Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Współpracujemy z:


 

Ranking siatkarzy

  1. Brazylia
  2. Rosja
  3. USA 
  4. Bułgaria
  5. Polska
  6. Argentyna 
  7. Hiszpania
  8. Serbia 
  9. Portoryko 
  10. Włochy

Ranking siatkarek

     1.   Brazylia
     2.   Włochy
     3.   Kuba
     4.   USA
     5.   Rosja
     6.   Chiny
     7.   Serbia
     8.   Japonia
     9.   Polska
   10.   Holandia
  

AREK GOŁAŚ
Galeria Kibica

Arek Gołaś - Galeria Kibica
zobacz także:
Sylwetka Arka

Siatkówka


Sylwetki Siatkarek: Mariola Zenik - "Stworzona do siatkówki”

seniorki 18.05.2007 06:50:06

seniorki - Sylwetki Siatkarek: Mariola Zenik - "Stworzona do siatkówki”
Pytana o to, jaka jest, zawsze odpowiada: „Cicha, spokojna, nieśmiała, trochę wstydliwa”. Potwierdzają to ci, którzy znają ją dobrze, dorzucając coś jeszcze o „nadzwyczajnym talencie i nieprzeciętnych siatkarskich umiejętnościach”.

Pytana o to, jaka jest, zawsze odpowiada: „Cicha, spokojna, nieśmiała, trochę wstydliwa”. Potwierdzają to ci, którzy znają ją dobrze. dorzucając coś jeszcze o „nadzwyczajnym talencie
i nieprzeciętnych siatkarskich umiejętnościach”. 
 
 
Ciekawie zaczyna swoją wypowiedź trener Zbigniew Krzyżanowski: „Mariolka? Niemiłosiernie kiepska we wszystkich innych sportach! W siatkówce – brylant, zupełnie tak, jakby siatkówka była stworzona dla niej, a ona dla siatkówki”. Inne opinie? „Kawał grajka” i do tego „Jaś Wędrowniczek”.

 

Łowienie brylantów

 Czasami wszystko zaczyna się od przypadku. Być może i tak było i tym razem. Zbigniew Krzyżanowski utworzył w Węgrowie,  w jednej z tamtejszych szkół podstawowych klasę o profilu sportowym.
 - Najpierw szukałem w przedszkolach dziewcząt, które miały predyspozycje do tego, by uczęszczać do klasy sportowej. Chciałem zebrać kilka dzieciaków, aby sprawdzić jak będzie przebiegał ich rozwój. To był eksperyment. Wśród wytypowanych kandydatek znalazła się Mariola, teraz wiadomo, że eksperyment był jak najbardziej udany. Bardzo chciałem wyłowić jakiś talent i powiodło się – wspomina Zbigniew Krzyżanowski.  

 MARIOLA ZENIK

Data urodzenia: 3 lipca 1982
Znak zodiaku: Rak
Pseudonim: Barbie
Stan cywilny: mężatka (mąż Piotr)
Wzrost: 175 cm
Waga: 63 kg
Specjalność: libero
Zasięg w bloku: 295 cm
Zasięg w ataku: 300 cm

Kluby: 
- Nike Węgrów, 
- Skra Warszawa(2002/2003), 
- Stal Mielec (2003/2004), 
- Volley Modena(2004/2005), 
- Nafta Gaz Piła(2005/2006), 
- Zarechie Odincowo (2006/2007)

Sukcesy:
Z klubami:
-
srebrny medal MPze Skrą Warszawa
- brązowy medal MP ze Stalą Mielec,
- srebrny medal MP z Naftą Gaz Piła
- Puchar Rosji 2007 z Zarechiem Odincowo
- 2 miejsce w Pucharze CEV 2007 z Zarechiem Odincowo

Sukcesy reprezentacyjne:
- złoty medal ME Kadetek (Gdańsk 1999)
- brąz ME Juniorek 2000 (Szwajcaria)
- złoty medal Mistrzostw Europy Seniorek (Zagrzeb 2005)

Nagrody i wyróżnienia:
- Najlepsza zawodniczka turnieju ME w Gdańsku
- Najlepsza przyjmująca Pucharu Polski w sezonie 2005/2006
- Najlepsza libero "I Złotej Gali Siatkówki" (Warszawa 2005)
- Najlepsza przyjmująca turnieju kwalifikacyjnego GP (Warna 2006)
- Najlepsza libero "II Złotej Gali Siatkówki" (Kielce 2006)
- Najlepsza siatkarka 2006r. "II Złotej Gali Siatkówki" (Kielce 2006)


– No tak! Wyłowił Pan brylant... – Hmmm... Ładnie to brzmi. Ogromnie się cieszę, że przeczucie mnie nie myliło. Wiedziałem od początku, że ta dziewczyna ma  predyspozycje i jeśli będzie ciężko pracować to odniesie sukces” – opowiada trener. 

