynie na pewno jeszcze dużo czasu. Nie jest to kwestia najbliższych lat w każdym razie.
Liczy się z tym, że po zakończeniu sezonu może po raz kolejny wyjechać z Polski i zagrać w klubie zagranicznym. - Oczywiście cały czas o tym myślę. Biorę to pod uwagę, że tak się może stać. Jeśli się pojawi konkretna propozycja z w miarę dobrego klubu, a po mistrzostwach świata kilka takich ofert mi złożono, to czemu nie? Wszelkie decyzje będę podejmował dopiero po zakończeniu sezonu.
Hanna Niełacna - reprezentacja.net
--------
*Niniejszy tekst w wersji rozszerzonej, uzupełniony o materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.
źródło: reprezentacja.net
autor: Małgorzata Mauer
Do wiadomości napisano 19 komentarzy

Znasz Macromedia Flash?
To ogłoszenie dla Ciebie!