Sam turniej rozgrywany na Węgrzech to przede wszystkim bardzo ważne dla naszej kadry wydarzenie sportowe. Grać będą reprezentacje Finlandii, Estonii, Węgier, Belgii, Danii i Polski, a tylko najlepsza awansuje do styczniowego turnieju kwalifikacyjnego do Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Porównując rangę zespołów według klasyfikacji FIVB, można by widzieć w Polsce pewnego faworyta, jednak przypominając sobie ciężkie chwile z ME można dojść do wniosku, że rankingi nie zawsze są miarodajne. Uwaga Alojzego Świderka, że Polska to teraz nie drugi zespół świata, ale przede wszystkim jedenasty Europy zdaje się determinować postrzeganie tego turnieju. Reguła „każdego przeciwnika trzeba szanować”, choć szlachetna, po sukcesie Polaków w Japonii wypowiadana była raczej zwyczajowo. Srebro okrzyknięto przełomem w dziejach tej reprezentacji, a wszystko co miało nadejść, miało być pasem sukcesów. Prawda okazała się jednak brutalna.
Na przestrzeni kilku miesięcy staliśmy się świadkami diametralnego przeobrażenia polskiej reprezentacji, nie tylko na polu sportowym, ale także mentalnym. Oglądając wrześniowe poczynania siatkarzy i mając w pamięci obraz ich gry z mundialu, nie trudno było odnieść wrażenie, że oglądamy zupełnie inną drużynę. W Japonii na boisko wybiegała grupa sportowców tworząca jakby monolit, gdzie każdy był w stanie skoczyć za kolegą w przysłowiowy ogień. Później coś uległo zmianie i trudno oprzeć się wrażeniu, że miało to duży wpływ na późniejszą grę Polaków.
Zakończenie ME nie było jednoznaczne z końcem debaty publicznej na temat porażki polskich siatkarzy, z którymi przecież wiązano tak duże nadzieje. I stało się. Wypowiedzi siatkarzy wyrwane z kontekstu, prowadzone z dość dużą swobodą komentarze ekspertów i spekulacje mediów skutecznie doprowadziły do rozgrzania atmosfery wokół reprezentacji. Przeciętny kibic zaczynał się już w tym gubić.
Na szczęście żaden kryzys nie trwa wiecznie, a sygnały świadczące o stopniowym odradzaniu się polskiej reprezentacji zdają się być co raz wyraźniejsze. Wyolbrzymiony do niebotycznych wręcz rozmiarów, a opierający się na niezbyt wielu faktach konflikt na linii Wlazły-Zagumny został oficjalnie zażegnany. Wypowiedzi pozostałych zawodników mogą napawać optymizmem i wskazują na to, że braku walki i poświęcenia z ich strony nie powinniśmy się obawiać. Martwią trochę kontuzje siatkarzy, ale sport, to sport i zupełnie wyeliminować się ich nie da.
A jak naprawdę wygląda sytuacja w polskiej kadrze będziemy mogli przekonać się już za niespełna dwa tygodnie, kiedy to polscy reprezentanci będą musieli uporać się nie tylko z przeciwnikami po drugiej stronie siatki, ale może przede wszystkim z własnymi problemami. Wyniki spotkań nie tylko z Belgią czy Finlandią, a więc zespołami, które dały się nam we znaki w Moskwie, wydają się być sprawą otwartą i oby zostały rozstrzygnięte na korzyść Polski. Jednego możemy być pewni: gdy w grę wchodzi kwestia szansy uczestniczenia w olimpiadzie, łatwo nie będzie.
Po wrześniowej porażce mocno nadszarpnięty wizerunek polskiej reprezentacji czeka na rehabilitacje, oby była ona skuteczna bo, co do tego, że będzie obfitowała w emocje, chyba nikt nie ma wątpliwości.


