Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Siatkówka - Kadeci


Autor: Katarzyna Biernacka

Data: 13-12-2007

Robert Prygiel: Dobrze, że nie ma Rosji

- W Izmirze musimy zagrać naprawdę dobrze, czyli nie gorzej niż na mistrzostwach świata i wtedy możemy wywalczyć bilet do Pekinu - ocenia szanse Polski w kwalifikacjach IO w Izmirze atakujący reprezentacji Robert Prygiel.



Reprezentacja.net
Za Tobą kilka miesięcy gry w polskiej lidze. Jak oceniasz organizację PLS po kilku latach spędzonych w Rosji. Co się zmieniło?

 

Robert Prygiel:

- Powtarzałem już w kilku wywiadach, że organizacja ligi bardzo wzrosła. Organizacja meczów, wszystkie te struktury już są na dużo wyższym poziomie niż w momencie mojego wyjazdu. Kiedy wyjeżdżałem było 4-5 klubów, które nie borykały się z kłopotami finansowymi, czyli praktycznie połowa. Teraz jest może jeden czy dwa i to w dużo mniejszym stopniu niż wtedy. Wszystko idzie ku dobremu, a poziom również bardzo wzrósł. W polskiej lidze grają obcokrajowcy, reprezentanci swoich krajów. Poza tym praktycznie cała nasza kadra, z kilkoma wyjątkami, gra w Polsce. Liga robi się coraz ciekawsza, kibiców jest coraz więcej, są chyba same plusy.

 

A jak podoba Ci się w Jastrzębskim Węglu? Aktualnie Twój zespół  zajmuje 6. lokatę w klasyfikacji PLS-u. To dość nisko jak na wicemistrza Polski i na tak silny skład?

 

-  Zarówno ja, jak i cała drużyna na początku sezonu graliśmy "w kratkę", nie wyglądało to na pewno tak jak powinno. Ja do swojej gry miałem dużo zastrzeżeń. Nie chcę się usprawiedliwiać: zmiana klubu, zmiana klimatu, cztery lata nie grałem w PLS, zmiana rozgrywającego, przyjechałem też po reprezentacji i to wszystko na pewno miało wpływ na moją postawę. Gram już od pewnego czasu i myślę, że moja forma wzrasta i zarówno ja, jak i drużyna gramy coraz lepiej. Przede wszystkim zbieramy te punkty, które nam potrzebne. Niby mamy szóste miejsce, ale tak naprawdę strata do czołówki jest minimalna, praktycznie zwycięstwo jedno lub dwa może już nas wrzucić na drugie lub trzecie miejsce. Moje plany się nie zmieniły. Przyjechałem do silnej drużyny po to, żeby grać o medale i mam nadzieję, że tak będzie.

 

Nie tak dawno zakończyły się rozgrywki Pucharu Świata. Jednym z triumfatorów tego turnieju była ekipa Rosji prowadzona przez Wladimira Alekno. Rosjanie pod rządami Alekno stali się zupełnie inną drużyną niż ta którą pamiętamy z czasów Gajicia. Z czego to wynika?

 

- Powiem tak: gdyby na mistrzostwach świata Rosjanie wygrali ten mecz z Polską, to być może do tej pory mówiłoby się o reprezentacji Gajicia a nie Alekno. Być może to oni byliby wicemistrzami, bądź nawet mistrzami świata. Tutaj widać, jak niewiele brakuje od nieba do piekła, bo po tych mistrzostwach na trenera Rosji spadły gromy, paru zawodników odezwało się a propos ciężkich metod i długich treningów, szkolenia, które niektórym nie pasowało. Metody szkoleniowe Serba nie wszystkim się podobały. Alekno jest  trenerem rosyjskim. Dlatego, że to  Rosjanin jest między nim a zawodnikami lepszy kontakt. To trener, który potrafi nakrzyczeć na zawodników, zmobilizować ich, ale również potrafi z nimi piwo wypić, posiedzieć i porozmawiać. To jest bardzo ważne, żeby widzieć, że trener ma autorytet, ale z drugiej strony, żeby nie był tylko trenerem – „zamordystą”, ale również człowiekiem, który rozumie problemy zawodników. Jeżeli chodzi o Puchar Świata to moim zdaniem tam naprawdę były cztery drużyny, które mogły liczyć na awans – Brazylia, Rosja, Bułgaria i Stany Zjednoczone. Z tych czterech tylko jedna mogła wypaść, więc sądzę, że Rosjanie cudów nie dokonali. Wykonali po prostu swoje zadanie. Właściwie z ważnych, mocnych drużyn to wygrali tylko z USA i to po ciężkim dramatycznym pojedynku, natomiast z Bułgarią i z Brazylią przegrali, więc w moim mniemaniu strasznie skutecznie nie zaczęli grać. Na pewno ważne jest to, że wygrali w końcu tie-break, bo zdarzało im się ostatnimi czasy na przykład na finale Ligi Światowej czy w finale ME zawodzić. Moim zdaniem jednak, to USA bardziej przegrało ten mecz niż Rosja wygrała. Rosjanie wykorzystali swoją szansę, awansowali z PŚ, a nam pozostaje żałować, że nas tam nie było, bo z pewnością była to najkrótsza droga do Pekinu.

