Michał Winiarski zakończył sezon reprezentacyjny z poważną kontuzją pleców. Było groźnie, ale teraz nie ma już powodów do obaw. - Nareszcie mogę odpocząć, po sześciu miesiącach borykania się z kontuzją. Ból minął, czuję się dobrze. - mówi Winiarski w rozmowie z Reprezentacja.net.
W dniu dzisiejszym Itas Diatec Trentino Michała Winiarskiego i Łukasza Żygadło podejmie na swoim terenie Lube Banca Marche Macerata Sebastiana Świderskiego. Drużyna Sebastiana, który w czterech dotychczas rozegranych spotkaniach serie A dwa razy został MVP meczu, zajmuje pierwsze miejsce w tabeli rozgrywek. Na drugim miejscu sklasyfikowane jest Itas Diatec Trentino. Stawką meczu jest więc objęcie prymatu we włoskiej lidze. Wszyscy pamiętamy jednak poważny uraz kręgosłupa, jaki trapił Michała Winiarskiego w trakcie sezonu reprezentacyjnego. Od tamtego czasu informacje dochodzące do kraju o stanie zdrowia Michała były bardzo ograniczone. Serwis Reprezentacja.net postanowił sprawdzić jak czuje się Michał i przede wszystkim czy nic nie zagraża jego zdrowiu?
Reprezentacja.net:
W trakcie sezonu reprezentacyjnego miał Pan poważne problemy z kręgosłupem. Jak teraz wygląda stan Pańskiego zdrowia?
Michał Winiarski:
- Czuję się bardzo dobrze. Już od ponad miesiąca trenuję w pełnym wymiarze i nic mi nie dolega. Nareszcie mogę odpocząć po sześciu miesiącach borykania się z kontuzją. Obecnie dużo pracuję na siłowni, mam zestaw specjalnych ćwiczeń, które mają pomóc mi zadbać o mój kręgosłup, raz w tygodniu chodzę też na basen, a wszystko to bardzo mi pomaga.
Czy problem z kontuzją został definitywnie rozwiązany?
- Jeśli będę dalej pracował tak jak do tej pory, kontuzja nie powinna się odnowić. Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio nie czułem bólu przez ponad miesiąc, a tak jest właśnie teraz – ból minął.
Posłuchaj co Michał Winiarski mówi o swoim zdrowiu.
Czy w związku z problemami z kręgosłupem dostał Pan jakiś indywidualny program treningów?
- Teraz trenuję tak samo jak wszyscy, a nawet więcej, bo poza normalnym treningiem chodzę na basen i wykonuję specjalne ćwiczenia mające wzmocnić mięśnie pleców. Ale tuż po przyjeździe do klubu praktycznie dwadzieścia dni przepracowałem indywidualnym rytmem – ćwiczenia, basen, siłownia i żadnego skakania. Dzięki temu czuję się teraz tak dobrze nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. Chce mi się grać, czuję, że jestem w dobrej dyspozycji, a więc wszystko jest tak jak być powinno.
W ostatnim ligowym pojedynku z Tonno Callipo Vibo Valentia atakował Pan aż 38 razy. Jak się Pan czuł po takim meczu?
- Sam się dziwię, ale zupełnie normalnie (śmiech). Przez ostatnie miesiące dochodziłem do siebie po takim meczu jakieś trzy, cztery dni. Teraz jednak czuje się świetnie i nawet po tak wyczerpującym pojedynku wiem, że byłbym w stanie zagrać następnego dnia kolejny. Te dwadzieścia dni po przyjeździe do Trento, które przeznaczyłem na zregenerowanie sił, pozwoliły mi w pełni odetchnąć. Dzięki tej przerwie czuje się znacznie lepiej. Pozwoliła mi ona również dobrze przygotować się do sezonu.
Po zeszłorocznym, bardzo dobrym dla Itasu sezonie, ten rozpoczęliście od porażki w meczu o Superpuchar Włoch z Maceratą. Jak zostało to odebrane w klubie?
- Tutaj Superpuchar traktuje się inaczej niż Puchar Włoch i mistrzostwo Włoch, bo to dopiero początek sezonu, kiedy większość zawodników nie zdążyła jeszcze zregenerować w pełni sił po powrocie z reprezentacji. Tak było między innymi w moim przypadku - podczas tego meczu nie wyszedłem nawet na boisko. To tak naprawdę pierwszy mecz sezonu, a jego wynik zawsze jest wielką niewiadomą. Większość zawodników w Maceracie miała możliwość trenowania ze sobą już wcześniej, poza tym w ich zespole nie zaszło zbyt wiele zmian. Na boisku widać było, że są zgrani i dobrze przygotowani do tego meczu. My natomiast byliśmy trochę w „rozsypce”. Nikola Grbić nie trenował z nami w czasie bezpośrednich przygotowań do meczu, bo zmarł jego ojciec i przyjechał właściwie na samo spotkanie. Nie byliśmy więc w najwyższej formie, co nie umniejsza oczywiście sukcesu Maceraty. Lube wypunktowało nas i pewnie wygrało 3:0, bo było po prostu lepsze.
