seniorzy 27.04.2007 02:54:57
Dawid to typ zawodnika, który na boisku daje z siebie wszystko. Był pierwszym, który odpowiadał na powołania do kadry i niejednokrotnie podkreślał, że dopóki mu zdrowie pozwoli zawsze będzie gotowy na każde wezwanie trenera reprezentacji. Czas jednak leci nieubłaganie. W lipcu Dawid skończy 30 lat, mając za sobą 16 lat gry na najwyższym światowym poziomie. Trudno się więc dziwić, że któregoś dnia jego organizm się zbuntował. Przemęczenie i nękająca go od pewnego czasu uciążliwa kontuzja kolana, stały się głównym powodem tego, że Dawid Murek tuż przed zeszłorocznymi mistrzostwami świata w Japonii zmuszony był zrezygnować z występów w drużynie narodowej. Czy to tylko przerwa w grze? Czy Dawida zobaczymy jeszcze w biało – czerwonych barwach?
- Wszystko zaczęło się w 4 klasie szkoły podstawowej. To była szkoła sportowa, uprawiałem różne dyscypliny – była piłka nożna, koszykówka, siatkówka – rozpoczyna opowieść o samym sobie Dawid. Młodemu chłopakowi trudno było podjąć decyzję, czy woli zajmować się uprawianiem siatkówki, czy piłki nożnej. Dlatego też w szkole podstawowej starał się łączyć ze sobą treningi piłkarskie z siatkarskimi. Wyboru jednak musiał dokonać, a pomogli mu w tym przede wszystkim pierwszy trener Bogusław Kowalik oraz mama Bogumiła.
- Osobiście wybrałbym pewnie piłkę nożną, jednak trener zaproponował mi siatkówkę i tak już zostało. Rodzice nakłaniali mnie do uprawiania sportu. Sami też kiedyś próbowali grać, moja mama występowała na jakichś zawodach zakładowych, grając w siatkówkę, piłkę ręczną. Tata z kolei rozpoczynał od piłki nożnej, później była siatkówka. Jednak nie naciskali. Sam wybrałem, a rodzice zawsze mnie wspierali. Popularny „Muras” najpierw występował w reprezentacji szkoły prowadzonej przez wspomnianego już Kowalika, a następnie bronił barw nieistniejącego dziś klubu młodzieżowego MKS „Piast” Międzyrzecz, którym na co dzień opiekował się nie kto inny jak Bogusław Kowalik.
Z Piasta Dawid Murek trafił do II – ligowego Orła Międzyrzecz. Był to sezon 1993/1994, kiedy to młodemu siatkarzowi przyszło godzić grę w dwóch klubach: młodzieżowym Piaście i profesjonalnym, zawodowym Orle. Udało się jednak połączyć ze sobą wszystkie obowiązki, a trudy tego sezonu zahartowały Dawida i uświadomiły mu, jaką drogę sobie wybrał.
W przyszłości miał przecież godzić ze sobą nie tylko grę w klubie, z którym walczył o najwyższe laury, ale też i karierę reprezentacyjną, w której oczekiwania wcale nie były mniejsze. Z tego też powodu nigdy nie został uczniem SMS-u. - Tak wyszło, że w czasie kiedy mógłbym grać w SMS-ie, to grałem w II lidze. Kolejne lata to występy w pierwszoligowym zespole – AZS Częstochowa, z którym to pod wodzą Stanisława Gościniaka zdobył swoje pierwsze mistrzostwo Polski. (Dodajmy, że parę lat później z tym samym trenerem Dawid pojechał na turniej olimpijski do Grecji). Pod Jasną Górą występował do 2001 roku, kiedy to pojawiła się propozycja z tych nie do odrzucenia - oferta z zagranicznego klubu.