 

Robert Prygiel na LŚ 2007 (fot. Reprezentacja.net)

Na olimpiadę zakwalifikowała się również Bułgaria, która podobnie jak Polska na mistrzostwach Europy nie zanotowała najlepszego występu. Spodziewałeś się tego?

 

- Szczerze mówiąc czułem, że Bułgaria ma duże szanse na awans. W tej drużynie grają dobrzy i doświadczeni zawodnicy. Oni również zagrali trzy trudne mecze z Rosją, Brazylią i USA i też właściwie wygrali tylko z Rosją, więc jakichś cudów nie dokonali. O wszystkim zadecydowało „potknięcie” USA na Portoryko. Bułgarzy i Rosjanie nie „potykali” się na tych słabych drużynach. Decydujący był zatem element koncentracji i docenienia przeciwnika, bo USA mimo że mają najlepszy wynik meczów z mocnymi drużynami, bo wygrali i z Brazylią i z Bułgarią, przegrali ze słabszym przeciwnikiem i stracili szanse na olimpijski paszport i  w tym głównie upatrywałbym przyczyn awansu Bułgarii. 

 

Puchar Świata należy już do historii. Teraz czeka nas turniej kwalifikacyjny przez niektórych zwanych małymi mistrzostwami Europy. Nie ma w nim jednak Rosji i Bułgarii, nie ma też Francji,  która niespodziewanie odpadła w prekwalifikacjach. Zaskoczony?

 

- Skoro nie ma Francuzów, to znaczy, że będzie drużyna, która ich ograła, czyli lepsza od nich (śmiech). Myślę, że Francja, z ostatnich kilku sezonów, to nie jest ta sama Francja co kiedyś. Czesi czy Niemcy zrobili bardzo duży postęp i wcale nie uważam, że będą łatwiejszymi przeciwnikami niż Francuzi. Tym bardziej, że zmiana trenera może też mobilizująco podziałać na Włochów. Nie można zapomnieć również o Serbii, o której się wprawdzie mówi, że gra w niej starsze pokolenie, ale jednak okazuje się, że cały czas się liczą w ważnych imprezach, bo mieszczą się zazwyczaj w pierwszej czwórce. Stąd wniosek, że ta zmiana pokoleniowa wcale im jakoś bardzo nie przeszkodziła. Myślę, że to będzie naprawdę trudny turniej, a najgorsze jest to, że spośród tylu dobrych silnych drużyn awans otrzymuje tylko jedna reprezentacja. Sądzę, że gdyby te drużyny grały na PŚ to wszystkie miałyby szanse awansować, natomiast tutaj może pojechać tylko jedna. Ale sami sobie nawarzyliśmy tego piwa, więc musimy je teraz wypić.

 

Włochy, Holandia i Hiszpania zagrają z nami w grupie. Kto będzie najtrudniejszym przeciwnikiem?

 

- Teoretycznie wychodzi, że najwięcej problemu sprawią nam Włosi. Hiszpanie już pokazują, że nie są tą drużyną z ME, gdzie mieli trochę szczęścia, byli dobrze przygotowani, ale już na Pucharze Świata widać było, że to znów jest ta stara Hiszpania, która niby dobrze gra w siatkówkę, ale przegrywa. Myślę, że Holandii również nie powinniśmy się obawiać, zatem przede wszystkim Włosi.

 

Skoro mówimy o turnieju w Izmirze to nie sposób pominąć kwestii powołań do szerokiej kadry. Na prekwalifikacje nie pojechałeś. Pojawiłeś się w szerokim składzie kadry obok Grześka Szymańskiego, Mariusza Wlazłego i Bartka Kurka. Interesująca mieszanka pokoleniowa. Jak myślisz,  jakim kluczem mógł się kierować trener Lozano przy tym wyborze?

 

- Sądzę, że trener nie zamierza zaskakiwać i kombinować. Grzesiek z Mariuszem są tu pewniakami. Bartek powoływany jest na razie chyba bardziej jeszcze po to, żeby się douczyć. On może grać zarówno jako przyjmujący, jak i atakujący, więc jest cenny dla każdego trenera. Natomiast ja jestem powoływany chyba bardziej jako rezerwowy na wszelki wypadek. Gdyby nie daj Boże coś się komuś stało to jest taki "ograny"  zawodnik,  jak ja. Sądzę, że tylko o to trenerowi chodziło, ale to tylko moje domysły.

