Jeszcze nie tak dawno wraz z AZS-em Olsztyn walczył o mistrzostwo Polski. Obecnie stoi przed nim o wiele trudniejsze zadanie. Jako nowy szkoleniowiec reprezentacji Egiptu ma zbudować drużynę, która zagra na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Czasu niewiele, pracy sporo. Grzegorz Ryś zaskoczył wszystkich obejmując drużynę narodową kraju, do którego częściej jeździ się na wakacje, niż zachwyca grą siatkarzy. Jednak jak sam mówi, Egipcjanie to pracowici i niezwykle życzliwi ludzie.
Skąd w życiu trenera pojawił się Egipt?
- Po raz pierwszy byłem tam z reprezentacją kadetów na mistrzostwach świata pięć lat temu. Wtedy zapoznaliśmy się z tamtą mentalnością, obyczajowością, z tamtymi ludźmi oraz z władzami federacji. Utrzymywaliśmy można powiedzieć dosyć ścisłe kontakty pomiędzy zespołami z rocznika, który prowadziłem, czyli 83. No i po mistrzostwach świata w Teheranie, gdzie zdobyliśmy mistrzostwo świata, od czasu do czasu były wspólne turnieje, spotkania. Któregoś dnia zadzwonili do mnie z propozycją objęcia reprezentacji.
Nie było żadnych obaw?
- Gdybym tam jechał po raz pierwszy na pewno te obawy by były. W Kairze spędziłem jednak sporo czasu. Podczas mistrzostw świata byliśmy tam prawie miesiąc. Najpierw na turnieju, później na samych mistrzostwach. Wcześniej też byliśmy tam ponad tydzień, więc z pewnym rzeczami się człowiek wtedy oswoił, trochę zobaczył na własne oczy. Mogłem się przekonać jak to wszystko tam funkcjonuje. Nie jechałem, zatem w ciemno. Na pewno wiele rzeczy mnie jeszcze zaskoczy, jest to chyba naturalne, ale miejmy nadzieję, że nie będzie to aż tak dużym szokiem. Zbyt dużych obaw więc nie mam.
Jakie cele zostały trenerowi postawione?
- Generalnie celem budowania kadry Egiptu są Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Żeby zagrać w kwalifikacjach musimy zdobyć mistrzostwo Afryki, co wcale nie jest takie proste. Tunezja jest bardzo dobrym zespołem na tamtym kontynencie, reprezentacja Kamerunu to są zawodnicy, który wszyscy, cała 12 gra w lidze francuskiej także są to na pewno groźne zespoły i kwestia jest solidnej pracy. To jest właśnie warunek, zdobyć mistrzostwo Afryki, aby walczyć o Igrzyska. Jak to będzie wyglądało, przekonamy się. Najważniejszą rzeczą będzie poznanie zespołu i myślę, że trochę czasu mi to zajmie. Bardzo ważny będzie ten pierwszy okres.
Czy w kontrakcie widnieje punkt na temat tego ile czasu w ciągu roku musi trener spędzić w Egipcie?
- Są to rzeczy, które będą wymagały bardzo szczegółowych uzgodnień i te rzeczy sobie dopniemy w momencie, kiedy tam znowu pojadę. Myślę, że będzie to też zależało od ich ligi. To troszkę inaczej wygląda niż u nas. Musi to zostać w jakimś tam stopniu poukładane tak, żebym ja również miał jakiś czas dla siebie, bo nie da się pracować dwanaście miesięcy w roku i myślę, że te rzeczy właśnie będziemy sobie jeszcze uzgadniać w momencie, gdy ja tam znów pojadę.
Jacy są Egipcjanie jako zawodnicy? Jakie mają podejście do gry?
- Jeśli chodzi o samych zawodników to muszę ich dokładniej poznać, troszkę czasu to zajmie. Obserwując ich grę czy zachowanie muszę powiedzieć, że są to ludzie bardzo życzliwi, bardzo pomocni. Jeżeli jest wzajemna sympatia, to są to ludzie bardzo wdzięczni, gotowi do pracy. Jeżeli jednak przy pierwszym spotkaniu, czy poznaniu oni się do kogoś zrażą, to jest koniec, nie ma o czym mówić. Można się spakować i jechać spowrotem. Bardzo ważne jest u nich pierwsze wrażenie, jeżeli się dobrze wypadnie, to jest to duży plus dla osoby, która jest z zewnątrz. Jednak jest to inna kultura niż nasza i my musimy pewne rzeczy zrozumieć. Oni mnie nie muszą rozumieć jeśli chodzi o pewne sprawy mentalne i to jest oczywiste.
No właśnie, co z ich kulturą, mentalnością?
