Reprezentacja.net:
Jak Pan ocenia swój tegoroczny transfer do Skry Bełchatów? To był dobry wybór? Jest Pan zadowolony ze swojej gry w nowym klubie?
Daniel Pliński:
- Był mi potrzebny dodatkowy impuls w grze. W Jastrzębiu spędziłem trzy fajne lata, ale uznałem, że jest potrzebna zmiana. Dlatego wybrałem ofertę z Bełchatowa, gdzie jest mi bardzo dobrze. Świetnie się tu czuję i myślę, że to jest najważniejsze. Nie chciałbym oceniać swojej gry. To zajęcie dla trenerów, nie dla mnie. Na pewno zarówno w reprezentacji jak i w klubie będę grał na maksimum swoich możliwości, a czy będziemy wygrywać ze mną w składzie to się dopiero okaże.
Jak zdrowie? Uskarża się Pan na jakieś dolegliwości?
- Jak wróciłem z mistrzostw świata to miałem spore problemy ze zdrowiem. Nie będę tego ukrywał. Teraz czuję się już zdecydowanie lepiej. Nie mam wielkich bólów i bardzo się z tego powodu cieszę. Mogę więcej trenować, co jakikolwiek ból by uniemożliwił. Oczywiście są drobne urazy, ale to dokucza wszystkim sportowcom na świecie. Jak któregoś sportowca nic nie boli to znaczy, że już jest w trumnie i nie żyje (uśmiech).
Zaczęliście przygotowania z reprezentacją, trenujecie intensywnie, ale na pewno inaczej niż przed rozpoczęciem rozgrywek. Jak to dokładnie wygląda?
- Każdy trening trwa dwie i pół godziny. Ćwiczenia są trochę inne niż przed mistrzostwami Europy czy mistrzostwami świata albo Ligą Światową. Nie trenujemy konkretnego elementu tylko koncentrujemy się na zgraniu zespołu, bo wszyscy wiemy, że nie ma na to czasu. Zostało niecałe dwa tygodnie do turnieju więc i treningi są trochę inne, aczkolwiek swoje "stałe elementy" jak skoki i wyskoki wykonujemy. Ich ilość jest spora, choć jest ich na pewno mniej niż przed poprzednimi imprezami głównie z powodu braku czasu.
Zwracacie jakąś szczególną uwagę np. na przyjęcie zagrywki, które podczas minionych mistrzostw Europy wyraźnie nam nie leżało?
- Nie wiem czy nam nie leżało. Nie chciałbym oceniać mistrzostw Europy. Było - minęło. Przegraliśmy turniej z kretesem. Teraz trzeba pojechać na Węgry i awansować. Koncentrujemy się przede wszystkim na zgraniu szóstki i bardzo dużo pracujemy nad tym elementem. Chcemy, żeby nasze akcje były skuteczne, tak jak to było na mistrzostwach świata i myślę, że przez najbliższy tydzień tak to będzie wyglądać.
Jak brak Łukasza Kadziewicza może wpłynąć na postawę zespołu?
- Myślę, że Łukasz jest w tym zespole postacią bardzo ważną. Przykład Mariusza Wlazłego, który wypadł nam z szóstki, a we wszystkich imprezach wcześniejszych grał, pokazuje jak każdy zawodnik jest ważny dla drużyny. Tak samo jest z Łukaszem. Na pewno jego brak będzie widoczny. Są jednak ludzie, którzy czekają na swoją szansę. Niestety Łukasz doznał kontuzji i kto inny wskoczy za niego do podstawowego składu. Jego zmiennika na pewno czeka trudne zadanie, żeby go zastąpić, ale wszystko jest możliwe. Wierzę, że awansujemy do następnych kwalifikacji, i że wtedy już Łukasz będzie zdrowy i nam pomoże w walce o Pekin.
Mobilizacja w zespole jest ogromna. Chyba jeszcze większa niż przed MŚ czy ME? Pan też tak uważa?
- Dokładnie tak jest. Chcemy udowodnić, że to był jeden wielki przypadek, ta wpadka jaką były mistrzostwa Europy. Koncentracja i mobilizacja jest bardzo duża, bo chcemy awansować do następnych kwalifikacji. Szanse są duże. Na pewno nie zagramy drugiego takiego turnieju jak w Moskwie. To jest niemożliwe. Wszystko jednak zweryfikuje boisko. Jeżeli będziemy dobrze grać, to awansujemy. Naszym najgroźniejszym rywalem będzie Finlandia. Przed tym meczem będzie trzeba się bardzo mocno koncentrować. Trzeba jednak pamiętać, że w siatkówce europejskiej już nie ma słabych drużyn i z każdym można przegrać. Dlatego trzeba wychodzić na każdy mecz bardzo mocno skoncentrowanym.
