Sezon ligowy zbliża się wielkimi krokami. O aktualnej „atmosferze” wokół reprezentacji oraz o typach do tytułu mistrza Polski mówi w rozmowie z Reprezentacja.net, Robert Prygiel. - Będzie coraz więcej niespodzianek, wyrównanych meczów i niewiadomych - twierdzi polski atakujący.
Reprezentacja.net
Niektórzy zawodnicy odkrywają karty i otwarcie mówią, jak było w kadrze za czasów Lozano. Jak wyglądało to czterolecie Argentyńczyka z Pana punktu widzenia?
Robert Prygiel:
- Uważam, że nie ma potrzeby poruszać tego tematu. Obie strony powiedziały bardzo dużo zarówno zawodnicy jak i trenerzy, a ja nie zamierzam dolewać oliwy do ognia. Co z tego, że teraz wyrażę swoje zdanie. Było, minęło. Każdy widzi, jak trener zakończył współpracę z siatkarzami i co zawodnicy o nim teraz mówią. Jeszcze kilka miesięcy temu jedni i drudzy wychwalali siebie pod niebiosa. Wystarczyło, że między nimi nie ma żadnych zależności zawodowych i każdy mówi zupełnie coś innego. To daje wyobrażenie o całej sytuacji.
Jest Pan doświadczonym zawodnikiem. Czy Pana zdaniem, taki otwarty konflikt na linii zawodnicy – były trener, na łamach mediów, jest w ogóle potrzebny? Wcześniej chyba podobne rzeczy nie miały miejsca.
- Oczywiście, że wcześniej nie było czegoś takiego. Niczego to nie zmieni. Nie przekreśli to osiągnięć trenera Lozano, jakim było wicemistrzostwo. Ale na pewno nie zapomnimy o porażkach naszych na mistrzostwach Europy 2007, w Lidze Światowej, czy na inny ważnych turniejach. Nie ma potrzeby rozdrapywać ran. Teraz patrzmy wprzód, a nie wstecz.
Jaki powinien być następca Lozano? Ma Pan swoje typy?
- Personalnie nie mam typów, bo ja się nie znam na trenerach. Wydaje mi się, że tak, jak było w przypadku Lozano, powinien być równie pracowity, jeżeli chodzi o częstotliwość zgrupowań. Również powinien poświęcać więcej czasu na analizę meczów ligowych i całego sezonu. Myślę, że mógłby być bardziej otwarty na uwagi innych. Dodatkowo powinien starać się uczyć, bądź porozumiewać po polsku, bo jest to równie ważne.
W przyszłym roku w fazie grupowej Ligi Światowej Polska zmierzy się z Wenezuelą, Finlandią i Brazylią. O pierwsze miejsce z pewnością „biało – czerwoni” będą walczyć z Brazylijczykami..
-Nie powinniśmy ignorować klasy Finlandii, która ciągle robi postępy. Mają dość młody zespół, który na arenie międzynarodowej radzi sobie z roku na rok coraz lepiej. Wcale nie jest powiedziane, że oni nie włączą się do tej rywalizacji. Poza tym trzeba zobaczyć w jakim składzie my wystąpimy, bo różne głosy dochodzą ze strony mediów i zawodników. Niektórzy chcą zrezygnować, niektórzy nie mają zdrowia, aby grać w reprezentacji. Wszystko będzie zależało od składu personalnego. Do tego czasu dużo się jeszcze może zmienić i wydaje mi się, że teraz raczej nie ma sensu typować, kto będzie walczył o pierwsze miejsce.
W Zdzieszowicach, Jastrzębski Węgiel zajął pierwsze miejsce. Ostatnio sparingu ze Skrą Bełchatów przegraliście 1:3. Skąd wynika wasza zmienna gra?
- To nie była nierówna gra. Skra Bełchatów jest zupełnie innym zespołem niż te, jakie mieliśmy w Zdzieszowicach. Nikt nie ma patentów na wygrywanie wszystkiego. Myślę, że Skra wcześniej czy później też z kimś przegra. Właśnie po to są sparingi przedsezonowe. Zarówno my jak i bełchatowianie graliśmy w różnych składach, na pewno nie do końca optymalnych. Dodatkowo były ćwiczone różne warianty taktyczne. Szkoda, że przegraliśmy, ale nie płaczemy z tego powodu, bo to nie są jeszcze te mecze, które mamy wygrać. Myślę, że poziom sportowy tego spotkania był całkiem niezły i to jest dla nas najważniejsze. Było dużo ładnych technicznie akcji i wydaje mi się, że kibiców to ucieszyło. Tak to jest w siatkówce, ktoś musi wygrać, a ktoś musi przegrać mecz. Tym razem wygrali bełchatowianie, ale być może w lidze to my wygramy z nimi.
Końcówka ubiegłego sezonu była dla Jastrzębskiego Węgla dość pechowa. Czy już wiecie, jakie błędy zostały popełnione, by w tym roku taka sama sytuacja się nie powtórzyła?
- W zeszłym sezonie odbiło się na nas to, że mieliśmy dość „wąską” ławkę rezerwowych i graliśmy praktycznie tym samym składem cały sezon. Niestety w końcówce zabrakło trochę zdrowia i siły, bo graliśmy na trzech frontach do końca. Uczestniczyliśmy w Pucharze Polski, w Lidze Mistrzów ulegliśmy dopiero w ćwierćfinałach, a w lidze polskiej graliśmy bardzo dużo spotkań. Niektórzy z nas mieli po czterdzieści sześć meczów ugranych. Teraz trener zdaje sobie z tego sprawę i stąd też, w tym roku mamy dość wyrównaną kadrę. Tego nam w poprzednim sezonie brakowało.
W tym roku zwiększyła się liczba kandydatów do tytułu mistrza Polski. Walka o mistrzostwo z pewnością będzie bardzo zacięta…
- Kandydatów na początku sezonu zawsze jest dużo. Praktycznie i teoretycznie każdy ma szansę. W trakcie rozgrywek tych kandydatów będzie coraz mniej. Zobaczymy. Na pewno Rzeszów, my, Kędzierzyn –Koźle, oczywiście nie można zapomnieć o Olsztynie, Częstochowie. Są to drużyny, które będą miały ambicje i będą starały się zdetronizować Skrę. Jednak powinniśmy pamiętać o innych drużynach, takich jak Trefl Gdańsk czy Jadar Radom. Liga z pewnością będzie ciekawa i to jest na pewno dużym plusem dla kibiców, sponsorów. Będzie coraz więcej niespodzianek, wyrównanych meczów i niewiadomych.
W meczu inauguracyjnym zmierzycie się z Delectą Bydgoszcz. Raczej nie powinniście mieć większych problemów z pokonaniem przeciwnika….
- W tamtym roku też zaczynaliśmy z Delectą i wygraliśmy ledwo co, dość szczęśliwie, 3:2. Początki zawsze są trudne. My, mając przestrogę z poprzedniego sezonu, nie zlekceważymy przeciwnika, tym bardziej, że Delecta zmontowała solidną drużynę. Z pewnością jest to zespół dużo mocniejszy niż w zeszłym roku.
* Rozmawiała Monika Spurgiasz - Reprezentacja.net

