Na fazie grupowej zakończyły Polki udział w Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. O ocenę występu "biało - czerwonych" serwis Reprezentacja.net poprosił trenera Igora Prielożnego.
Reprezentacja.net:
Przed rozpoczęciem fazy grupowej powiedział Pan, że naszym paniom łatwiej będzie wyjść z grupy niż siatkarzom. Stało się jednak inaczej, siatkarek na Igrzyskach już nie ma. Rywalki okazały się lepsze.
Igor Prielożny:
- Szkoda, bo wydaje mi się, że z zespołami z czołówki, które mieliśmy w naszej grupie, zagraliśmy jedne z tych lepszych spotkań. Jestem przekonany, że zarówno z USA jak i z Japonkami i Chinkami można było powalczyć o zwycięstwo. To były dobre mecze, ale brakowało w nich po prostu przysłowiowej kropki nad „i”, detali, które nie wyszły, nie udały się. Popełnialiśmy błędy. Za przykład może służyć ostatni mecz z USA. Nie wiem, jak to było w rzeczywistości, ale na ekranie wyglądało, że doszło do jakieś „zadymy” między Glinką i Bonittą pod koniec piątego seta. Po tym incydencie ona nie skończyła ani jednej piłki, zepsuła zagrywkę. Jeśli chcieliśmy myśleć o zwycięstwie, nie mogliśmy oddawać rywalowi punktów w ten sposób. Jeżeli chcemy wygrać z takimi zespołami jak Chiny czy USA, to wszystko w zespole musi działać. Ważna jest też mentalność. Na IO przyjechały zespoły, które chciały walczyć. My niby walczyliśmy, ale chyba tak do końca nie byliśmy do tego przekonani.
Zostawmy stronę mentalną. Jak było z samą grą?
- Zawsze podczas wywiadów, których udzielałem w trakcie igrzysk, krytykowałem naszą zagrywkę. W meczu z USA ten element funkcjonował jednak dobrze. Zagrywka Katarzyny Skowrońskiej, na bardzo wysokim poziomie ryzyka, była naprawdę trudna do przyjęcia. Myślę, że to jest droga w nowoczesnej siatkówce. Nie możemy cały czas grać licząc tylko na to, że uda się postawić blok czy wybronić atak z pola. Tak mogą grać Japonki, bo one faktycznie są mocne w obronie i są w stanie podbijać ataki Glinki czy Skowrońskiej, co też się działo. My nie mamy na razie zawodniczek, które tak skutecznie będą grały w tym elemencie, dlatego musimy położyć nacisk na to, w czym jesteśmy lepsi, czyli na zagrywkę.
Zagrywką spotkań się nie wygrywa.
- Oczywiście, że się nie wygrywa, ale jest ona kluczowym elementem, bo od niej wszystko się zaczyna. Mnóstwo punktów naszych rywalek zostało zdobytych właśnie dlatego, że my mieliśmy problemy z przyjęciem ich zagrywki. Atak i blok funkcjonował na dobrym poziomie, a reszta była już daleko za poziomem światowej czołówki, szczególnie obrona i zagrywka.
Po igrzyskach wiele rzeczy ulegnie zmianie. Z kadry odejdzie Bonitta, Małgorzata Glinka, Masza Liktoras.
- Glinki na pewno będzie w tej kadrze brakować, bo była jej faktyczną liderką. Nie wiem, czy w tym momencie jest osoba, która mogłaby ją zastąpić.
Skowrońska?
- Być może, ale jeszcze nie teraz. Kasia stosunkowo od niedawna gra na przekątnej i to tak naprawdę jest to dla niej jeszcze „świeża” pozycja. Musi poczuć się na niej pewnie, popracować i wtedy będzie można mówić o tym, czy jest czy nie jest liderką.
Jak wygląda sytuacja na pozostałych pozycjach?
- Myślę, że miejsce obu rozgrywających jest w tym momencie niezagrożone. Sportowo pasują do siebie, każda gra trochę inaczej, każda ma swoje plusy. Na libero znakomicie gra Mariola Zenik. Z blokiem też chyba nie będzie problemu. Nie wiadomo, czy grę w reprezentacji kontynuować będzie Kasia Gajgał, która ma przecież rodzinę, a pogodzenie tych dwóch elementów nie zawsze jest sprawą łatwą. Myślę, że do bloku znalazłoby się kilka zawodniczek w polskiej lidze. Największy problem jest chyba na pozycji przyjmujących. Trener, który przyjedzie, będzie musiał w jakimś stopniu od nowa poukładać ten zespół. Do tego potrzebny mu będzie czas, dwa, trzy, cztery lata Trzeba mu dać szansę na zbudowanie tej reprezentacji podobnie jak czas dostał Raul Lozano.
Można być zadowolonym z występu siatkarek na igrzyskach?
- Z wyniku nie, bo trudno być z niego zadowolonym, ale gra czasami mogła się podobać. Myślę, że nasze zawodniczki grały na 90% swoich możliwości, a to na igrzyskach jest zdecydowanie za mało. To za mało na osiągnie wyników, a wystarczająco na niezłą grę. Grały momentami świetnie, jednak nie poszły za tym wyniki, bo inni grali na maksa. Można było lepiej.
Dziś rozegrane zostaną ćwierćfinały turnieju olimpijskiego kobiet. Kto według Pana na pewno zagra w półfinałach?
- Po meczach grupowych nie ma wątpliwości, że dalej przejdzie Brazylia oraz Kuba. Raczej nie przewiduję wielkiego oporu ze strony Serbek czy Japonek. W kwestii pozostałych dwóch spotkań nie chcę bawić się w proroka, bo nie zawsze miałem możliwość oglądania meczów z tamtej grupy, nie wiem, w jakiej formie są Włoszki i Rosjanki. Siatkówka żeńska jest nieprzewidywalna. Dużo szans na awans daję USA. Chinki grają pod presją własnych kibiców, więc może być to w pewnym sensie dla nich dodatkowa przeszkoda w osiągnięciu wyniku.
* Rozmawiała Katarzyna Biernacka - Reprezentacja.net

