seniorzy 06.04.2007 08:27:00
Zadziorny, waleczny, na parkiecie prawdziwy fighter, tzw. typ niepokorny. Uznawany za jednego z najbardziej wszechstronnych zawodników młodego pokolenia. Michał Bąkiewicz, czyli siatkarz z charakterem.
Pierwszą dyscypliną, którą zaczął trenować „za młodu” była nie siatkówka, lecz piłka nożna. Bakcyla „kopanej” złapał za sprawą swoich kuzynów, którzy uprawiali właśnie ten sport. „Na początku razem z moimi braćmi próbowaliśmy swoich sił w tym kierunku. No i niezależnie od sportu zawsze miałem kontakt z piłką. I tak jakoś zostało, że piłka to moja pasja”- opowiada Michał.
Było mu o tyle łatwo urzeczywistniać swoje pasje, że mógł liczyć na wsparcie bliskich. „Miałem to szczęście, że w dążeniu do osiągania sportowych sukcesów od początku wspierała mnie cała rodzina. Dlatego też nigdy nie miałem problemów związanych z tym, że dużo czasu w moim życiu zajmował sport.”
|
CV: Michał Bąkiewicz Data urodzenia: 22.03.1981 r.
- Resovia Rzeszów (1997-2000); - AZS Częstochowa (2000-2003) - Skra Bełchatów (2003-2004); - PZU AZS Olsztyn (od 2004). - Srebrny medalista Mistrzostw Polski kadetów- 1996 - Trzykrotny wicemistrz Polski z AZS Częstochowa -2001, 2002, 2003 - Finalista Pucharu Polski ze Skrą Bełchatów - 2004, - Wicemistrz kraju z PZU AZS Olsztyn - 2005, - Brązowy medalista Mistrzostw Polski z PZU AZS Olsztyn - 2006 Sukcesy reprezentacyjne: - Brązowy medalista Mistrzostw Świata kadetów w Arabii Saudyjskiej - 1999 - 5 miejsce Mistrzostw Europy juniorów we Włoszech - 2000 - 5 miejsce Mistrzostw Europy seniorów w Niemczech - 2003r. - Olimpijczyk z Aten 2004 – miejsca 5-8 - Srebrny medal Mistrzostw Świata seniorów w Japonii - 2006 |
Zanim ostatecznie wybrał siatkówkę w szkole podstawowej otarł się również o piłkę ręczną i koszykówkę. Podczas jednego z koszykarskich turniejów został nawet dostrzeżony przez działaczy z Włocławka, od których dostał propozycję przejścia do Anwilu – klubu koszykarskiej ekstraklasy.
Co sprawiło, że ostatecznie poświęcił się akurat siatkówce? Jak sam przyznaje przyczyniły się do tego dwie rzeczy: „Po pierwsze mój nauczyciel w-fu, pan Antoni Szczepkowski, był zapalonym siatkarzem, no a drugą kwestią był wzrost, bo jak wiadomo w piłce nożnej takie parametry, jakie miałem, nie predysponowały raczej do gry o wysokie stawki.”
Prawdziwa siatkówka zaczęła się jednak dopiero od momentu, gdy dostał się do Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Jak tam trafił? „Zupełnym przypadkiem trener Bzury Ozorków zauważył mnie w jakimś międzyszkolnym sparingu i powołał do kadry makroregionu. Wszystko potoczyło się później jednym ciągiem, gdyż następną imprezą był Turniej Nadziei Olimpijskich, który jest zresztą do tej pory rozgrywany co roku. Udało nam się go wygrać, a dalej wszystko potoczyło się już „z górki”.
Turniej Nadziei Olimpijskich to impreza, która służy wyłanianiu młodych talentów, kandydatów do zasilenia szeregów kolejnych roczników SMS-ów. Ponieważ Michał wypadł na turnieju bardzo dobrze, dostał swoją szansę i zaraz po skończeniu szkoły podstawowej opuścił rodzinny Piotrków Trybunalski i rozpoczął naukę w rzeszowskiej Szkole Mistrzostwa Sportowego.
