Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Siatkówka - Kadeci


Autor: Barbara Kuziemska

Data: 24-09-2008

Wojciech Drzyzga: Polska siatkówka bez Lozano nie runie

- Źle się stało, że ocena pracy Lozano rozstrzygnęła się już przed Pekinem. Byłem sfrustrowany sytuacją, w której trenera zwalnia się przed igrzyskami, albo wręcz w czasie tych igrzysk - twierdzi w wywiadzie dla Reprezentacja.net były zawodnik i trener, a obecnie komentator sportowy Wojciech Drzyzga.

 

Reprezentacja.net:

Na koniec kadencji Raula Lozano rozegraliśmy fatalny dwumecz z Belgią. Czy zasłużyliśmy nim na ten minimalnie uzyskany awans?

 

Wojciech Drzyzga:

- W kontekście dwumeczu z Belgią można powiedzieć, że mieliśmy bardzo dużo szczęścia. Z drugiej strony trzeba zapytać, co w ogóle robiliśmy w takim barażu. Gdzieś po drodze popełniliśmy błędy, które kosztowały nas ryzykowne granie tuż po igrzyskach dość ważnych meczów w perspektywie mistrzostw Europy; meczów, do których zespół nie był, bo nie mógł być, przygotowany. Ewentualna przegrana stawiałaby nas w okropnej sytuacji. Myślę, że należy zakończyć ten temat i cieszyć się z awansu, bo o stylu nikt nie będzie wkrótce pamiętać. Jest to natomiast nauczka, że po drodze nie należy niczego odpuszczać, by nie skazywać się na niepotrzebne kłopoty.

 

Czy słuszne jest tłumaczenie, że dla Belgów był to najważniejszy mecz w sezonie, a dla nas nieoczekiwana potyczka, do której nie mogliśmy być przygotowani?

 

- Ciekawe, kto tak się tłumaczy, bo jeśli ci, którzy zagrali, to można im tylko podziękować. W ostatnich wywiadach Raul Lozano odkrywa kilka tajemnic związanych z domniemanymi kontuzjami. A dla mnie, jeśli Wlazły ma złamaną rękę, to jest kontuzjowany. Nie wiem, co z dolegliwością Zagumnego i czy naprawdę był na wakacjach. Przeczytałem, że ma zerwane ścięgno właściwe rzepki, co jest kontuzją eliminującą z normalnego życia, a co dopiero z uprawiania sportu. To wszystko jest do sprawdzenia. Jeśli pewne sugestie się potwierdzą, to wystawia to niektórym zawodnikom złe świadectwo. Gdyby Lozano dalej był trenerem, to obawiam się, że mogliby oni nie znaleźć już miejsca w kadrze. Nie chcę jednak przesądzać rzeczy, których nie jestem pewien. Z moich informacji wynika jedynie, że niestety uraz Michała Winarskiego jest bardzo poważną sprawą, która może wymagać kilku miesięcy leczenia, a może nawet grozić zakończeniem kariery. Natomiast ci zawodnicy, którzy z Belgią zagrali i w ten sposób się tłumaczyli,  mieli świętą rację. Lepiej grać nie mogli, bo jedni byli w okresie roztrenowania, inni na odmiennym etapie przygotowania w klubie. Nikt nie myślał o tych meczach poważnie, bo wszyscy liczyli, że ekipa olimpijska jeszcze „pociągnie” tych kilka dni. Trzeba podziękować tym, którzy grali, bo widziałem u nich pełne zaangażowanie. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że zwycięstwo żadnej chwały nie przynosi, a porażka byłaby sportowym wstydem i kompromitacją.

 

Czy to nienajlepsze pożegnanie Lozano z reprezentacją nie będzie rzutowało na ocenę jego czterech lat pracy w Polsce?