Świetna postawa Murka w polskiej lidze i dobre występy w reprezentacji zaowocowały podpisaniem kontraktu z zespołem z za granicy. Po 10 latach występów na krajowych parkietach, Murek postanowił spróbować czegoś innego i przeniósł się do Aten, do tamtejszego Panathinaikosu. Okazało się, że decyzja o zmianie klubu opłaciła się, a jej kulminacją było zdobycie mistrzostwa Grecji w 2004 roku. Roku, w którym w Atenach odbywały się Igrzyska Olimpijskie. Dawid cały czas był przekonany, że również z reprezentacją uda mu się wywalczyć medale... – W Atenach miałem dobre warunki finansowe i równie dobre warunki do gry. Zdobycie tytułu mistrza Grecji będę pamiętał bardzo długo, to bardzo ważny dla mnie tytuł. Jedynym minusem była sprawa związana z kibicami, tam panuje straszny fanatyzm, szczególnie jeśli rozgrywki toczą się pomiędzy lokalnymi rywalami. Czasem na trybunach działo się dużo więcej niż na boisku. Zdążyłem się do tego przyzwyczaić w ciągu tych czterech lat, ale ciężko to mimo wszystko zaakceptować – dodaje. Były chwile, że sami siatkarze mogli czuć się zagrożeni. - Czasem bywało tak, że musieliśmy uciekać z hali, czasem nie było możliwości przed meczem spokojnie się rozciągnąć. Pamiętam jak raz po meczu z Olimpiakosem zawodnicy przeciwnej drużyny wzięli nas pod pachę i osłaniając nas swoimi ciałami bezpiecznie odprowadzili do szatni. Czasem schodziliśmy z boiska pod eskortą policji. Mało przyjemne sytuacje...
Mieszkając w Grecji Dawid nie miał dużo czasu na zwiedzanie, ale starał się jak najwięcej zobaczyć.
Z tamtego okresu pozostała mu również przyjaźń z pewnym polskim nauczycielem historii, który uczył tego przedmiotu wśród Polonii.
- Z nim utrzymywałem częsty kontakt, miło spędzaliśmy czas – wspomina. Od samego początku, jeszcze przy negocjowaniu kontraktu, pomocną dłoń do Dawida wyciągnął także znany piłkarz, Krzysztof Warzycha (były zawodnik Panathinaikos Ateny - przyp. red.). -Tak, Gucio Warzycha mi bardzo pomógł, doradzał - wspomina Dawid. - Był z początku tłumaczem, bo grecki to bardzo trudny język, trudna gramatyka. Ratowałem się angielskim i włoskim.
W 2005 roku „Murro” uznał, że po raz kolejny w jego życiu przyszedł czas na zmiany. Pomimo tego, że dobrze czuł się w Grecji przyjął ofertę włoskiej Cimone Modena, realizując tym samym swoje marzenia o grze w najsilniejszej lidze świata.
-We Włoszech jest znacznie wyższy poziom, dużo lepsi zawodnicy, same gwiazdy można powiedzieć. Ta liga ma same plusy, trudno powiedzieć, żeby włosi mieli jakieś słabe strony – opowiada Dawid. –Wszystko tam jest zapięte na ostatni guzik, pełen profesjonalizm.
Mimo dobrych warunków i możliwości pracy z najlepszymi Murek długo nie zagrzał miejsca w słonecznej Italii. W Modenie spędził tylko jeden sezon. – Szczerze mówiąc do końca, nawet w ostatnim meczu, wierzyłem w to, że zostanę we Włoszech na kolejny sezon – mówi. - Niestety przyszedł nowy trener, który nie widział mnie w swojej koncepcji zespołu.
Z pewnością nie wpisywałem się w jego wizję wyjściowej” 6”, a siedzenie na ławce mnie nie zadowalało. Ja cały czas chcę grać, coś zdobywać, dlatego stało się tak, że trafiłem do Jastrzębskiego Węgla. Miałem też oczywiście propozycje z zagranicznych klubów, ale były to zespoły, które miały walczyć o dalsze miejsca w swoich ligach, np. zgłosił się do mnie obecny klub Łukasza Żygadło Dynamo Jantar Kaliningrad. Ostatecznie moja decyzja o powrocie do kraju spowodowana była nie tylko kwestiami finansowymi, ale możliwościami i celami, jakie stawiał sobie zespół z Jastrzębia.