- To są rzeczy, które muszę poznać. Myślę, że nie będzie konieczności przerywania treningu, bo oni będą się modlić, co jest tam na porządku dziennym. Będzie to trzeba po prostu dopracować, dostosować się do ich mentalności. To jest taki a nie inny naród, oni są dosyć przywiązani do swojej tradycji i trzeba to uszanować. Nie będę tego burzyć, dlatego, że mam taki kaprys. Musi to być wszystko zaplanowane, poustawiane i mam nadzieję, że w tym pierwszym okresie uda się dopracować wszystkie tego typu sprawy. Liga Światowa będzie takim właśnie momentem, podczas którego będziemy sobie docierać pewne rzeczy podczas meczów. Będą to na pewno ciężkie mecze. Korea, Bułgaria i Kuba to bardzo mocni przeciwnicy. Trzeba będzie umieć z tymi zespołami zagrać, powalczyć i chciałbym żeby ten cel został spełniony. A jak będzie to się przekonamy.
A kwestia języka?
- Oczywiście porozumiewamy się w języku angielskim, oni w miarę dobrze się tym językiem posługują, także miejmy nadzieję, że tutaj akurat nie będzie problemów. Wiadomo, że człowiek mniej tym językiem operuje gdy jest u siebie w domu, ale w miarę upływu czasu na pewno będzie to dobrze wyglądało.
Trener Lozano powiedział na jednej z konferencji, że to zawodnicy i dziennikarze uczą się włoskiego a nie on polskiego. Może spróbować przeforsować polski w Egipcie?
- Byłoby ciężko przeforsować polski, aczkolwiek pewnie kilka słów uda mi się tam wprowadzić do słownika (śmiech), ale oni w żartach stwierdzili, że ja i tak się arabskiego nauczę. Troszkę mnie to zaskoczyło, ale zobaczymy. Na pewno jest to bardzo trudny język dla nas bo to zupełnie coś innego. Może za jakiś czas złapię kilka słów podczas treningu, ale generalnie nastawiamy się, że do komunikacji służył będzie język angielski.
Porozmawiamy zatem na temat kadry, jak wyglądał wybór reprezentantów?
- Obserwowałem turniej, na którym grały cztery czołowe zespoły i była to w zasadzie cała reprezentacja, można było zobaczyć wszystkich zawodników. Opierałem się w dużej mierze na obserwacjach i spostrzeżeniach drugiego trenera kadry, który ich po prostu lepiej zna. Ja miałem swoje sugestie, on swoje i taką pierwszą kadrę wyłoniliśmy wspólnie. Wiadomo, że przy mojej słabszej znajomości wszystkich zawodników, mogłem kogoś pominąć, mogłem się zasugerować dyspozycją dnia, ale miejmy nadzieję, że był to wybór dobry, przekonamy się. Natomiast jeśli przyszłoby nam dalej współpracować czyli jeden sezon reprezentacyjny będzie za nami, będę miał już jakiś obraz zawodników. Będzie liga i będzie można bardziej sprecyzować skład kadry. Być może niepotrzebne będą większe zmiany.
Kiedy rusza sezon reprezentacyjny?
- Właściwe rozpoczęcie mojej pracy będzie 1. czerwca. Czasu nie ma zbyt wiele, ale miejmy nadzieję, że będzie on wykorzystany właściwie.
Sporo tych imprez się szykuje w tym roku...
- Będzie tego trochę, główną imprezą będą oczywiście mistrzostwa świata, gdzie zagramy z Polską, więc nasz występ będzie można zobaczyć w polskiej telewizji. Przed Ligą Światową mamy zaproszenie na Memoriał Wagnera. Będzie to pierwszy sprawdzian po zaledwie kilku tygodniach mojej pracy, więc trudno oczekiwać aby zawodnicy grali cudownie. Myślę, że to będzie taki etap pracy połączony graniem. Przynajmniej ja sobie to tak zaplanowałem. Będzie to na pewno jakaś nauka dla nas wszystkich.
Myślał trener o uczuciu, gdy na MŚ podczas spotkania z Polską, zagrany zostanie „Mazurek Dąbrowskiego”?
- Nie byłem jeszcze w takiej sytuacji, sprawdzę to na Memoriale Wagnera. Na pewno będzie to nieco dziwne uczucie, ale patrząc na to z drugiej strony, wielu trenerów jest dokładnie w tej samej sytuacji. Wielu szkoleniowców jest w reprezentacjach narodowych nie swoich krajów. U nas Lozano, w Rosji Gajić, w Czechach jest Igor, u Niemców, Rumun. Cały czas ten ruch jest i człowiek musi do pewnych rzeczy po prostu przywyknąć. Taka jest nasza praca, a że trzeba będzie stanąć naprzeciwko własnego kraju... Taki sobie zawód wybrałem.
Dziękujemy za rozmowę.
- Dziękuję bardzo.