- Siatkówka bardzo mi się spodobała od momentu, kiedy zetknęłam się po raz pierwszy z tym sportem. Bardzo szybko się wciągnęłam i nawet nie wiem, kiedy siatka zaczęła pochłaniać niemal cały mój czas. Oczywiście nigdy nie zaniedbywałam nauki, ale każdą wolną chwilę, którą mogłam przeznaczyć na treningi, faktycznie poświęcałam właśnie temu, by doskonalić swoje umiejętności. Pamiętam, że wspólnie z koleżankami potrafiłyśmy nawet krótką przerwę między lekcjami wykorzystać do tego, by móc chociaż troszkę poodbijać piłkę, trochę pograć – wspomina Mariola.

 
Do wspomnień, których nie sposób zapomnieć, zalicza się z  pewnością pierwszy wyjazd na turniej.
W przypadku Marioli, były to zawody młodzieżowe rozegrane w Krakowie – To było wielkie przeżycie, dużo emocji i wrażeń, pierwszy taki wyjazd z domu, ja miałam wtedy około 10 lat. Teraz bardzo miło to wspominam – mówi reprezentacyjna libero. 

W wieku 13 lat, „Barbie” trafiła do pierwszego zespołu Nike Węgrów, Wtedy zespół rozgrywał swoje mecze w II lidze. Dwa lata później Mariola zadebiutowała w ekstraklasie. - To był moment, kiedy zaczęło się poważne granie – mówi nasza reprezentantka.



Z Węgrowa do stolicy...

 W Nike Węgrów Mariola grała od najmłodszych lat. Tam pod okiem Zbigniewa Krzyżanowskiego zdobyła swoje pierwsze siatkarskie szlify  a jako atakująca czy środkowa bloku, poznała też co to znaczy grać w ekstraklasie. Wkrótce przyszedł jednak czas na zmianę klubu. W roku 2001 Mariola przeniosła się do stolicy. – Bardzo potrzebowałam takiej zmiany. Nowy klub z aspiracjami, duże miasto, do którego z mojego niewielkiego Węgrowa nie jest przecież daleko. Nigdy nie żałowałam tego kroku,
w klubie panowała naprawdę dobra atmosfera – mówi Mariola. Pod względem sportowym, przenosiny do stolicy okazały się bardzo trafną decyzją. Tam po raz pierwszy nasza reprezentantka została medalistką Mistrzostw Polski. Skra Warszawa z... środkową bloku, Mariolą Barbachowską w składzie zdobyła srebrny medal.  – W połowie sezonu 2002/2003 było wiadomo, że klub ma spore kłopoty finansowe,  spodziewałyśmy się, że wszystko się rozpadnie. Ale mimo to każda zawodniczka chciała grać do końca rozgrywek, najlepiej jak potrafiła – wspomina Mariola. Skrze niestety nie udało się przetrwać trudności i klub upadł. Zawodniczki zmuszone były poszukać sobie nowych miejsc pracy.



Kontuzja

 Sezon 2002/2003 był ciężki nie tylko dla warszawskiego klubu, ale również dla Marioli, która zmuszona była zmierzyć się z poważnym problemem. W grudniu 2002 roku podczas meczu ligowego z Gedanią Gdańsk nasza reprezentantka nabawiła się kontuzji, która na początku wydawała się niegroźna. Podejrzewano ‘tylko’ skręcenie kostki, a z tą przypadłością spotyka się prędzej czy później ogromna ilość siatkarek i siatkarzy. Niestety w tym przypadku wstępna diagnoza nie potwierdziła się. Jak się później okazało kontuzja była znacznie poważniejsza. Ubytek chrząstki w stawie skokowym wyeliminował „Barbie” z gry na dłużej. – Po pierwszej operacji i rehabilitacji, która trwała około trzech miesięcy nie było żadnych efektów, nadal nie mogłam chodzić. Konieczna była kolejna operacja – wspomina zawodniczka. Do treningów wróciła dopiero w sierpniu 2003 roku, już jako siatkarka Stali Mielec.



W mieleckiej Stali...

