Poprosiliśmy Prezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej o krótkie podsumowanie minionego okresu oraz zapytaliśmy, co nas czeka w nadchodzącym sezonie?
Zacznijmy może od trenera Lozano, czy z perspektywy czasu jego wybór na selekcjonera kadry był dobrą decyzją? O ile wcześniej Raul Lozano sprawiał wrażenie osoby nietykalnej, to ostatnio, po swoim długim pobycie w Argentynie oraz próbach uzyskania dłuższego czasu na przygotowania reprezentacji do mistrzostw świata zaczął mieć gorszą prasę.
Mirosław Przedpełski:
Ale to jest przecież normalne. Zawsze początek jest dobry, idzie się na fali nowego, a potem robi się trudniej. Teraz się wspólnie szlifujemy, ale generalnie oceniam wybór Lozano na trenera kadry jako bardzo udany. Pojawiła się na pewno nowa jakość w działaniu. Naturalne jest, że ten drugi sezon będzie trudniejszy niż pierwszy, bo teraz dopiero wyjdzie cała prawda zarówno o jego skuteczności jako trenera, jak i o naszych możliwościach dostosowania się do nowych warunków.
Czy jest szansa na to, że w najbliższym czasie Raul Lozano porozumie się z trenerami ligowymi i szefami klubów w sprawie współpracy? Bo można odnieść wrażenie, że to właśnie brak bezpośrednich kontaktów jest tym, co leży u podstaw całego „sporu” o tegoroczne przygotowania reprezentacji seniorów do mistrzostw świata w Japonii.
Przede wszystkim nie należy tego postrzegać tak, że tu jest Lozano, tam szefowie klubów, działacze, a Związek jeszcze oddzielnie. To wszystko jest jeden organizm. Media pokazują to w ten sposób, że Lozano coś proponuje, a ktoś inny nie chce się zgodzić. Tymczasem wszyscy razem próbują rozwiązać ten problem. Lozano nie zna jeszcze wszystkich uwarunkowań, które są w Polsce. On wyniósł z Włoch taką filozofię, że trener kadry do klubów się nie wtrąca. Tymczasem u nas jest trochę inaczej. Staramy się mu wytłumaczyć, że istnieje potrzeba ściślejszych kontaktów, z klubami. I on to chyba zaczyna rozumieć. Bo przecież zarówno reprezentacja jest bardzo ważna jak i kluby są ważne. Bez klubów siatkówka by nie istniała. Jestem pewien, że się wspólnie dogadamy.
Czy w związku z konfliktem terminów, jeżeli chodzi o potrzeby ligi i reprezentacji w tym sezonie, jest jeszcze cokolwiek „do ugrania”, czy „klamka już zapadła” i temat jest zamknięty?
Nie, nic nie zostało jeszcze postanowione. Powiedziałem Lozano od razu po jego powrocie z Argentyny, żeby nie „szumiał” tak w mediach, że dzieje mu się wielka krzywda, bo wywołuje tym tylko niepotrzebnie kontrreakcje władz klubowych. Ale prawda jest taka, że kluby też chcą pójść mu w jakiś sposób na rękę, bo każdemu zależy na reprezentacji. Wiadomo, że reprezentacja jest najważniejsza i mam głębokie przekonanie, że wspólnie dojdziemy do takiego porozumienia, że trener Lozano nie będzie miał powodu do narzekań.
Miejmy nadzieję, bo jego dotychczasowa kariera to głównie praca w klubach a nie z reprezentacjami, a teraz stoi po przeciwnej stronie barykady. Nie dalej jak dziś, na moje pytanie, dlaczego postanowił zostać selekcjonerem Polaków, trener Lozano odpowiedział bez wahania: Bo polska reprezentacja ma coś do zdobycia – medal olimpijski w Pekinie.
(Śmiech) To ja się bardzo cieszę, że tak mówi.
Przejdźmy więc do kadry seniorek. Trener Niemczyk na polu europejskim swoje kupony już odciął. Teraz ma okazję wspiąć się wyżej, w światowej hierarchii. Warunki ma chyba stworzone idealne, bo przecież i finansowanie zapewnione i z przesunięciem terminu rozpoczęcia ligi krajowej nie miał takich problemów jak Lozano...
Owszem, ma też zapewnione całkiem niezłe zaplecze do tego, aby dziewczyny właściwie przygotować.
Czy Związek ma jakieś specjalne plany na ten rok, aby pomóc w przygotowaniach kadry? Czy trwający do grudnia sezon reprezentacyjny ma odzwierciedlenie w większych nakładach finansowych przewidzianych na ten rok dla reprezentacji?
Pieniądze są większe. Więcej mamy dostać zarówno z ministerstwa jak i od sponsora. Poza tym, poszliśmy trenerowi całkowicie na rękę. Ma praktycznie pełną dowolność w tym, co i jak zorganizować. Nie oponujemy nawet, jeżeli wpada na dosyć niespotykane wcześniej pomysły jak np. 50-cio osobowa kadra (śmiech). Wyszliśmy z założenia, że skoro mu się wszystko udaje i wszystko idzie jak trzeba, to dlaczego nie spróbować pociągnąć tego dalej. Trzeba zaufać jego metodom i dać mu szansę.
Trener będzie mógł też po raz pierwszy pokazać swoje dziewczyny w Polsce podczas oficjalnych meczów w sierpniu w Bydgoszczy.
No właśnie, z tego jestem szczególnie zadowolony, że udało nam się zdobyć dla Polski organizację jednego z turniejów Grand Prix. Ostatnio mamy niezłe układy z prezydentem Federacji (FIVB – przyp. redakcji) Rubenem Acostą.
