Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Siatkówka - Kadeci


Autor: Natalia Lasoń

Data: 01-08-2008

Igor Prielożny: Obie drużyny mają realne szanse na wyjście z grupy

- Na Igrzyskach nie będzie decydować przygotowanie fizyczne, bo na szczęście mecze nie są rozgrywane dzień po dniu. Tam ważniejsza będzie stabilność psychiczna pojedynczych zawodników - mówi w wywiadzie dla Reprezentacja.net były trener kadry siatkarzy, Igor Prielożny. 

 

Reprezentacja.net:
W najbliższym sezonie rozgrywek PLUSligi Kobiet poprowadzi Pan zespół BKS-u Bielsko – Biała. Czy jest Pan zadowolony z przenosin do Bielska? 

 

Igor Prielożny:
- Oczywiście, że tak. Bielsko to klub z czołówki polskiej ligi, dobrze zorganizowany, z odpowiednimi warunkami do pracy. Tak samo jak w przypadku Kalisza czy innych świetnych zespołów, które znam.
 

 
 

Do BKS-u przeprowadziły się również zawodniczki z podstawowego składu Winiar m.in. Anna Barańska, Lena Dziękiewicz. Można zatem powiedzieć, że w Bielsku będzie się Pan czuł jak u siebie...

 

- Wydaje mi się, że dobrze, że tak się stało, to jest bardzo ważne dla mojej pracy tutaj. Już dzisiaj zaczęliśmy z dziewięcioma zawodniczkami przygotowania do sezonu. Wśród nich są trzy, które przyszły ze mną z Kalisza. Widać, że ich kontakty z pozostałymi dziewczynami powoli się budują. Ja jestem zadowolony z tego, że parę siatkarek poszło za mną, bo ufam, że te dziewczyny pomogą mi odnaleźć się potem w atmosferze zespołu.

Niedawno zakończyła się Liga Europejska siatkarzy. Wygrali ją Pana rodacy. Czy to było spore zaskoczenie?


- Faktycznie, nie spodziewałem się tego zwycięstwa, bo przez całe rozgrywki prowadziła drużyna holenderska, która przegrała tylko jeden mecz – finał ze Słowacją. W takim turnieju jak Final Four Ligi Europejskiej oprócz umiejętności potrzebne jest szczęście, a to moim rodakom sprzyjało. W meczu półfinałowym z Niemcami wybronili bodajże pięć piłek meczowych. Nie oczekiwałem tego, że wygrają Final Four, ale ich zwycięstwo nie było też aż tak wielką niespodzianką. Już dwa lata temu zakończyli Ligę Europejską na trzecim miejscu. Ci zawodnicy nie grają może w mocnych ligach, bo belgijska nie należy raczej do czołówki europejskiej, ale reprezentują dobre kluby, cały czas się rozwijają. Możliwe, że ostatni szlif dał temu zespołowi włoski trener.

 

Słowacja (fot. Reprezentacja.net)


 

 

 

 

Czy Słowacy są w stanie grać jeszcze lepiej? W ostatnich latach siatkówka słowacka zrobiła duże postępy.


- Grają lepiej, ale mają jeden poważny problem. Nie mają mocnego zawodnika na pozycji atakującego. Cały czas go poszukują, co chwilę kogoś promują. Dwa lata temu na Mistrzostwach Europy na tej pozycji zagrał Divis, przyjmujący. Wcześniej był to jeszcze jakiś siatkarz z Francji, obecnie próbują dwóch. Brakuje tam klasowego zawodnika grającego po przekątnej z rozgrywającym, dlatego myślę, że aktualnie jest to maksymalny poziom, na jaki mogą się wznieść. 

 

Jak ocenia Pan ostateczne rozstrzygnięcia zakończonego w niedzielę Final Six Ligi Światowej?

 

- Dla wszystkich bardzo zaskakująca była końcówka tego turnieju oraz ostateczny zwycięzca. Dla Brazylijczyków dwie porażki były bardzo ważne. Zdali sobie sprawę, że muszą więcej pracować. Może zabrzmi to trochę brutalnie, ale ta klęska zdarzyła się dla nich w idealnym momencie. Pod względem psychologicznym było to dla nich złe, ale w ramach przygotowań do Igrzysk Olimpijskich bardzo dobre

 

 

Chyba trudno to samo powiedzieć o przegranych drużyny polskiej. One nie podziałały mobilizująco.


