- Jeśli będziemy grali tak jak do tej pory, to będzie dobrze. Jesteśmy na razie rozpędzeni i mam nadzieję, że się nie zatrzymamy - twierdzi w wywiadzie dla Reprezentacja net Krzysztof Gierczyński, który zadebiutował dziś na igrzyskach w wygranym meczu z Rosją.
Reprezentacja.net
Nie żałuje pan, że dzisiejszy mecz nie był finałem albo chociaż ćwierćfinałem?
Krzysztof Gierczyński:
- Najważniejsze, że mecz był wygrany. Chciałoby się zwyciężyć półfinał czy ćwierćfinał, ale to dopiero przed nami. Z psychologicznego punktu widzenia ważne jest, że wygraliśmy. Czujemy się mocni, z meczu na mecz coraz mocniejsi. To bardzo wartościowe zwycięstwo tym bardziej, że na początku nam nie szło.
Spotkania z Rosjanami również dla Was mają drugie dno?
- Zawsze są i były jakieś podteksty jeśli chodzi o mecze z Rosją. Tak było trzydzieści lat temu, tak jest i teraz. Zawsze to jest taka mała wojenka. Z nimi bardzo chce się wygrać.
Jako jedyni w grupie pokonaliście podopiecznych Wladimira Alekny. Czy jesteśmy w stanie wygrać z nimi jeszcze raz?
- Na pewno cieszy to zwycięstwo. Jest satysfakcja. Ostatni przed ćwierćfinałami wygrany mecz dodaje skrzydeł. Wszyscy byśmy sobie życzyli, by w ewentualnym kolejym spotkaniu było tak jak dziś. Nawet niech będzie 3:2 po emocjonującym meczu. Ważne, żeby było zwycięstwo. Każdy wygrany mecz to bodziec i impuls do lepszej gry. Zwycięstwo nakręca. Oby tak zostało do końca.
W tym spotkaniu zadebiutował Pan na igrzyskach olimpijskich. Czy takiemu doświadczonemu siatkarzowi towarzyszyły jeszcze nerwy?
- Na pewno było to jakieś przeżycie. Część zawodników debiutowała w pierwszym, a ja dopiero teraz w ostatnim meczu grupowym. Cieszę, się, że trener wpuścił mnie na boisko, choć wcześniej tego nie sygnalizował. Mam nadzieję, że dołożyłem swoją cegiełkę, ale najważniejszy jest interes drużyny. Zagrałem może w sumie w jednym secie. Później wszedł za mnie Marcin Wika, który bardzo dobrze zagrał. Ja nie miałem może tyle wystawionych piłek i okazji do ataku. Zwycięstwo cieszy najbardziej, a priorytetem jest zespół. Pokazaliśmy jednak, że mamy silną ławkę rezerwowych, która w każdej chwili może wejść i dać odpocząć chłopakom, którzy czują już w kościach te pięć spotkań. Na pewno są już trochę zmęczeni.
W ćwierćfinale wolałby Pan zagrać z Włochami czy Bułgarią?
- Nie ma co kalkulować, trzeba wyjść i wygrać. Możemy się spodziewać, co zagrają Bułgarzy. Natomiast Włosi są bardzo zmienni. Rozmawialiśmy z chłopakami i oni mówili, że jak coś im nie idzie, to potrafią zwolnić grę czy zmienić taktykę. Podobnie jak my w ostatniej chwili zdobyli nominację olimpijską. Wygrali dramatyczny mecz z Japonią. Z Bułgarami zaskoczenie byłoby mniejsze. Ale my jesteśmy na razie rozpędzeni i mam nadzieję, że się nie zatrzymamy. Jeśli będziemy grali tak jak do tej pory to będzie dobrze. Trzeba tylko ze spokojem podejść do meczu.
* Rozmawiała Barbara Kuziemska - Reprezentacja.net

