Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Siatkówka - Kadeci


Autor: Anna Więcek

Data: 04-05-2006

Jestem profesjonalistą - rozmowa z Plamenem Konstantinovem

Kapitan reprezentacji Bułgarii, który kilka dni temu zakończył ligowy sezon zdobywając srebrny medal Polskiej Ligi Siatkówki jest już w domu w Sofii. Przed wyjazdem z Polski znalazł jednak czas aby porozmawiać na temat reprezentacji swojego kraju, którą w tym roku czeka niezwykle trudny czas. Siły będzie trzeba rozłożyć na eliminacje mistrzostw Europy, Ligę Światową oraz mistrzostwa świata.


Anna Więcek: Nie wiadomo co prawda, w jakim klubie zagrasz w przyszłym sezonie, ale na pewno zagrasz w kadrze i to już całkiem niedługo.

Plamen Konstantinov
: Tak. W tym roku mamy bardzo napięty terminarz. Już pod koniec maja zaczynamy eliminacje do mistrzostw Europy. Czasu raczej mało a tutaj na dodatek ten mój bark nie daje mi spokoju.

Bierzesz w ogóle pod uwagę, że mógłbyś nie zagrać w tych eliminacjach?

Nie, nie ma takiej możliwości, żebym nie zagrał. Wracam 27.kwietnia do Bułgarii i będę przechodził rehabilitację, odpocznę kilka dni i mam nadzieję, że będzie wszystko w porządku. Kadra zaczyna zgrupowanie już jutro (26. kwietnia przyp. red.) a ja dołączę za tydzień, dwa.

Słyszałam taką opinię, że gra w bułgarskiej kadrze to jedynie miłość do barw narodowych.

Tak, nie da się zarobić dodatkowych pieniędzy grając w reprezentacji Bułgarii. Gramy tam tylko dlatego, że chcemy reprezentować nasz kraj. Nie masz pojęcia co to za uczucie, gdy nadchodzi taka Liga Światowa i do Warny przyjeżdżają tysiące kibiców. Co roku z wielką niecierpliwością czekam na Ligę Światową. Uwielbiam w niej grać. Uczucie gdy wychodzimy na boisko i ci wszyscy ludzie głośno nas dopingują. Nie da się tego opisać. Trzeba takie coś przeżyć. W zeszłym roku po zwycięstwach nad Włochami poszliśmy całą drużyną na dyskotekę w Warnie. Idąc przez miasto spotkaliśmy tak wielu kibiców z flagami, śpiewających, bawiących się. To było coś niesamowitego i niepowtarzalnego.

A pamiętasz swoje początki w reprezentacji?

W 1993 roku był rozgrywany turniej w Bułgarii na którym pierwszy raz zagrałem w reprezentacji. Od tamtego czasu zaczęto mnie powoływać na Ligę Światową. Zagrałem wtedy w dwóch, trzech meczach, ale przez większość czasu nie byłem na boisku. W 1995 roku zacząłem pojawiać się w kadrze częściej. Moi starsi, doświadczeni koledzy dali mi szansę na pokazanie swoich umiejętności. Pojechałem później na ME do Grecji, gdzie zagrałem dobre mecze przeciwko Włochom, Rosjanom, z którymi wygraliśmy 3:1. To były takie pierwsze poważne spotkania, które dały mi szansę a ja tą szansę wykorzystałem. W tamtym okresie była w kadrze Bułgarii bardzo duża konkurencja. Ja miałem 22 lata i było mi ciężko grać, gdyż było dużo zawodników starszych ode mnie i bardziej doświadczonych.

Grałeś w drużynie z Martinem Stoyevem, który teraz jest waszym trenerem. Jakie są wasze relacje?