Ponownie spotykacie się z Maceratą. Jak czujecie się przed tym meczem?
- Liczę na to, że uda nam się zrewanżować za porażkę w walce o Superpuchar. Ciężko trenowaliśmy i teraz jesteśmy na pewno lepiej przygotowani do spotkania z nimi. Z czterech rozegranych meczów, przegraliśmy zaledwie jeden i jesteśmy na drugim miejscu w tabeli. Lube póki co wygrała wszystko i zajmuje w niej pierwsze miejsce. Zapowiada się więc ciekawe widowisko, bo obydwa zespołu wyjdą zapewne w najsilniejszych składach, a mecz wygra lepszy.
W tabeli Serie A dwa pierwsze miejsca zajmują drużyny, w których wiodące role odgrywają Polacy – Sebastian dwukrotnie został wybrany MVP meczu. Traktujecie Lube jako głównego rywala do zdobycia mistrzostwa kraju?
- Według mnie kandydatów do mistrzostwa Włoch w tym sezonie jest co najmniej sześciu – Cuneo, Piacenza, Treviso, Macerata, Modena i my. Wszystkie te zespoły mają porównywalne budżety jak i składy. Wynik żadnego meczu naprawdę nie jest przesądzony, a o wszystkim może zadecydować dyspozycja dnia czy stan zdrowia kluczowych zawodników w zespole. Graliśmy na przykład w zeszłym tygodniu w Walencji z beniaminkiem ligi. Ostatecznie udało nam się wygrać, ale pierwszego seta przegraliśmy, a w pozostałych musieliśmy włożyć w grę sporo sił, żeby odnieść zwycięstwo. We Włoszech część zasadniczą ligi traktuje się dosyć poważnie, ale prawdziwa walka zaczyna się w play - offach. Jeśli jednak myśli się o zwycięstwie, żadnego przeciwnika nie można lekceważyć.
Niedługo rozpoczną się zmagania w Lidze Mistrzów. Jak nastawiacie się do tych spotkań?
- Mieliśmy dobre losowanie, z którego wynika, że jesteśmy najsilniejszą drużyną w grupie. Jednak póki co wszyscy skupiamy się na meczu z Maceratą. Będzie to bardzo ważne spotkanie, bo może ustalić tabelę – jeśli my wygramy, możemy zająć pierwsze miejsce, jeżeli zwycięstwo odniesie Lube, umocni się na pozycji lidera i odskoczy pozostałym zespołom, także nam.
Od tego sezonu w barwach Itasu występuje jeszcze jeden reprezentant Polski – Łukasz Żygadło. Jak polski rozgrywający wprowadził się do nowego zespołu?
- Bardzo dobrze. Tak jak wszyscy bardzo ciężko pracuje. Trener poświęca mu sporo czasu, ma też treningi indywidualne, podczas których dużo pracuje nad sobą. Coraz częściej pojawia się też na boisku. Dla Łukasza to korzystna sytuacja, że mamy w tym sezonie sporo meczów do rozegrania, bo dzięki temu pewnie i on dostanie swoją szansę.
Jednak grający w zeszłym roku w Trentino Jakub Bednaruk większość czasu spędził siedząc na ławce. Myśli Pan, że Łukasz ma większą szansę, żeby wykazać się w grze?
- Nie ma co ukrywać, że bardzo trudno jest konkurować z Grbiciem. W tym roku sytuacja naszej drużyny wygląda jednak inaczej niż w zeszłym, bo czeka nas o wiele więcej grania. W zeszłym roku graliśmy raz w tygodniu i Nikola nie miał problmów ze zdrowiem. W tym roku, kiedy się gra co trzy dni, nawet młodzi zawodnicy mają problemy z tym, żeby cały czas być na najwyższych obrotach. Jak już mówiłem, to dobrze dla Łukasza, bo będzie miał szansę znaleźć uznanie w oczach trenera. Myślę, że przejście do Trento było z jego strony bardzo dobrą decyzją, bo już samo trenowanie w klubie grającym w Serie A pozwoli mu nabrać nowych doświadczeń.
Często widujecie się poza treningami?
- Mieszkamy praktycznie w jednym bloku, więc poza klubem spotykamy się dosyć często. Bywa też, że jeździmy razem na treningi. Znamy się z Łukaszem już od dobrych kilku lat, dobrze się rozumiemy i fajnie nam się razem współpracuje, dlatego jeśli mamy czasem trochę wolnego, to często spędzamy go razem.
* Rozmawiał Tomasz Kowalik – Reprezentacja.net




