Rozgrywki ligi rosyjskiej nie dobiegły końca. Gazprom Surgut, który gra o otrzymanie w Superlidze, ma jeszcze do rozegrania jeden turniej w Jarosławlu (4-7 maja), a ostatnio odniósł trzy porażki na turnieju w Salawacie. Tymczasem jeden z czołowych zawodników zespołu przed kilkoma dniami zameldował się już w Polsce...
Robert Prygiel: Te trzy porażki na turnieju w Saławacie nie miały praktycznie żadnego znaczenia, ponieważ już wcześniej zagwarantowaliśmy sobie miejsce w Superlidze. Teraz z matematycznych kalkulacji wynika, że nasz pozycja jest już niezagrożona. Nawet, gdyby któryś z naszych przeciwników wygrał wszystkie mecze w Jarosławlu w stosunku 3-0, a my odnieślibyśmy trzy porażki to i tak utrzymamy się w lidze. Z tego powodu prezes zwolnił czterech zawodników, którzy najwięcej grali w tym sezonie - w tym mnie - z występów w turnieju. Do Jarosławla pojedzie większość chłopaków z drugiej drużyny.
Zatem teraz czeka Cię odpoczynek podczas długiego weekendu majowego a potem przygotowania do Ligi Światowej i gra w reprezentacji Polski, do której wracasz po blisko dwuletniej przerwie.
O tym, że znalazłem się w „18” na Ligę Światową dowiedziałem się z internetu. Wiem, że próbowano się wcześniej do mnie dodzwonić, ale w Rosji czasami są z tym problemy. W każdym razie powołania oficjalnie jeszcze nie odebrałem, ale kontaktował się już ze mną telefonicznie menedżer reprezentacji Witold Roman.
Bardzo cieszę się z powrotu od kadry, ale zdaję sobie sprawę, że teraz w reprezentacji konkurencja na mojej pozycji jest dość duża. No, ale cóż. Będę trenował i walczył. Chętnie potrenuję pod okiem takiego szkoleniowca jak Lozano. Jestem bardzo ciekaw jego metod i podejścia do zawodników. To, że mnie zauważono i dano mi szansę odbieram jako wyróżnienie. Będę chciał zadomowić się w kadrze nie tylko na Ligę Światową, ale może i na Mistrzostwa Świata, resztą tego chce chyba każdy z zawodników reprezentacji.
A o miejsce w podstawowym składzie nie będzie łatwo. Na tej pozycji masz dwóch mocnych konkurentów: Mariusza Wlazłego, wybranego najlepszym zawodnikiem sezonu i znakomicie spisującego się Grzegorza Szymańskiego.
Na pewno konkurencja jest silna, zwłaszcza w wykonaniu Mariusza. Widziałem go w paru meczach i szczerze powiedziawszy zaimponował mi swoją grą. Grześka nie miałem okazji obejrzeć, ale wydaje mi się, że jeżeli został powołany to na pewno prezentuje wysoki poziom. Myślę, że konkurencja na tej pozycji tylko wyjedzie na dobre: zarówno nam jak i dla reprezentacji. W tamtym roku, z tego co wiem, brakowało właśnie tego trzeciego zawodnika, który mógłby nawiązać z nimi wyrównaną walkę. No, a w tym roku może ja będę tym trzecim, może drugim. Czas pokaże.
Wracasz do kadry po dwóch latach. Ostatnio twoja przygoda z reprezentacją urwała się przed olimpiadą w Atenach. Nie znalazłeś się wówczas w „12” na turniej olimpijski. Pamiętam, że wtedy w jednym z wywiadów stwierdziłeś, że dla Ciebie temat reprezentacji jest już zamknięty...
Czasami pewne słowa odbierane są inaczej, jeżeli osadzi się je w innym kontekście. Powiedziałem, że kadra to temat zamknięty, bo została wybrana już „dwunastka” na olimpiadę, ja w tej „dwunastce” się nie znalazłem a sezon reprezentacyjny praktycznie dobiegał już końca. W tym kontekście należało odbierać moje słowa. Ale nigdy z moich ust nie padło takie stwierdzenie, że się obraziłem i nie będę grał w reprezentacji, bo uważam że nie mam prawa tak mówić. Gra w reprezentacji jest wyróżnieniem.
Po ogłoszeniu składu kadry na Olimpiadę, w którym się nie znalazłeś, w jednym wywiadów padło z Twoich ust jeszcze takie enigmatyczne stwierdzenie. Powiedziałeś: "Tak naprawdę to ja wiem, kto mnie załatwił, ale to nie jest do publikacji." Czy teraz po tych dwóch latach dowiemy się zatem, „Kto Cię wtedy załatwił?”