Martin? Tak, grałem z nim całkiem sporo czasu. Obydwaj jesteśmy profesjonalistami. Graliśmy razem wiele lat. On wcale nie jest dużo starszy ode mnie, ma 35 lat. Mógł jeszcze grać w siatkówkę, ale dali mu szansę na stanie się trenerem. Myślę, że to jest pozytywne, że trener jest młody. On może dać szansę wielu młodym zawodnikom. Jeszcze gdy on grał w kadrze miał zawsze dobre oko. Zna siatkówkę bardzo dobrze. Oczywiście nikt nie jest idealny. Starsi trenerzy, uważam, lepiej żeby pracowali a młodzieżą, pokazali im technikę, bo dla tych zupełnie młodych chłopaków to jest niezwykle ważne. To czego nauczysz się jako młody chłopak, tego już później nie zmienisz. Nie zmienisz swoich przyzwyczajeń. Starsi szkoleniowcy nie mają już w sobie tej energii, emocjonalności, nerwowości. Trenerzy, którzy rozpoczynają pracę szkoleniową tuż po zakończeniu kariery siatkarskiej, ale jednak grali kilka ostatnich lat tym nowym systemem, wiedzą sami po sobie co jest ważne w treningu, znają nowinki treningowe. Znają nową taktykę, nie są im obce nowe zasady statystyczne, więc myślę, że to jest dobre, aby dawać szanse młodym szkoleniowcom.

Ja słyszałam, że zarzuca się Stoyevowi właśnie ten brak doświadczenia.

To jest normalne. Ale wiesz, nie chcę być jego ani zwolennikiem ani krytykiem. Myślę, że jeśli są rezultaty to, to jest najważniejsze. Ja w swojej karierze siatkarskiej pracowałem z trzydziestoma różnymi trenerami, a może i z jeszcze większą liczbą i nie spotkałem w swoim życiu trenera idealnego. Każdy może przekazać ci coś nowego, od każdego może się czegoś nowego nauczyć.

A jak wygląda sprawa bułgarskich mediów? W Polsce jest tak, gdy Polacy przegrywają, media się obrażają, są artykuły o straconych szansach, padają mocne słowa. Jak to wygląda w Bułgarii?

W Bułgarii jest dokładnie tak samo. Również padają mocne słowa. W mentalności pomiędzy Polakami i Bułgarami nie ma aż tak dużej różnicy i wiele tych zachowań jest podobnych. Zauważyłem tutaj w Polsce kilka momentów, że podobnie jak w Bułgarii, rozmawiasz z mediami długo, starasz się jak najlepiej wyjaśnić nurtujące kwestie, a oni potem i tak wiedzą co chcą napisać i jeśli zmienią mi jedno słowo to jest koniec, często tak jest. Wielu jest też w Bułgarii „specjalistów”, którzy zajmują się ogólnie sportem, nie są specjalistami tylko od siatkówki. Stoją z tymi swoimi notesami i myślą, że wszystko wiedzą. Wtedy niezależnie od tego co ja im powiem oni i tak napiszą po swojemu. Prasa w Bułgarii dzieli się na poważną i amatorską. Uważam, że brakuje takich specjalistów tylko od siatkówki. Wielu dziennikarzy sportowych nigdy nie było na sali sportowej, gdy chodzili do szkoły. I później dostają zadanie, „Aha, gra reprezentacja, więc pójdziesz, napiszesz coś”. Ale nie mają w sobie tej pasji. Jeśli pojechałabyś do Włoch, tam dziennikarze mają taką wiedzę na temat siatkówki, na temat wszystkich jej stron, że dla tych, którzy stykają się z tym po raz pierwszy, to jest szok, że dziennikarze mogą tak znać grę. Podczas meczu oni wyglądają jak trenerzy. Każdy najmniejszy szczegół gry nie jest im obcy. To bardzo duża różnica w porównaniu z Bułgarią czy Polską.

A w relacjach z meczów?

