Siatkówka - Kadeci
Autor: Tomasz Kowalik
Data: 25-03-2006
Andrzej Niemczyk - reprezentacja 2003-2005, plany na przyszłość - cz.4
Tomasz Kowalik: Podsumowując sezon 2005, proszę powiedzieć, z której zawodniczki jest pan najbardziej zadowolony, która zrobiła największe postępy?
Andrzej Niemczyk: Na pewno z Izy Bełcik, która została pierwszą, odpowiedzialną rozgrywającą. Kiedy postawiłem na nią nikt nie wierzył w sukces, wszyscy się dziwili „co ja wyprawiam?. A ona w pierwszym roku swojej kariery jako pierwsza rozgrywająca, wygrała złoty medal. To ona wygrała, bo jako rozgrywająca przeniosła wszystkie piłki, cała taktyka do tego złotego medalu szła przez jej ręce. Naturalnie, że potrzeba jeszcze dużo nad nią „popracować”, bo nie jest do końca dojrzałą zawodniczką. Poza rozegraniem potrafi zrobić czasami w secie 4-5 punktów blokiem. Ale żeby Iza mogła się pokazać, ktoś musiał się odważyć i dać jej szansę. Wielu moich poprzedników bało się podjąć taką decyzję. Osobiście ich rozumiem, bo ostatecznie mam jakieś tam nazwisko i nawet gdyby mi się z nią nie udało, to jakoś bym się z tego wybronił. Pewnie też po części dlatego, nie bałem się podjąć takiej decyzji.
Trzeba powiedzieć, że w sytuacji, w jakiej kadra była na ME, Iza pokazała prawdziwy charakter. Ona naprawdę była bez formy, ale dawała z siebie wszystko w każdy meczu i prawie po każdym meczu się czołgała. Przez całe dwa lata udowodniła, że jest zdolną siatkarką. Natomiast możliwość gry w mistrzostwach Europy jako pierwsza rozgrywająca, to było dla niej takie pokazanie się „całą gębą”. Chciałbym życzyć każdemu, kto pierwszy rok jest w kadrze jako odpowiedzialny zawodnik, zdobycia złotego medalu i to jeszcze jako rozgrywający.
No dobrze, a jak porównanie Izy z Magdą Śliwą? We Włoszech bardzo ją cenią, tam nikt z niej nie rezygnuje.
- Iza jest dzisiaj dużo lepsza od Magdy Śliwy. Naprawdę dużo lepsza. Magda przegrywa już konkurencję nawet z Kasią Skorupą. Właściwie to już przegrała, bo ostatnio powołałem przecież Skorupę a nie Śliwę, ale z powodu kontuzji Kaśki to Magda pojechała (na Mistrzostwa Europy 2005 i na Puchar Wielkich Mistrzyń – przyp. redakcji). Zawodniczki są coraz wyższe. Odległości rozgrywającej od atakującej przy wystawie są coraz większe, coraz trudniej kombinacje rozegrać.
Czas Magdy w reprezentacji już był. Zdobyła złoto w Turcji, została nawet tam najlepszą rozgrywającą. Ale co znaczy być najlepszą rozgrywającą? Dobrą rozgrywającą jest się wtedy, kiedy atakujące kończą wszystkie piłki, gdy jest pojedynczy blok. Wiele zależy jednak też od taktyki. I Magda też dzięki naszej taktyce została wtedy najlepszą rozgrywającą. Osiągnęła to, bo grała konsekwentnie taktykę, którą wcześniej ustaliliśmy, a dodatkowo dobrze grały atakujące.
Czyli Magdy już na pewno nie zobaczymy na Mistrzostwach Świata 2006?
- Magda ma 37 lat. To jest zawodniczka, która mimo swoich niewątpliwych umiejętności, już nie regeneruje się tak, jak zawodniczka młoda. A tu trzeba mieć przed południem trening, a po południu grać mecz. Turniej trwa dwa tygodnie (MŚ – przyp. redakcji), a organizm Magdy już nie jest tak sprawny jak młodych dziewczyn. I to wszystko. Już w minionym roku powrót Magdy nie był w ogóle przewidziany. Umówiliśmy się z nią, że jak będę miał jakieś kłopoty kadrowe czy z kontuzjami, to wolę skorzystać z niej, z doświadczonej zawodniczki, niż ryzykować z Godos czy Plutą, które są międzynarodowo nieograne. Postawienie więc na nie mogłoby się odbyć ze szkodą dla zespołu.
No tak, ale jeszcze w tym sezonie we włoskiej Serie A Magda zostawała najlepszą zawodniczką w meczu. To przecież jest jakiś wyczyn, kiedy to rozgrywająca zostaje MVP meczu.
