Reprezentacja.net:
Jedziecie na kwalifikacje olimpijskie, gdzie waszymi przeciwnikami nie będą zespoły z najwyższej półki. Czy wasze nastawienie do potencjalnie słabszych zespołów zmieniło się po ostatnich mistrzostwach Europy?
Michał Winiarski:
- Zmieniło się i to radykalnie. Życie nam pokazało, że nie ma dzisiaj słabych zespołów i można przegrać z niżej notowaną Belgią uważaną za zespół dużo słabszy. Musimy podejść maksymalnie skoncentrowani do każdego spotkania i grać z każdym przeciwnikiem jakby to była Brazylia. Myślę, że wtedy dopiero pokażemy swoją wartość i swoje umiejętności. Teoretycznie na tym turnieju nie ma zespołów z górnej półki, ale w praktyce jest tak, że musimy zagrać tak jak z zespołami z górnej półki. Myślę, że spotkanie z Finlandią należy traktować jak mecz z drużyną z tej wyższej półki. Finowie pokazali, że są czołówką światową.
Mistrzostwa Europy nie zdobyli Włosi, Rosjanie, Polacy czy też Serbowie, tylko Hiszpanie. Jak to oceniasz?
- Wszystko to tylko pokazuje, że sport jest nieprzewidywalny i mistrzostwa rządzą się swoimi prawami. Podobnie jak ma to miejsce w piłce nożnej, rówież w siatkówce zdarzyło się, i to nie po raz pierwszy, że faworyci polegli w sposób naprawdę spektakularny. Tymczasem Hiszpania, która przez nikogo nie była wskazywana nawet na faworyta wyjścia z grupy, nie tylko z niej wyszła, ale wygrała w finale z Rosjanami na ich terenie. Ten zespół zrobił rzecz niesamowitą i teraz zobaczymy czy w kolejnych meczach potwierdzi, że nie był to przypadek.
Czy Hiszpanie zrobili jednorazowy wyczyn i teraz wrócą do tego swojego średniego poziomu, czy przez dłuższy czas będą liczyli się w Europie?
- Ciężko powiedzieć, myślę, że dopiero w dłuższym odstępie czasu będziemy mogli powiedzieć czy to był „jeden strzał” czy grają już naprawdę tak dobrze, że ciężko będzie z nimi wygrać. Na razie są mistrzami Europy i za to należy im się uznanie.
Trenując we Włoszech, masz ustalony harmonogram pracy w klubie. Czy powołanie w trakcie sezonu klubowego do kadry, to duże utrudnienie?
- Akurat w tym zespole, w którym gram, większość zawodników to kadrowicze. Pięciu moich kolegów z drużyny też wyjeżdża na zgrupowania i przez to jest w tym pewna normalność. Później wracamy i gramy tak jakby nic się nie stało, bo wiadomo, że jak jedziemy na kadrę to nikt z nas nie odpoczywa i można powiedzieć, że robimy to samo co w klubach a nawet pracujemy jeszcze ciężej. Życie siatkarza-kadrowicza wygląda tak a nie inaczej. Podpisując z takim zawodnikiem kontrakt klub musi to wiedzieć, a sam zawodnik musi być na to przygotowany.
We Włoszech sponsorzy mają dużo więcej do powiedzenia odnośnie tego co dzieje się w klubach niż w Polsce. Czy w związku z tym władze klubu nie "kręcą nosem", gdy wyjeżdżacie na zgrupowania kadry?
- U mnie w klubie czegoś takiego nie było, ale gdyby coś takiego miało miejsce to raczej spotkałoby się ze zdecydowaną ripostą, bo większość chce grać w kadrze i na pewno by się postawiła. Władze, klub podpisując kontrakt z zawodnikiem reprezentacyjnym wiedzą, że podpisują kontrakt z zawodnikiem klasowym z górnej półki i poprzez to muszą liczyć się z tym, że taki zawodnik będzie jeździł na zgrupowania kadry.
Czy przygotowując się obecnie do turnieju kwalifikacyjnego wracacie w rozmowach do ostatnich mistrzostw Europy, czy może udajecie, że ich zwyczajnie nie było?
- Myślę, że raczej już nikt do tego nie wraca. Chcielibyśmy o tym jak najszybciej zapomnieć, a jedyne do czego powinniśmy wracać to sam fakt, że przegraliśmy i co trzeba zmienić abyśmy więcej nie przegrywali.
Czy po ME coś się zmieniło w waszym systemie szkolenia?
- Zmienił się system trenowania, bo na przygotowanie do turnieju mamy dwa tygodnie, a nie dwa miesiące, jak to miało miejsce przy innych turniejach. Trenujemy mniej intensywnie, jesteśmy bardziej skoncentrowani, skupiamy się na nie popełnianiu błędów i na zgraniu się wzajemnie, bo jak wiadomo przez dłuższy czas ze sobą nie graliśmy.
Od dłuższego czasu przebywasz we Włoszech, jak ci się tam żyje? Czy czujesz się już trochę "Włochem"? Jak radzi sobie żona i dziecko? Macie znajomych z którymi możecie porozmawiać?
- Włochem na pewno się nie czuję (śmiech), bo jednak Polska to jest Polska i zawsze kocham tutaj wracać. Dużo nawyków mam polskich, ale też i dużo pozytywnych rzeczy nauczyłem się we Włoszech i włączyłem do swojego codziennego życia. Żona i syn czują się we Włoszech dobrze. Klimat jest super. Mieszkamy w górach w samych Alpach - dziecko nie było ani razu chore. Nawet ja, choć wcześniej bywałem przynajmniej dwa razy w ciągu roku chory, tutaj nawet temperatury nie miałem. Pogoda jest słoneczna i człowiek budzi się od razu z nastawieniem pozytywnym do życia. Mamy znajomych, gra ze mną Kuba Bednaruk, więc po polsku możemy sobie porozmawiać. Żona dopiero od tego roku będzie uczuła się włoskiego, bo mieliśmy małe dziecko i wiadomo, że większość czasu musiała spędzać w domu, ja natomiast z włoskim radze sobie już znacznie lepiej. Spotykamy się też z innymi zawodnikami, żony nasze chodzą razem z dziećmi na spacery, bo paru chłopaków z drużny ma dzieci w wieku naszego synka. Jest po prostu super.
Tuż po rozpoczęciu przygody z ligą włoską byłeś zachwycony zarówno metodami treningowymi jak i podejściem do zawodników. Czy po całym spędzonym tam sezonie możesz powiedzieć, że widać jakieś efekty tego wszystkiego, z czym się tam spotkałeś?
- Myślę, że efekty są. W sumie to nawet dlatego poszedłem grać do Włoch, aby zobaczyć jak tam się pracuje, a pracuje się zupełnie inaczej. To wszystko, co wówczas mówiłem jak najbardziej potwierdzam. Im więcej się gra, tym więcej przychodzi pewności i doświadczenia, ale też i spokoju. Dlatego też grając tam z roku na rok będę zawodnikiem bardziej doświadczonym, spokojnym i co najważniejsze bardziej ogranym.
Czyli na chwilę obecną nie myślisz o powrocie do kraju lub np. o grze w Rosji?
- Na dzień dzisiejszy nie myślę. Sprawa wygląda jednak tak, że nie mogę powiedzieć co będzie dalej, bo jest to nie tylko sport, ale i sposób na zarabianie pieniędzy na życie. Kariera siatkarska trwa krótko i co będzie dalej nie wiem.
*Rozmawiał Tomasz Kowalik - Reprezentacja.net




