- Nie mam pojęcia, co się stało. To nasz drugi przegrany mecz z rzędu i to nie napawa optymizmem - mówiła po porażce z Chinkami nasza przyjmująca Anna Barańska. Ale od razu dodawała: - Przed nami kolejne mecze. Trzeba się teraz spiąć i grać dalej na maksa.
Reprezentacja.net:
Jak się wam wczoraj grało z Chinkami?
Anna Barańska:
- Generalnie nasza gra wyglądała chyba lepiej niż w meczu z Kubankami. Wydaje mi się, że w końcówce ostatniego seta zabrakło nam trochę szczęścia, bo generalnie ta partia, jak i cały mecz, były do wygrania. Chinki nie zaprezentowały się wczoraj rewelacyjnie. Podobnie jak my popełniały sporo błędów, jednak my niestety nie potrafiłyśmy tego wykorzystać i wynik jest taki a nie inny.
Co zawiodło w tej końcówce czwartego seta? Zabrakło koncentracji?
- Szczerze? Nie mam pojęcia, co się stało. To nasz drugi przegrany mecz z rzędu i to nie napawa optymizmem, bo mogłyśmy powalczyć bardziej w obu tych spotkaniach i pokusić się o zwycięstwo. Przed nami kolejne mecze, tak naprawdę najważniejsze, bo od nich wszystko będzie zależeć. Trzeba się teraz spiąć i grać dalej na maksa.
Teoretycznie najtrudniejsze pojedynki macie już za sobą. Czekają na was m.in Japonki i Amerykanki, z którymi trzeba już bezwzględnie wygrać. Jesteście gotowe do takiej walki?
- Nikt nam nie obiecywał, że w Pekinie będzie łatwo. Każda drużyna, która tutaj przyjechała, jest silnym, trudnym przeciwnikiem, bo awansować do Igrzysk Olimpijskich nie było łatwo, o czym świadczy chociażby nieobecność w Pekinie tak silnego zespołu jak Holenderki. W każdym razie nie zgodziłabym się z tym, że będziemy teraz grać z łatwiejszymi rywalkami. W każdej grupie występuje sześć równorzędnych zespołów. Teraz musimy po prostu wyjść i zagrać swoją grę.
Mówi się, że wasze porażki są wynikiem braku wiary we własne siły. Zgodzisz się z tym?
- W pewnych momentach, kiedy popełniamy proste błędy, rzeczywiście wydaje się, że tak jest. Jednak my nie przyjechałyśmy tu po to, żeby przegrywać, chcemy coś zwojować, o coś ważnego powalczyć. Pierwszy mecz nie wyglądał najlepiej. Po dzisiejszym można powiedzieć, że pierwsze sety zawsze wygrywamy, a w kolejnych przychodzi jakaś niemoc lub może to nasze rywalki się rozkręcają. Według mnie brakuje trochę uśmiechu na boisku i wiary w to, że naprawdę możemy wygrać. Rozegrane spotkania pokazały, że rywalki są w naszym zasięgu. Trudno powiedzieć, co decyduje o tym, że w końcówkach to właśnie my przegrywamy.
Czy przygotowywałyście już taktykę na mecz z Japonkami?
- Dotąd skupiałyśmy się na Chinkach. Dziś mamy dzień wolny, więc poświęcimy go zapewne na treningi i na oglądanie Japonek na wideo. Spotkanie z japońską drużyną przyjdzie nam rozegrać o nietypowej dla nas godzinie, bo o 22:00. Nie jesteśmy do tego przyzwyczajone, ale bez względu na porę i na to, kto stoi po drugiej stronie siatki, musimy wyjść i grać jak najlepiej.
Nasi panowie narzekają, że przed spotkaniami nie mieli szansy potrenować w halach, gdzie rozgrywane są mecze. Jak jest z wami?
- Szczerze mówiąc miałyśmy jeden trening w hali meczowej, dzień przed oficjalnym otwarciem igrzysk. Poza tym nie mamy dostępu do hal meczowych i przygotowujemy się w halach treningowych. Przygotowanie się właściwie nie zmienia – dalej mamy siłownię i treningi w hali.
* Rozmawiała Joanna Majtyka - Reprezentacja.net