 Po ‘ewakuacji’ z warszawskiej Skry, Mariola podpisała roczny kontrakt w nowym klubie i w sezonie 2003/2004 reprezentowała już barwy ekipy z Mielca (wtedy TeleNet Polska Autopart Mielec przyp. red.). Tam też po raz pierwszy zetknęła się ze szkoleniowcem Jerzym Matlakiem,  który przewidział dla „Barbie” nową rolę. Mariola z pozycji środkowej bloku przeniosła się na przyjęcie.
Z obowiązków nominalnej przyjmującej Mariola spisała się rewelacyjnie. Świetna gra zaowocowała kilkoma ciekawymi propozycjami kontraktów. – Tak się jakoś składało, że miałam takie szczęście trafiać do klubów, które przeżywały problemy finansowe. Kolejny raz się okazało, że gram za przysłowiową ‘czapkę gruszek’, dlatego w momencie kiedy pojawiły się propozycje, nie wahałam się ich rozważyć. Były oferty z zagranicy a ja bardzo chciałam spróbować czegoś innego. Dla jasności – tu już nie chodziło o pieniądze, bo tak naprawdę gram dla siebie, dla przyjemności, siatkówka to moje życie. Nie przeczę, że dobrze jest, kiedy się otrzymuje za swoją pracę dobre wynagrodzenie, tak powinno właśnie być. Jednak nigdy nie walczyłam, odchodząc z wcześniej-szych klubów, o zaległości finansowe, jakie mieli pracodawcy w stosunku do mnie. Nie mam takiego charakteru – opowiada Mariola.



W słonecznej Italii... 

 - Chciałam spróbować swoich sił w tak silnej lidze jak właśnie liga włoska. Chyba większość siatkarek o tym marzy. Moje marzenie się spełniło. Na sezon 2004/2005 trafiłam wreszcie do Włoch – mówi reprezentacyjna libero. Volley Modena był zespołem ze średniej półki, który nie nastawiał się na zdobycie najcenniejszych trofeów. Nie było więc trudnej do wytrzymania presji, a miejsce w podstawowej szóstce okazało się pewne. – We Włoszech bardzo mi się podobało, było to nowe doświadczenie, kolejny etap w życiu. Niestety nie zrealizowałyśmy planu minimum i nie utrzymałyśmy się  w serie A. Zespół spadł do niższej klasy rozgrywek. Myślę, że udało mi się mimo wszystko dobrze pokazać, grałam już wtedy na libero – mówi Mariola. Pobyt naszej reprezentantki w Italii trwał rok. Pod koniec sezonu 2004/2005 pojawiło się kilka ciekawych ofert, a jedną z nich była propozycja kontraktu w drużynie Nafty Gaz Piła.


Mariola Zenik przyjmuje zagrywkę. (fot. reprezentacja.net)


„Z ziemi włoskiej do Polski” 

 Założenia pilskiego klubu przed sezonem 2005/2006 były dość ambitne. Klub wraz z trenerem i siatkarkami podchodził do nowego sezonu z dużymi ambicjami-  mierzono w złoty medal mistrzostw Polski oraz w Puchar Polski. Włodarze klubu poczynili niezbędne wzmocnienia, aby móc te zamierzenia zrealizować. Silny skład, którego trzon stanowić miały Izabela Bełcik, Agnieszka Kosmatka oraz Mariola Zenik, dodatkowo wsparty przez coraz lepiej spisujące się m. in. Lenę Dziękiewicz oraz Agnieszkę Bednarek, miał według planu zdobyć wszystko, co jest możliwe do zdobycia w Lidze Siatkówki Kobiet.
- To była bardzo ciekawa oferta. Postanowiłam z niej skorzystać. Podpisałam kontrakt na dwa lata, ale z możliwością przejścia po roku do ligi zagranicznej – mówi bohaterka naszej sylwetki. 
 
Sezon 2005/2006, Mariola Zenik oraz rozgrywająca, Izabela Bełcik  rozpoczynały jako świeżo upieczone złote medalistki Mistrzostw Europy, co nadało drużynie Jerzego Matlaka jeszcze większego kolorytu. Zaczęło się bardzo pomyślnie – od zwycięstwa w wyjazdowym spotkaniu z Muszynianką Fakro Muszyna (jak się okazało, z przyszłymi mistrzyniami kraju). Gdzieś po drodze przydarzyła się wpadka na własnym parkiecie z Winiarami, ale była za to wygrana na wyjeździe w Kaliszu. Kiedy zespół Marioli dosłownie rozbił Centrostal Bydgoszcz, który nie przegrał żadnego meczu w pierwszej rundzie sezonu zasadniczego, coraz bardziej stawało się pewne, iż pilanki zmierzają po złoty medal mistrzostw Polski. W wielu wywiadach nasza reprezentacyjna libero oraz jej koleżanki zapewniały o dążeniach po najwyższe laury. Determinacji i woli walki zespołowi z Piły nie sposób odmówić, jednak to było za mało
w starciu finałowym przeciwko siatkarkom z Muszyny. Niespodziewanie przegrały finał z Muszynianką i zdobyły „tylko” srebrny medal. Nie udało się także zdobyć Pucharu Polski, który przypadł w udziale ekipie BKS-u Bielsko – Biała. – Przez cały sezon w Pile była bardzo dobra atmosfera, zespół był naprawdę zgrany. Szkoda tylko, że nie udało się zrealizować najważniejszych planów – wspomina Mariola. 

