Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Siatkówka - Kadeci


Autor: Tomasz Kowalik

Data: 25-03-2006

Andrzej Niemczyk - reprezentacja 2003-2005, plany na przyszłość - cz.3


Tomasz Kowalik
: Po powtórzeniu na mistrzostwach Europy w Zagrzebiu w 2005r. sukcesu z poprzednich mistrzostw w Turcji, Polki pojechały na Puchar Wielkich Mistrzyń do Japonii. Jednak ten pierwszy w historii start w tak prestiżowej imprezie trochę rozczarował kibiców...

Andrzej Niemczyk
: Pojechaliśmy na Puchar Wielkich Mistrzyń z myślą o tym, żeby wejść na podium. Planowałem pokonać Amerykanki oraz wygrać z Koreą i Japonią. Wyszło na to, że nie udało się tego zrobić, ale i tak zajęliśmy czwarte miejsce, co mimo wszystko jest jakimś wynikiem. Pierwszy raz udało nam się wygrać z Japonkami, grając z nimi jeden mecz i to właśnie ten mecz zadecydował o tym, że zajęliśmy czwarte miejsce. Ten wynik jakoś tak się w mediach rozmywa, bo przyzwyczailiśmy wszystkich do tego, że tylko medale przywozimy, ale chciałbym zwrócić uwagę na to, że tam zdobyliśmy 4 miejsce w świecie! Żeby się tam dostać, musieliśmy po drodze wyeliminować Rosjanki i Włoszki, które są przed nami na liście rankingowej. (zaproszenie do gry w Pucharze Wielkich Mistrzyń, oprócz gospodyń imprezy – Japonek i jednego zespołu z dziką karta – w tym roku Koreanek, otrzymują wyłącznie Mistrzynie poszczególnych kontynentów. Wcześniej z europejskich zespołów w imprezie grały tylko Rosjanki – przyp. redakcji) Amerykanki wyeliminowały Kubanki i w sumie to już nikogo innego nie ma z tej czołówki światowej. Wyprzedziliśmy Koreę i Japonię, a przed nami zostały tylko trzy zespoły, które są w rankingu wyżej od nas. Podsumowując, można założyć, doliczając wyeliminowane wcześniej zespoły, zajęliśmy czwarte miejsce w świecie. Właśnie tak, mimo może nie najlepszej gry na PWM, próbowałem to dziewczynom psychologicznie „sprzedać”. Cieszmy się więc wszyscy zamiast narzekać, bo to jest najlepszy z możliwych rekonesans na przyszły rok (Mistrzostwa Świata 2006 – przyp. redakcji), gdzie mamy szansę wejść do finałowej czwórki. A wejście do czwórki to jest gra o medale.

Gdyby sezon 2005 zakończyć na złotym medalu mistrzostw Europy, dziewczyny do następnego sezonu mogłyby przystąpić ze świadomością tego, że są niepokonane. Czy w tym kontekście, wyjazd do Japonii nie zrobił zespołowi więcej krzywdy niż korzyści? Co konkretnie drużyna zyskała jadąc na Puchar Wielkich Mistrzyń do Japonii?

 - Pomijając więc fakt, że za to czwarte miejsce (na Pucharze Wielkich Mistrzyń – przyp. redakcji) wygraliśmy 100 tys. dolarów, to udowodniliśmy samym sobie, że nawet nie będąc w najwyższej formie, nie będąc zgranym, przez tą przerwę na ligę, i tak mieliśmy szansę wejść na podium. Nie wyszło, ale na to złożyły się też inne przyczyny. Amerykanki i Chinki w ogóle nie grają ligi, Japonki i Koreanki swoich rozgrywek przed Pucharem Wielkich Mistrzyń jeszcze nie rozpoczęły, Brazylia zrobiła sobie dwumiesięczną przerwę. Wszystkie więc zespoły przyjechały tam przygotowane bardzo dobrze, a my? Weszliśmy z biegu. Ta przerwa na ligę (po mistrzostwach Europy, a przed Pucharem Wielkich Mistrzyń, zawodniczki wróciły do swoich klubów i rozegrały pierwsze mecze lig krajowych – przyp. redakcji) dała też sygnał, żeby nie próbować rozpoczynać rozgrywek ligowych przed MŚ. Takie 2-3 kolejki lidze niewiele dadzą, a dziewczyny wybija to zupełnie z uderzenia.
Uważam też, że Lozano, mimo że zaczyna MŚ o miesiąc później niż kobiety, również powinien dostać reprezentację wcześniej do swojej dyspozycji. W klubach zawodnicy mają zupełnie inny cykl treningowy. Tak naprawdę przygotowują się na marzec-kwiecień na play-off’y, więc z oczywistych powodów to nie może być trening, który służyłby dobrze zawodnikowi, mającemu za dwa tygodnie wygrać MŚ. To chyba dla wszystkich powinno być zrozumiałe.