Obok udanych występów w lidze polskiej powoli, acz systematycznie rozwijała się kariera reprezentacyjna Dawida. Wszystko zaczęło się zaraz na początku lat 90-tych i propozycji, jaką Murek dostał od ówczesnego szkoleniowca reprezentacji Polski juniorów, Ireneusza Mazura. Można powiedzieć, że Dawid był odkryciem Mazura. To między innymi dzięki niemu na stałe zagościł w reprezentacji, stając się wkrótce czołowym zawodnikiem naszej kadry. Murek podkreśla jednak, że duży wkład w jego późniejszą karierę miała jeszcze jedna osoba. – To były mistrzostwa Polski Makroregionu.
Na pewno wygrała Warszawa, bo oni mieli mocną ekipę. Zagumny, Papke, Szostak – wspomina. - I wszyscy trafiliśmy do notesu II trenera kadry, pana Sroki, a zespół prowadził wtedy Ireneusz Mazur. Wiele zawdzięczam Sroce, bo dzięki niemu znalazłem się z reprezentacji, a potem prowadził mnie Mazur, i to pod jego okiem się rozwijałem. Wtedy też przyszły pierwsze poważne sukcesy na arenie międzynarodowej - mistrzostwo Europy juniorów w Izraelu (1996) oraz wywalczone rok później mistrzostwo świata. – Tamten czas będę wspominał jak najbardziej pozytywnie. To była niesamowita radość i tak naprawdę do końca nie wierzyliśmy, że możemy zostać mistrzami świata czy Europy. Ciężka praca, jaką wykonywaliśmy, przyniosła efekt. Do końca życia będę pamiętał, jak harowaliśmy, żeby potem dobrze wychodziło nam na wielkich imprezach – mówi. - Zawsze będę pamiętał tą ostatnią piłkę, po której zdobyliśmy mistrzostwo świata, a którą to właśnie ja skończyłem - opowiada.
Rok 1997 to także debiut Murka w kadrze seniorów, ukoronowanie jego dotychczasowych dokonań i wyśmienitych sukcesów w „juniorach”.
Szansę pokazania swoich możliwości wśród seniorów otrzymał od legendy polskiej siatkówki, Huberta Jerzego Wagnera, popularnego Kata. Co ciekawe miało to miejsce w rodzinnych stronach Dawida – Gorzowie Wielkopolskim oddalonym od Międzyrzecza niecałe 45 km. Tam19-letni zawodnik zadebiutował w spotkaniu eliminacyjnym do mistrzostw Europy z Izraelem, które miało decydować o przyszłości Polaków w tych rozgrywkach. Biało – czerwoni nie zawiedli, a Dawid mógł się cieszyć ze zwycięstwa 3:0.
Jego kariera, jako zawodnika „szóstkowego”, rozpoczęła się od pojedynku przeciwko Ukraińcom,
w ramach eliminacji do kolejnych mistrzostw Starego Kontynentu w roku 1999. Od tego momentu
na stałe już zagościł w zespole. Dawid opowiadając o tamtym okresie swojego życia dodaje, że ma jeszcze jedno wspomnienie, które utkwiło mu w pamięci. – Samo powołanie przyszło nagle. Bardzo szybko zaczęła się ta moja kariera w seniorach. Najbardziej utkwiło mi w pamięci, że z reprezentacją prowadzoną przez Kreboka miałem szansę pojechać do Atlanty. Niestety z Adasiem Nowikiem byłem wtedy rezerwowym i ostatecznie na Olimpiadzie jednak nie byłem.
Zapytany o to czy przejście z kategorii juniora do seniora było dla niego trudne, Dawid stwierdza: - Wydaje mi się, że to przychodzi całkiem płynnie i nie jest to jakiś duży przeskok.