Wszyscy, którzy śledzą karierę „Barbie”, zdążyli przyzwyczaić się do tego, że chwila zakończenia sezonu ligowego równoznaczna jest w jej życiu ze zmianami. W minionym sezonie nie mogło być inaczej. Mariola zdecydowała się podjąć nowe wyzwanie i spróbować swoich sił w superlidze rosyjskiej. Jerzy Matlak, który nie był zachwycony utratą bezapelacyjnie najlepszej polskiej libero, na tą okoliczność użył pod adresem Marioli określenia „Jaś Wędrowniczek”. (Miano to przypadło również Izabeli Bełcik oraz Eleonorze Dziękiewicz, które również w tym samym czasie zdecydowały się na rozbrat z pilskim klubem).



„Go West”

 Były propozycje z polskich klubów, były również oferty z Hiszpanii i Rosji.  W perspektywie nowe wyzwania, możliwość przyjrzenia się bliżej kolejnej lidze. Wybór padł na Rosję. – Na sezon 2006/2007 podpisałam kontrakt z Zarechiem Odincowo. To była ciekawa oferta, również pod względem finansowym. Tam panują inne warunki niż w Polsce czy we Włoszech. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i uda mi się dobrze zaprezentować – mówiła Mariola Zenik przed rozpoczęciem sezonu. I rzeczywiście jest ‘trochę’ inaczej. Ogromne odległości do pokonania, duża presja, ale za to obecność światowych gwiazd żeńskiej siatkówki, dobra atmosfera i święto na trybunach – z muzyką ludową włącznie. W superlidze lidze rosyjskiej zespół Marioli odniósł połowiczny sukces. Zarechie nie będące faworytem rywalizacji, zdobyło trochę niespodziewanie Puchar Rosji, natomiast końcowa lokata w lidze nie zachwyciła włodarzy klubu, kibiców, a tym bardziej sponsorów. Zespół Marioli Zenik zajął piąte miejsce. 

- Oczekiwania były znacznie większe. W Rosji trochę inaczej podchodzi się do tego typu spraw, inaczej niż w Polsce czy w Italii. Jest bardzo duża presja. Wszystko polega na tym, że sponsor wykłada duże pieniądze i po prostu wymaga. Są pieniądze i muszą być wyniki. Nikt się nie zastanawia nad tym czy ktoś jest w gorszej formie, czy że ktoś jest chory. Nie ma znaczenia, są oczekiwania, którym należy sprostać bez względu na inne sprawy – tłumaczy Mariola.
 
 

„Jaś Wędrowniczek”...razy dwa

 Co dalej? Może jednak naszej reprezentacyjnej libero spodoba się pomysł, aby zostać na kolejny sezon w Zariechie Odincowo? Zespół Marioli wywalczył sobie prawo gry w Lidze Mistrzyń, więc jest to jeden z argumentów przemawiającym za tym, aby zostać w Rosji. Z drugiej strony może jednak wybierze ciepłą Hiszpanię, albo powrót do LSK? – Nie ukrywam, że są propozycje z Rosji, Hiszpanii i Polski. Nie wiem jeszcze co zrobić – kończy temat. Wędrówka od ligi do ligi, od zespołu do zespołu jest z pewnością dla zawodniczki/zawodnika rzeczą bardzo kształcącą. Poznawanie kolejnych lig, dopasowywanie się do nowych ról, do nowych warunków bywa bardzo pożyteczne. Określenie użyte przez Jerzego Matlaka, choć jest uszczypliwe, to jednak coś w sobie ma... Szczególnie wtedy, gdy chce się budować ekipę na stałych, długotrwałych fundamentach. 

Dlaczego „razy dwa”? Mariola jest specyficzną zawodniczką, rozpo-czynała grę w siatkówkę na pozycji atakującej. W swojej karierze była przez dłuższy czas środkową bloku, trochę testowano ją na rozegraniu, u Jerzego Matlaka w Mielcu była przyjmującą, do Włoch pojechała jako libero. Ponownie u Matlaka, ale już w Pile, grała jako libero, tak samo w kadrze Niemczyka i obecnie w Rosji... Wydaje się, że więcej opcji już nie ma, ani nie powinno być powrotu do poprzednich specjalności... Jednak nie mówmy ‘hop’. Nic nigdy nie wiadomo, taki już urok pani Marioli. Po prostu „Jaś Wędrowniczek” – w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu...

