Siatkówka - Kadeci
Po MŚ w Meksyku: Bogdan Szczebak i Paweł Bińczyk
kadeci 20.09.2007 10:32:07
Bogdan Szczebak, statystyk reprezentacji Polski kadetów:
Reprezentacja.net: Mistrzostwa świata to naprawdę ciekawa impreza, na której warto się pokazać, i na której warto grać. Można spróbować swoich sił w starciu z różnymi rodzajami siatkówki: azjatycką, europejską, południowoamerykańską. Jak to wszystko wygląda z perspektywy statystyka reprezentacji? Jak prezentują się poszczególne zespoły, jaki był ogólny poziom całych zawodów?
- Pierwszy raz byłem na takiej imprezie młodzieżowej. Przyjechałem tutaj z doświadczeniem zebranym w pracy z seniorami. Oceniając naszą grę po pierwszych meczach czułem, że będzie nam ciężko – i było. Zwłaszcza patrząc na pięć rozegranych przez nasz zespół tie-breaków. Ale naprawdę poziom drużyn, zwłaszcza zespołów azjatyckich i południowoamerykańskich, jest bardzo wysoki. Niemniej myślę, że trzy drużyny europejskie, czyli my, Belgia i Francja wcale nie odstają.
Czy poziom gry, jaki zobaczyłeś w wykonaniu kadetów, aż tak bardzo różni się od siatkówki seniorskiej, którą przecież zajmujesz się na co dzień?
- Uważam, że nie. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę podział specjalizacji gry i zawodników. To wszystko wygląda podobnie. Oczywiście są drużyny bardziej rozwinięte taktycznie, takie, które grają bardziej zespołowo, tak jak my albo Chińczycy. A są reprezentacje, które prezentują typową siatkówkę siłową, „ciężką”, jak na przykład Rosjanie i Irańczycy. Chociaż trener brazylijski powiedział po meczu o złoty medal, że to Irańczycy mają najlepszą drugą drużynę świata… Było to chyba odniesienie do ich wieku a już niekoniecznie umiejętności.
Czy któryś z zespołów czymś Cię na tych mistrzostwach zaskoczył?
- Przede wszystkim zwróciłem uwagę na to, że drużyny europejskie mają większy problem z przyjęciem i z zagrywką. Dobra jest natomiast gra w ataku. Zespoły z Europu w tym elemencie popełniają bardzo mało błędów. Cieszy mnie również fakt, że rozgrywający starają się urozmaicać grę, szczególnie Ci pochodzący z Europy. Tu właściwym przykładem jest chociażby nasz Fabian Drzyzga, czy zawodnicy francuscy. Nie grają takiej „mozolnej”, schematycznej siatkówki jak Rosjanie - przeciwnie, starają się obserwować grę przeciwnika, realizować taktykę, podglądać zespół przeciwny, zmieniać sposób swojej gry i dostosowywać ją do panujących warunków w trakcie meczu.
Mogłeś na żywo obserwować spotkanie finałowe Iran – Chiny. Czy według Ciebie to było spotkanie godne finałów mistrzostw świata?
- Tak, były emocje, dużo nerwów, sporo się działo. Ale szczerze mówiąc, spodziewałem się nieco więcej po drużynie z Chin. To byli moi faworyci. Na pewno przed mistrzostwami nie powiedziałbym, że Irańczycy zdobędą mistrzostwo świata, ale myślę, że na to wpływ miała kontuzja jednego z zawodników chińskich, który po turnieju został wybrany najlepszym atakującym turnieju. Pod koniec czwartego seta zaczęły łapać go skurcze i wydaje mi się, że to miało wpływ na wybór do kogo kierować piłki w ostatnich fragmentach spotkania przez chińskiego rozgrywającego. W ekipie Chin gra opierała się głównie na zawodnikach skrzydłowych, tak jak u nas, ich zawodnik atakujący nie wnosił zbyt wiele do gry, podobnie jak nasz atakujący. Nie byli oni typowymi liderami, tak jak ma to miejsce w innych zespołach, gdzie atakujący zdobywa około 20 punktów w trzech setach, a w pięciu około 30.
Czy któryś zespół szczególnie rozczarował w tym turnieju, odstając poziomem od pozostałych? A może któryś szczególnie się wybił tutaj w Meksyku i o tych siatkarzach może jeszcze kiedyś usłyszymy?