 

- Pracę trenera Lozano należy ocenić kilkutorowo. Dostał on od początku zielone światło i prawdziwe wsparcie Związku, choć sam neguje to w wielu wywiadach, jakie się ostatnio ukazały. Największą zasługą był jego wpływ na motywację. Na pewno Raulowi Lozano udało się zmobilizować chłopaków i chyba nawet zdyscyplinować. Miał również poparcie opinii publicznej. Na pewno część podjętych przez niego decyzji w przypadku poprzednich trenerów nie ujrzałaby nawet światła dziennego. Wracając jednak do wyniku to każdy sezon był inny. Piąte miejsce na Mistrzostwach Europy 2005 – Lozano ocenia, że grali dobrze, a ja twierdzę, że nie było postępu. Jeśli awans z łatwej grupy do finału Ligi Światowej, w którym na dodatek nic się nie ugrało zapisuje się jako sukces, to coś jest nie tak. Sam udział owszem świadczy o tym, że drużyna jest blisko najlepszych. Mam jednak mieszane uczucia co do ogółu pracy, bo z jednej strony mamy wspaniały wynik na mistrzostwach świata, a z drugiej po niespełna roku znaleźliśmy się na dnie Europy. Na koniec te nieszczęsne igrzyska i fajna gra, o której niedługo niestety nikt już nie będzie pamiętał. Szkoda, że przy takim potencjale i możliwościach, gra nie została zwieńczona choćby awansem do czwórki. Za plus pracy Lozano trzeba jednak uznać całą organizację, formy treningowe i na pewno przekonanie do pracy siatkarzy, co się jemu udało. Nie ulega wątpliwości, że zespół jest w innym miejscu. Jest rozczarowanie, ale wciąż jesteśmy drużyną, z którą wszyscy się liczą. To jest na pewno zasługa Raula Lozano, ale nie tylko. Warto pamiętać o tych, którzy wcześniej przygotowywali zawodników, bo Argentyńczyk nie przyjechał przecież na siatkarską pustynię i nie uczył nas wszystkiego od początku. Komunikacja z naszym byłym już trenerem nie była najlepsza, on wszystko odbierał jako atak i krytykę. Nie poddawał się żadnej ocenie uznając, że nie ma tu ludzi, którzy mogą go krytykować. Mógłby uczynić to jedynie śp. Wagner. To się dało odczuć.

 

Raul Lozano w otoczeniu polskich zawodników (fot. FIVB)

Czy Pana zdaniem dobrze, że Lozano zakończył już pracę w Polsce, czy nie miałby Pan nic przeciwko temu, gdyby została ona przedłużona?

 

- Źle się stało, że ocena jego pracy rozstrzygnęła się już przed Pekinem. Byłem sfrustrowany sytuacją, w której trenera zwalnia się już przed igrzyskami albo wręcz w czasie tych igrzysk. W jego kontrakcie zawarty był jasny i klarowny system gradacji wynikowej, a celem na igrzyskach był medal. Myślę również, że z wieloma ludźmi było mu już nie po drodze. Ponoć ludzie ze Związku nie chcieli słuchać o programach, jakie Lozano przez cztery lata przygotował. W tym układzie jego pozostanie nie miałoby sensu, dlatego, że on musi z kimś pracować, a ktoś musi jemu zaufać. A mam wrażenie, że on zamknął się w dość hermetycznej grupie ludzi, starał się również wyizolować zawodników i momentami sprawiał wrażenie człowieka, który nie podejmuje dyskusji na żaden temat. Natomiast nie ulega wątpliwości, że jest to trener dużej wiedzy, człowiek ogromnego doświadczenia i jak każdy popełniający błędy. Na pewno jego minusem była nieelastyczność w prowadzeniu zespołu, która wzięła się zapewne z pracy we Włoszech, gdzie bazuje się w zasadzie tylko na zawodnikach z podstawowej szóstki. Oceniam go pozytywnie jako trenera, ale jednocześnie nie powiedziałbym, że bez jego wiedzy i dalszej obecności nasza siatkówka runie.

