Czasem ten najmniej doceniany przeciwnik okazuje się najgroźniejszy i sprawia najwięcej problemów. Przykładem tego jest przegrana naszej drużyny w meczu półfinałowym mistrzostw Europy przeciwko Serbii. Dlatego z każdym trzeba będzie grać na sto procent - zapowiada libero reprezentacji Polski Agata Sawicka.
Reprezentacja.net:
Jak przebiega do tej pory zgrupowanie w Szczyrku?
Agata Sawicka:
- Niestety pogoda nam nie sprzyja i odbija się to na naszym zdrowiu. Chorujemy wszystkie po kolei. Ja dwa ostatnie dni spędziłam właściwie tylko w swoim pokoju. Dziś dopiero powoli wracam do treningów. Jakiś wirus nas męczy i zdrowotnie nie jest najlepiej, ale robimy wszystko, żeby sytuacja się ustabilizowała. Dostajemy odżywki, leki, ogólnie ekipa lekarska dba o nas.
Czy jakieś typowo sportowe kontuzje również was trapią?
- Raczej nie. Mamy wprawdzie w składzie Maszę Liktoras, która jest świeżo po zabiegu. Zaczyna wprawdzie biegać już powolutku, ale to jest dopiero kilka dni po operacji, więc jeszcze nie ma nawet szwów ściągniętych. W tej chwili trudno jest powiedzieć, czy będzie w stanie zagrać w Halle. Do tego kontuzjowana jest też Milena Rosner, która ma problemy ze stopą i w tej chwili trenuje tylko połowicznie. Miejmy jednak nadzieję, że do czasu turnieju wróci do pełni zdrowia.
Może się zatem pojawić problem ze środkowymi...
- Zgadza się. Właściwie zostały nam dwie nominalne środkowe - Lena Dziękiewicz i Kasia Gajgał. Obie trenują i prawdopodobnie obie znajdą się w ekipie, która pojedzie do Halle. Miejmy nadzieję, że dołączy do nich Masza. Jeśli zajdzie taka potrzeba to być może trenerzy pomyślą o przesunięciu na środek Kasi Skorowńskiej, ale to na razie odległa przyszłość.
Gdzie, Twoim zdaniem, będzie szukał rezerw trener Bonitta, żebyście grały efektywniej?
- Na pewno trener skupi się mocno na przyjęciu, bo to jest bardzo ważny element sztuki siatkarskiej. Od niego właściwie się wszystko zaczyna i on w dużym stopniu decyduje o obrazie gry zespołu. Zapewne będziemy temu poświęcać sporą część naszych treningów. Drugą rzeczą, na którą będzie moim zdaniem kładł nacisk trener, będzie kończący atak, bo to również bardzo ważny element gry. Moim zdaniem tego nam w niektórych meczach zabrakło, więc trzeba nad tym popracować. A trzecim punktem naszej pracy będzie psychika. Myślę, że trener będzie nam wpajał poczucie, że jesteśmy bardzo dobre, że jesteśmy podwójnymi mistrzyniami Europy nieprzypadkowo i musimy wierzyć we własne siły i umiejętności. Zapewne będzie nam powtarzał, że stać nas na to, żeby zakwalifikować się do walki na Igrzyskach Olimpijskich. Moim zdaniem to bardzo ważny element przygotowań, bo ten sport nie kończy się na przygotowaniu czysto fizycznym.
Jak wyglądają wasze treningi w Szczyrku?
- Dużo jest ćwiczenia gry kombinacyjnej. Oglądamy nagrania z meczami poszczególnych rywalek, a następnie trenujemy różne warianty i założenia taktyczne przygotowane pod tego konkretnego przeciwnika. Skupiamy się całkowicie na turnieju, który jest przed nami. Zdajemy sobie sprawę z tego, o jak wysoką stawkę gramy i dajemy z siebie wszystko. Ogólnie zgrupowanie przebiega w atmosferze skupienia. Trochę już chyba odczuwamy presję tego turnieju, który jest przed nami.
Sporo jest nowych osób w kadrze. Czy uważasz, że to pomoże czy zaszkodzi zespołowi?
- Wydaje mi się, że to bardzo dobrze, że pojawiają się nowe dziewczyny, ponieważ tej drużynie jest potrzebny nowy bodziec. Trzeba coś zmienić, żeby było lepiej. Mnie szczególnie cieszy obecność Kasi Skorupy, bo moim zdaniem jest to bardzo dobra i bardzo doświadczona rozgrywająca, nie ujmując nic oczywiście Milenie Sadurek. Ale wydaje mi się, że rywalizacja obu wyjdzie na dobre. Niestety nie potrafię powiedzieć nic bliższego o Karolinie Ciaszkiewicz, ponieważ nie widziałam jej w innych meczach niż ten, który rozegrała przeciwko nam. W meczu z nami zaprezentowała się bardzo dobrze i sądzę, że to wartościowa zawodniczka. Mam nadzieję, że w reprezentacji odnajdzie się Anka Barańska, ale będzie to zależało tylko od jej psychiki, bo na pewno umiejętności i doświadczenia jej nie brakuje. Jeśli uda jej się zaaklimatyzować i przekonać do siebie trenera Bonittę będzie to zapewne z pożytkiem dla kadry. Cieszę się, że do kadry wraca Dorota Świeniewicz, ponieważ bardzo ją lubię. Poza tym uważam, że jej umiejętności i doświadczenie są nie do zastąpienia w kadrze.