- Cały czas toczy się nad tym dyskusja. Ja już wielokrotnie mówiłem, że nie trzeba się niczego obawiać, bo ten zespół ma swoją wartość i może zagrać na bardzo wysokim poziomie. Ostatnie wyniki nie były dla nas niespodzianką, bo wszystkie zespoły, które zagrały w Final Six Ligi Światowej pokazały naprawdę bardzo wysoki poziom. O tym, kto wygrał lub przegrał decydowały końcówki, indywidualne akcje. My natomiast przez ostatnie półtora roku nie pokazaliśmy nic, prócz awansu na Igrzyska, a to nie powoduje psychicznej stabilności. 
 


Przypominają się przygotowania sprzed czterech lat, kiedy Pan razem z trenerem Gościniakiem prowadził kadrę Polski. Przed igrzyskami zagraliśmy fatalny mecz z Francją, a na samych zawodach  bardzo dobrze wyszedł nam
pierwszy mecz z Serbią.


- Nie do końca można to porównać. Jeszcze przed igrzyskami, w sezonie reprezentacyjnym bez problemu pokonaliśmy cztery razy Japonię, a na Memoriale Wagnera, przygotowującym już bezpośrednio do Igrzysk, pokonaliśmy Rosję 3:2. Tam było więcej pozytywnych wyników, które podbudowały zespół. Z Japonią wygrywaliśmy jak chcieliśmy. Teraz jest nieporównywalnie inna sytuacja. Ten zespół jest zdecydowanie mocniejszy niż cztery lata temu.  Piotr Gruszka siedzi na ławce, u nas musiał grać jako pierwszy atakujący, bo tego wymagała sytuacja. Paweł Zagumny był kontuzjowany, podczas Igrzysk pojawiła się kontuzja u Sebastiana Świderskiego. Te wszystkie sytuacje nie nastrajały optymistycznie, ale w ostatecznych przygotowaniach było więcej pozytywnych wyników, które mogły ten zespół podbudować. Teraz, patrząc z psychologicznej strony, nie mamy powodu do takich pozytywnych wypowiedzi ani nastrojów.


Piotr Gruszka  jako jeden z nielicznych z kadry Lozano grał na IO w Atenach (fot. Reprezentacja.net)


W wywiadach wszyscy podkreślają to, że po solidnie przepracowanym cyklu przygotowawczym pod względem fizycznym wszystko jest OK. Wydaje się jednak, że nie najlepiej wygląda sprawa psychiki. Czy to może znacząco wpłynąć na nasz zespół?


- W Final Six Ligi Światowej pojawiały się już takie sytuacje podczas meczów jak skurcze Mariusza Wlazłego. U Priddy’ego  było zresztą podobnie, ale dopiero w finale. Dla niego to były cztery mecze rozgrywane dzień po dniu na najwyższym poziomie. Dla Mariusza – dwa. Wlazły nie wytrzymał zaledwie dwóch meczów jednego po drugim. Nie wiem więc, dlaczego mówi się, że jesteśmy dobrze przygotowani do Igrzysk pod względem fizycznym. Czy dlatego, że dźwigamy ciężary?

Na szczęście jednak na Igrzyskach o wszystkim nie będzie decydować przygotowanie fizyczne, bo mecze nie są rozgrywane dzień po dniu. W Pekinie jednego dnia gramy, a drugiego odpoczywamy. Dlatego najważniejsza będzie kondycja psychiczna. Będą mecze o awans do ćwierćfinału, potem jedno spotkanie, które zadecyduje o awansie do czwórki. Dlatego tam ważniejsza będzie stabilność psychiczna pojedynczych zawodników.
 
Ale aktualna forma naszych zawodników tłumaczona jest właśnie ciężkim przygotowaniem fizycznym.


- Mimo to uważam, że nie jest dobrym pomysłem, by dźwigać ciężary i tylko dlatego mówić potem, że jest się dobrze przygotowanym. Mnie to przeraża. Ze względu na atmosferę na Igrzyskach, ważna jest tam psychika. Cztery lata temu sytuacja z Piotrem Gabrychem bardzo utrudniła nam grę. Po tych wszystkich konfliktach (m.in. koledzy z drużyny wystawili Gabrychowi walizkę przed drzwi pokoju, przyp. red.), gdy wyszedł na boisko w meczu z Grekami, kiedy potrzebowaliśmy, żeby skończył pierwszą, drugą piłkę, nie zrobił tego. Baliśmy się go usunąć i jako trenerzy mieliśmy chyba zbyt małe zaufanie do Michała Bąkiewicza. To są już jednak szczegóły. Podobnie wygląda sytuacja naszej reprezentacji dzisiaj. Zawodnicy nie mają chyba do siebie zaufania. Mogą mieć zaufanie do Wlazłego, bo zagrał jeden rewelacyjny mecz. Ale ja widzę, że rozgrywający nie ma w zespole kogoś, do kogo mógłby wystawiać piłkę w krytycznych sytuacjach. Oni sobie tego niestety nie zbudowali podczas fazy przygotowawczej. 

