1. Brazylia
2. Włochy
3. USA
4. Kuba
5. Chiny
6. Serbia
7. Japonia
8. Rosja
9. Polska
10. Korea
seniorzy 28.04.2007 10:25:34

Siatkarze PZU AZS wzięli srogi rewanż na graczach z Jastrzębia wygrywając w wybornym stylu trzecie spotkanie półfinałowe. Jeśli dziś zwyciężą ponownie, o awansie do finału zadecyduje piąty mecz w Olsztynie.
-Oni stwarzają tylko pozory drużyny walczącej o złoty medal - przejechał się po swoich następcach mistrz olimpijski z Montrealu, Zbigniew Lubiejewski. Te mocne słowa padły po spotkaniach w Olsztynie, w których zespół Ireneusza Mazura został dwukrotnie upokorzony przez Ślązaków.
–Każdy ekspert ma prawo do swoich ocen. My przeprosiliśmy za te porażki kibiców – przypomniał po wczorajszym meczu, w którym mieliśmy całkowicie odwrócenie ról, Paweł Papke. Koszty były duże Wczoraj olsztynianie zagrali wybornie. W defensywie popisywali się cyrkowymi sztuczkami. W pierwszym, najtrudniejszym dla siebie secie, zmarnowali wprawdzie 5 serwisów, ale podjęte ryzyko się opłaciło, gdyż ich dynamiczne zagrywki kompletnie wytrąciły gospodarzy z równowagi.
-Ogromnie się cieszę, że jesteśmy w grze – nie krył radości trener Mazur. – Mimo porażki Jastrzębski Węgiel zaprezentował się bardzo dobrze. To zwycięstwo na pewno kosztowało nas wiele sił. Chyba najważniejsze było to, że potrafiliśmy kończyć piłki z kontry, a takich sytuacji było bardzo dużo.
Po drugiej partii, gdy widmo szybkiej porażki zajrzało jastrzębianom w oczy, trener Tomaso Totolo zabrał swój zespół na zaplecze, gdzie było chłodniej. Wcześniej włoski szkoleniowiec zdjął marynarkę, gdyż krople potu zaczęły mu spadać z czoła.
–Na zapleczu mieliśmy się ochłodzić, ponadto chodziło o to, by ostudzić emocje – opowiada rozgrywający gospodarzy Jakub Bednaruk. – Chcieliśmy odmienić losy meczu, jednak Olsztyn zagrał wspaniałe spotkanie i niewiele mogliśmy zdziałać. Już dawno nie widziałem tej drużyny prezentującej tak dobrą siatkówkę. Ale to jeszcze nie koniec świata, zapominamy o tym i gramy dalej. Jestem przekonany, że w sobotę to my będziemy górą.
Olsztynianie mieli nie tylko bardzo skutecznego „Papkina”, ale również niezwykle szczelny blok. Tym elementem zdobyli 9 punktów, zaś rywale tylko 3. Trzeba także wspomnieć o znakomitym rozegraniu, które było zasługą Pawła Zagumnego. Popularny „Guma” tylko raz się pomylił w dograniu piłki na skrzydło, w pozostałych sytuacjach spisywał się bez zarzutu. Co ciekawe, to on zakończył spotkanie dwoma asami serwisowymi, a wiadomo nie od dzisiaj, że zagrywka nie jest jego silną stroną.
–Skończyliśmy kilka kontrataków więcej i tyle – skromnie ocenił zasługi swojej drużyny Zagumny. – Dzisiaj wychodziło nam niemal wszystko: blok, kontratak i inne elementy. Graliśmy z nożem na gardle, byliśmy jednak skoncentrowani i wierzymy, że Jastrzębski Węgiel przyjedzie do nas, na 5. spotkanie.
Nie mogli nic wskórać Jastrzębianie mieli po meczu nisko opuszczone głowy i smutne miny. Jak stwierdził kapitan drużyny Daniel Pliński, nie ma jednak mowy o męskich rozmowach przed sobotnim rewanżem. – Nie ma o czym rozmawiać, albowiem to Olsztyn zagrał bardzo dobre spotkanie i nie mogliśmy nic wskórać – chwalił rywali Pliński. – A co do naszej gry, to trudno coś konkretnego powiedzieć. Po prostu nic u nas nie funkcjonowało. Zagraliśmy słabo głównie z tego powodu, że rywal na nic nam nie pozwolił. Ale nikt nie powiedział, że szybko wywalczymy awans, więc teraz musimy się skoncentrować i zapomnieć o tym, co zdarzyło się w piątek.
Także trener Totolo nie załamywał rąk. – Mieliśmy wiele problemów w defensywie i bloku – podsumował wydarzenia na parkiecie. – Ale to jest play off i nadal mamy ogromne szanse na awans do finału. Nie wyszedł nam jeden mecz, więc nie ma co robić tragedii.
*autorem tekstu jest Jerzy Mucha, Przegląd Sportowy
źródło: Przegląd Sportowy
opracowanie: Natalia Starosta
Do wiadomości napisano 35 komentarzy