„Od samego początku byłem zdecydowany, że jeżeli tylko zostanę przyjęty to oczywiście bardzo chętnie tam pójdę. Ani razu nie miałem okresu zwątpienia, wręcz przeciwnie cieszyłem się, że mogę tam kształcić swoje umiejętności siatkarskie. I tak jakoś psychicznie się do tego nastawiłem. Dużo zawdzięczam trenerowi Edwardowi Sroce, który prowadził mnie przez cztery lata, zarówno w szkole, jak
i w reprezentacjach młodzieżowych.”
Gdy kończył trzecią klasę SMS-u w Rzeszowie został przeniesiony do Spały. Okres pobytu zarówno w Rzeszowie jak i Spale nasz reprezentacyjny przyjmujący wspomina niezwykle miło. Jego kolegami ze szkolnej ławki był m.in. Wojtek Grzyb oraz śp. Arek Gołaś, który dołączył do zespołu już w Spale, w czwartej klasie liceum.
Będąc uczniem SMS-u, Bąkiewicz występował jednocześnie w Resovii Rzeszów. „Kiedy byłem juniorem młodszym zdobyliśmy z chłopakami z Resovii Rzeszów wicemistrzostwo juniorów starszych w 1996r. Grałem w drużynie juniorskiej, choć byłem wtedy dopiero w pierwszej klasie SMS-u i rocznikowo powinienem grać w kadetach.
Dwa lata później w 1998r. zawodnik zdobywał już doświadczenie na niwie międzynarodowej. Były to pierwsze Światowe Igrzyska Młodzieżowe, które Michał z kolegami z drużyny zakończył na 5. miejscu. „Zawody odbyły się w Moskwie i wyglądały jak taka młodzieżowa olimpiada.”
„Nie byłem nigdy na Uniwersjadzie, ale wtedy w Moskwie były wszystkie dyscypliny młodzieżowe. Mieliśmy swoją wioskę olimpijską, czyli naprawdę wszystko wyglądało jak na profesjonalnej olimpiadzie” - opowiada. Była to pierwsza międzynarodowa impreza sportowa, w której brał udział. Wspomina ją z nutką nostalgii w głosie. „Było super. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem. Szkoda oczywiście, że wynik nie był lepszy, ale wtedy mieliśmy po 16, 17 lat,i nie ukrywam, że wszyscy czuli się bardzo zadowoleni.”
W 1998r. Michał wraz reprezentacją kadetów wywalczył 4. miejsce na mistrzostwach Europy w Gdańsku. „Potem były Mistrzostwa Świata w Arabii Saudyjskiej, gdzie zdobyliśmy brązowy medal. Później Mistrzostwa Europy juniorów we Włoszech, gdzie zajęliśmy 5. miejsce. Nie miałem okazji grać w kolejnych MŚ juniorów we Wrocławiu z tego względu, że po pierwszym sezonie gry w lidze, w barwach AZS Częstochowa miałem przeprowadzony zabieg na kości piszczelowej.”
Jeśli chodzi o kontuzje to miały one duży wpływ na przebieg kariery Michała i mimo, iż dziś należą już do przeszłości, to jak mówi zawodnik: „Wspomnienia nie są zbyt miłe. Prawdą jest to, że troszeczkę już doświadczyłem pod tym względem w życiu i mam nadzieję, że na tym się skończy. Kontuzja kości piszczelowej i później zator w tętnicy... Nie są to przyjemne sprawy i na pewno nie wspominam tego okresu za dobrze.”
Michał od pierwszych chwil spędzonych na boisku ustawiany był na pozycji przyjmującego, czyli na tej, na której gra obecnie. „Od momentu, kiedy poszedłem do SMS-u grałem na pozycji przyjmującego. Wcześniej bywało różnie. W szkole podstawowej z racji tego, że byłem stosunkowo wysoki grałem czasem też na środku, co dzisiaj może się wydawać śmieszne, tak przynajmniej ja sam na to patrzę z perspektywy czasu.”