Przejdźmy do seniorek. Jak Pan ocenia skład reprezentacji Polski na Igrzyska, który już zanotował na swoim koncie kilka zwycięstw w spotkaniach towarzyskich?


- Trener Bonitta wybrał swój skład. Myślę, że on cały czas miał w głowie tę szóstkę z Anią Podolec i Gosią Glinką na przyjęciu. Co się tyczy potęgi w ataku, to jest naprawdę jedyna możliwa alternatywa, żebyśmy walczyli o medal. Gdybyśmy mogli tymi punktami z ataku zdobywać trzynaście do szesnastu punktów w secie, to by mogło wystarczyć na zwycięstwo z największymi zespołami. Trener Bonitta ma ponadto dwie wyrównane rozgrywające. Pierwszą zdecydowanie jest Milena Sadurek, ale myślę, że po grze w Grand Prix Katarzyna Skorupa spokojnie jej dorównuje. Mnie jest przykro, że w składzie nie ma Leny Dziękiewicz, ale gdyby ona tam była, nie byłoby Katarzyny Gajgał, więc też byłoby mi przykro (śmiech). Wybór zawodniczek leży w kompetencji trenera. Myślę, że zakończył się on tak, jak miał się skończyć.


"Biało - czerwone" cieszące się z awansu na Igrzyska (fot. FIVB)


A co Pan sądzi o drugiej atakującej, Joannie Kaczor, która przebojem weszła do składu na Igrzyska?


- To jest podobna sytuacja do tej z Michałem Winiarskim cztery lata temu. Teraz ma 24 lata, a wtedy miał zaledwie 20. Oprócz Memoriału Wagnera nie zagrał wielu meczów  i miałem wątpliwości  czy zabierać go do Aten. Trzeba było podjąć decyzję czy wybrać młodego,  ale mniej doświadczonego Winiarskiego czy doświadczonego Piotra Gabrycha, który miał za sobą wtedy znakomity sezon w PLS. W moich oczach Igrzyska nie są miejscem na szkolenia i próby zawodników. Jest to straszna presja dla młodych zawodników i zawodniczek. Wiemy, co się stało kilka lat temu z Anią Podolec czy Izą Żebrowską. Joanna Kaczor ma co prawda inne, amerykańskie podejście do siatkówki, ale dla mnie powołanie jej to taki eksperyment. Ważne jest, żeby zawodniczka pasowała do zespołu. Gdy wejdzie i uda się jej skończyć parę piłek, jest super, jednak ja uważam, że na takich imprezach powinny grać doświadczone siatkarki.

 

Gdyby przyjrzeć się rywalom grupowym naszych reprezentacji na Igrzyskach, która drużyna - seniorów czy seniorek - ma większe szanse, żeby powalczyć o wejście do finałowej czwórki?


- Myślę, że siatkarze mają realną szansę na to, żeby wejść do ćwierćfinału, bo dwa zespoły są zdecydowanie w ich zasięgu bez względu na ich przygotowanie. Ja wiem, że Niemcy pokonali teraz dwukrotnie Bułgarów, ale to nie powinno o niczym decydować. Polacy muszą tylko dobrze zagrać przeciwko nim, a potem pokonać Egipt. Później będą walczyć o jak najlepsze miejsce w grupie. W ćwierćfinale nie chciałbym zagrać ze USA, bo oni mają świetne podejście do gry, nigdy nie myślą o przegranej. To jest jeden z najtrudniejszych przeciwników w tej drugiej grupie. W przypadku dziewczyn bardziej się martwię, bo rywalki to drużyny, grające zupełnie inną siatkówkę niż nasze przeciwniczki z meczów sparingowych. Tutaj trudniej będzie wejść do ćwierćfinału, ale potem otwierają się nam zdecydowanie większe szanse awansu do półfinałów.


* Rozmawiała Katarzyna Biernacka - Reprezentacja.net

Mistrzostwa EEVZA

EEVZA
21-24 sierpnia 2008
Białoruś, Baranowicze 2008