Polki w swoim pierwszym olimpijskim meczu nie sprostały Kubankom i musiały pogodzić się z porażką 1:3. - Nie stwórzmy z meczu z Kubą obrazu naszej porażki czy niemocy. Wszystko się może jeszcze wydarzyć - ostrzega trener polskich juniorek Zbigniew Krzyżanowski.
Reprezentacja.net:
Jak Pan oceni dzisiejsze spotkanie Polska – Kuba?
Zbigniew Krzyżanowski:
- W mojej ocenie był to taki "mecz ekstra", który gdybyśmy wygrali, stawiałby nas już bardzo wysoko i mocno rozbudzał nasze nadzieje medalowe. Trudno po takim spotkaniu oceniać dyspozycję polskiego zespołu, bo po mobilizacji, jaką widać było w dziewczynach zaraz po wyjściu na boisko, potem chyba się trochę poddaliśmy. Początek był bardzo dobry, nasze zawodniczki były nastawione walecznie, co widać było w agresywnej zagrywce, która „ustawiła” w zasadzie grę w tej partii. Do tego dołożyły dobre przyjęcie, dużą aktywność w obronie. Wydaje mi się, że później nasze siatkarki zapłaciły cenę za taką ogromną mobilizację w tym pierwszym secie, powietrze z nich zeszło i zabrakło nam właściwie wszystkiego. Mieliśmy pojedyncze dobre ataki, ale nie pozwalało to złapać normalnego rytmu gry. Kubanki natomiast stosowały proste środki i niszczyły nas swoim atakiem.
W czym jeszcze upatrywałby Pan przyczyn naszej porażki?
- Trochę się dziwię, że zabrakło nam agresji w takich elementach, jak na przykład zagrywka. Moim zdaniem brakowało mocnego agresywnego serwisu. Nie udało nam się również grać na styku punktów, co dałoby nam możliwość wykorzystania błędów rywalek i wyjścia na prowadzenie. W secie trzecim do stanu 10:10 próbowaliśmy grać punkt za punkt, jednak później Kubanki nam odskoczyły i właściwie nie było nawet jak ich gonić. Nasza gra nie wyglądała dziś imponująco, ale kto oglądał wcześniej mecz Serbii z Kazachstanem, ten widział, że Serbki również nie grają jeszcze na wysokich obrotach. Wydaje mi się, że już wiadomo jaką formę prezentuje każdy z zespołow i kto z kim, o co będzie walczył.
Jak oceni Pan postawę poszczególnych zawodniczek w dzisiejszym spotkaniu?
- Agnieszka Bednarek miała trochę nieśmiały początek, bo ostatnio nie grała najlepiej, ale już po kilku udanych piłkach widać było, że jej pewność siebie powraca. Dziś przy słabym przyjęciu trudno było grać środkiem, jednak moim zdaniem to ona jest zdecydowanie najpewniejszą zawodniczką na środku siatki. Kasia Skoworońska nie gra jeszcze tak, jak nas do tego przyzwyczaiła, ale na kogoś musi postawić trener Bonitta. Asia Kaczor to świetna siatkarka, ale póki co to Skowrońska musi ciągnąć grę zespołu w ataku. Kasia musi po prostu uwierzyć, że to są jej igrzyska i ona może tu dużo zrobić. Kaczor natomiast może wchodzić w trudnych momentach czy na podwójna zmianę. Myślę, że Gosia Glinka jeszcze się rozkręci. Ania Podolec nigdy nie gra na równym poziomie. Mecze błyskotliwe przeplata z mocno przeciętnymi, przede wszystkim dlatego, że każde jej niepowodzenie w przyjęciu wpływa też na jej postawę w ataku. Liktoras zagrała dziś słabiej i jej zmiana na Gajgał była dobrym posunięciem. Bardzo dobrą zmianę dała też Ania Barańska, która zagrała agresywnie i razem z Agnieszką Bednarek walczyła do końca. Dzisiejsze zmiany na pozycji rozgrywających nie wychodziły nam na dobre, bo za każdym razem gdy pojawiała się Kasia Skorupa sporo było nieudanych, niedokładnych zagrań, chociaż Milena Sadurek też nie grała najlepiej. Mariola Zenik zaczęła dobrze, ale to jest taka zawodniczka, która dopasowuje się do stylu gry drużyny i sama nie ciągnie gry.
Czy ten mecz może być wykładnikiem formy naszych zawodniczek?
- Nie mówiłbym tu w ogóle o formie. Polki na pewno zostały dobrze przygotowane, jednak magia igrzysk jest duża i może czasem zniewalać ludzi, którzy są tam po raz pierwszy. Na pewno nie bez znaczenia były emocje. Do tego z drużyną Kuby każdy może przegrać, ponieważ to jest mądry, klasowy i kompletny zespół. Dla mnie Kubanki na pewno są jednymi z faworytek do medali. Nie oceniałbym jednak formy Polek po tym spotkaniu. Moim zdaniem wszystko jeszcze może się wydarzyć, a zależy to tylko od mądrości naszego zespołu. Nie sądzę, żeby nasze dziewczyny pojechały tam tylko po to, by być tłem dla innych. Myślę, że ta porażka je trochę poddenerwuje i pozwoli wyciągnąć słuszne wnioski.
Kolejny mecz również nie będzie łatwy. Jak Pan ocenia nasze szanse w starciu z Chinkami?
- Uważam, że zawsze trzeba grać na maksa, bez względu na to, kto stoi po drugiej stronie siatki. Myślę, że dziewczyny dadzą z siebie wszystko, ale nie oczekiwałbym pomyślnego dla nas rezultatu. Jeżeli zespół chiński zagra na swoim normalnym poziomie, to nie dawałbym nam wielkich szans. Poza tym Chinki wiedzą o co grają i w dodatku występują przed własną publicznością, więc na pewno uruchomią najgłębsze pokłady ambicji i rzucą wszystkie siły na szalę. Oczywiście to jest sport i trudno z góry przesądzać o wyniku, ale myślę, że raczej nie będzie to rezultat korzystny dla Polski. Moim zdaniem dla nas gra zaczyna się od trzeciego meczu, to jest najważniejsze i tak należy to oceniać. Daleki jestem również od filozofii, że tylko walka o medale oznacza sukces na tych igrzyskach. Myślę, że dla tej reprezentacji miejsca 5-8 będą równie cenne. To są nasze pierwsze igrzyska olimpijskie od 40 lat i zakończenie ich w pierwszej ósemce będzie dla nas dobrym początkiem na przyszłość. Nie stwórzmy z meczu z Kubą czy Chinami obrazu naszej porażki czy niemocy. Nie da się od razu znikąd wskoczyć na podium. Uważam, że każde miejsce od 5-8 będzie dla tej drużyny sukcesem.
* Rozmawiała Joanna Majtyka - Reprezentacja.net