 

Robert Prygiel i Daniel Pliński, LŚ Łódź 2007 (fot. reprezentacja.net)

Uprzedziłeś moje kolejne pytanie. Nie czujesz się zatem po raz kolejny jak taki „plan awaryjny” na wypadek kontuzji Mariusza?

 

- Wiele razy to mówiłem i teraz również powtórzę: nigdy nie odmówię i zawsze będę chciał grać w reprezentacji, bo to jest spełnienie moich dziecięcych marzeń. Nie gram w reprezentacji ani dla trenera Lozano ani dla nikogo innego,  tylko dla siebie, dla swoich najbliższych i dla swoich marzeń. Cieszę się zawsze z powołania, ale znam swoje miejsce w szyku. Nie da się ukryć, że każdy ma ambicję walczyć o grę w szóstce czy w dwunastce, ja też mam taką ambicję. Może mi się uda, czasami się udawało. Ale nikomu źle nie życzę. Może trener jeszcze kiedyś na mnie postawi, dostanę od niego większą szansę i nie zawiodę go. Nie traktuję swojej pozycji gracza rezerwowego jako czegoś złego. Ktoś musi tę funkcję pełnić, a dla mnie mimo wszystko jest to powód do dumy.

 

Czy któreś powołanie do szerokiej kadry było dla Ciebie zaskoczeniem?

 

- Nie. Szczerze mówiąc nie przejmuję się powołaniami, nie myślę o nich. Chyba trener wybrał najlepszych.

 

A jak ocenisz powrót do kadry Gierczyńskiego?

 

- Trener chciał powołać Krzyśka już wcześniej, ale on zawsze odmawiał. Na pewno grą w lidze udowadnia, że jest dobrym i wartościowym zawodnikiem. Zobaczymy jak to będzie w reprezentacji. Były już takie przypadki, że ktoś grał świetnie w klubie, a słabo w reprezentacji i odwrotnie, więc poczekajmy. Na pewno obecność Krzyśka podniesie poziom rywalizacji wśród przyjmujących, ale czy będzie wartościowym zawodnikiem reprezentacji czas pokaże. W Częstochowie na pewno Krzysiek czuje się bardzo pewnie, w reprezentacji będzie musiał zaczynać od zera, więc pewność na boisku będzie inna, ale życzę mu jak najlepiej, bo to bardzo dobry zawodnik.

 

Czy według Ciebie  polska  reprezentacja jest w stanie wywalczyć w Izmirze awans do Pekinu?

 

- Tak, ale będzie bardzo ciężko, bo jak wspomniałem to takie mini-mistrzostwa Europy. Myślę, że trzeba się cieszyć, że nie ma Rosji, bo moim zdaniem to jest w tej chwili najsilniejsza drużyna w Europie. Reszta jest w naszym zasięgu, jeśli zagramy na swoim dobrym poziomie, jeśli Mariusz wróci do sprawności po kontuzji, jeżeli nie przydarzą nam się dalsze kontuzje, wróci Łukasz Kadziewicz. Musimy zagrać naprawdę dobrze, czyli nie gorzej niż na MŚ i wtedy możemy wywalczyć bilet do Pekinu.

 

Podejrzewam, że jednym z Twoich marzeń byłoby wywalczyć ten bilet do Pekinu również dla siebie. Igrzyska 2008 byłby dla Ciebie ostatnimi w karierze, prawda?

 

- Pewnie tak, dlatego życzyłbym tego sobie, ale przede wszystkim polskiej siatkówce. Nam też byłoby łatwiej, bo nie musielibyśmy grać co trzy dni i kończyć znowu ligi ze względu na kolejne eliminacje, więc byłoby to z pożytkiem dla wszystkich, a być może dla mnie byłaby to jakaś mikroskopijna szansa wyjazdu na olimpiadę. Będę o nią na pewno walczył do końca, ale to są bardzo odległe plany. 

* Rozmawiała Katarzyna Biernacka - Reprezentacja.net

 

Kwal. ME 2009
Kadetek i Kadetów


Kadetki:

Włochy, Zocca
8-12 stycznia 2009r.

Skład kadry

Wyniki

 ----------------------

 Kadeci:

Polska, Rewal
6-10  stycznia 2009r.

Skład kadry
Wyniki

ME 2009 Kadetów

 

Turniej kwalifikacyjny
Polska, Rewal 
6-10  stycznia 2009r.

 

Mistrzostwa EEVZA

EEVZA
21-24 sierpnia 2008
Białoruś, Baranowicze 2008