Ciebie czeka rywalizacja z Mariolą Zenik o występ w podstawowym składzie…
- Mam nadzieję, że Mariola da z siebie wszystko i będzie błyszczeć w kwalifikacjach. Tego jej z całego serca życzę. Na mnie jeszcze przyjdzie czas. Oczywiście, będę walczyć, bo inaczej nie miałabym po co jechać do Szczyrku, ale jeżeli trener zadecyduje, że nie pojadę do Halle nie będę rozpaczać.
Czy jeśli pojedziesz do Halle to będziesz miała podobną rolę jak na Pucharze Świata – będziesz wchodzić na kilka akcji na poprawę przyjęcia?
- Z tego co wiem trener Bonitta chce zabrać tylko jedną zawodniczkę libero do Niemiec, więc pojadę albo ja albo Mariola. Na pewno nie będzie powtórki z Japonii. Jeżeli wybierze mnie, będę się bardzo cieszyła, a jeśli postawi na Mariolę również to zrozumiem, bo wybierze doświadczenie.
Krótko przed zgrupowaniem rozegrałaś w barwach Winiar Kalisz turniej w Szwjcarii, w którym zajęłyście drugie miejsce. Czy był to udany występ?
- Jestem bardzo zadowolona z tego turnieju. Pojechałyśmy tam zaraz po świętach, bez treningów, ale za to zyskałyśmy dużo świeżości w grze dzięki temu. Bardzo trudny był dla nas mecz z Cannes, a zwycięstwo nad tą drużyną dało nam mnóstwo radości i satysfakcji. Potem w finale zabrakło nam już chyba trochę i sił, i szczęścia.
Którego z naszych grupowych rywali w turnieju kwalifikacyjnym uznałabyś za najgroźniejszego?
- Wszystkich. Uważam, że wszystkie zespoły będą się równie ciężko i intensywnie przygotowywały do tego turnieju jak my, bo jest o co walczyć. Trudno nawet w tej chwili wskazać faworyta. W grupie spore problemy mogą nam sprawić Holenderki. Może też Niemki, które będą grały u siebie…. Myślę, że z każdym będzie trudno wygrać, ponieważ to jest taki turniej, że wszystkie zespoły dadzą z siebie wszystko.
W drugiej grupie zmierzą się Rosja, Serbia, Chorwacja i Rumunia. Czy tu są jacyś faworyci?
- Na pewno Rosja. Wydaje mi się również, że spore szanse ma Serbia. Ale to jest sport i wszystko może się zdarzyć. Rozstrzygać będzie wiele elementów i na pewno nie da się tego teraz przewidzieć.
Patrząc globalnie na wszystkie zespoły, który z nich może być dla was najtrudniejszy?
- Sądzę, że mogą to być Rosjanki, ale podkreślam, że to jest tylko sport i czasem ten najmniej doceniany przeciwnik okazuje się najgroźniejszy i sprawia najwięcej problemów. Przykładem tego jest przegrana naszej drużyny w meczu półfinałowym mistrzostw Europy przeciwko Serbii, z którą dwa dni wcześniej gładko wygrałyśmy 3:0. Dlatego z każdym trzeba będzie grać na sto procent.
Dla Ciebie, jako libero, która drużyna jest najbardziej niewdzięcznym przeciwnikiem?
- Wydaje mi się, że Rosja. Nie chodzi tu jedynie o ich mocne serwy. To są bardzo wysokie zawodniczki i w związku z tym atakują na bardzo dużym zasięgu, co utrudnia zorganizowanie bloku i obrony. Niebezpieczne są również Holenderki oraz jak pokazało doświadczenie Serbki.
Na koniec krótkie podsumowanie – jak będziesz wspominać miniony 2007 rok?
- To był dla mnie cudowny czas. Jestem bardzo zadowolona z moich osiągnięć siatkarskich w tym roku. Zrobiłam moim zdaniem bardzo duży postęp jako zawodniczka. Do tego zdobyłam potrójną koronę, więc jest się z czego cieszyć i czym szczycić.
Jakie w takim razie masz plany na Nowy Rok?
- Poza marzeniami olimpijskimi mam sporo marzeń dotyczących mojej grze w klubie. Na pewno znowu powalczymy o złoto mistrzostw Polski oraz o Puchar i Superpuchar. I oczywiście chciałabym utrzymywać wysoką ustabilizowaną formę. Tego bym sobie życzyła na Nowy Rok.
* rozmawiała Joanna Majtyka - Reprezentacja.net
Siatkówka - Kadeci
Autor: Joanna Majtyka
Data: 11-01-2008