Liga…
Pierwsze kroki na ligowych boiskach Michał stawiał w drużynie Resovii Rzeszów. Występował tam od 1997r. do sezonu 1999/2000. „W zasadzie byłem w SMS-ie Rzeszów i grałem w klubie wyłącznie przy okazji rozgrywek juniorskich. Można więc powiedzieć, że było to tak jakby z doskoku, bo przez cały ten czas przebywałem w szkole. Natomiast, co roku odbywały się rozgrywki kadetów czy juniorów, i w tym okresie byłem zwalniany na poszczególne mecze.” Z rzeszowską Resovią Bąkiewicz zdobył wicemistrzostwo Polski juniorów, mimo, iż był wówczas jeszcze kadetem.
Po ukończeniu szkoły w roku 2000 „Bąku” przeszedł do AZS-u Częstochowa, w którym spędził trzy sezony. Okres gry pod Jasną Górą wspomina bardzo miło.
„Z tamtych czasów zostały mi w pamięci na pewno trzy wicemistrzostwa Polski. Nie da się też ukryć, że tam zrobiłem pierwsze kroki w seniorskiej siatkówce. No i cieszę się bardzo, bo tam dostałem szansę, aby się wybić, i to mi się chyba udało. Także sentyment do Częstochowy na pewno pozostał. Mam tam też wielu znajomych, przyjaciół.” Początkowo akademików z Częstochowy prowadził duet trenerski w osobach trenera Ireneusza Mazura i Stanisława Gościniaka. Później nastąpiła zmiana i w miejsce trenera Mazura pojawił się trener Edward Skorek. „Miałem przyjemność współpracować zarówno z jednym jak i z drugim duetem trenerskim. I oczywiście mogę potwierdzić, że to są naprawdę świetni fachowcy”. Razem z drużyną AZS-u Michał trzykrotnie sięgnął po srebrny medal Mistrzostw Polski, wystąpił także w finałach turnieju Top Teams Cup, które częstochowski klub zakończył na trzecim miejscu.
Na początku sezonu 2003 Bąkiewicz opuścił Częstochowę i przeszedł do drużyny Skry Bełchatów. Mimo iż, był to dla niego udany sezon i zaprezentował się tam całkiem nieźle, nie zdecydował się na przedłużenie kontraktu i po roku spędzonym w Skrze, podpisał kontrakt z AZS-em Olsztyn.
„W Bełchatowie było mi z kilku względów bardzo dobrze. Nie da się też ukryć, że pochodzę z Piotrkowa Trybunalskiego a do Bełchatowa miałem 20 km. To też był bardzo pozytywny czynnik. Dlaczego nie zostałem? Takie są koleje rzeczy. Sportowiec idzie tam, gdzie jest jakaś koncepcja. Dlatego też wybrałem Olsztyn i jestem już tutaj trzeci sezon.”
Który klub był dla Michała najważniejszy, a który sezon najszczęśliwszy? Sam zawodnik nie potrafi na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. „Wydaje mi się, że bardzo ważnym sezonem był ten pierwszy, kiedy jest ten przeskok z wieku juniora do seniora. Ale w moim odczuciu każdy miał tam jakąś swoją specyfikę i tym samym każdy był równie ważny.”
Reprezentacja
Michał niemal prosto z młodzieżowej reprezentacji trafił do kadry seniorów. „Dla tak młodego człowieka to trwało bardzo szybko. Nawet sam nie miałem czasu na analizę. Miałem to szczęście, że zagrałem w lidze a następnie po pierwszym sezonie trafiłem do reprezentacji. To na pewno wspaniałe odczucia.”
Drzwi do reprezentacji seniorów otworzył przed nim trener Ryszard Bosek w 2001 roku, powołując młodego zawodnika na rozgrywki Ligi Światowej. „Pamiętam swój pierwszy mecz towarzyski, który graliśmy z Łotwą w Rawie Mazowieckiej przed Ligą Światową. Później był już bardziej oficjalny mecz w Lidze Światowej z Grekami na Torwarze.”