- Już powiedziałem, że to jest uzależnione od taktyki i od atakujących, czy są dobre czy złe. Liczy się tutaj głównie wyczucie trenera. On decyduje z kim się lepiej gra zespołowi, kto lepiej rozgrywa daną kombinację, kto lepiej pasuje do zespołu. To jest kluczowe. Po drugie inaczej jest w lidze a inaczej w reprezentacji. Np. Godos jest w lidze jedną z lepszych rozgrywających, a ja ją miałem w reprezentacji, wpuszczałem ją na turniejach i mi się nie sprawdziła. Widać, że jeszcze musi popracować. Albo ma za mało ogrania narodowego, albo po prostu nie złapie nigdy pułapu reprezentacyjnego.
Zgodnie z Pana wcześniejszymi zapowiedziami, Magda może w reprezentacji liczyć raczej wyłącznie na funkcję trenerską, a nie czynnej zawodniczki?
- Jeżeli chodzi o to, to ja mam 18 dziewczyn po kursie instruktora i z każdej z nich będę zadowolony, jeśli pozostanie w siatkówce, jako trener, jako instruktor. Takie osoby są potrzebne do szkolenia młodzieży, jako drugi, czy w przyszłości jako pierwszy trener. Już kiedyś mieliśmy trzy kobiety trenerki w lidze, jedna nawet reprezentację Polski trenowała. Chciałem, żeby w przyszłości pracowały tak też moje reprezentantki. Podczas jakiejś rozmowy z mediami padło pytanie „kto?”. Powiedziałem im wtedy o Magdzie i mojej córce (Małgorzata Niemczyk–Wolska – przyp. redakcji), bo generalnie chodziło mi o to, że największe szanse mają te, które są najstarsze, czyli najwcześniej skończą karierę. Trzeba się zastanowić nad tym, żeby jak najlepiej je i ich doświadczenie w pracy szkoleniowej wykorzystać. W reprezentacji, w juniorkach czy gdziekolwiek indziej. Po to zrobiłem dla nich ten kurs trenera drugiej klasy. Ale nigdy nie mówiłem, że już w przyszłym roku Magda będzie zatrudniona w reprezentacji jako trener. Przecież Magda chce jeszcze trochę pograć, córka moja też jeszcze gra. To może być za pięć lat, za trzy lata, a media ogłosiły, że to się w przyszłym roku odbędzie. Wyszło śmiesznie, bo pewnego dnia zwrócił się do mnie nawet wiceprezes Adamski, (Bogusław Adamski - wiceprezes ds. organizacyjnych PZPS p.o. Sekretarza Generalnego – przyp. redakcji): „Co Ty Andrzej, nawet żeś z nami nie konsultował, że za rok Magda u Ciebie trenerką kadry B będzie?”. Odpowiedziałem, że nic takiego nie powiedziałem i nie biorę odpowiedzialności za to, co media piszą. Powiedziałem dziennikarzom tylko, że ja tych dziewczyn nie chcę stracić. Zainwestowaliśmy w nie tyle pracy, naoglądały się tyle siatkówki na całym świecie, że ja chcę, żeby one zostały. A kiedy to się stanie, kiedy one zaczną pracę trenerską, tego nie wiem...
Chciałbym porozmawiać o przygotowaniach do sezonu 2006, ale zanim do tego przejdziemy, jeszcze jedno pytanie o sezon miniony. Co się stało z Niemkami, które według Pana słów po ME w Turcji, były zespołem lepiej od nas wyszkolonym (my wygrywaliśmy taktyką maskując swoje braki)?
- Trochę dziewczyn było kontuzjowanych, jedna zaszła w ciążę. Z kontuzjowanych, jedna w ogóle nie wystąpiła na ME. Bouagaa była, ale nie grała, bo była w kiepskiej formie, słabiej wypadła też Dumler. Nie przyjechała ze względu na maturę ta, która w Dreźnie najbardziej nam się dała we znaki, Polka Kozuch - córka mojego przyjaciela. Gdyby nie ona, to być może w Dreźnie byśmy z Niemkami nie przegrali (pierwszy turniej kwalifikacyjny do Mistrzostw Świata 2006 w Japonii – przyp. red.).
Tak więc, suma sumarum one były bardzo mocno osłabione, a mimo wszystko mieliśmy z nimi na ME bardzo ciężki mecz. Z Niemkami zawsze nam się ciężko gra. Zresztą one też uważają, że Polki to bardzo "ciężki do przejścia" przeciwnik. Mówią wręcz, że jesteśmy takim rywalem, którego się trochę boją, bo nawet wtedy, kiedy nie gramy najlepiej, potrafimy z nimi wygrać. Ale prawda jest taka, że one z nami też od czasu do czasu wygrywają. (śmiech)
Koniec części IV
Z Andrzejem Niemczykiem rozmawiał Tomasz Kowalik – reprezentacja.net

