Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Siatkówka - Kadeci


Autor: Tomasz Kowalik

Data: 28-03-2006

Andrzej Niemczyk - reprezentacja 2003-2005, plany na przyszłość - cz.5



Tomasz Kowalik
: Jak będą przebiegały przygotowania do sezonu 2006. Wiadomo, że najważniejszą imprezą będą rozgrywane w listopadzie mistrzostwa świata w Japonii. Do tej pory Polki grając w Azji nie umiały wznieść się na wyżyny swoich możliwości. Czy w roku MŚ dotychczasowe azjatyckie doświadczenia wreszcie zaczną procentować?

Andrzej Niemczyk: Przed MŚ z czołówką światową spotkamy się jeszcze w Grand Prix, w którym będą trzy bardzo ciężkie turnieje, z czego dwa w Azji. Choć nie powtarza nam się żaden zespół, to w każdym turnieju mamy bardzo trudnych przeciwników, nawet w tym w Polsce, gdzie mamy Dominikanę, Amerykanki i Włoszki. (W fazie grupowej GP gra 12 zespołów. Każdy zespół gra 3 turnieje, a w każdym ma 3 przeciwników, stąd czasem w składzie kolejnych turniejów powtarzają się te same drużyny. W zeszłym roku nasze reprezentantki spotykały się po 2 razy z Japonkami i Brazylijkami. W edycji 2006, w każdym turnieju mamy inne rywalki, a z 12 uczestniczących w fazie grupowej zespołów, Polki nie zagrają tylko z Brazylią i Tajlandią – przyp. redakcji)

W Korei mamy Japonki, Koreę i Rosję, a potem jedziemy do Chin gdzie gramy z Chinami, Kubą i Azerbejdżanem.

 - Azerki, choć nowe w tym towarzystwie, ostatnio też grają dobrą, międzynarodową siatkówkę. Co prawda one zawsze były troszkę silniejsze u siebie w domu niż na zewnątrz, ale mogą być groźnym zespołem. Na ostatnich Mistrzostwach Europy udowodniły, że należą do czołówki europejskiej, choć według mnie, akurat na ME nie były w najlepszej formie. Osobiście uważam, że to właśnie przyszłoroczne GP jest najlepszym przygotowaniem do MŚ. Później, między GP a MŚ będą jeszcze kwalifikacje do GP 2007, które może się odbędą w Polsce (Dziś już wiemy, że starania o przyznanie tych zawodów Polsce zakończyły się niepowodzeniem. Turniej, w dniach 26-30 września 2006 roku zorganizowany będzie w bułgarskiej Warnie – przyp. redakcji). Następną fazą będą już bezpośrednie przygotowania do MŚ. Do Azji wyjeżdżamy na dwa tygodnie przed mistrzostwami. Najpierw na tydzień do Chin, gdzie będziemy przygotowywać się razem z Chinkami. Robimy to z bardzo prostej przyczyny. Po pierwsze potrzebna jest aklimatyzacja, po drugie w grupie MŚ mamy aż trzy azjatyckie drużyny, do których trzeba się ”azjatycko nastroić”. Na tydzień przed MŚ jesteśmy już w Japonii, gdzie chcemy coś jeszcze zagrać z lokalnymi zespołami japońskim.

 Nie ma obawy, że sparingów z tymi zespołami się nie uda zrobić, bo coś „nieoczekiwanie” stanie na przeszkodzie, tak jak podczas ostatniego pobytu w Japonii? (Przed Pucharem Wielkich Mistrzyń w 2005r. Polki poleciały tydzień wcześniej do Japonii, aby przejść aklimatyzację. W ramach przygotowań miały rozegrać sparing z Brazylią. Jednak gospodarze zrobili wszystko, abyśmy nie mogli rozegrać żadnego meczu przed rozpoczęciem turnieju. Japonki w tym czasie trzy razy zmierzyły się z Brazylijkami! – przyp. redakcji)
 
 - Tym razem będę to załatwiał sam, nie przez Związek, tak jak to było poprzednio. Przed Pucharem Wielkich Mistrzyń, sprawę aklimatyzacji pomagała nam załatwiać, będąca na miejscu, moja była zawodniczka. Ale okazało się, że trener Japonek, od którego była zależna, powiedział jej, że ma nas „wykołować” i ona nas „wykołowała”. Teraz załatwiać to będziemy przez Selingera, amerykańskiego trenera, który tam pracuje od lat. To ojciec tego Selingera co pracuje z Holandią (Avital Selinger – pierwszy trener reprezentacji seniorek Holandii – przyp. redakcji). Myślę, że mogę na niego liczyć i mam nadzieję, że tym razem wszystko dobrze się ułoży. A podejrzewam, że nawet gdybym z ich Federacją (Japońską – przyp. redakcji) załatwiał tą sprawę, to tym razem byłoby łatwiej się dogadać. Przedtem graliśmy z Japonkami pierwszy mecz i oni byli zainteresowani, żebyśmy nie byli za dobrze przygotowani, teraz z Japonią gramy ostatnie spotkanie w grupie.