Od tego czasu dostawał systematyczne powołania do kadry na mecze Ligi Światowej, choć żadnego z nich nie udało mu się ukończyć bez uszczerbku na zdrowiu. Ani razu nie udało mu się rozegrać wszystkich spotkań i dotrwać do końca rozgrywek. W 2002 roku kolejna kontuzja wyeliminowała go z udziału w rozgrywanych w Argentynie Mistrzostw Świata. „To była naturalna kolej rzeczy. Tak to jest u sportowców, że jak się ma jakąś dolegliwość to trzeba się wyleczyć i zająć sobą. Natomiast na całe szczęście w Polsce jest sporo zawodników młodych, którzy mogą zastąpić tego, który w danym momencie nie może pojechać na zawody.”
„Szczęście” do kontuzji nie opuszczało Bąkiewicza i na Mistrzostwach Europy w Lipsku. Pomimo tego, iż znalazł się w kadrze i ostatecznie pojechał do Niemiec to na boisku pojawił się jedynie na chwilę, w ostatnim meczu o piąte miejsce z Holandią. Tym razem grę uniemożliwił mu wybity kciuk prawej ręki. Ale jak sam mówi „to taka dolegliwość standardowa, która przy moich pozostałych kontuzjach jest tylko drobiazgiem”.
Michał dostąpił bardzo ważnego dla wielu sportowców zaszczytu - uczestniczył w Igrzyskach Olimpijskich w Antenach w 2004 roku. Sama Olimpiada zrobiła na Bąku ogromne wrażenie, i jak każdy sportowiec z chęcią ją wspomina. Czym różni się według niego Olimpiada od innych turniejów rangi mistrzowskiej? „Człowiek może spotkać swoich idoli z różnych dziedzin sportu. Są wszędzie, na stołówce czy gdziekolwiek indziej. To super sprawa!”. „A co mi utkwiło najbardziej w pamięci? O kurczę! (śmiech) No nie będę ukrywał, że zakończenie, może dlatego, że na rozpoczęciu nie mieliśmy szans być, gdyż następnego dnia graliśmy mecz. Natomiast zakończenie to fajna rzecz, która naprawdę zapada w pamięci. No i oczywiście pamiątki, zdjęcia, różnego typu gadżety”- wylicza.
Kontuzja i czarne rękawiczki
Pod koniec drugiego sezonu gry w olsztyńskim AZS-ie Michałowi po raz kolejny zaczęło coś dolegać. Coraz częściej kibice mogli dostrzec swojego ulubieńca grającego w czarnych rękawiczkach. Przez bardzo długi czas lekarze nie potrafili postawić właściwej diagnozy. Nie potrafili określić, co dolega jednemu z podstawowych przyjmujących krajowej ligi i reprezentacji. Jeździł od lekarza do lekarza. I nic. W końcu przyszła pomoc w postaci trenera Raula Lozano. „Całe szczęście trener Lozano ma znajomych we Włoszech. Pracował tam sporo czasu i akurat spotkał się wcześniej z objawami tego typu. Skontaktował mnie z lekarzem, który okazał się specjalistą z najwyższej półki i wydaje mi się, że dzięki temu wszystkiemu funkcjonuje na boisku. Trener Lozano bardzo mi pomógł” – opowiada. „Nie chciałbym tutaj się nad sobą użalać i tym bardziej robić tragedii. Na pewno przeżywałem ciężkie chwile i to jest fakt, no a wtedy różne myśli chodzą po głowie nawet i te najczarniejsze scenariusze. Natomiast teraz z perspektywy czasu jestem bardzo szczęśliwy, że to się tak zakończyło.” Dzisiaj już „nie narzekam i oby tak dalej.”
Gra w reprezentacji kraju jest dla Bąka „podstawą pracy i przede wszystkim wielkim wyróżnieniem.” „Póki trenerzy będą mieli taką koncepcję, dzięki, której będę się mógł znaleźć w składzie, to ja oczywiście zawsze bardzo chętnie będę w niej występował!”- podkreśla.