Początkowo mistrzom świata i Europy juniorów z 1996 i 1997 roku wróżono świetlaną przyszłość. Okrzyknięto nadzieją polskiej siatkówki. Dla wszystkich kwestią czasu było wówczas zdobywanie medali przez „chłopaków Mazura” w „dorosłej” siatkówce. Czas jednak mijał, młodzi chłopcy dorastali, a potwierdzenie ich ogromnych możliwości wciąż nie przychodziło. Z czasem w środowisku zaczęto o nich powoli mówić jak o „straconym pokoleniu”... – No tak...Teraz widać, że przez te wszystkie lata czegoś nam jednak ciągle brakowało, coś nam uciekało. Było nad czym pracować. W końcu pojawił się Raul Lozano. Ciężka praca pod jego okiem zaczęła dawać rezultaty. Wiedzieliśmy, że możemy wygrywać z najlepszymi. Może trochę brakuje nam jeszcze do Brazylii, ale wszystko jest do zrobienia, bo ta przepaść między nami nie jest wcale tak ogromna – mówi Dawid i na koniec dodaje:
- Tak naprawdę to o tych juniorskich medalach tyko my będziemy pamiętać w przyszłości, nikt więcej. Większość ludzi patrzy tylko na kadrę seniorską i tylko medale zdobyte tu są zauważane. Ale przez te wszystkie lata razem pracowaliśmy na sukces i to efektem tego jest to ostatnie wicemistrzostwo świata zdobyte przez chłopaków. Nareszcie przyszedł moment, w którym ta reprezentacja zaczęła grać na swoim dobrym poziomie, na takim, jaki zaprezentowali w Japonii. Miejmy nadzieję, że to nie był jednorazowy wyskok, i teraz posypią się inne medale.
Murek zapytany o swoich siatkarskich idoli sprzed lat zdecydowanie odpowiada: - Zawsze i wszędzie mówiłem, że był to Ron Zwerver. Zawsze jak oglądaliśmy te finałowe mecze pomiędzy Holandią a Włochami, tę ich zaciętą rywalizację, gdzie było przez cały czas mnóstwo walki i poświęcenia, to on najbardziej zostawał mi w pamięci. Po każdym meczu analizowałem jego akcje. Moim zdaniem był bardzo dobrym zawodnikiem. Dawid podkreśla także, że z obecnie grających zawodników, najlepszym siatkarzem , przeciwko któremu najtrudniej mu się gra, jest brazylijski gwiazdor - Giba. - Postawiłbym właśnie na niego. Jest to zawodnik kompletny, niczego mu nie brakuje. Bardzo dobrze gra, widać, że wie czego chce na boisku i za wszelką cenę do tego dąży.
Są takie mecze i takie wydarzenia na boisku, które przechodzą do historii i które później wspomina się przez lata. Dawid Murek brał udział w takich spotkaniach niejednokrotnie. Trener Alojzy Świderek nie wahał się użyć nawet stwierdzenia, że sam Dawid jest już taką chodzącą historią.
- On się pewnie za to na mnie wkurzy, ale chyba tak jest - śmieje się drugi trener reprezentacji Polski seniorów. My natomiast pamiętamy „historyczne” już mecze toczone na polskiej ziemi przeciwko „wielkiej” Brazylii, z którą w 2002 roku w Lidze Światowej zwyciężyliśmy aż trzykrotnie. I w tych właśnie pojedynkach jedną z kluczowych ról odegrał Dawid Murek, który w końcówkach setów brał ciężar gry na siebie.
– Pamiętam, jak po wygranym u nich 3:0 spotkaniu usiedliśmy na ławce i wszyscy nie mogliśmy uwierzyć w to, co się stało. Następnego dnia niewiele brakowało a wygralibyśmy drugi mecz... – wspomina. Ale kwintesencją były kolejne dwa zwycięstwa odniesione w Polsce. Trener niezwyciężonej Brazylii, Bernardo Rezende, zapytany o to, co się stało, że jego zespół przegrał mecz w końcówce odpowiedział: „Jak to co się stało? Murek wszedł na zagrywkę!”.
Dawid podkreśla, że dwa mecze wygrane po pięciosetowym boju, miały wartość emocjonalną jeszcze większą, niż mecz wygrany 3:0 w Brazylii. - Znowu wygraliśmy i wciąż nie wierzyliśmy w to, co zaszło przed chwilą. Może wpływ na to miał okres przygotowawczy, w jakim się wówczas znajdowaliśmy. A każda reprezentacja inaczej się przygotowywała. Podejrzewam, że Brazylia w tym momencie była troszeczkę przemęczona. Ich trener dawał im wycisk, który pewnie odbijał się potem na grze, ale nie ma co zganiać na zmęczenie, bo trzy razy wygrać z nimi to już jest nasz mały sukces.