To również jest bardzo duża różnica. W Polsce największy problem polega na tym w jaki sposób pokazuje się grę. Kibice, dziennikarze, 95% nie zna tych wszystkich innych, najpiękniejszych stron siatkówki. Wierz mi, że te 95% podpisałoby się pod tym co teraz mówię. A dopiero, gdy potrafisz dostrzec w siatkówce te wszystkie szczegóły, smaczki, dopiero wtedy widzisz jaki to jest piękny sport. We Włoszech na każdej przerwie technicznej pokazywane są objaśnienia akcji. Telewizja wybiera trudne momenty i komentatorzy objaśniają je kibicom. Również sędziowie dostają mikrofony i dziennikarze podczas przerw technicznych rozmawiają z arbitrami o akcjach. Dlaczego tak pokazali itd. Ma to na celu pokazanie siatkówki właśnie od tej najlepszej strony. Jest pokazana akcja i sędzia mówi, że ten zawodnik popełnił taki błąd. Podczas spotkań „all stars” dano nawet mikrofony trenerom i oni w czasie meczu objaśniali jaka w danym momencie jest taktyka. Montali na przykład mówił: Teraz ten zawodnik przesunie się tam, ten skoczy do skosu, a ten pójdzie na pozycję numer cztery. Objaśniał jak będzie wyglądała następna akcja. Nie ma takiego drugiego miejsca jak Włochy, gdzie kibice mają takie pojęcie o siatkówce. Różnica polega również na tym, że gdy zawodnik, gra słaby mecz, od razu w Polsce i w Bułgarii usłyszymy „ach, nie, dzisiaj nie zagrał dobrze, błąd za błędem, znów go zablokowali, nie gra tak jak wszyscy oczekują, to gwiazda a bardzo słabo gra”. Jasne, że każdy może zagrać słabo mecz, ale w Polsce pokazuje się właśnie te negatywne strony, nie pozytywne. Zablokują mnie, powiedzmy zablokuje mnie Winiarski to w Polsce i w Bułgarii będzie pięćset powtórek jak zostałem zablokowany plus komentarz „Konstantinov został zablokowany”. We Włoszech wiesz co by powiedzieli? „Zobaczcie bardzo dobrze postawiony blok przez Winiarskiego”. Pokazaliby pozytywne strony tej akcji, a nie negatywne. My oglądamy błędy i kibice zostają potem w takim przeświadczeniu, bo ten co komentuje mówi tylko cały czas o błędach, zablokowali go, zagrał w aut, znowu siatka. I co taki kibic musi wtedy myśleć? Jak to jest z ta siatkówką? Co w niej jest takiego fajnego? W Polsce nie ma dobrej siatkówki? wiesz, komentatorzy ciągle mówią o błędach i później kibice myślą, że nie umiemy grać w siatkówkę.

Może gdyby w Polsce tak było to sędzia w Częstochowie wyjaśniłby od razu za co dostałeś czerwoną kartkę...

(śmiech) Tak, dokładnie może wtedy podczas przerwy technicznej powiedziałby za co dostałem kartkę. Jaka była przyczyna? To że podniosłem kciuki? Do dzisiaj tego nie wiem. Nie ma decyzji, z drugiej strony co on miałby objaśnić skoro nic nie było? Ja się do niego nie odezwałem nawet, gdy drugiego dnia dostałem żółtą, podniosłem kciuki, że „ok, koniec” idę na swoje miejsce a on mi pokazuje jeszcze jedną kartkę. Nie wiedziałem za co dostałem żółtą, a za co czerwoną to już w ogóle nie mam pojęcia. To była tragedia. Nie może być, że dostaję kartkę za poprzedni mecz. Jeśli poprzedni sędzia uważał, że zasłużyłem wtedy na czerwoną to powinienem wtedy dostać czerwoną, a nie, że następnego dnia sędzia pokazuje mi kartkę za wczoraj. Następny mecz to jest następny mecz. Dobrze, że nie pokazał mi tej kartki przed meczem, za to, że on wie, co ja zrobię w trzecim secie. W ostatnim meczu w Jastrzębiu pierwszym sędzią był właśnie ten, który dał mi czerwoną kartkę, sędzia z Bydgoszczy. Ten pierwszy sędzia, który pierwszego dnia w Częstochowie pokazał mi żółta kartkę, trochę się na mnie zdenerwował. Przyznaję, że byłem wtedy nerwowy. Podszedłem do niego i chciałem sprawdzić jedną sytuację. A on nie chciał ze mną rozmawiać. Ja zawsze uważałem go i będę uważał za naprawdę dobrego sędziego. Może zareagowałem trochę zbyt emocjonalnie, bo jestem trochę nerwowy w takich momentach. Powiedziałem mu tylko po meczu, że szanuję go, ale chcę aby i on szanował mnie. Natomiast pan z Bydgoszczy był jedynym sędzią, którego nie pozdrowiłem przed meczem. Ja wiem, że dla niego nic to nie znaczy. Ale on dla mnie też nie jest ważny.