Mistrzostwa Świata
W 2006 roku reprezentacja Polski pod wodzą trenera Raula Lozano wywalczyła srebrny medal Mistrzostw Świata, zdobyto go po wielu latach oczekiwania. Jednym z bohaterów tego wydarzenia był Michał Bąkiewicz.
Można powiedzieć, że Michał w składzie na mistrzostwa znalazł się w pewnym sensie w wyniku decyzji Dawida Murka, który zrezygnował z gry w reprezentacji z powodu kontuzji. „Nie ukrywam, że wszyscy pracowaliśmy bardzo ciężko, bo przygotowania trwały od zakończenie sezonu ligowego. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że Dawid Murek to zawodnik wysokiej klasy i wiem o tym doskonale, że gdyby był tylko zdrowy to nie ja, a on by się znalazł w tym składzie. Ale jak się dowiedziałem, że zostałem wybrany, byłem bardzo szczęśliwy.”
Bąkiewicz przyznaje, że przed wyjazdem zdarzało mu się myśleć o szansach drużyny, o tym, na co ją stać. „Marzyło mi się oczywiście, żeby zespół przywiózł jakiś medal. Ale tak naprawdę to wszystko toczyło się z dnia na dzień. Z meczu na mecz ta wiara była coraz silniejsza. No i na pewno nie da się ukryć, że dużo nam dał ten zwycięski pojedynek z Rosjanami. Scenariusz tego spotkania był niesamowity! Po tym meczu wszystko już było w rękach zespołu”- wspomina.
Mistrzostwa świata są skarbnicą wspomnień i różnego rodzaju opowieści. „W Japonii byliśmy najdłużej ze wszystkich drużyn tam występujących. Ciekawostką może być to, że kolejni po nas do Japonii dotarli Brazylijczycy, no a potem jak wszyscy wiedzą właśnie te dwie ekipy spotkały się w finale. Ale generalnie to jakoś nie tęsknię za Japonią jako krajem, poza tym, że reprezentacja odniosła tam na pewno wielki sukces. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień nie da się ukryć, że było pod wieloma względami coraz ciężej, ale trzymało nas przy życiu to, że gramy kolejne spotkania i myśl o tym, że jesteśmy w stanie zaprezentować się tam dobrze.”
„Jeśli chodzi o moje odczucia dotyczące atmosfery w zespole, to relacje w drużynie były bardzo dobre. Mimo, że siedzieliśmy tam wspólnie tyle czasu, nie było jakiś większych problemów - ocenia popularny Misiek. „Znamy się wszyscy długo. Wiadomo też, że nie każdy musi się kochać. Trener nas uprzedzał, że może być ciężko wytrzymać ze sobą tyle czasu, tym bardziej, że na zgrupowaniach też cały czas siebie widzieliśmy. Dostaliśmy dwa dni wolnego na samym początku po przylocie do Japonii, pod warunkiem, że tego czasu nie spędzimy razem”- śmieje się popularny Bąku.
Na stwierdzenie, że jeśli znajdzie się w składzie na następne mistrzostwa świata, po raz kolejny będzie musiał pojechać do Japonii, Michał ze śmiechem odpowiada, że oby tylko został wybrany, a w takim wypadku pojedzie bardzo chętnie.
Po meczu z Bułgarią, kiedy to zapewniliśmy sobie udział w finale MŚ, nasz nominalny libero Piotr Gacek doznał kontuzji. Pojawiła się wtedy ewentualność, że jeżeli Piotrek nie wydobrzeje do finału, to na boisku zostanie zastąpiony właśnie przez Michała Bąkiewicza. „Dowiedziałem się o tej koncepcji dzień przed finałowym meczem na odprawie. Oczywiście nie było to wtedy jeszcze nic pewnego, natomiast było powiedziane, że gdyby Piotrek nie wydobrzał, ja będę musiał „wskoczyć” na jego miejsce. Na pewno żal było mi Piotrka, który cały turniej doskonale rozegrał. Miał swój duży udział w tym, że zespół dotarł do finału. No i w zasadzie to on powinien grać.”