Kiedy biało – czerwoni odnosili tak spektakularne zwycięstwa, momentalnie wszyscy kibice tej dyscypliny w Polsce uwierzyli, że to Polacy są najlepszymi siatkarzami na świecie. Niestety szybko okazało się, że radość po raz kolejny była przedwczesna. Nasi siatkarze zaczęli przegrywać.
- Było coś takiego u nas, że potrafiliśmy wygrać z Brazylią, ale niestety, przychodziła ważna impreza, gdzie trzeba było wygrać ten jeden naprawdę ważny mecz i się go przegrywało.
W kolejnych sezonach Brazylijczycy ponownie byli nie do pokonania. Na czym więc polega fenomen tej reprezentacji? – W sile jedności. Są strasznie silni grając razem, bo jak się rozjadą do klubów, to nie stanowią już takiej potęgi. To widać w każdym meczu Brazylii, ale również w każdym pojedynczym zawodniku. Giba, na którym opiera się wszystko, Ricardo, który bardzo dobrze rozgrywa i prowadzi zespół, wszyscy są poukładani. To drużyna kompletna.
Sukcesy i porażki
- Sukcesy? Hm... – zastanawia się Dawid - W takim razie mogę powiedzieć coś tylko o moich występach w juniorach, o dwóch złotych medalach. Bo przecież tak naprawdę w seniorskiej reprezentacji nic nie zdobyłem, i być może już nie zdobędę, bo ze zdrowiem jest różnie i nie wiadomo czy się wróci do tej reprezentacji, czy nie. A jeśli chodzi o kluby, to cieszę się z mistrzostwa Grecji, chociaż pewnie dla niektórych to nic wielkiego, a dla mnie to dużo. Poza tym mistrzostwo Polski, to są moje największe sukcesy...
A najważniejszy mecz? - Pamiętam mecz w Portugalii, podczas turnieju eliminacyjnego do Olimpiady w Atenach. Przegrywaliśmy w tie breaku, ale udało się wyciągnąć wynik. Mnie wtedy złapał skurcz i niestety musiałam zejść z boiska. Nie mogłem dokończyć meczu. Wszedł za mnie Sebastian Świderski, który bardzo dobrze zagrał tę końcówkę. Bardzo mnie to cieszyło, że potrafiliśmy wyjść z takiego trudnego momentu i awansować na IO. Niesamowita chwila – kończy.
- Szczególnie dotkliwa porażka...? Nic nie przychodzi mi do głowy...
Dawid niejednokrotnie wspominał jak wiele trzeba poświęcić i jak ciężko pracować, żeby w końcu osiągnąć upragniony cel. I w momencie, kiedy był najbliżej tego najwyższego celu, musiał zrezygnować.- Żałuję bardzo, że mnie tam nie było. Przez te wszystkie lata tak się przygotowywaliśmy do tego, żeby ten sukces w końcu osiągnąć. Ale jakoś mi się nie udało, nie pojechałem. To wszystko było związane z tym, że kolano mnie bardzo bolało, no i podjąłem taką decyzję a nie inną. Na pewno żałuje. Siedziałem przed telewizorem i przeżywałem to wszystko bardzo mocno, wszystkie mecze. Szkoda że nie mogłem się cieszyć z chłopakami tam, na miejscu. Oczywiście cieszę się z tego medalu, bo wiem jak ciężko pracowało się w Spale przez ten cały okres. Ale chłopaki sobie to wywalczyli i zasłużeni wygrali. To wicemistrzostwo po prostu nam się należało.
„Muras” pojedynki swoich kolegów przeżywał niezwykle mocno. – Bardziej się denerwuję jak jestem z boku. Na boisku tego tak naprawdę się nie odczuwa. Przed meczem, kiedy wchodzi się na boisko, rozpoczyna się rozgrzewka, ta adrenalina rośnie. Ale podczas meczu człowiek jest już w takim amoku, że koncentruje się tylko na tym, żeby wszystko zrobić dobrze, jak najlepiej zagrać w każdej kolejnej akcji – opowiada. Czy wierzył, że wszystko się tak szczęśliwie dla nas potoczy? - Na początku wszyscy się cieszyli. Bo taka łatwa grupa, nareszcie uda nam się awansować dalej i będzie szansa na medal. A tak naprawdę te mecze w grupie też były ciężkie. Chłopcy dużo zdrowia stracili w tych spotkaniach. Na pewno to jest duży sukces. Może nie do końca wierzyłem, że będziemy aż w finale, ale w to, że medal będzie - tak. Wiedziałem jak pracowaliśmy i na co nas stać. Myślę, że to jest zespół, który może jeszcze dużo wygrywać.