Kto wybiera w Bułgarii kapitana?

Generalnie kapitana wybiera drużyna. Ale ja jestem za tym, aby końcową decyzję podejmował jednak trener, ponieważ były takie momenty, w których było w kadrze dwudziestu dwóch młodych zawodników i tych młodych, starsi zabrali wieczorem do klubu, postawili dobry alkohol i powiedzieli na kogo mają głosować jako kapitana i ci młodzi tak głosowali. Dwa razy zdarzyło się w reprezentacji Bułgarii tak, że mieliśmy takich kapitanów, że to było śmieszne. Wtedy jednak wcale nam do śmiechu nie było. Dlatego teraz myślę, że to trener powinien mieć ostatnie słowo. Bycie kapitanem nie jest wcale nagrodą, to wcale nie jest taka prosta sprawa. Prowadzisz zespół, odpowiadasz za kontakty z trenerem. Czasem musisz podejmować decyzje, z którymi osobiście się nie zgadzasz, ale cały zespół tak chce. Miałem wiele takich ciężkich momentów z zawodnikami, z którymi miałem naprawdę dobre kontakty, byli dla mnie mili i sympatyczni i ciężko było później z nimi rozmawiać nieco ostrzej. To właśnie jest nie dobre, że drużyna potem patrzy na takiego kapitana jak na wroga, a czasem trzeba powiedzieć coś ostrzej, aby drużyna grała jak zespół. Nie jest łatwo. To zaszczyt oczywiście być kapitanem, ale to nie znaczy, że każdy może być kapitanem.

A może wybrali Cię dlatego, że znasz wiele języków?

Na pewno to jest pozytywna sprawa, jeśli kapitan zna języki, to jest bardzo pomocne. Ja zawsze jeśli mogę pomóc to służę pomocą na konferencjach.

 A ile znasz języków?

Oj będzie z sześć...

Sześć? Jakie?

Bułgarski, angielski, włoski, rosyjski, grecki no i teraz również polski.

W 4 miesiące nauczyłeś się polskiego. Podaj receptę wszystkim, dla których jest to niewyobrażalne?

Jak nie mówię dobrze po polsku (od początku rozmowy Plamen mówi tylko po polsku przyp. red.), ale chciałem nie mieć żadnych problemów z komunikacją podczas meczu ale nie tylko. Chciałem porozumieć się bez problemów na co dzień. Język polski jest podobny do rosyjskiego i być może dlatego było mi łatwiej. Bułgarski nie jest podobny do polskiego, może tylko w niektórych słowach. Macie przypadki, których w bułgarskim nie ma, my za to mamy wiele „dziwnych” (śmiech) końcówek, które dla obcokrajowców są trudne.

Jak ważne jest, aby kapitan znał języki obce?

To jest bardzo ważne! Komunikacja jest bardzo istotna. Jeśli nie można się porozumieć, żadna informacja nie zostanie przekazana. Mieliśmy takich kapitanów w reprezentacji Bułgarii, którzy nie mówili w żadnym języku. To jest problem, bo przecież kapitan rozmawia z sędziami, a oni najzwyczajniej w świecie nie mieli jak! Także języki są bardzo ważne.