- Dużym zaskoczeniem na plus dla mnie był zespół Indii. U nas prawie nikt nie ma zielonego pojęcia o panującej tam siatkówce, nic nie wiemy o ich grze. Sam ich awans do ósemki był już bardzo dużym sukcesem i jednocześnie zaskoczeniem. Trzeba docenić sytuację tej drużyny. Ci chłopcy, którzy żyją na co dzień w biedzie, przyjechali na MŚ bez lekarza, bez masażysty, bez jakiejś konkretnej organizacji. Przyjechali po prostu, żeby zagrać. I dlatego ich awans do czołowej ósemki był bardzo dużym zaskoczeniem dla wszystkich. Zaskoczeniem na minus byli na pewno Rosjanie. Więcej się po nich spodziewałem, podobnie po Brazylijczykach. Widać było po ostatnim meczu w grupie, z Francją, że Brazylijczycy nie są dobrze przygotowani do turnieju. Jeśli chodzi o zespół USA to mogę o nich powiedzieć tylko tyle, że widziałem w ich wykonaniu tylko jeden mecz. Na pewno mają bardzo dobrego libero. Problem Amerykanów polega na tym, że u nich nie ma zawodowej siatkówki. A już tym bardziej jakiegoś profesjonalnego szkolenia w wieku młodzieżowym. Jeśli się nie ma profesjonalnej ligi to wszystko później odbija się na grupach młodzieżowych..
Czy doświadczenia zdobyte na tym turnieju będą w jakiś sposób procentowały w Twojej własnej pracy w klubie?
- Na pewno tak, bo prowadzę też grupę kadetów w Jastrzębiu. Teraz mam już pewne rozeznanie, świadomość jak ma wyglądać praca na tym poziomie oraz wizję, tego, jak chciałbym prowadzić zespół w tym wieku. Widziałem też wiele treningów innych zespołów. Może nie były to treningi typowo szkoleniowe, ale mogłem z bliska zobaczyć różne style prowadzenia drużyny. Na przykład trenerzy z Ameryki Południowej prowadzą ćwiczenia w sposób bardzo żywioły, a szkoleniowcy z Ameryki Północnej i Europejczycy są bardziej stonowani i spokojni. Mnie bardziej się podoba styl żywiołowy, gdzie trenerzy cały czas podpowiadają zawodnikom, co mają robić w danej sytuacji, w danym ustawieniu. Myślę, ze to jest bardziej skuteczny sposób motywowania zespołu, takie napędzanie do walki.
Paweł Bińczyk, fizjoterapeuta
Reprezentacja.net: Turniej w Meksyku już za nami. To był naprawdę ciężki okres dla chłopaków, wcześniej nie grali jeszcze na tak prestiżowej imprezie. Na pewno czuli się zmęczeni i fizycznie i psychicznie. Jak więc oceniasz kondycję fizyczną swoich podopiecznych?
- Kondycja fizyczna była nadspodziewanie dobra. Trzeba jednak pamiętać, że biorąc pod uwagę fakt jak długi czas spędziliśmy w Meksyku, lada moment mogłyby wystąpić jakieś kontuzje, jeśli ten obóz trwałby jeszcze dłużej. To jest widoczne u wszystkich, łącznie z kadrą trenerską i wszystkimi osobami, które uczestniczyły w tym turnieju. Wszyscy odczuwamy zmianę stref czasowych, przebyty dystans i obciążenia, jakimi jesteśmy poddawani. To naprawdę wysiłek ekstremalny, więc myślę, że nadspodziewanie dobrze chłopcy sobie poradzili z tym wszystkim.
Czyli w ciągu tych trzech tygodni spędzonych w Meksyku wszystko przebiegało pomyślnie. Wszyscy są zdrowi i nic nie powinno im po powrocie dolegać?
- Ciężko jest powiedzieć, ale tak sądzę, nie powinno się dziać. Pobyt był bardzo udany. Poza tym organizatorzy dołożyli wszelkich starań pod każdym względem: i od strony wyżywienia, organizacji, treningu czy samego zaplecza medycznego. Najlepszym przykładem na to jest fakt, że żadna z ekip nie skarżyła się na jakieś drastyczne dolegliwości czy kontuzje, jakie by im się przytrafiły. I to już o czymś świadczy.
Rozumiem, że Pan, jako opiekun dbający o przygotowanie fizyczne naszych zawodników, jest zadowolony z pobytu w Meksyku?
- Tak, jestem zadowolony zważywszy na to, że chłopcy wytrwali całe mistrzostwa w dobrej kondycji. Szkoda tylko, że nie udało nam się awansować do ścisłego finału. Ale myślę, że wszystko jeszcze przed nami i na poziomie juniorskim poprawimy wynik.
Rozmawiał Tomasz Kowalik - Reprezentacja. net
źródło: reprezentacja.net
autor: Hanna Niełacna
Do wiadomości napisano 1 komentarz
Zobacz także:
- Po MŚ w Meksyku: Mateusz Jasiński i Maciej Krzywiecki (11.09.2007)
- Po MŚ w Meksyku: Mateusz Mika i Karol Kłos (9.09.2007)
- Po MŚ w Meksyku: Łukasz Wroński i Michał Paniączyk (8.09.2007)
- Po MŚ w Meksyku: Przemek Kasparek i Janek Król (6.09.2007)
- Po MŚ w Meksyku: medal nam się zdecydowanie należał (6.09.2007)