 Przy okazji rozmów o specjalnościach, nie sposób było nie zapytać: - Zwiedziłaś już wszystkie możliwe siatkarskie pozycje, ciekawe czy możesz czymś jeszcze zaskoczyć? – No tak się złożyło (śmiech), wcześniej miałam dobre predyspozycje do gry w ataku, na skrzydłach czy na środku bloku, później jednak trochę to się pozmieniało. Kiedy wróciłam po kontuzji, to trafiłam na przyjęcie. Trener Niemczyk z kolei zaproponował mi pozycję libero, powiedział, że w kadrze, na przyjęciu będę ‘średniarą’, na ataku z kolei nie mam czego szukać, a na libero mogę być najlepsza. Tak już zostało – wspomina Mariola.



W kadrze narodowej: złota kadetka, brązowa juniorka

 Debiut na zawodach wyższej rangi na arenie międzynarodowej nastąpił w roku 1997, kiedy to selekcjonerem kadry kadetek był Krzysztof Leszczyński. W tym roku młode Polki, w składzie których znalazły się m.in. Mariola Zenik (wtedy jeszcze Barbachowska), Sylwia Pycia, Iza Bełcik czy Ola Przybysz, zdobyły brązowy medal na mistrzostwach Europy w słowackim Puchovie. Mariola ‘załapała się’ do składu również na mistrzostwa świata, które rozgrywane były na Thaiti.  Polki zajęły tam tylko siódmą lokatę. Na pierwszy złoty medal mistrzostw Europy Mariola musiała poczekać do roku 1999, kiedy to biało – czerwone pod wodzą Zbigniewa Krzyżanowskiego stanęły w Gdańsku na najwyższym stopniu podium. – Mieliśmy fajną, zgraną drużynę, wszystko się układało. Powalczyłyśmy i udało się – wspomina. Mistrzostwa świata w roku 1999 nie były już tak bardzo udane jak walka o prymat wśród krajów Starego Kontynentu. Polki zajęły czwarte miejsce, co według Marioli było najbardziej beznadziejną lokatą. Lepsze od podopiecznych Zbigniewa Krzyżanowskiego okazały się wówczas ekipy z Brazylii, Rosji oraz Włoch. Rok później bohaterka sylwetki zagrała w reprezentacji juniorek, gdzie największym sukcesem było zdobycie przez młodą kadrę brązowego medalu Mistrzostw Europy (Biel - Szwajcaria). 



Debiut w kadrze seniorek...

 Kiedy reprezentację seniorek objął Zbigniew Krzyżanowski, było wiadome, że prędzej czy później, Mariola trafi do kadry. Długo nie trzeba było czekać. W wieku 19 lat Zenik zadebiutowała w seniorskiej reprezentacji. – Nie pamiętam dokładnie co to był za turniej. Pamiętam tylko, że towarzyszyły mi wtedy spore emocje. Zawody rozgrywane były w Bremie, w 2001 roku. Grałam wtedy na libero. Najważniejsze było zdobywanie doświadczeń w coraz to trudniejszych imprezach – mówi Mariola.



W złotej kadrze Niemczyka...

 Po dwuletniej nieobecności w pierwszej drużynie, wywołanej również długotrwałą kontuzją, Mariola dostała powołanie od selekcjonera Andrzeja Niemczyka. – Byłam bardzo zaskoczona. Trener zadzwonił i zaproponował mi pozycję libero, to po pierwsze, a po drugie ja wtedy jeszcze nie zaczęłam dobrze trenować po przebytej niedawno kontuzji. Może nie od razu, ale selekcjoner w dłuższej perspektywie widział dla mnie miejsce w kadrze. Na Puchar Świata nasza reprezentacyjna libero pojechała zastępując utytułowaną Dominikę Leśniewicz. – Taka była decyzja trenera, Dominika nie miała jeszcze wtedy kontuzji – wspomina Mariola Zenik. Dużo było spekulacji, jak też „nowa libero” zastąpi mistrzynię Europy z Ankary (2003). Jak się okazało Mariola w szybkim tempie wypracowała sobie opinię najlepszej libero w Polsce. Wykorzystała szansę i udowodniła, że warto na nią stawiać.

Nastała pamiętna jesień 2005 roku. Polki pojechały na Mistrzostwa Europy do Chorwacji w roli faworytek. – Spadła na nas duża odpowiedzialność, wszyscy na nas patrzyli, obserwowali jak gramy, był duży szum wokoło. Pojechałyśmy nastawione na sukces, inaczej nie można było do tego podejść – wspomina Zenik. Polki trafiły do grupy A, z której awansowały do dalszych rozgrywek z pierwszej pozycji. Podopieczne trenera Niemczyka otworzyły turniej gładkim zwycięstwem z Azerbejdżanem 3:0, następnie przyszły wygrane z Rumunią, Niemcami, z gospodyniami turnieju  Chorwatkami oraz z Serbią i Czarnogórą. Biało – czerwone wygrały wszystkie pięć spotkań, zdobywając 15 setów a tracąc zaledwie 4. – W fazie grupowej poszłyśmy jak burza, może nie było bardzo łatwo, ale poradziłyśmy sobie z każdym zespołem. To było bardzo motywujące i potrzebne. Duże znaczenie miało to, że niejako z rozpędu wpadłyśmy do fazy finałowej – mówi Mariola. 