A nie myślałeś nigdy o grze dla innej reprezentacji?

Nie, nigdy. Powiem Ci szczerze, że miałem kiedyś propozycję zmiany narodowości i występowania dla innego kraju, ale nie wyobrażam sobie tego.

Nie chciałeś grać w kadrze z Kravarikiem?

(śmiech) wiem do czego zmierzasz. Andrej to mój bardzo dobry przyjaciel i nie będę go oceniać bo i nie mam takiego prawa, ale ja nie potrafiłbym zagrać dla innego kraju. Moją ojczyzną jest Bułgaria i występowanie w koszulce z flagą Bułgarii jest dla mnie wielkim zaszczytem. Kiedyś, gdy byłem młody, było to dla mnie najwyższe wyróżnienie, teraz wiadomo po trzynastu latach gry w reprezentacji patrzę na to już nieco inaczej, ale zawsze będzie to dla mnie sprawa bardzo ważna, móc reprezentować swój kraj. A moim krajem zawsze będzie Bułgaria.

 No dobrze w kadrze innego kraju nie, a w Japonii? Jak Nikolov w przyszłym sezonie?

Dobrze się przygotowałaś (śmiech). Wiesz, nie będę o nim nic mówił, bo ja nigdy nie oceniam ludzi, mnie jego życie i jego kariera nie interesuje, ale propozycję gry w Japonii też kiedyś otrzymałem.

To prawda, że nie przepadacie za sobą?

Prawda, ale zostawmy ten temat, niech on zostanie w „bułgarskiej kuchni” najlepiej. Ja propozycję gry w Japonii odrzuciłem, gdyż sama wiesz dlaczego tam się gra?

 Dla pieniędzy.

No właśnie. Do Japonii można pojechać zarobić dodatkowe pieniądze, a nie rozwinąć się, czy jeszcze czegoś nauczyć. Jest różnica jeśli masz 35 lat a jeśli masz 26, 27. Jeśli znany zawodnik kończy tam karierę, to dla ich klubu jest to wielka reklama. Tam grało wielu zawodników, Nalbert, Pasqual, Grbić. Tam się bardziej robi krok w tył i dlatego mnie to nie interesuje.

Ok, w takim razie porozmawiajmy na temat eliminacji mistrzostw Europy, które Bułgarię czekają za miesiąc.

No tak, zagramy już pod koniec maja pierwszy mecz w Niemczech. Nie trafiliśmy zbyt dobrze ponieważ na początek gramy najtrudniejszy mecz z Niemcami. A wiesz, jak to jest każdy zespół potrzebuje zgrania, ogrania żeby wszystkie elementy zaczęły funkcjonować bardzo dobrze. Gramy ze sobą co roku, ale po sezonie w klubach trzeba na nowo nas zebrać i zgrać. A my nie będziemy mieć na to czasu! Dlatego to dosyć niefortunne.


 Ale Niemcy też będą niezgrani.

Tak, dlatego ten najważniejszy mecz, bo poza nami w grupie jest jeszcze Mołdawia i albo Łotwa albo Rumunia będzie tak trochę graniem w dany dzień. Wygra ten, który w tym dniu zagra lepiej, bardziej się skoncentruje. Bardzo chcemy wygrać te kwalifikacje żeby nie myśleć o kwalifikacjach mistrzostw Europy przed mistrzostwami świata, bo jak wiesz jeśli nie uda nam się teraz to turniej ostatniej szansy zagramy we wrześniu.

Jakie masz pojecie o Mołdawii czy Rumunii?

Nie mam żadnego (śmiech), a poważnie to coś tam wiem o reprezentantach Rumunii, ale bardzo niewiele. Także widzisz, to będzie bardzo trudny turniej bo nie tylko nasza forma nie będzie taka jak powinna, ale również mamy naprawdę mało czasu na rozpracowanie przeciwników.