Mówi się, że jesteście faworytem tego turnieju. Pokazaliśmy jednak naszym rywalom, że Polacy też potrafią przegrywać. Czy paradoksalnie nie będąc na pozycji pewniaka, jest Wam trochę łatwiej?
- Moim zdaniem nigdy nie byliśmy na pozycji pewniaka. Zawsze musieliśmy walczyć o swoje. Na mistrzostwach świata nie stawiano nas w gronie faworytów, na mistrzostwach Europy, faworytami byli Rosjanie. My byliśmy obstawiani na trzecie/czwarte miejsce. Patrząc na skład i osiągnięcia w tych kwalifikacjach, Polska jest faworytem, ale wszystko, jak już powiedziałem wcześniej, zweryfikuje boisko.
Alojzy Świderek w jednym z wywiadów powiedział, że przede wszystkim jesteśmy jedenastym zespołem mistrzostw Europy, a nie wicemistrzem świata. Zgadza się Pan z tym stwierdzeniem?
- Zgadzam się. Mistrzostwa świata były rok temu, mistrzostwa Europy półtora miesiąca temu, więc ta druga impreza bardziej oddaje obraz rzeczywistości. Trzeba się więc zmobilizować i udowodnić swoją wartość, bo na ME zaliczyliśmy wpadkę. Na Węgrzech startujemy jako jedenasta drużyna ME przeciwko czwartej drużynie moskiewskiej imprezy, jaką jest Finlandia. Istnieje więc szansa, że to Finowie będą mieli większe ciśnienie. Obie te imprezy to już jednak historia. Teraz są nowe zawody i o wcześniejszych sukcesach czy porażkach trzeba po prostu zapomnieć.
Wydaje się, że po porażce na ME i po wszystkich niesnaskach wokół reprezentacji kibice trochę stracili zaufanie do tej reprezentacji. Uda się je odbudować?
- Prawdziwi kibice są z nami i jak wygrywamy, i jak przegrywamy. To jest sport i nie zawsze się wygrywa. Jeżeli mamy takich kibiców, którzy są z nami tylko jak wygrywamy, to myślę, że jest to trochę przykre. Sportowcy potrzebują kibiców przede wszystkim wtedy jak im nie idzie, jak się przegrywa. Takich kibiców cenimy najbardziej. Na pewno chcemy się zrewanżować naszym fanom, bo oni moim zdaniem są zawsze z nami. My wyjedziemy na turniej bardzo zmobilizowani i zrobimy wszystko, żeby nie zawieść ich oczekiwań.
Na zgrupowaniu pojawiło się kilka nowych dla reprezentacji twarzy, ale z punktu widzenia siatkówki są to znane postaci. Jak odnaleźli się oni w zespole?
- Ta drużyna ma to do siebie, że bardzo dobrze przyjmuje i akceptuje młodych ludzi. U nas nie ma podziałów i to jest fajne. Do szesnastki z debiutantów dostał się tylko Marcin Wika. Gra w lidze, trener obserwuje go bardziej, więc myślę, że udowodni swoją postawą, że ma podstawy by być w tej reprezentacji. Inni debiutanci muszą jeszcze poczekać na swój moment. Ale na pewno trener będzie ich powoływał na kadrę, bo oni na to zasługują.
Trener już dokonał wyboru, kto pojedziecie na Węgry. Czy czujecie się w tym składzie naprawdę mocni?
- Jeszcze nie wiemy konkretnie, kto pojedzie. Jest póki co szesnastu a nie dwunastu zawodników. Ciężko powiedzieć, kto odpadnie. To jest decyzja trenera. My na pewno wszystko zaakceptujemy. Chcemy wyjść na boisko i wygrać. Jeśli chodzi o sprawy personalne - my nie bierzemy w tym udziału. Po prostu chcemy trenować i grać jak najlepiej. Raul Lozano powołał chyba najlepszych zawodników w Polsce i z tego wybierze dwunastu, którzy będą walczyć dalej. Jestem wręcz przekonany, że awansujemy dalej i wątpię, żeby ktoś myślał inaczej niż ja.
*Rozmawiała Barbara Kuziemska – Reprezentacja.net




