Eleonora Dziękiewicz nie poleciała z koleżankami z reprezentacji do Pekinu i olimpijskie zmagania swoich reprezentacyjnych koleżanek śledzi na ekranie telewizora. Dziś komentuje dla serwisu Reprezentacja.net pięciosetowy polsko - japoński horror.
Reprezentacja.net:
Jak oceniasz dzisiejszy mecz w wykonaniu polskiej reprezentacji?
Eleonora Dziękiewicz:
- Byłam bardzo optymistycznie nastawiona do tego spotkania, zwłaszcza od momentu, kiedy na placu boju pojawiła się Kasia Skorupa i gra zaczęła wyglądać tak, jak powinna. Kasia uruchomiła środek, udało jej się gubić blok rywalek. Milena Rosner przyłączyła się do dobrze grających w ataku Gosi Glinki i Kasi Skowrońskiej i naprawdę uważam, że wyglądało to super. Niestety nie udało się tego doprowadzić do końca. Nie wiem, czy dziewczynom zabrakło siły, czy były inne przyczyny, ale na pewno miały mniej szczęścia niż rywalki, a to ono zazwyczaj decyduje o wszystkim tie-break’u.
Mieliśmy dziś problemy z kończeniem ataków. Twoim zdaniem to wina dziewczyn czy raczej zasługa świetnie broniących Japonek?
- Wszyscy wiemy, że z Japonkami jest taka gra, że jeśli nie zdobędzie się punktu w pierwszej akcji zdecydowanym atakiem, to później bardzo ciężko jest się bronić, bo one przede wszystkim czekają na ręce blokujących, żeby je obić, a wtedy obrona jest już w zasadzie niemożliwa. Dziś w ataku grały właściwie trzy zawodniczki. Widać było, że Kasia Skowrońska i Gosia Glinka wkładają wszystkie siły w swoje ataki, później ładnie dołączyła się do tego Milena Rosner i w zasadzie to by było na tyle. Jakoś ataki ze środka nam nie szły, chociaż to chyba właśnie na środku siatki powinny być te atomowe zbicia.
Czy ta nieskuteczna gra środkiem to Twoim zdaniem wynik naszego nie najlepszego przyjęcia?
- Nie do końca jest to chyba związane z przyjęciem. Wydaje mi się, że Japonki jak zawsze tak i dziś dały popis doskonałej gry obronnej. Kasia Skorupa, od kiedy weszła na boisko, grała więcej środkiem w porównaniu do Mileny Sadurek. Dzięki temu udało jej się trochę zatrzymać blok Japonek na środku siatki, co ułatwiało ataki ze skrzydeł. Poza tym Kasia grała konsekwentnie – nawet jeśli jedno czy drugie zagranie nie wyszło, powtarzała je, a to przynosiło punkty.
Dużo się mówiło przed dzisiejszym spotkaniem o kontuzji Ani Podolec, która ma bardzo poważne problemy z barkiem. Dziś zobaczyliśmy ją w pierwszej szóstce. Jak to skomentujesz?
- Nie chcę komentować decyzji trenera, nie taka jest moja rola. Czytałam natomiast jedną z ostatnich wypowiedzi trenera Bonitty, w której mówił, że on ma tak naprawdę tylko siedem zawodniczek. Może dlatego wcale mnie jego dzisiejsza decyzja dotycząca Ani Podolec nie zdziwiła zbyt mocno. Myślałam po wywiadzie, w którym mówił, że da szansę Milenie Rosner, że tak właśnie będzie, ale skoro tak się nie stało, nie byłam tym zbytnio zdziwiona. On po prostu konsekwentnie postawił na tę siódemkę, która jest jego zdaniem najlepsza.
Nasze zmienniczki, a w szczególności bohaterka tego spotkania Katarzyna Skorupa, udowodniły dziś jednak, że Bonitta nie do końca ma rację.
- Trener Bonitta powiedział kiedyś, że ma jedną rozgrywającą, której ufa i która również ufa jemu i konsekwentnie stawia na tę zawodniczkę. Dotąd rzeczywiście takie postępowanie zdawało egzamin, jednak uważam, że w dzisiejszym meczu zdecydowanie za późno na parkiecie pojawiła się Kasia Skorupa.
Gdybyś miała wybrać dziś najlepszą zawodniczkę w polskim zespole, na kogo byś wskazała?
- Według mnie były to dwie zawodniczki rezerwowe – Kasia Skorupa i Milena Rosner. Bardzo podobała mi się też gra Kasi Skowrońskiej.
Jak oceniasz teraz nasze szanse w meczu z Wenezuelą?
- Tak naprawdę kompletnie nie znam tego zespołu, więc nie mogę zbyt wiele powiedzieć o ich grze. Mówi się jednak, że jest to najsłabsza drużyna w naszej grupie, więc jestem spokojna o wynik, o naszą wygraną.
* Rozmawiała Joanna Majtyka - Reprezentacja.net