24 września 2005 roku Polki sprawiły swoim kibicom niezapomniane przeżycia. Początek spotkania z Rosjankami nie zapowiadał tylu wrażeń. Polki wyszły na parkiet niezwykle skoncentrowane, konsekwentną grą zmierzały do finału. – W pewnym momencie coś się zacięło, przestało nam wszystko wychodzić, w efekcie czego końcówka była nerwowa – wspomina Mariola. Nerwowa? Zbyt skromnie powiedziane. To było spotkanie-dreszczowiec. – Być może – odpowiada nasza libero – jednak na boisku nie odbierałyśmy tak sytuacji, nie było tylu nerwów. Wiem jednak, że ci, którzy patrzeli z boku, bardzo się denerwowali, bardziej od nas – uśmiecha się. Kończąc temat meczu półfinałowego, szczęśliwie wygranego przez ‘Złotka’ 3:2, może należy z przymrużeniem oka stwierdzić, że złoty medal należał się temu, kto spokojnie usiedział przed telewizorem całe pięć setów.
Przed finałem z Włoszkami z pewnością niewielu kibiców nie wierzyło w zdobycie złotego medalu przez ekipę Niemczyka. Jednak wszystko poszło zgodnie z planem. Polki obroniły tytuł mistrzowski. – Mecz z Włoszkami, mimo że się zakończył wynikiem 3:1, nie był jednak spacerkiem. W początkach seta grałyśmy punkt za punkt, dopiero w końcówkach udawało nam się przechylać szalę zwycięstwa na swoją korzyść – mówi Mariola.


Mariola Zenik przyjmuje zagrywkę. (fot. reprezentacja.net)


Rok 2006 – równia pochyła w dół...
 

 Rok 2005 „Złotka” i ich kibice kończyli w szampańskich nastrojach. Nic nie wskazywało na to, że w kolejnym roku coś może pójść nie tak. Spokojnie zaczęto myśleć o dominacji biało – czerwonych w Grand Prix 2006 oraz w mistrzostwach świata. Kibice liczyli, że Polki wkrótce zaczną zwyciężać nie tylko w Europie.
Pierwszy turniej, rozgrywany zwykle u progu sezonu reprezentacyjnego w Szwajcarii, nie zwiastował jeszcze tak niepomyślnego biegu wydarzeń. Mimo iż turniej nie był dla Polek udany, sztab szkoleniowy nie widział problemu. Zabrakło kilku podstawowych zawodniczek, poza tym początek sezonu zawsze jest wielką niewiadomą. Zgodnie z planem pierwszy towarzyski turniej oraz pierwsze spotkania w ramach Grand Prix  mogły wypaść nieco gorzej. Tak też się stało. Ze Szwajcarii Polki wróciły zdobywając jedno z ostatnich miejsc. – Tak jak mówił trener, nic takiego się nie stało. To początek sezonu, każdy musi wejść w swój rytm, po to pojechałyśmy na ten turniej – tłumaczy Mariola.

W dniach 16 – 18 sierpnia 2006 roku w Bydgoszczy Polki były gospodyniami Grand Prix. Biało – czerwonym przyszło się zmierzyć
z ekipami z Włoch, USA oraz Dominikany. Jedynie dwa wygrane sety wprowadziły sympatyków siatkówki w zaniepokojenie.
Szkoda, że w Bydgoszczy nie poszło nam lepiej. Grałyśmy u siebie, powinnyśmy coś wygrać. To by pozwoliło nam na lepszą grę w kolejnych turniejach. Tak się jednak nie stało. O kolejnych turniejach Grand Prix siatkarki i kibice woleliby zapomnieć. W międzyczasie doszło do zmian personalnych w sztabie szkoleniowym, a wszystko to w bardzo nieprzyjemnej atmosferze, pełnej niedomówień i wzajemnych oskarżeń. Podczas całego turnieju Grand Prix, Polkom udało się wygrać jeden, jedyny mecz w Azerbejdżanem, po ciężkich bojach 3:2. – To nie jest tak, że my wracamy i mówimy, że nic się nie stało. Rozpamiętujemy to, bardzo przeżywamy porażki, rozmyślamy i dochodzimy przyczyn – mówi nasza libero.



Przyszłość Marioli w kadrze...

 - W tej chwili przyszłości jeszcze nie widzę. Jest nowy trener, który dokonał wstępnej selekcji. Zobaczymy, jakie wprowadzi metody działania. Trzeba się po prostu starać, wszystko się okaże za jakiś czas. Mam wielkie marzenie, chciałabym zagrać na Igrzyskach Olimpijskich. Temu celowi trzeba wiele podporządkować i starać się, aby cel mógł zostać zrealizowany. Mam nadzieję, że wszystko potoczy się bardzo pomyślnie – mówi Mariola.



