Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Siatkówka - Juniorzy


Autor: Tomasz Kowalik

Data: 20-12-2003

Walka z wiatrakami, czyli Małgosia Glinka na PŚ w Japonii

Różne cele przyświecały zapewne poszczególnym zespołom narodowym wybierającym się na Puchar Świata do Japonii. Zapewne też każda pojedyncza zawodniczka stawiała przed sobą jakieś indywidualne wyzwanie. Ale w sporcie jak wiadomo, raz wychodzi lepiej raz gorzej. Tym bardziej, że zazwyczaj cele dwóch zawodników stojących naprzeciwko siebie wykluczają się nawzajem, i naturalną koleją rzeczy jest to, że aby ktoś wygrał, ktoś inny musi przegrać. Zdarzają się jednak też paradoksy, gdzie niby się swoje cele w pełni realizuje, a jednak się przegrywa. Dla mnie osobiście, pomimo tego, że zawody jeszcze się nie skończyły, największą przegraną można już dziś ogłosić Małgosię Glinkę.

 

Nie, na pewno się nie przejęzyczyłem. To właśnie ta zawodniczka, systematycznie znajdująca się na czele klasyfikacji najlepszych graczy turnieju jest tą, z której los srodze zakpił.

Ja wiem, że być może po zdobyciu historycznego tytułu Mistrzyń Europy nasze oczekiwania zostały zbytnio rozbudzone, tym czasem zespoły brylujące w światowych rankingach są budowane latami. Ale poniekąd jesteśmy w swoich nadziejach usprawiedliwieni, bo huraoptymistyczne nastroje nie były w żaden sposób tonowane przez naszego selekcjonera kadry. Wręcz przeciwnie, trener Niemczyk zapewniał wszystkich, iż zawodniczki nie tylko nie straciły nic z wypracowanej wcześniej formy, ale wręcz forma ta zwyżkuje. No i pojechaliśmy do Japonii. W pierwszym meczu celem naszym miała być zemsta nad Turczynkami za wystawienie nas do wiatru podczas przygotowań do turnieju, i jednostronne odwołanie zapowiadanego szumnie meczu w Katowicach. Każdy z zaciekawieniem oczekiwał na to, żeby zobaczyć, co można zrobić więcej niż to, czego dokonały nasze zawodniczki podczas meczu finałowego Mistrzostw Europy w Ankarze. Okazało się, że nie był to taki mecz jakiego oczekiwano po polskim zespole, ale zwycięstwo było, a zwycięzców się nie osądza. Drugi dzień, to mecz z Dominikaną. Katastrofa. Ale cóż, wiadomo, trzeci dzień po przylocie jest najgorszy przy zmianie stref czasowych, poza tym wypadek przy pracy zdarzyć się może każdemu. A w sporcie to już na pewno. Ponieważ celem tego tekstu nie jest zdanie sprawozdania z przebiegu turnieju, ograniczę się tylko do tego, że czym dalej tym... niekoniecznie lepiej. Stosunkowo nienajgorsza dyspozycja w meczu z Chinkami nie wystarczyła na zdobycie choćby jednego seta. Ale tu akurat pretensji mieć do naszych zawodniczek nie można, bo nie tacy jak my polegli na parkiecie z kretesem, mając naprzeciwko siebie fenomenalny zespół chiński. Metamorfoza jednak po niezłej grze w naszym zespole nastąpiła i w następnym spotkaniu odprawiliśmy niepokonane dotąd Amerykanki z kwitkiem. Poniekąd same były sobie winne, bo nie powinny doprowadzać w meczu z Polkami do tie breaku. To jedyny pewnik naszego zespołu. Można by wręcz odnieść wrażenie, że Polki piątego seta choćby chciały to i tak przegrywać nie umieją. I tak było do meczu z Japonią. Tu legł mit ostatni. Po ośmiu rozegranych meczach, odpowiedź na pytanie, czy to co prezentują nasze zawodniczki jest tylko chwilową obniżką formy, czy chwilową zwyżką były Mistrzostwa Europy, nie jest już taka jednoznaczna. Chciałbym jednak zastrzec od razu. Absolutnie nie umniejszam sukcesu Polek na Mistrzostwach Europy, znam też i doceniam ich sukcesy z dwóch poprzedzających mistrzostwa turniejaów kwalifikacyjnych. W ogóle moim zamiarem nie jest krytyka polskiego zespołu. Chciałem pisać o Glince. Bez przedstawienia jednak kontekstu nie umiałbym wyłożyć swoich racji.