Porozmawiajmy o personaliach. Na początek Masza Liktoras. Ona wypadła nam z kadry w minionym sezonie z powodów zdrowotnych. Jest dobra, ale to jest jedna z najstarszych zawodniczek. Czy Masza ma szansę znaleźć się w kadrze na MŚ a docelowo na Pekin (Igrzyska olimpijskie 2008)?
 
 - Przy jej strukturze, jeżeli nic jej nie będzie dolegało, to oczywiście że tak. Ale w tej chwili jest bez formy (grudzień 2005r. – przyp. redakcji). Naprawdę męczy się sama ze sobą. Liczę na to, że po operacji wszystko będzie w porządku. Ona jest przydatna zespołowi i szkoda byłoby ją stracić. Choć z taką formą, jaką ma dziś, na pewno do kadry nie się załapie. Ale takie zawodniczki jak ona czy jak Świeniewicz, z ich konstrukcją ciała, mają szansę dotrwać do Pekinu. Gdy człowiek jest ciężki, powoduje to dużo większe zużycie stawów, niż u tych, które są bardzo lekkie, bardzo szczupłe jak one dwie. Masza w porównaniu z Dorotą jest do tego wysoka. Uważam, że obydwie mają szansę, choć konkurencja im rośnie. Może się zdarzyć, że mimo tego, że obydwie będą w dobrej formie, to w którymś momencie „z boku” wyskoczy jakaś Wojtowicz, która ma 203, czy ktoś jeszcze inny i nagle się okaże, że dla tych doświadczonych zawodniczek, nie ma miejsca w dwunastce. Jak tylko pierwszy raz zobaczyłem Gabi, od razu powołałem ją na zgrupowanie, bo wiedziałem, że ona może się okazać takim „języczkiem u wagi” na Olimpiadzie w Pekinie. A jeszcze trochę czasu jest, więc w tym okresie można z niej zrobić prawdziwą „morderczynię”.

To powiedzmy dwa słowa o młodych zawodniczkach. Czy powołując na zgrupowania tak młode dziewczyny, naprawdę ma Pan nadzieję przygotować je na tyle szybko, żeby miały realną szansę konkurować z obecnymi, doświadczonymi zawodniczkami w składzie kadry na Pekin?

 - Jeżeli ja sprawdzam jakieś bardzo młode, przyszłościowe dziewczyny, to nie po to, żeby one zaczęły grać w tym, czy jeszcze następnym sezonie. Moim celem jest dać im „powąchać” tego wszystkiego, co jest związane z „wielką siatkówką”. Jak je zabiorę na taki turniej do Chin, jak wejdą ze dwa razy na boisko, to jeżeli w przyszłości zakwalifikują się do „12”, gra na tym poziomie nie będzie dla nich już niczym nowym. A taka Gabi, która już „powąchała” o co w tym wszystkim chodzi, ma teraz wewnętrzną motywację, żeby jeszcze lepiej pracować bo chce tam wrócić, chce pojechać na tą Olimpiadę. Zawsze będę miał w kadrze 2-3 miejsca dla takich dziewczyn, jak Berenika, czy Gabi. Są jeszcze ze dwie takie wysokie dziewczyny w Szkole Mistrzostwa Sportowego, które już znalazły się w kadrze B. Właśnie między innymi po to stworzyliśmy kadrę B, żeby takim dziewczynom dać możliwości gry i zmniejszyć dystans między ligą a pierwszą reprezentacją.

Czy trenerzy z SMS-ów będą przygotowywali dla Pana konkretne zawodniczki? Czy będą dostawali jakieś wytyczne, co z poszczególnymi dziewczynami mają robić?

 - Nie chodzi o to, żeby to była współpraca na zasadzie wytycznych, ale na zasadzie wspólnego zrozumienia. Chcemy, żeby w szkole nacisk położony był nie na zespół, ale na indywidualności. Wychowywanie „pod sznurek” jest łatwiejsze, ale wtedy ze szkoły wychodzą zawodniczki, które umieją chodzić tylko „za rączkę”. Nie są samodzielnymi „walczakami” na boisku. A nam chodzi o kształcenie osobowości. Z drugiej strony muszę powiedzieć, że obecnie mam w kadrze 60, czasami nawet do 80 procent zawodniczek, które przeszły przez SMS. To świadczy o tym, że SMS-y, tak żeńskie, jaki i męskie, robią wspaniałą robotę.

Wróćmy do personaliów: Anna Barańska...

 - Była w kadrze i jest w kadrze. Barańska była już trzy lata temu powołana. Wtedy jeszcze nie dała rady, ale w tej chwili powraca do siebie i na pewno dostanie powołanie.

A co z libero?

