Niedziela przyniosła nam wreszcie tak przez wszystkich oczekiwane zwycięstwo Polek w Pucharze Świata. Biało - czerwone zrewanżowały się tym samym Serbkom za porażkę w półfinale Mistrzostw Europy. O dzisiejszym sukcesie i o tym, co może wydarzyć się w ostatnich dniach turnieju, tradycyjnie już rozmawiamy z Agatą Mróz.
Reprezentacja.net:
Dzisiaj Polki wreszcie przerwały feralną serię porażek i nareszcie zwyciężyły. Co było kluczem do sukcesu?
Agata Mróz:
- Wystarczy spojrzeć na statystykę błędów własnych popełnionych dzisiaj przez Serbki. To tłumaczy, dlaczego zostały przez nasze dziewczyny pokonane. Wczoraj Japonki myliły się o wiele mniej, poza tym grały bardziej kombinacyjną i zróżnicowaną siatkówkę czym jak zwykle sprawiły nam kłopot. Serbki bardzo uprościły swoją grę do wystawy piłki na skrzydło do swojej liderki, Jeleny Nikolić. A ta nie zagrała dobrego meczu, widać było, że w piątym secie oddychała już skarpetkami. Dostawała mnóstwo piłek, aż w końcu jej zapas energii się wyczerpał. Nie miała wsparcia od koleżanek, serbski środek nie funkcjonował, a jedną zawodniczką meczu się nie wygra.
Z tego co mówisz, można by pomyśleć, że Polki wygrały mecz w stosunku 3:0...
- Polki powinny wygrać ten mecz 3:0, ale niestety dziewczyny dostosowały się do poziomu rywalek. Nie potrafiły ustabilizować swojej gry. Dziwne to spotkanie się toczyło. Był to mecz, w którym każdą przewagę można było zniwelować i żadne prowadzenie nie było bezpieczne – przynajmniej w początkowej fazie spotkania. Raz szala zwycięstwa przechylała się na naszą stronę, innym razem to rywalki były lepsze.
Może Serbki wiedząc jak ważne jest to dla nich to spotkanie nie poradziły sobie z presją?
- Serbki od początku tego turnieju nie miały żadnego mocnego przeciwnika, stąd ich wysoka pozycja w tabeli. Oprócz Włoszek oczywiście, z którymi zagrały bardzo zły mecz z mnóstwem niewymuszonych błędów po obu stronach siatki. Serbki nie są w optymalnej formie, nie są nawet tym samym zespołem co na Mistrzostwach Europy, kiedy wyszedł im jeden mecz, ten półfinałowy przeciwko naszej drużynie. Poza tym wypadły im ze składu dwie podstawowe zawodniczki. Pojawiły się wymuszone zmiany w drużynie, to je musiało wybić z rytmu. Nie pokazują nic wielkiego, męczą się nawet ze słabszymi drużynami.
Z tego wynika, że nie wróżysz im świetlanej przyszłości w dalszej części turnieju?
- Nie do końca można tak powiedzieć. Teraz zostały im do rozegrania same trudne mecze z zespołami z najwyższej półki. Ale biorąc pod uwagę, że to już ostatnia faza tego turnieju ogromne znaczenie będzie miało przygotowanie kondycyjne wszystkich reprezentacji. A o wyniku może decydować zmęczenie już nie tylko fizyczne, ale także psychiczne, a tym samym ilość błędów, jakie poszczególne drużyny będą popełniać. Faktem jest, że mają jednak do pokonania trudne rywalki.
Pytam o przyszłość Serbii w tym turnieju przede wszystkim z myślą o końcowej klasyfikacji i tak upragnionym przez wszystkich szóstym miejscu, jakie chcielibyśmy, żeby ostatecznie Polki zajęły. Wydaje się, że to właśnie z Serbią będziemy rywalizować o tę lokatę.
- Najpierw skupmy się na swojej własnej grze a reszta niech nas nie obchodzi. Z tego co można zobaczyć na tym Pucharze Świata, każdy zespół może nas czymś zaskoczyć. Tajki urywają seta Amerykankom, Dominikanki to nieobliczalny zespół i wszystko się może zdarzyć. Trzeba być bardzo mocno skoncentrowanym. Już teraz widać, że jest trudno. Dzisiaj Kasia Skowrońska zagrała trochę bez głowy, ciężko jej było się skoncentrować i udanie zakończyć kilka akcji pod rząd. Uderzała mocno, ale przed siebie. W meczu Japonkami to ona była podporą drużyny, ciągnęła grę, ale nie jest w stanie zagrać dwóch tak wyczerpujących pojedynków z dnia na dzień, będąc najlepiej punktującą siatkarką w drużynie. Dzisiaj to zmęczenie psychiczne było u niej widoczne. Dobrze, że do gry włączyła się Ania Podolec i odnalazła się z tym meczu, bo nawet Gosia gra ostatkiem sił i ma swoje kłopoty. Masza gra na równym poziomie, ale trzeba pamiętać, ze gramy ten turniej tylko dwiema środkowymi i wszystko może się zdarzyć. Marii może przytrafić się gorszy dzień i trzeba na to uważać.
