Ach, co to był za Memoriał... Kiedy w czwartek przyjechałam nic nie zapowiadało tak pięknego zakończenia. Mam na myśli oczywiście ostatni mecz z Rosyjską potęgą, która mimo gigantycznego wzrostu nie dała rady pokonać naszych „Orłów”. Ale zacznijmy od początku...
Wszystkie drużyny wiedziały, że grają w turnieju towarzyskim, miały również świadomość, że jest to najlepszy sprawdzian przed Igrzyskami. Po przegranych meczach na twarzach zawodników widać było rozczarowanie, natomiast po wygranych niesamowitą radość. Wszyscy tam grali na serio. Jednak forma wszystkich drużyn daleka jest od doskonałej. Zarówno najsłabsza drużyna turnieju- Tunezja jak i uznana za najlepszą- Rosja, popełniała dużo powiedzieć trzeba zbyt dużo szkolnych błędów. Być może spowodowane to jest okresem przygotowawczym, przeciążeniami związanymi z ciężkimi treningami.
Najsympatyczniejszą drużyną niewątpliwie była Australia. Są to bardzo młodzi zawodnicy, którzy ustępują umiejętnościami najlepszym, ale grają radosną siatkówkę. W wygranym meczu z Holandią walczyli o każdą piłkę, popisując się fantastycznymi obronami. Potrafią cieszyć się z każdej akcji, co niewątpliwie deprymowało „Pomarańczowych”. Ta drużyna zrobiła ogromne postępy przez ostatnie lata.
Drużyna holenderska zdecydowanie zawiodła. Mimo, że wygrała z Polakami nie pokazała, że w Atenach będzie liczyć się w walce o medale. Widać było, że zawodnicy nie są odporni psychicznie i łatwo ich wyprowadzić z równowagi. Wyróżnili się: Trommel i Freriks.
Rosjanie z kolei mogą przestraszyć każdego, różnica wzrostu i siły była widoczna już na rozgrzewkach. Okazało się, że centymetry nie grają i że można z nimi wygrać. Można było zauważyć brak organizacji gry tego zespołu w wyprowadzaniu kontr. Natomiast rozegranie pierwszej akcji mają naprawdę na najwyższym poziomie. Nie bez powodu najlepszym rozgrywającym turnieju został Khamuttski.
Należy też wspomnieć o egzotycznej drużynie z Tunezji. Wygrali z Polską B, ale mimo to zajęli ostatnie miejsce. Potencjał mają duży, ale zdecydowanie odstają poziomem od najlepszych zespołów. Jest pewne, że na Igrzyskach Olimpijskich nie zrobią niespodzianki, a na pewno nie w tym roku.
A teraz coś o Biało-Czerwonych, zacznijmy od kadry B. Młodzi mieli się ogrywać i zdobywać doświadczenie. O ich grze można powiedzieć tyle, że widać brak zgrania, na boisku. Na wyróżnienie zasługują: Winiarski, Ruciak i Wlazły. Są niewątpliwie przyszłością polskiej siatkówki.
A na deser nasza reprezentacja olimpijska. A działo się podczas tych trzech dni sporo. Na początku szwankowało rozegranie i jak zwykle nasza pięta achillesowa- przyjęcie. Niestety obiektywnie należy stwierdzić, że nasz libero Ignaczak gra niedokładnie, i co jest ciekawe błędy w przyjęciu zdarzają się przy taktycznych zagrywkach rywali. Wciąż martwić może nierówna gra zawodników, którzy raz grają na wysokim poziomie, by następnego dnia być zdejmowanymi z boiska po słabej grze. Tak było między innymi z Gabrychem. Mówiąc o elementach w których zrobiliśmy postępy należy wspomnieć o dobrej organizacji gry w obronie: podbijamy coraz więcej piłek i zdobywamy punkty z kontry oraz o poprawie naszej zagrywki: to z kolei powoduje zdobywanie bezpośrednich punktów lub upraszcza grę przeciwnika i daje czas postawić szczelny blok.
Wrócę jeszcze do Piotra Gabrycha, który ewidentnie jest poza tą drużyną. Nie trzeba być znawcą żeby to zauważyć. Gabrych jest pierwszy na boisku, rozgrzewa się sam. To niewątpliwie dobrze o nim świadczy i imponuje kibicom, ale pokazuje również, że nie może się odnaleźć w kadrze. Widoczne to jest również w ilości dostawanych piłek od kolegów w trakcie meczu. A szkoda, że tak jest bo wszyscy wiemy jak bardzo jest on zaangażowany i ambitny.
Przed nami Ateny, a II Memoriał im. Huberta Wagnera pokazał, że wszystko jest możliwe! Więc pozostaje nam kibicom wierzyć i wspierać Biało- Czerwonych z całego serca. Bo przecież można wygrać z Rosją, można wygrać z każdym!
A to wszystko widziała:
Natalia Ciesek