Rola trenera...
- Loznano to człowiek, który przyjeżdżając tutaj jasno określił swoje zasady. Ustanowił regulamin, do którego my musieliśmy się dostosować, no i trzyma to wszystko krótko - i chyba tak powinno właśnie być. To dobry fachowiec, wie, czego chce. Murkowi trudno było jednak jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, z którym trenerem współpracowało mu się do tej pory najlepiej. - Trudno powiedzieć, każdy trener inaczej podchodzi do swojej pracy i inaczej na to patrzy. Każdy ma swoje zasady, swój charakter. Nie wiem... Wiele się nauczyłem od każdego z nich. Nie ma takiego jednego, który szczególnie utkwił mi w pamięci, od każdego z nich wiele w ciągu swojej kariery czerpałem.
Rola kapitana...
Dawid podkreśla, że jest to bardzo ważna funkcja w każdym zespole. Uważa jednak, że sam by się w niej nie sprawdził i mimo tego, że przez wielu kreowany był na lidera zespołu, nie chciał być kapitanem reprezentacji. - Nie zgodziłem się nim zostać, dlatego że wychodząc na boisko chcę robić swoje i koncentrować się głównie na swojej własnej grze. Rola kapitana to ciężkie zadanie, wymagające, bo kapitan dba o cały zespół, a na boisku koncentruje się na wielu sprawach. Trzeba mieć po prostu odpowiedni charakter do tego, osobowość do prowadzenia drużyny. I dla mnie takim człowiekiem jest Paweł Zagumny, który wiele lat pełnił tę funkcję, ja natomiast taką osobą nie jestem.
Co dalej?
Dawid Murek swoją dalszą karierę uzależnia od tego, jak się będzie czuł pod względem zdrowotnym. Zaznacza jednak, że kiedy czas jego gry w siatkówkę dobiegnie końca, to raczej będzie chciał się zająć czymś innym. Niekoniecznie siatkówką, czy w ogóle sportem. - Tak naprawdę przez mój zawód cierpi moja rodzina. Przez większość czasu nie ma mnie w domu. To chciałbym zmienić – mówi. Na chwilę obecną także temat reprezentacji jest dla Dawida „zawieszony”. Wszystko przez ciągłe problemy z kontuzjowanym kolanem. Z powodu tego urazu także pierwszy sezon spędzony w Jastrzębiu nie należał do najlepszych w karierze Murka. - Odczuwam pewien dyskomfort z powodu mojej nienajlepszej formy, która utrzymywała się aż do meczy play off z Kędzierzynem. Kontuzja z pewnością wybiła mnie z rytmu, ale nie chciałbym się usprawiedliwiać. Przerwa spowodowana kontuzją trwała tylko 6 tygodni i teoretycznie po takim czasie szybko można wrócić do gry, ale mi się to niestety nie udało. Widocznie mój organizm potrzebuje więcej czasu, zwłaszcza teraz, kiedy jestem już starszy. Może gdybym był młodszy, jakoś szybciej bym się zregenerował i wrócił do siebie. Nie udało się, chociaż bardzo się cieszę, że forma wreszcie jest. Mecze z Olsztynem pokazały, że jakiś poziom jeszcze trzymam (uśmiech). Pewne jest natomiast to, że zaraz po zakończeniu rozgrywek PLS-u Dawid będzie musiał rozpocząć dokładniejsze leczenie.- Podejrzewam, że z tym kolanem będą cały czas problemy, ponieważ zostało ono tylko podleczone, a nie wyleczone do końca. W przyszłości pewnie będę musiał to kolano „otworzyć” i je wyczyścić, bo te wszystkie zwyrodnienia sprzed lat będą mi dokuczać i raczej same nie znikną. Prędzej czy później będę musiał poddać się jakiemuś zabiegowi. Po tym sezonie będę myśleć co dalej robić. Problemy zdrowotne spowodowały, że Dawid nie znalazł się w 18 - stce zawodników zgłoszonych na rozgrywki Ligi Światowej 2007.