Kadra jest dla mnie... 

 - Gra w drużynie narodowej to według mnie przede wszystkim indywidualna decyzja zawodniczki czy zawodnika, który jest do niej powoływany. Jeśli ktoś dostaje taką możliwość, to powinien mieć prawo wyboru. A moje indywidualne podejście? Największym moim marzeniem jest gra na igrzyskach, staram się do tego dążyć i realizować swój cel. Myślę, że z tego bardzo jasno wynika, jakie jest moje podejście do tej sprawy – tłumaczy „Barbie”.



Poza boiskiem... 

 Co robi Mariola, kiedy nie gra w siatkówkę? Czasu pomiędzy jednym meczem a drugim jest niewiele, poza tym trzeba jeszcze trenować. Sporo czasu siatkarzom grającym w lidze rosyjskiej zajmuje również przemieszczanie się na spotkania. – Naprawdę mam bardzo ograniczony czas. Oprócz obowiązków związanych z siatkówką trochę trzeba odpocząć. Kiedy mam więcej wolnego, np. między sezonem ligowym a reprezentacyjnym, to jest to termin około dwutygodniowy. Praktycznie nie ma mnie w domu, a jeśli wracam to mam czas dla rodziny, jestem dla nich i z nimi i w takim wypadku nie ma już miejsca na jakieś inne pasje – mówi Mariola. - Czytam książki, chodzę do kina, od lat próbuję nauczyć się gotowania, ale to akurat mi kiepsko wychodzi. Nie znaczy to, że nie mam żadnych zainteresowań poza siatkówką, ale na to będzie trochę więcej czasu w przyszłości – dodaje.



Plany na przyszłość? 

- Kiedy nadejdzie taki czas, że nie będę grać, albo kiedy będę grać mniej, to może skończę studia. Zaczęłam ekonomię, ale chyba jednak teraz myślę, że moim powołaniem byłaby raczej pedagogika... Myślę też, aby w przyszłości założyć w Węgrowie coś w stylu SKS-ów. Chciałabym uczuć dzieciaki gry w siatkówkę. Może nie z jakiegoś trenerskiego poziomu, ale po prostu uczyć podstaw. Być może właśnie tak ułożę sobie kiedyś swój czas...

 
 
Piotr...
 

 O prywatności Mariola nie lubi dużo opowiadać. – Hmm...Co by tu powiedzieć o Piotrze? Znamy się chyba od zawsze, bo niedaleko od siebie mieszkaliśmy. Węgrów to małe miasto, tutaj się wszyscy znają, przynajmniej z widzenia. Więc tak miało być? - No pewnie tak, skoro... tak jest i sobie tak trwa – kwituje z uśmiechem Mariola.

 

Libero? Ale nuda!’

 To, co mówi sama o sobie w znacznej mierze pokrywa się z tym, co mówią o niej inne osoby. Jest skromna, spokojna, nieśmiała. Ci drudzy zwykle dorzucają sporo komplementów. A jak określiłaby Mariola samą siebie? - O to trzeba zapytać innych. Wydaje mi się, że prywatnie jestem taka jak na boisku - cicha i spokojna
 
Te słowa potwierdza jej wieloletnia reprezentacyjna koleżanka, a obecnie asystentka Marco Bonitty - Magdalena Śliwa, dodaje jednak: - Tak naprawdę Mariola jest wesoła i bardzo koleżeńska. Lubi żartować. Jako małżeństwo z Piotrkiem są super parą  - kończy najlepsza rozgrywająca ME 2003. 
 

- Mogę się pochwalić, że ja wychowałem Mariolę jako siatkarkę. Kiedy szukałem w przedszkolach kandydatek, które ewentualnie mogłyby uczęszczać do klasy sportowe, zwróciłem uwagę na Mariolkę. Była wysoka, bardzo zwinna i szybka. Dynamicznie się poruszała. Dziś również na boisku taka jest. Zanim kto inny zrobi krok do piłki, to ona wykona w tym samym czasie kilka kroków. Ma zmysł do gry, talent, wrodzoną inteligencję, która pozwala jej bardzo dobrze oceniać sytuację. Ale kiedy próbowaliśmy ją w innych dyscyplinach sportowych, to nic kompletnie z tego nie wychodziło. Niemiłosiernie kiepska we wszystkich innych sportach! W siatkówce – brylant, zupełnie tak, jakby siatkówka była stworzona dla niej, a ona dla siatkówki. Bardzo długo broniła się przed tym, aby być libero. Lubiła zdobywać punkty, atakować, jednak tak się wszystko pozmieniało, że właściwie nie miała większego wyboru, przynajmniej jeśli chodzi o kadrę.
Jednego zdarzenia chyba nigdy nie zapomnę: graliśmy jakiś turniej, to były jedne z pierwszych wejść Marioli na pozycję libero. Wcześniej grała praktycznie bez zmiany na ataku, a teraz przyszło jej co chwilę siadać na ławce i znowu wchodzić i wracać. Po chwili przymusowego ‘odpoczynku’ na ławce spojrzała na mnie z miną pełną pretensji. – I co? – spytałem, a ona posłała mi jeszcze gorsze spojrzenie i powiedziała: „Ale nuda!”
– wspomina Zbigniew Krzyżanowski. 
 