Jednak już w pierwszym secie meczu z Brazylijczykami trener Lozano podjął decyzję, że Michał wchodzi za Piotrka. Co wtedy czuł? Strach? Zdenerwowanie? „Nie będę tutaj zgrywał twardziela i powiem szczerze, że stres był ogromny, bo zespół Brazylii to zespół klasy światowej. Wiadomo też, że ma bardzo silną zagrywkę. Jest doskonale poukładany. Kiedy wchodziłem na boisko, różne myśli chodziły mi po głowie, ale starałem się przede wszystkim koncentrować na swojej robocie”- opowiada teraz ze spokojem Michał.
Mecz się skończył. Nasi zawodnicy przegrali finał, ale wywalczyli jakże cenny, srebrny krążek mistrzostw świata. Bąku nie myślał wtedy „co by było gdyby…”. „Na początku było mi zwyczajnie przykro, że nie zdołaliśmy wygrać, no i, że nie daliśmy z siebie tego, co mogliśmy.” „Dopiero później po kilkunastu minutach, wyglądało to już troszeczkę inaczej. Cieszyliśmy się ogromnie, chyba zresztą było widać, że ogólnie cały turniej wypadł nam bardzo dobrze. Dlatego też z czasem zapominaliśmy o tym nieudanym finale. Cieszyliśmy się tym, że pierwszy raz od dłuższego czasu reprezentacja znalazła się na podium.”
Emocje jeszcze przez długi czas nie opuszczały naszego zawodnika, bo jak sam przyznaje, nie pamięta do kogo pierwszego zadzwonił z tą radosną nowiną.
W kraju, po powrocie z Japonii, na naszych „bohaterów” czekały różnego rodzaju niespodzianki. „W Japonii docierały do nas słuchy, przyjeżdżali kibice i wspominali, że w Polsce wszyscy się cieszą, są zadowoleni i jest delikatna euforia. Natomiast sam osobiście nie spodziewałem się, że będzie to aż tak wspaniałe i wzruszające przeżycie!” „ Ja sam po przylocie jeszcze przez jakiś czas żyłem w takiej lekkiej euforii. Bardzo powoli docierało do mnie, co się tam właściwie wydarzyło” – kończy nasz przyjmujący.
Michał zapytany o to, jaki mecz z całej jego reprezentacyjnej kariery sportowej był najważniejszy bez wątpliwości odpowiada - „teraz mogę powiedzieć śmiało, że ten finałowy z Mistrzostw Świata z Japonii. W zasadzie to on tutaj wyrasta na miano nr 1.” „W pamięci utkwiło mi też kilka innych spotkań, bo to są niesamowite emocje. Natomiast ten mecz finałowy, w którym miałem przyjemność zagrać na libero, na pewno pozostanie mi w pamięci już do końca.”
Od debiutu Michała w reprezentacji minęło już sporo czasu. Jednak niezależnie od tego, czy Michał pojawia się w ścisłej „dwunastce”, czy też z różnych przyczyn się do niej nie „łapie”, zawsze bardzo przeżywa grę swoich kolegów. „Dokładnie przekonałem się o tym podczas ostatnich Mistrzostw Świata, że o wiele gorzej się to znosi stojąc z boku. Myślę, że tutaj jest stres o wiele większy niż jak się wejdzie na boisko, gdzie można coś zagrać.”
Prywatnie
Michał oprócz grania w siatkówkę, również studiuje. „Jestem teraz na piątym roku Politechniki Częstochowskiej, wydziału zarządzania, więc nie da się ukryć, że mam już bliżej niż dalej ukończenia szkoły.” Mimo iż, Olsztyn gdzie obecnie gra Bąkiewicz jest miastem akademickim, on sam nie zdecydował się przenieść na jedną z miejscowych uczelni.