Dwa tygodnie po ostatnim meczu kwalifikacyjnym zaczyna się Liga Światowa.

Tak!!

Widzę, że lubisz te rozgrywki?

Bardzo! Czekam na nie z niecierpliwością co roku. To dla mnie najważniejsza impreza roku!

Jak to? Ważniejsza od mistrzostw świata?

Nie, to bardzo trudno wyjaśnić, ale dla mnie pod względem takim osobistym najważniejsza jest Liga Światowa, nie pod względem medali czy miejsc, czy rangi imprezy. Ja po prostu kocham grać w Lidze Światowej. Uczucie, gdy przyjeżdżasz do hali, widzisz kibiców z flagami na policzkach, pomalowanych, śpiewających, gdy stoisz tam na boisku i grają hymn a cała hala śpiewa. Jeśli tego nie przeżyłaś nie wiesz o czym mówię. Nie da się opisać tego uczucia. Liga Światowa to okazja do zagrania z najlepszymi na świecie. Tak jak w zeszłym roku, gdy dwukrotnie w Warnie pokonaliśmy Włochów! To było coś niesamowitego! Cieszyłem się jak z bardzo ważnego medalu. Jak mówiłem wcześniej poszliśmy wtedy na dyskotekę w Warnie i ludzie spotkani na ulicy gratulowali nam, pozdrawiali, cała Warna żyła tym, że my tam graliśmy mecze! Niesamowite!

Nie graliście przez cztery lata w LŚ, dlaczego?

Tak, nie braliśmy udziału w tej imprezie między 1999 a 2002 rokiem. Wiesz, sytuacja w Bułgarii była nie za dobra, federacja nie miała pieniędzy. To się odbiło na nas na pewno, gdy przez cztery lata nie masz kontaktu z tymi najlepszymi ekipami na świecie, nie możesz sprawdzić swoich umiejętności, nie ma rywalizacji takiej sportowej to musi to mieć przełożenie na jakość gry zespołu.

I pewnie miało to wpływ na fakt, ze zajmujecie dzisiaj 16 miejsce w rankingu FIVB.

Na pewno, ale spójrz na kryteria w tym rankingu, nie uważasz, że one nie mają kompletnie sensu? Przecież przed nami jest Korea, jakie to ma przełożenie na faktyczną siłę drużyny? Żadnej, przyznają punkty za kontynentalne mistrzostwa, ale porównaj sobie mistrzostwa Europy z mistrzostwami Ameryki Północnej, albo Azji! Bez szans! Dlatego ja nie ufam temu rankingowi, bo to nie jest to, co drużyny naprawdę umieją i jaką mają siłę.

Zgodzisz się ze mną, że macie w tym roku dużą szansę na awans do finału LŚ?  Ale poza Kubą macie Koreę i Egipt...

Tak zgadza się i nawet jak z nimi wygramy to powiedz mi jak wygrać trzy razy z Kubańczykami?

Dwa razy u siebie jak z Włochami rok temu i raz u nich (śmiech).

(śmiech) no właśnie, raz u nich, wiesz co tam się dzieje na meczach? Ale poważnie mówiąc, to ja bardzo chcę pojechać na finał. Pamiętam finał z Ligi Światowej 2004, zajęliśmy tam co prawda czwarte miejsce ale i tak było wspaniale.

Ta Twoja obawa o Kubańczyków podsunęła mi inne pytanie, czy Bułgaria ma drużynę, z którą przegrywa „wygrane” mecze?

To znaczy?

Polakom dwa razy zdarzyło się przegrać z Serbią i Czarnogórą, wygrywając 23:18 i 22:17 w setach.