Czy zobaczymy Dawida na boisku w drugiej części sezonu reprezentacyjnego? - Oczywiście, że chciałabym być w reprezentacji - o ile zdrowie pozwoli. Wszystko zależy od tego jak to kolano będzie wyglądało po sezonie – podkreśla. - Trener Świderek do mnie zadzwonił
i zapytał czy jestem w stanie grac w Lidze Światowej, powiedziałem, że raczej nie, bo kolano mnie nadal boli. Czy jeszcze zagram? Raul Lozano powiedział, że drzwi do reprezentacji są dla mnie otwarte, że nie zamykają mi drogi powrotu i chcieliby, żebym w kadrze był. Ale szanują moją decyzję.
Słowa Dawida potwierdza Alojzy Świderek. - Czas mija, a Dawidowi w tej dalszej grze w reprezentacji mocno przeszkodziła kontuzja kolana. Musi z tego powodu opuści mecze w Lidze Światowej. Co potem? Zobaczymy. Ja mam nadzieję, że jak tylko Dawid będzie w odpowiedniej dyspozycji fizycznej to wróci, bo drzwi do reprezentacji będą stały otworem.
...mówi krótko. - Raczej jestem człowiekiem spokojnym stonowanym. Emocje trzymam w sobie, nie pokazuję ich. Dopiero jak się kończy mecz, wychodzę z sali i siedząc w szatni myślę, o tym, co się wydarzyło, co było dobre, a co złe. Lubię ochłonąć w ciszy. Nie wiem czy jestem skromny. Na pewno nie jestem przesądny.
Podobnego zdania są też koledzy Dawida z siatkarskich parkietów.
- Świetny facet, dobry kolega, który ma duże poczucie humoru, lubi pożartować. Dla niektórych może sprawiać wrażenie człowieka zamkniętego w sobie, ale to pozory. Może faktycznie trzyma lekki dystans w stosunku do ludzi, których nie zna. Natomiast im lepiej kogoś zna, tym bardziej się otwiera. Można do niego dotrzeć. Widocznie dobry z niego pozorant – śmieje się Krzysztof Ignaczak. Jako zawodnik to naprawdę klasowy gracz, obdarzony bardzo dobrym przyjęciem
i znakomitym atakiem. Potrafi wiele, co udowodnił na boisku niejednokrotnie, ostatni przykład
z meczu z Olsztynem, wygranym przez Jastrzębie, gdzie widzieliśmy cały siatkarski kunszt Dawida. Można powiedzieć, że jest prawdziwą perełką w każdym zespole, w jakim gra – kończy Igła.
Alojzy Świderek dodaje: - Nawet wtedy, kiedy jest bardzo źle, on zachowuje spokój. Ale przy tym ma taki zadziorny charakter. Reaguje tak, jak uważa za słuszne. Czasem nawet może się to zespołowi nie podobać, ale akurat jemu wolno tak postępować. Jest to poparte dużym doświadczeniem, szacunkiem i klasą zawodniczą. Siłą Dawida jest na pewno przyjęcie, poza tym jest siatkarzem bardzo dynamicznym, dobrze wyszkolonym pod względem technicznym. Czasami może stara się „na siłę” zdobyć punkt, nie myśląc o ekonomii gry. Ale potrafi także zmienić oblicze meczu, sam rozstrzygnąć losy pojedynku.
Same pozytywne rzeczy miał także do powiedzenia Łukasz Kadziewicz. - Miałem przyjemność mieszkać z Dawidem w pokoju przez jeden sezon kadrowy i jestem pod wrażeniem tego człowieka. Dawida charakteryzuje najbardziej to, że nigdy nie pokazuje swoich emocji, stara się je dusić w sobie. On uważa, że to jest najlepsze dla zespołu, żeby nie pokazywać swoich słabszych chwil. A poza tym jest stuprocentowym profesjonalistą. Łukasz nie waha się także powiedzieć, że „to ikona polskiej siatkówki przełomu wieków i na pewno należy go traktować z uznaniem i szacunkiem.” Poza tym: - Dawid nigdy nie wymięka.