Na jakim jesteśmy etapie budowania drużyny, tak, aby jej poziom był dla pana naprawdę satysfakcjonujący?

 - Powiem, tak: chciałem po tamtych ME być gdzieś między czwartym a szóstym miejscem na liście rankingowej. Ostatecznie „na papierze” nie jestem, ale uważam, że w praktyce trochę punktów możnaby przejąć od Japonek, trochę można zabrać Koreankom, które są przed nami na liście rankingowej i już zaczynamy pukać pomału do takich zespołów, z którymi jeszcze nie wygraliśmy. Są takie trzy: Brazylia, Chiny i Kuba. Pozostałe drużyny z czołówki, czy to Włoszki, czy Rosjanki, są już „nasze”. Z nimi już wielokrotnie wygrywaliśmy. Myślę więc, że możemy się zaliczać do tej pierwszej szóstki na świecie. Już rok przed mistrzostwami Europy w Zagrzebiu, robiąc plan do olimpiady w Pekinie, zaplanowaliśmy na rok 2005 ulokowanie się w okolicy szóstego miejsca w rankingu. Nie wiedziałem wtedy, że powtórzę mistrzostwo Europy.

Ale medal w planach był?

 - Od początku ME wiedziałem, że nie jesteśmy najlepiej przygotowani. Trochę nam brakowało przez te kontuzje, ale wiedziałem, że się w końcu zgramy. Zakładałem, że będzie się grało o medale i że jakiś krążek przywieziemy. I wszystko dobrze się ułożyło, mimo tego napiętego kalendarza, mimo kontuzji. Dziewczyny zaś mają potwierdzenie tego, że swoją solidną pracą mogą w przyszłości jeszcze więcej osiągnąć. Same wiedzą, bo jako sztab szkoleniowy udowadniamy im to na co dzień, jak duże rezerwy mają jeszcze we wszystkim. Inne zespoły już prawie swój potencjał wykorzystały, a my ciągle jeszcze mamy spore możliwości rozwoju. Nawet, jeżeli dziś jeszcze przegrywamy z takim Brazylijkami czy Chinkami, to nie są to już mecze „na jedną bramkę”. Np. pierwszego seta z Chinkami w Japonii wygraliśmy do 17 (na Pucharze Wielkich Mistrzyń w 2005r. – przyp. redakcji). Nie jesteśmy jeszcze w stanie utrzymać przez okres 4-5 setów takiego poziomu, stabilności na tym poziomie. Nad tym właśnie trzeba jeszcze popracować, a w końcu z nimi wygramy.
 
Wygramy, czy będziemy wygrywać systematycznie?

 - Najważniejszy jest ten pierwszy mecz. To samo było z Rosjankami i z Włoszkami. Po wygraniu pierwszego meczu człowiek zaczyna wierzyć i przychodzą następne wygrane mecze. Po ME (pierwszych wygranych w Turcji w 2003r. – przyp. redakcji) było takie spotkanie z Włoszkami w Spodku, gdzie grały Mistrzynie Świata przeciwko Mistrzyniom Europy. Pokonaliśmy wtedy po raz pierwszy Włoszki i choć zwycięstwo było może trochę szczęśliwe, to od tamtego czasu więcej meczów wygraliśmy my niż one. Pękła ta bariera niemocy i teraz umiemy już z nimi wygrywać. Natomiast mimo tego, że takie Kubanki mieliśmy już parę razy „na widelcu”, to jak dotychczas nie daliśmy im rady. Wszystkie zespoły o tym wiedzą z własnego doświadczenia, że najtrudniejsze jest wygranie tego pierwszego meczu. Później już jakoś leci. Z tego powodu te najlepsze zespoły bronią się jak mogą, żeby nam tego pierwszego meczu nie oddać. Nieistotne jaki to jest turniej, czy ważny, czy tylko towarzyski. Kubanki, Chinki czy Brazylijki zrobią wszystko, żeby tylko pierwszy raz z nami nie przegrać. Najbliżej nam do pokonania Kubanek i byłoby dobrze, gdyby to nastąpiło na najbliższych mistrzostwach świata.

Koniec części III


Z Andrzejem Niemczykiem rozmawiał Tomasz Kowalik – reprezentacja.net

Mistrzostwa EEVZA

EEVZA
21-24 sierpnia 2008
Białoruś, Baranowicze 2008