Naprawdę? Półfinał ostatniej Ligi Światowej pamiętam, ale nie przypuszczałem, że wcześniej też tak było. Myślę, że Bułgaria nie ma takiej drużyny. Grając w kadrze miałem okazje wygrywać już ze wszystkimi. Pamiętam piękne zwycięstwa nad Brazylią, Włochami, Rosją, Serbią i Czarnogórą, Polską (śmiech), ale pamiętam też porażki z drużynami słabszymi. To ciekawe, co mówisz o Serbach. Mogę ci za to powiedzieć, której drużyny najbardziej „nie lubimy” (śmiech).

Opowiedz?

Holandii (śmiech). Zaczęło się wszystko po tym jak na jednym z meczów wygranych z Holendrami, byłem już wtedy kapitanem Bułgarii poszedłem na konferencję prasową i usłyszałem od kapitana Holendrów, który mówił to do dziennikarzy, że oni nie rozumieją, jak mogli przegrać mecz z taką drużyną jak Bułgaria... Pomyślałem wtedy, że udowodnię mu, jaką drużyną jest Bułgaria. I miałem ku temu świetną okazję na mistrzostwach Europy w Niemczech. Sytuacja wyglądała wtedy tak, że my nie mieliśmy już szans na awans do następnej rundy, ale ostatni mecz grupowy graliśmy z Holendrami, którzy aby awansować musieli wygrać z nami jednego seta. Wieczorem przed meczem przyszedł do nas do hotelu trener Rosjan, Szypulin, aby nas dodatkowo zmobilizować na ten mecz, ponieważ jeśli my wygralibyśmy wtedy z Holendrami 3:0, a Rosjanie pokonali w jakikolwiek sposób Grecję to Rosjanie by awansowali. Powiedziałem mu wtedy: Słuchaj nie potrzeba nam mobilizacji, my to wygramy! Nie wiem czy 3:0 dla was, ale wygramy sami dla siebie z Holendrami! (śmiech) No i wyobraź sobie, że wygraliśmy z tymi Holendrami 3:0 po naprawdę zaciętym meczu. Szypulin wchodząc na halę, gdzie Rosjanie mieli grać po nas był blady (śmiech), zostaliśmy na tamtym meczu szczęśliwi, że „taki zespół jak Bułgaria” pokonał Holendrów. A Ci Rosjanie biedni nie mogli uwierzyć w to, że mają tę szanse na awans. Męczyli się z tymi Grekami przez pięć setów, ale ostatecznie wygrali 3:2.

 I to wy zagracie na mistrzostwach świata a nie Holandia.

(śmiech) Też.

 Cztery lata temu zajęliście w Argentynie dosyć odległe miejsce.

Przez Polaków (śmiech). Nie, nie, to był żart oczywiście, żeby mnie nikt źle nie zrozumiał. Poważnie mówiąc sytuacja w Argentynie wyglądała tak, że graliśmy tam naprawdę dobrze od początku! Pokonaliśmy w pierwszej rundzie Rosjan 3:0, później Tunezję i nie bardzo chcieliśmy wygrać z Francuzami, gdyż zespół, który zajmował miejsce drugie w grupie, miał trafić do grupy z przegranym z meczu Włochy-Polska no i oczywiście nie umniejszając nic Polakom, każdy wolałby grac z nimi niż z Włochami. Francuzi myśleli dokładnie tak samo. Więc tak trochę graliśmy ale nikt nie chciał wygrać (śmiech). W końcu po tie-breaku wygrali Francuzi. A potem Polska zrobiła nam „przykrą” (śmiech) niespodziankę wygrywając z Włochami 3:2 i trafiliśmy do grupy właśnie z reprezentantami Italii. I tam już nasza gra nie prezentowała się tak jak powinna. Co prawda walczyliśmy z tymi Włochami przegrywając 2:3 ale potem przegraliśmy nawet z Japonią. Ale powiem ci szczerze, że to było też tak, że na widowni zasiadł szanowny pan Acosta, pomachał, pouśmiechał się i wszyscy wiedzieli, że Argentyna zajdzie wysoko... wiesz o co chodzi, Argentyna musiała zajść wysoko bo nikt by na dalsze rundy nie przyszedł, żaden kibic, a pan Acosta nie mógł dopuścić do tego żeby trybuny były puste. Ale zostawmy to.