Patrząc na mecz z boku, z punktu widzenia widza, można dojść do wniosku, że współpraca między naszą rozgrywającą a środkowymi, przede wszystkim z Eleonorą Dziękiewicz się nie układa. Czy według Ciebie to słuszna opinia?
- Zgadza się, ta gra się im nie klei, współpraca na linii rozgrywająca - środkowa zawsze wymaga dużej ilości gry razem, zgrania po prostu. Poza tym może Lena nie jest w takiej formie jak chociażby w czasie Grand Prix? Odczuwa trudy tak długiego turnieju, męczących treningów. Dla niej to właściwie pierwsza tego typu impreza, w jakiej bierze udział. Generalnie widać, że czegoś brakuje i ciężko im jakoś złapać optymalną formę. I to się tyczy wszystkich dziewczyn.
Co wydarzy się w następnych trzech meczach? Jak musimy zagrać, żeby móc myśleć o wysokim miejscu w tych rozgrywkach?
- Dobrze, że nie mamy na swojej drodze mocnych przeciwników. Nie można jednak pozwolić sobie na głupie błędy, bo każdy mały punkcik będzie się teraz ogromnie liczył. Jeżeli można wygrać w trzech setach, to trzeba to zrobić.
Jak wpłynie na nasze siatkarki tak niespodziewany wyjazd trenera? Może paradoksalnie sprawi, że dziewczyny będą mieć dodatkową motywację do lepszej gry i to się przełoży na wynik?
- Może tak być, dziewczyny już dzisiaj zagrały dla trenera. Z ich relacji wynika, że Bonitta miał kłopoty od początku Pucharu, ale im się nawet nie przyznał, że coś jest nie tak. O tym co się dzieje dowiedziały się po meczu z Japonią. Mówiły, że od kilku dni chodził przybity, smutny, był nie swój, a one to czuły. Nie miał czystej głowy i nie mógł się w 100% skupić na tym, co się dzieje. Ma problem z chorą żoną i każdy na jego miejscy czułby się tak samo. Ja na jego miejscu od razy bym się spakowała i wracała do kraju. Chciałabym być na miejscu, z żoną i trzymać rękę na pulsie. Musiało mu to nie dawać spokoju, świadomość, że on jest teraz w Japonii a jego żona sama w szpitalu. Nie mógł postąpić inaczej. Co do samych dziewczyn to wierzę, że zmobilizują i dograją turniej do końca bez porażki. Nie mogą tylko lekceważyć przeciwnika. Mają dwa dni przerwy, może troszeczkę odpoczną, skoncentrują się i te mecze wygrają, bo na porażkę nie możemy sobie w żadnym wypadku pozwolić.
Ostatnie moje pytanie będzie dotyczyć dość nietypowego oświadczenia naszych siatkarek po przegranym pojedynku z reprezentacją Włoch. Byłaś zaskoczona po przeczytaniu tego listu?
- Faktycznie to nietypowa sytuacja, ale dowodzi tego, że one po tej porażce musiały czuć się fatalnie. Doskonale wiedziały, że źle zagrały i było im zwyczajnie wstyd. Nie z powodu porażki, ale stylu w jakim do tego doszło. Przyznały się do błędu a sztab szkoleniowy się dołączył, bo w końcu wszyscy biorą odpowiedzialność za końcowy wynik. Zagrały poniżej przyzwoitego poziomu i wstydziły się, że tak się stało. Taki zespół jak one nie może w żadnym wypadku tak grać, bo to po prostu nie przystoi klasowej drużynie. Dziewczyny czują, że są na językach, wiedzą, że im ludzie w Polsce kibicują. A one tych wszystkich ludzi zawiodły. Jeśli byłabym z nimi, poparłabym ich decyzję bez wahania.
* Z Agatą Mróz rozmawiała Hanna Niełacna – Reprezentacja.net