To człowiek, który w tych momentach, które są stresowe, kluczowe, w końcówkach, kiedy mamy wyrównany wynik, zawsze chce brać odpowiedzialność na swoje barki. Chodzi i mobilizuje kolegów twierdząc, że jest w stanie pociągnąć grę, i to właśnie robi. Kiedy
w końcówkach idą do niego najważniejsze piłki, on je kończy. Jest naprawdę fantastycznym zawodnikiem – kończy Kadziewicz.
- Poznaliśmy się na meczu, na sali, kiedy grałem jeszcze w drugiej lidze w Orle Międzyrzecz. Nasz wzrok się spotkał i... od tego czasu byliśmy razem. Po ślubie jesteśmy już dobre osiem lat. Mamy córkę, 8- letnią Natalię. Bez wątpienia Natalia jest prawdziwym oczkiem w głowie taty. To jej poświęca jak najwięcej swojego wolnego czasu, starając się wynagrodzić to, że tak często go przy niej nie ma. – Tak, na pewno największym problemem jest czas, którego mam mało dla rodziny.
Bo nawet grając w Jastrzębiu, mieszkam w Żorach, a ona chodzi do szkoły w Częstochowie. Wiem jednak, że ogląda mnie w telewizji i cieszy się z moich sukcesów. Jest bardzo szczęśliwa jak przyjeżdżam, nie traktuje mnie jak „dalekiego wujka”. Bardzo tęskni, więc cieszy się, każdą chwilą, w której jesteśmy razem, chociaż wie, że za jakiś czas znowu będę musiał wyjechać.
Dawid przyznaje, że miał wielkie szczęście poznając swoją żonę, Dorotę... – Moja żona świetnie gotuje (śmiech). Sam niestety nie potrafię gotować, mam dwie lewe ręce i sam się do garów nie pcham. Mimo kilku lat spędzonych w Grecji i roku we Włoszech Dawid jest tradycjonalistą jeżeli chodzi
o upodobania kulinarne. - Polski schabowy to jest to, co lubię najbardziej. Jak najbardziej polska kuchnia. Żadna kuchnia grecka, czy włoska naszej nie przebije (uśmiech).
A co o mężu ma do powiedzenia Dorota Murek? – Staram się chronić naszą prywatność. Mogę powiedzieć tylko tyle, że kocham swojego męża ponad życie!
Czas wolny
- Kiedy mam tego czasu wolnego więcej, to robię wszystko, żeby choć trochę pograć w piłkę nożną. Połowić ryby i oczywiście spędzać czas z rodziną w takim miejscu, gdzie jest woda, jeziorko, jakiś las, cicho i spokojnie. Tak jest najlepiej. Maniakiem telewizyjnym nie jestem, mało oglądam. Co najwyżej od czasu do czasu jakiś film. Co mi się marzy na przyszłość? Przez to, że ciągle gram i jestem aktywnym siatkarzem, to niewiele myślę o przyszłości. Stąd trudno mi powiedzieć. Na pewno chciałbym podróżować, zwiedzać świat, ale z drugiej strony patrząc na to, co się wokół dzieje, katastrofy, wojny... To zniechęca i chciałoby się raczej zostać w domu. Ale takie moje wymarzone wakacje, to na pewno wyjazd do ciepłych krajów. Żeby woda była niebieska, piasek gorący, gdzie pozostaje tylko leżeć na plaży i wypoczywać.
Autor tekstu: Hanna Niełacna
Wywiad przeprowadził: Tomasz Kowalik
--------------------
*Niniejszy tekst w wersji rozszerzonej, uzupełniony o materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.
źródło: reprezentacja.net
autor: Hanna Niełacna
Do wiadomości napisano 17 komentarzy

-----------------------------
Kwalifikacje do ME seniorów
Olsztyn, Polska
Polska-Czarnogóra
piątek 16 maja 2008
godz. 17:00
Znasz Macromedia Flash?
To ogłoszenie dla Ciebie!