Mariola Zenik (fot. reprezentacja.net)


- Ludzie, którzy nie znają tak dobrze Marioli wiedzą, że ona jest bardzo cicha i spokojna, mało się uśmiecha, bo ona chyba właśnie dla otoczenia taka jest, ale w naszym gronie, np. w kadrze Mariolka jest trochę inna. Bardziej rozmowna, wesoła, nie jest wcale taka spokojna. Poza tym to świetna siatkarka. Mając świadomość, że mamy w drużynie takiego kogoś jak ona, nasza gra układa się spokojniej. Na Mariolę można po prostu liczyć czy to na boisku czy poza nim. Cóż, to po prostu świetna dziewczyna i kawał grajka! – mówi Kasia Skowrońska – Dolata.

A o to, co o Marioli powiedział twórca ostatnich sukcesów kobiecej kadry narodowej, poprzedni trener reprezentacji, Andrzej Niemczyk: - Nie musiałem jej długo namawiać na grę w kadrze. Ma duże wyczucie sytuacji w obronie. W przyjęciu również potrafi bardzo dobrze grać. Jeśli byłaby bardziej agresywna na boisku, krzyknęłaby czasem do partnerek, lepiej by to wszystko funkcjonowało w obronie. Pracowaliśmy razem nad tym, jeśli dobrze to opanuje uważam, że będzie jedną z najlepszych libero na świecie – kończy trener. 
 

Co może powiedzieć o „Barbie” Agata Mróz? – Znamy się bardzo długo, mniej więcej piętnaście lat. Kiedy uczyłam się i grałam w SMS Sosnowiec, to Mariola z kilkoma innymi dziewczynami przyjeżdżała na kadrę. Od kiedy pamiętam zawsze była podstawą drużyny i to obojętnie czy to było za czasów, kiedy jeszcze grała na ataku, czy teraz jak gra na libero. Mariola długo nie mogła się pogodzić z tymi zmianami, ale nie wiele mogła zrobić. W sumie szkoda, bo może mało kto wie, ale ona ma naprawdę mocne uderzenie, jako atakująca była bardzo dobra. Poza tym Mariola ma ogromny talent do siatkówki i życzę jej jak  najlepiej, aby jeszcze długo grała i odnosiła sukcesy”. 


Nie pozostaje nam zatem nic innego, jak dołączyć się do życzeń Agaty Mróz! Marioli życzymy wielu sukcesów i tych sportowych i tych prywatnych, ale chyba przede wszystkim tego upragnionego olimpijskiego złota…..
 

 
--------------------
*Niniejszy tekst w  wersji rozszerzonej, uzupełniony o materiały fotograficzne, dostępny jest w formacie *.pdf (Acrobat Reader) w prawym menu naszej strony, w dziale Sylwetki. Znaleźć tam można również sylwetki innych zawodników, zawodniczek i trenerów.
 

źródło: reprezentacja.net

autor: Małgorzata Mauer

Do wiadomości napisano 11 komentarzy

Zobacz także:

Powrót
Dodaj nowy komentarz
Zarejestruj swojego nicka.
Redakcja serwisu Reprezentacja.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy umieszczanych przez internautów.

Pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe do wypełnienia

Relacje LIVE


Kwalifikacje do IO seniorek
Tokio, Japonia
 
Polska-Japonia 
sobota 17 maja 2008
godz. 11:00

-----------------------------
Kwalifikacje do ME seniorów
Olsztyn, Polska
Polska-Estonia 
sobota 17 maja 2008
godz. 17:00

 

Kwalifikacje do ME 2009

 
Olsztyn, Memoriał Wagnera
16-18 maja 2008r. 
-------------------
Tallin
 
23-25 maja 2008r.
--------------------
Program i Wyniki
Program transmisji TV
  

Kwalifikacje do IO 2008


17-25 maja 2008
Tokio, Japonia

----------------------

Wyniki
Program transmisji TV


Szukamy grafika

 Znasz Macromedia Flash?

To ogłoszenie dla Ciebie!

Sylwetka