„W Częstochowie mam indywidualny tok studiów i dlatego ta opcja była dla mnie zdecydowanie korzystniejsza”- wyjaśnia. Sam przyznaje, że godzenie gry w siatkówkę na zawodowym poziomie ze studiowaniem nie jest wcale proste. „Jest to obciążające, ale na całe szczęście jakoś sobie z tym poradziłem i nadal radzę. No i mam nadzieję, że tak będzie do końca.”
Co robi, gdy nie gra, nie trenuje i nie musi się niczego uczyć? „Lubię oglądać filmy. Lubię też popatrzeć jak polska reprezentacja gra w piłkę nożną. Lubię też surfować po internecie. Wydaje mi się, że nie różnię się od każdego innego faceta w moim wieku”
Michał jest jednym z nielicznych zawodników reprezentacji, który pozostaje w stanie kawalerskim. O swoich planach w tym temacie nie chce jednak za dużo rozmawiać. „Każdy ma swoje potrzeby. Ja na razie jestem kawalerem i na tym poprzestańmy. Na pewno przyjdzie jeszcze czas, żeby zmienić stan cywilny.”
Przyszłość
Dzisiaj z trudem możemy wyobrazić sobie reprezentację bez Bąka. Trener Lozano w sezonie 2007 powołał go do reprezentacji na kolejną edycję Ligi Światowej. Później będzie zapewne Memoriał im. Huberta Wagnera, następnie mistrzostwa Europy, a na deser Puchar Świata. Na razie Bąkiewicz wciąż jest nadzieją polskiej reprezentacji, będzie bronił barw naszego kraju w kolejnych międzynarodowych imprezach.
Na pytanie o swoją siatkarską emeryturę odpowiedział: "Przyznam się, że nie zastanawiałem się jeszcze nad tym. Może z racji tego, że mam nadzieję pograć jeszcze kilka lat. Po doświadczeniach z Japonii, mam przecież jeszcze jedną opcję na grę. Liczę na to, że gdy konkurencja ze strony młodszych zawodników na pozycji przyjmującego stanie się zbyt mocna, będę mógł jeszcze pograć jako libero. Na pewno jest to bardzo atrakcyjne i myślę, że czy wcześniej czy później to będę próbował swoich sił na tej pozycji. Dlatego też nie mam na razie poważnych przemyśleń na temat swojej przyszłości. A to, czy zostanę w sporcie, czy może otworzę coś swojego w zupełnie innej dziedzinie życia, tego dziś jeszcze zwyczajnie nie wiem”- stwierdza.
W tym sezonie wygasa Michałowi kontrakt z akademikami z Olsztyna. Co zawodnik będzie robił dalej, czy myśli o wyjeździe za granicę, sam do końca nie wie. Na chwilę obecną nie ma co spekulować. „Chcę dograć spokojnie sezon do końca, a potem zobaczymy, co się wydarzy. Najważniejsze żeby było zdrowie, bo bez niego za wiele nie da się zrobić. Czas pokaże, jakie będą koncepcje”- kończy obecny przyjmujący AZS Olsztyn.
Inni o Michale
– „Michała znam od wielu lat. Można powiedzieć, że wspólnie rozpoczynaliśmy naszą siatkarską drogę” – mówi Wojciech Grzyb. „Misiek jest dobrym zawodnikiem, jego talent do sportu objawił się bardzo wcześnie, a on sam z sezonu na sezon prezentuje się coraz lepiej na polskich czy światowych parkietach. Jest coś, co wyróżnia Michała, można powiedzieć, że to ‘radosny zawodnik’, gdyż jego sposób reagowania na wydarzenia meczowe jest bardzo ekspresyjny. Jeśli Michu cieszy się to wszyscy to widzą, jeśli jest wściekły to też po nim wyraźnie widać negatywne emocje. To wyraźny zawodnik, nie kryjący emocji. A prywatnie? Hm… to dobry kolega, przyjaciel. Można na nim polegać, tak jak powiedziałem, znamy się bardzo długo, więc dobrze się rozumiemy i na parkiecie i poza nim.”