W Japonii też nie będziecie mieć łatwego zadania...

Delikatnie powiedziane!! Ja nie wiem w ogóle jak można tak podzielić grupy! Według czego? Żeby Japonia miała łatwo bo są gospodarzami? Grupa A, Argentyna, Polska i Japonia to zespoły, które już są w rundzie drugiej a pozostałe zespoły? Egipt? Chiny? Portoryko? A spójrz na grupę naszą! Czechy, Włosi, USA, Wenezuela. A jak przejdziemy dalej to trafiamy na najlepszą czwórkę z grupy Brazylia, Kuba, Grecja, Niemcy, Francja. Gdzie tu logika?

Sam powiedziałeś mi kiedyś, że aby zdobyć medal trzeba przekonać przede wszystkim siebie, że jest się w stanie wygrać z każdym?

Dokładnie, tak Ci powiedziałem, ja mam w sobie naturę wojownika i walczę zawsze. Jednak to nie ma nic wspólnego z tym, że to „losowanie” to jest jakaś pomyłka. Zasady są takie, że w tej drugiej rundzie jest nas w grupie osiem zespołów, ale punkty zostają z rundy pierwszej. Więc jeśli powiedzmy zajmiemy w grupie miejsce trzecie lub czwarte? Bez szans, w drugiej rundzie znajdziemy się w przedziale 5-8, rozumiesz? A do półfinału przechodzą tylko dwie najlepsze ekipy z tych dwóch ósemek.

 Mówisz to z ogromnym żalem.

Bo tak właśnie czuję. Wiesz, prawdopodobnie mogą to być moje ostatnie mistrzostwa świata w karierze, więc sama rozumiesz, że chciałbym zająć tam jak najlepsze miejsce, ale widzę po tych grupach jak niezwykle ciężkie będzie to zadanie.

Jak to ostatnie, przecież jak dobrze pamiętam masz 32 lata?

Już 33 prawie. Za cztery lata będzie miał 37 więc nie wiem czy będę jeszcze grał w siatkówkę, chciałbym oczywiście, ale różnie to bywa.

Ale zobacz, teraz do kadry wraca Vladimir Grbić, Samuele Papi...

Dobrze, umówmy się, że na pewno chcę pojechać na Igrzyska Olimpijskie jeszcze raz! Byłem tylko raz w Atlancie, więc to takie moje marzenie, które mam nadzieję że zrealizuję w najbliższym czasie. Do Pekinu zostały dwa lata więc mam nadzieję, że razem z całą drużyną powalczymy w kwalifikacjach i pojedziemy do Pekinu. Z ta naszą mentalnością różnie bywa, zobacz Bułgaria nie ma żadnych większych osiągnięć w sportach drużynowych. Dużo lepiej wypadamy w indywidualnych. Wiesz dlaczego? Bo w Bułgarii i w Polsce też to zauważyłem, każdy patrzy pod kątem jak powodzi się innemu, czy ma więcej pieniędzy, lepszy kontrakt itd. To nie służy sportom drużynowym. Ale wierzę, że nam się uda.

W takim razie tego właśnie życzę, myślę, że wielu kibiców będzie trzymało kciuki za Ciebie i partnerów w tym roku.

Może dlatego, że nie gramy z Polską (śmiech).

Myślę że nie tylko dlatego. W imieniu polskich kibiców mówię „do zobaczenia w październiku”.

Dziękuję i być może do zobaczenia (śmiech).


Rozmawiała: Anna Więcek, reprezentacja.net

Mistrzostwa EEVZA

EEVZA
21-24 sierpnia 2008
Białoruś, Baranowicze 2008