Nie wiem (uśmiech). Wiem natomiast, że było mi wtedy przykro a przede wszystkim byłem zdziwiony. Wcześniej przez dość spory okres grałem w reprezentacji. A wtedy akurat zmieniłem barwy klubowe, zmieniłem ligę i grałem w lidze potencjalnie silniejszej. I było to dla mnie dziwne, że po tylu latach inwestowania we mnie nikt nie zadał sobie trudu, by obejrzeć moje mecze. A to, że mnie nie powołano to jest już sprawą drugorzędną, bo każdy trener ma swoją taktykę i według niej dobiera sobie ludzi. Chodziło mi wtedy głównie o to, że mnie nie obserwowano, nie dano mi szansy. Wcześniej w Polsce grałem średnio i byłem w kadrze, a w tamtym sezonie grałem naprawdę dobrze i nie dostałem powołania.
Czyli z tymi powołaniami mamy pewną regularność, bo ten sezon dla Gazpromu Surgut jest trochę słabszy, w stosunku do dwóch poprzednich, w których nie grałeś w reprezentacji... (śmiech)
Z tym akurat to do końca bym się nie zgodził (śmiech). W tym roku po prostu mieliśmy trochę słabszą drużynę niż przez ostatnie dwa lata, a w lepszej drużynie łatwiej się wybić. Sezon był dla mnie bardzo ciężki, bo w tym roku cała gra była skoncentrowana głównie na mnie. Dostrzeżono to i powołano mnie do reprezentacji a w Gazpromie zaproponowano mi przedłużenie kontraktu na kolejny sezon i podwyżkę, więc to o czymś świadczy.
Skoro już wspomniałeś o klubie i kontrakcie. W przyszłym sezonie na parkiety pierwszoligowe powracają Czarni Radom. Nie kusiło Cię, żeby wrócić do Polski i zagrać znowu w swoim rodzinnym mieście?
Oczywiście, że kusiło. Działacze z Radomia nawet kontaktowali się ze mną i złożyli mi propozycję. Rozważałem ją bardzo poważnie i naprawdę ciężko mi było odmówić. Mam dopiero 30 lat i jeszcze „nie składam broni”. Czuję się dobrze, nie doskwierają mi kontuzje i chcę pograć jeszcze w silnej lidze. Działacze z Radomia proponowali mi dobry, trzyletni kontrakt, jednak zdecydowałem, że jeszcze nie w tym roku. Może za rok, może za dwa, jeśli będą mnie chcieli to chętnie wrócę do rozmów, bo Radom jest moim miastem rodzinnym i moim marzeniem jest właśnie tam zakończyć karierę, przypomnieć się jeszcze z dobrej strony tamtejszym kibicom.
Kontynuując wątek „transferowy”. Kilka dni temu burzę w środowisku siatkarskim wywołała decyzja PZPS-u dotycząca tzw. opłat transferowych.
Tak, czytałem ten komunikat. Szczerze powiedziawszy to na początku trudno mi było go zrozumieć. Szukałem w nim przede wszystkim odpowiedzi na pytanie: „Czy mnie to dotyczy? (uśmiech). Zadzwoniłem do mojego managera z tym pytaniem i gdy okazało się, że jednak „nie dotyczy” to od razu mi ulżyło. Kwota 60 tys. dolarów - „wzięta z nieba”- jest kwotą bardzo wysoką. Poza tym nie można żądać od wyjeżdżających dwóch reprezentantów tej samej kwoty, bo jeden może mieć kontrakt na 60 tys. dolarów, a drugi za 180 tys. i w żaden sposób nie będzie to sprawiedliwe. Grałem w tym sezonie z jednym Bułgarem. W ich kraju jest tak, że związek zabiera 20% od sumy kontraktowej, więc to jest już powiedzmy bardziej sensowne.
Ale nadal jest to dość wysoki „haracz”...
Oczywiście, że wysoki i Bułgarzy strasznie z tym walczą. Bo z tego, co wiem nawet niektórzy z nich rezygnują z gry w reprezentacji, nawet do tego dochodzi... Ta decyzja PZPS-u wydaje mi się dość nieprzemyślana i dobrze, że ktoś się z niej wycofał. Ja może mniej emocjonalnie do tego podchodziłem, bo mnie to nie dotyczyło. W każdym razie decyzja trochę z kosmosu, bo takie kwoty to byłby w sam raz dla piłkarzy a nie siatkarzy.
Na zakończenie jeszcze jedno pytanie. Jakie są Twoje oczekiwania związane z nachodzącym sezonem reprezentacyjnym?
Przede wszystkim chciałbym wystąpić w kilku meczach Ligi Światowej, jeszcze raz w Polsce zagrać przed tą publicznością, bo o ile pamiętam to były najprzyjemniejsze wspomnienia z mojej reprezentacyjnej kariery - właśnie gra Polsce przed naszymi kibicami. Już myślałem, że mi się to nie uda a tutaj pojawiła się szansa i chciałbym to marzenie spełnić.
Rozmawiała Katarzyna Biernacka – reprezentacja.net
Siatkówka - Kadeci
Autor: Katarzyna Biernacka
Data: 04-05-2006