– „Michu jest młody i wiele przed nim. Teraz już wykazuje się bardzo dobrą grą i wierzę, że cały czas będzie czynił duże postępy” - mówi o koledze z reprezentacji libero Piotr Gacek. „ On jest po prostu bardzo perspektywiczny. Wiele osób pyta mnie o Michała w kontekście japońskiego finału. Zawsze powtarzam, że nie ma między mną a Michałem rywalizacji. On mnie po prostu zastąpił na boisku, kiedy ja nie byłem zdolny do gry, i uczynił to, co do niego należało w perfekcyjny sposób. Nie jest łatwo wejść w połowie meczu i kogoś zastąpić, ale Michał nie miał z tym problemów. Prywatnie to sympatyczny facet, bardzo koleżeński, dobrze prowadzi mi się z nim rozmowy. Generalnie ten chłopak jest bardzo w porządku.”
- „Bardzo waleczny, pracowity chłopak – podkreśla Paweł Zagumny „To pozytywna i przydatna postać
w kadrze. Michał jest takim miłym chłopakiem, który zawsze swoje trzy grosze dorzuca do tej reprezentacji i zawsze pozytywnie jego obecność wpływa na cały zespół.”
- „Tytan pracy. Pracy, która wg mnie pomału przynosi efekty – zaznacza trener Alojzy Świderek. „On z roku na rok podnosi swój poziom sportowy. Gra bardzo dobry sezon. Wiadomo, jest zawodnikiem o warunkach fizycznych takich a nie innych i na pewno pod tym względem inni są lepsi od niego. Ale to doświadczenie, które ma, umiejętności w zagrywce czy obronie na pewno go kwalifikują do tej reprezentacji. Dobrze jest mieć takiego zawodnika, który w przypadku, gdy stanie się coś libero, będzie mógł z powodzeniem go zastąpić.”
„Taki już mam charakter”
Nie da się ukryć, że Michał jest niezwykle charyzmatycznym zawodnikiem. Nie sposób nie zauważyć go na boisku. Trener Ryszard Bosek powiedział kiedyś o nim, że to skarb mieć takiego zawodnika w drużynie, któremu nie straszny żaden przeciwnik i trudno się tu z nim nie zgodzić. Poza umiejętnościami siatkarskimi, Michała wyróżnia spośród innych zawodników ognisty temperament. Znany jest bowiem z żywiołowego okazywania emocji, co nie zawsze i nie wszystkim przypada do gustu. Podczas swojego debiutu w Lidze Światowej na warszawskim Torwarze doszło do małej awantury z jednym z greckich zawodników, którego deprymował żywiołowy sposób okazywania emocji przez Michała. Dziś sam zawodnik wspomina to z uśmiechem. „Było to już dość dawno, miałem wtedy 19 lat, więc reagowałem o wiele bardziej emocjonalnie. Ale tak jest w sporcie, że emocje biorą górę. Doszło wtedy do delikatnej scysji i tyle”- kończy popularny Misiek.
Bez cienia wątpliwości możemy powiedzieć, iż przyjmujący reprezentacji jest zawodnikiem z charakterkiem. Dzięki swojej wyrazistej osobowości jest łatwo rozpoznawalny. Miejmy nadzieję, że jeszcze nie raz będziemy mieli okazję podziwiać jego „niekontrolowany” wybuch radości na wielkich imprezach reprezentacyjnych! Pierwszą okazją mogą być zbliżające się Mistrzostwa Europy w Moskwie!
Anna Sówka – Reprezentacja.net
Z Michałem Bąkiewiczem rozmawiał Tomasz Kowalik.
_________
*Niniejszy tekst w wersji rozszerzonej, uzupełniony o materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.
źródło: reprezentacja.net
autor: Anna Sówka
Do wiadomości napisano 29 komentarzy

-----------------------------
Kwalifikacje do ME seniorów
Olsztyn, Polska
Polska-Czarnogóra
piątek 16 maja 2008
godz. 17:00
Znasz Macromedia Flash?
To ogłoszenie dla Ciebie!