Cóż więc takiego mam do powiedzenia na temat Gosi. Nie zamierzam ukrywać, że jest to postać, która w mojej świadomości pojawiła się całkiem niedawno. Do niedawna, tak jak zresztą pewnie większa część obecnych kibiców, nie miałem o jej istnieniu pojęcia. Łatwiej było bowiem być kibicem męskiej reprezentacji, bo ani stacje telewizyjne, ani prasa nie rozpieszczały nas informacjami o żeńskiej siatkówce. A szkoda. Teraz już wszyscy wiemy ile straciliśmy. Małgosia jest jednak, na tle całego obecnego zamieszania postacią wyjątkową. I nie chodzi mi tylko o jej umiejętności. To zobaczyłem już na Mistrzostwach Europy. Jednak dopiero to, co sobą reprezentuje na Pucharze Świata, zmusiło mnie do podzielenia się z innymi moimi przemyśleniami. To, że jest filarem naszego zespołu, widzą wszyscy. To jak bardzo góruje nad innymi, pokazują statystyki. Jest jeszcze jednak coś, z czego może nie wszyscy zdają sobie sprawę, a co staje się oczywiste po głębszej analizie występów naszej reprezentacji na obecnie rozgrywanych zawodach. Coś, czego być może nie dane byłoby nam odkryć, gdyby turniej potoczył się dla nas bardziej szczęśliwie. Nie wiem jak to nazwać. Siła charakteru, ambicja, wewnętrzna wola walki. Żadne słowo nie oddaje tego co czuję patrząc na postawę tej zawodniczki na boisku. Wiadomo, że gra się łatwiej jak wszystko wychodzi, gdy ciężka praca wykonana podczas przygotowań do zawodów przynosi oczekiwane efekty. I wreszcie, jeżeli się wie, że w chwili słabości można liczyć na wsparcie koleżanek z boiska. A tego ostatniego akurat Małgosia została pozbawiona. Z bliżej nieznanych mi powodów, poza grą Małgosi, nie ma żadnego pewnego elementu na boisku po naszej stronie siatki. Oczywiście poszczególne zawodniczki rozgrywają świetne akcje, a nawet całe mecze. Niestety nie widać w tym żadnej regularności. No przepraszam. Pewna reguła jest. Jak Małgosia chce, żeby jej drużyna wypadła dobrze, musi sama zagrać na 150%. Absolutnie nie może jednak liczyć na współpracę swoich koleżanek. Nie żeby jej robiły na złość, nie żeby nie chciały grać dobrze i wygrywać. Po prostu niemoc. Niemoc, do której mają prawo wszyscy, ale tylko jedna osoba z tego prawa nie korzysta.

Najpierw, po kilku nieudanych meczach dotarła do nas informacja, że Małgosia ma lekki żal do Doroty Świeniewicz za pozostawienie zespołu bez wsparcia w tak ważnej imprezie. Cóż, pomyślałem, taka chwila słabości Małgosi, zupełnie zrozumiała w świetle tego co widziałem na boisku. Nie wiem jak było naprawdę, ale jak usłyszałem o płaczącej z bezsilności Glince po kolejnym nieudanym meczu, w którym dała z siebie wszystko, nie otrzymując oczekiwanej pomocy ze strony reszty drużyny, coś we mnie się zbuntowało. Dlaczego ta doskonała zawodniczka nie może cieszyć się z tego co robi? Dlaczego perfekcyjnie wykonywana przez nią katorżnicza praca nie przynosi spodziewanych owoców dla drużyny? To wielka niesprawiedliwość losu. Wiem, że każda z pozostałych dziewczyn dużo by dała, aby pokazać się z jak najlepszej strony. Dlaczego im nie wychodzi, nie wiem. Na to pytanie niech odpowiedzą ci, którzy są odpowiedzialni za drużynę. Widzę tylko z coraz większym smutkiem, że poczynania Małgosi na Pucharze Świata, przypominają coraz bardziej, znaną z literatury walkę z wiatrakami.

Nie dane mi pewnie będzie, aby tekst ten dotarł do Małgosi. Gdyby jednak tak się stało, chciałbym abyś wiedziała Gosiu, że poza bliskimi Ci osobami, są też zupełnie obcy, którzy choć na odległość, pozostają z tobą w tym ciężkim dla Ciebie okresie. Dla mnie osobiście jesteś nie tylko wielkim sportowcem, ale przede wszystkim wielkim człowiekiem. Niezależnie od tego jak potoczy się dalej twoja kariera, a wierzę, że wspaniale, tego co już dokonałaś nigdy Ci nie zapomnimy.

Pozostaje mieć tylko nadzieję, że przy następnym powołaniu do reprezentacji, nie zawahasz się ani chwili, mimo tego, że po tym czego doświadczyłaś, ewentualna twoja odmowa, byłaby w pewnym sensie zrozumiała. Zostań z nami jak najdłużej, życzę Ci żeby twoje zaangażowanie już zawsze przekładało się na spektakularne sukcesy zarówno indywidualne jak i drużyny.

I na koniec słowo do pozostałych naszych zawodniczek. Wiem, że czasem nie wszystko układa się tak jak powinno. Ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy, aby tym tekstem obarczać Was winą za nasze niepowodzenia. Z bezkrytycznego optymizmu wyleczyła mnie już jakiś czas temu męska reprezentacja, więc podchodzę do sprawy spokojnie. Każda z Was pokazała się na tym turnieju z dobrej strony i udowodniła, że nie znalazła się tu przypadkowo. To nie jest tak, że o Was nie można napisać nic pozytywnego. Po prostu ten tekst chciałem poświęcić Małgosi. Jestem pewien, że będzie lepiej, życzę Wam wszystkiego najlepszego i oby ten niezbyt szczęśliwy Puchar Świata wyzwolił w Was tyle sportowej złości, żeby starczyło jej nie tylko na najbliższą, ale i na następne olimpiady.

 

(Tomek Kowalik)

reprezentacja.net

ME Juniorów 2008


30 sierpnia-7 września 2008
Brno (CZE) 
-----------------

Wyniki

Skład kadry