 

Kto, Pana zdaniem, powinien zastąpić Argentyńczyka na stanowisku szkoleniowca kadry?

 

- Ciężko mi powiedzieć, ale raczej skłaniałbym się ku obcokrajowcowi spoza naszego środowiska. Każdy człowiek stąd będzie miał drugiego dnia po wyborze tyle samo zwolenników co i przeciwników, a dobrze byłoby, gdyby przez kolejne dwa lata nowy człowiek miał zielone światło. Może być  to jednak obcokrajowiec, który już u nas pracuje, bo zna realia i układy, ale sam nie jest w żaden z nich uwikłany. Nie stać nas chyba również na eksperymenty. Mając takie możliwości organizacyjne i finansowe warto sięgnąć po ludzi sprawdzonych i dojrzałych, niekoniecznie wiekiem. Jestem zwolennikiem młodszych trenerów, bardziej dynamicznych i otwartych. Czeka nas zmiana pokoleniowa, w której trener odegra ważną postać. Warto w tym miejscu podkreślić, że Związek w kontekście przyszłości wiele zyskał na współpracy z Lozano w formie organizacyjnej. Polska siatkówka dostała spory zastrzyk wiedzy.

 

Reprezentacja Polski seniorek jeszcze pod wodzą Marco Bonitty (fot. FIVB)

Co sądzi Pan o kandydaturze Alojzego Świderka na trenera żeńskiej  reprezentacji? Przed chwilą powiedział Pan, że polscy trenerzy będą mieli trudniej…

 

- Tak, ale tu trzeba wyraźnie oddzielić męską siatkówkę od żeńskiej.  Zespół dziewczyn ma za rok mistrzostwa Europy w naszym kraju i ma praktyczne możliwości do gry w strefie medalowej. Europa trochę spuściła z tonu. W sezonie poolimpijskim wiele znanych postaci w reprezentacjach Rosji czy Włoch odpuści sobie ten rok z różnych powodów, a niektóre zakończą karierę. My też mamy ten problem z Gosią Glinką czy Marią Liktoras. Dlatego zespół trzeba szybko zebrać, a do tego potrzebna jest znajomość tych dziewczyn. Obcokrajowiec miałby problemy, by błyskawicznie w to wejść. Alek Świderek spełnia te wymagania, ale myślę, że mamy kilku polskich trenerów, o których można byłoby dyskutować. Sądzę, że z trenerem żeńskiej kadry nie trzeba wiązać się na cztery lata tylko postawić surowe warunki, a później szybko je zweryfikować. Propozycja Alka Świderka wydaje się być logiczna. Widać również duże poparcie zawodniczek, które stanęły w jego obronie, a to ważne, że chciałby z nim pracować. Alek jest osobą sprawdzoną, nie jest konfliktowy. Jest człowiekiem ugodowym, a w dodatku pracował z częścią tych dziewczyn, zna je doskonale.

 

Czy w ciągu roku ktokolwiek jest w stanie odbudować żeńską reprezentację?

 

- Dziewczyny miały huśtawkę nastrojów, ale mają ogromny potencjał - dużo młodości i jednocześnie kilka doświadczonych zawodniczek. Wystarczy to dobrze poukładać i one powinny dać sobie nieźle radę, bo to mocny zespół. Wystarczy zajrzeć do historii i zobaczyć, że Andrzej Niemczyk nie nauczył tej reprezentacji grać w siatkówkę, tylko namówił wszystkie nasze najlepsze siatkarki do gry w niej. Później zaprocentowała jego praca. Dlatego nie skreślałbym nikogo. Ani Doroty Świeniewicz, ani Gosi Glinki czy na przykład Joasi Mirek. Jest również grupa młodych. Człowiek, który zechce to wszystko poukładać, ma ku temu dobry materiał.

 

* Rozmawiała Barbara Kuziemska - Reprezentacja.net

 

Mistrzostwa EEVZA

EEVZA
21-24 sierpnia 2008
Białoruś, Baranowicze 2008