 - Mamy dwie bardzo dobre, młode libero: Siwka i Saad. Obie bardzo dobrze spisują się w lidze. To bardzo mądre i zdolne dziewczyny. Przy czym Siwka już była powołana na kadrę, więc można powiedzieć, że ona już w kadrze jest. Zenik jest też młoda, więc wszystko zależy od tego jak będą grały. Od tego roku planujemy robić przynajmniej jedno zgrupowanie wspólne, gdzie spotkają się obie kadry (A i B – przyp. redakcji). W tym roku takie zgrupowanie zaplanowałem na lipiec w Szczyrku. Więc wszystkie dziewczyny się spotkają. Młodsze będą miały szansę porównać się ze starszymi, zobaczyć co te gwiazdy mają w sobie dobrego, jak pracują, a my będziemy mogli je wszystkie lepiej poznać. Za to te z kadry „A” też zobaczą co się dzieje na zapleczu, kto im depcze po piętach i kto może je ewentualnie szybko wyeliminować z gry. To normalna uczciwa konkurencja, która pozwoli określić kryteria dla „broniących się” i „walczących o nowe pozycje”.

Czy widzi Pan kogoś kto może w niedługim czasie zastąpić Świeniewicz i Glinkę, bo jak żadna z nich nie ma formy, to cały zespół nie gra?

 - Myślę, że nie jest tak do końca. Bez nich zajęliśmy siódme miejsce na Grand Prix, z możliwościami osiągnięcia finału. Przez dwa lata nie było też Kamili, a i bez niej w ubiegłym roku zajęliśmy ósme miejsce. Suma sumarum, to nie jest tak, że nie jesteśmy w stanie grać bez jednej czy bez drugiej zawodniczki. Zresztą przecież cała moja praca polega na tym, żeby nie było niezastąpionych zawodniczek. Aczkolwiek nie ulega wątpliwości, że to są bardzo doświadczone dziewczyny, o dobrych warunkach, które w najtrudniejszych momentach meczów potrafią zagrać lepiej, niż nawet jakaś wybitnie utalentowana młoda zawodniczka. Tak jest zresztą w każdym zespole, nie tylko u nas. Natomiast z koniecznością posiadania zastępstwa dla doświadczonej zawodniczki zawsze trzeba się liczyć. Przecież choćby w tym roku było tyle kontuzji. Między innymi dlatego moja polityka kadrowa zawsze była taka, że zamiast przygotowywać do zawodów „12” to ja wolałem mieć zawsze „18”. W ten sposób pojawiły się takie zawodniczki jak Bamber, która pojechała na ME i choć była kontuzjowana to wykonała swoje zadanie. A już w Japonii pokazała się z dobrej strony. To jest dziewczyna, która ma jeszcze duże rezerwy i możliwości. Wróci pewnie do zespołu Frątczak, która już zaczęła grać w lidze włoskiej. Miała prawie półtora roku przerwy, ale powoli dochodzi do formy. Ona aż się pali do tego, aby zagrać wreszcie w reprezentacji. Następna jest Podolec, na którą cały czas liczę, że jednak dojdzie jeszcze do siebie. Ma kłopoty zdrowotne, boli ją bark, ale nie ma już szans na następną operację, bo lekarze powiedzieli, że to by zakończyło jej karierę. To jest bardzo duży talent i nie mam zamiaru z niej rezygnować, bo dziewczyna ma ponad 190 cm wzrostu i wszystko co możliwe do grania w siatkówkę. Jak więc widać, w tym niby podstawowym składzie może się jeszcze zagęścić tak bardzo, że my sami zrezygnujemy z jakiejś gwiazdy. Mogą się wydarzyć takie sytuacje, które spowodują, że Dorota Świeniewicz, która na ME została wybrana najlepszą zawodniczką, będzie miała naprawdę silna konkurencję. W tym sezonie, po kontuzji i bardzo długiej przerwie, dobre zmiany dawała Mirek. Jeszcze może nie wychodziła w „6”, ale prawie każda zmiana której dokonywała była pozytywna. Być może w przyszłym roku to ona będzie w podstawowym składzie a nie Dorota, bo grają na tej samej pozycji, a Aśka jest dużo wyższa od Doroty, więc blokuje lepiej. Zagrywkę przyjmują na tym samym poziomie, Dorota gra co prawda lepiej w obronie, ale to można jeszcze nadrobić. Jest w dalszym ciągu Milena Rosner, która na poprzednich ME miała kontuzję, pomału dochodziła do siebie, a teraz okazało się, że jest bardzo dobrą zawodniczką. Zawodniczką na tyle wszechstronną, że może zagrać na każdej pozycji, nawet jako rezerwowa libero. Jakby się coś stało, to wystarczy że zmieni koszulkę.
Jeżeli więc chodzi o zastępczynie aktualnych gwiazd, to one są. Na pewno można dyskutować, czy potrafią już grać tak jak te, które miałyby zastąpić. Ale już za te gwiazdy dawały zmiany i niezależnie od tego jak im wyszło, jesteśmy na dobrej drodze.

Dziękuję za rozmowę i życzę powtórzenia na nadchodzących mistrzostwach świata sukcesów z ostatnich dwóch edycji mistrzostw Europy.

Koniec części V


Z Andrzejem Niemczykiem rozmawiał Tomasz Kowalik – reprezentacja.net

Mistrzostwa EEVZA

EEVZA
21-24 sierpnia 2008
Białoruś, Baranowicze 2008