Ale Eliminacje do przyszłorocznych Grand Prix Bułgarzy nam zabrali...
To była decyzja nie FIVB, ale federacji europejskiej. W pewnym sensie to nasza porażka, choć uzasadnienie tej decyzji było w sumie rozsądne. My już mieliśmy zagwarantowany turniej Grand Prix, a Bułgarzy podobno jeszcze nigdy nic nie organizowali.
Reprezentacje młodzieżowe też w tym roku będą miały pracowity sezon. I juniorzy trenera Zdzisława Gogola, którzy w zeszłym roku zdobyli złoto jako kadeci i juniorki Andrzej Urbańskiego mają przed sobą najpierw kwalifikacje do mistrzostw, a potem, miejmy nadzieję, same mistrzostwa Europy. Czy są określone jakieś cele, czy będziemy walczyli o medale?
Myślę, że zdecydowanie mamy szanse medalowe. Grupa juniorów jest bardzo dobra, to praktycznie ta sama drużyna, która zdobyła mistrzostwo Europy kadetów. Kilku zawodników jest naprawdę świetnych, jak choćby trójka: Jarosz, Kurek i Bartman.
Dziewczyny będą też te same, a nie wyszło im za bardzo jako kadetkom w zeszłym roku w Dąbrowie Górniczej.
To było dla mnie straszne, gdyż była to jedna z pierwszych imprez po moim wyborze na prezesa Związku. Byłem tam na miejscu w Dąbrowie i mocno to przeżyłem. Ale dokonaliśmy pewnych zmian zarówno w szkole (Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu – przyp. redakcji) jak i w kadrze trenerskiej i wydaje się, że te dziewczyny są dziś naprawdę dobre.
Od pewnego czasu mówiło się o organizacji w Polsce w 2009 roku mistrzostw Europy kobiet. Ostatnio jednak pojawiły się sygnały, że być może będą to mistrzostwa Europy mężczyzn. W jakim więc kierunku idą tak naprawdę nasze starania?
Mistrzostwa Europy mężczyzn są bardzo ciekawą imprezą i teoretycznie, co wynika z dotychczasowych naszych doświadczeń, mają większą oglądalność niż mistrzostwa kobiet. Chociaż prawdę mówiąc, na dzień dzisiejszy trudno coś przesądzać. Siatkówka żeńska w ostatnim czasie została w Polsce mocno wypromowana poprzez osiągane sukcesy i być może jest na najlepszej drodze, aby zrównać się popularnością z siatkówką męską. Tak czy inaczej, my jako Związek, poza sprawami czysto sportowymi, musimy przy organizacji imprez patrzeć na wszystko również pod kątem finansowym i marketingowym. A tu na pewno łatwiej by nam było zorganizować i zdobyć finansowanie dla mistrzostw Europy mężczyzn. Choć z drugiej strony, siatkówka kobieca ma ostatnio takie sukcesy, że choćby w nagrodę za nie, należałoby w Polsce coś dla dziewczyn zorganizować.
W podjęciu decyzji pomaga chyba to, że na początku września 2009 roku, w naszym kraju organizowane będą mistrzostwa Europy mężczyzn w koszykówce?
Terminy mistrzostw w siatkówce są już od dawna ustalone i pokrywają się z tymi koszykarskimi. Próbowałem rozmawiać w CEV-ie (Europejska Federacja Siatkówki – przyp. redakcji), czy dałoby się zmienić termin mistrzostw, ale okazało się to niemożliwe. A wiadomo, że rozgrywanie w tych samych dniach w Polsce mistrzostwa Europy mężczyzn w koszykówce i w siatkówce, jest z punktu widzenia medialnego kompletnie bez sensu. Poza tym dla obu dyscyplin byłaby to strata potencjalnych reklamodawców czy wpływów z biletów. Wystąpiłyby też zapewne kolizje w transmisjach telewizyjnych. W tej sytuacji zdecydowaliśmy się na organizację mistrzostw Europy kobiet, które mogą się rozpocząć np. 17 września, już po zakończenia mistrzostw w koszykówce. Do tego plan jest taki, aby mistrzostwa w koszykówce organizować w północnej Polsce, Gdańsk i tamte okolice, a w siatkówce w centrum i na południu – np. Łódź i Katowice.
A jak wyglądają nasze realne szanse na otrzymanie prawa do organizacji imprezy?
W walce o przyznanie żeńskiej imprezy, za konkurentów mamy praktycznie tylko Włochów. Aplikację złożyła jeszcze co prawda Turcja, ale oni jako jedyni zgłosili też chęć organizacji mistrzostw mężczyzn, więc kobiet raczej nie dostaną. Jeżeli zaś chodzi o Włochów, to przyznano im niedawno organizację mistrzostw świata, mistrzostwa Europy już mieli, więc nasze szanse są duże. Ostateczna decyzja zostanie podjęta we wrześniu na kongresie CEV.
Proszę opowiedzieć trochę o swojej działalności na forum zagranicznym, bo podobno kładzie Pan ostatnio mocny akcent na wprowadzenie Polski do struktur międzynarodowych.
Aktualnie trwają przygotowania do kongresu FIVB (Światowa Federacja Siatkówki – przyp. redakcji) w Tokio. Zbliżają się wybory prezydenta federacji. O kolejną kadencję będzie chciał się ubiegać Ruben ACOSTA (72-letni Meksykanin, od 1984 roku jest sternikiem światowej siatkówki – przyp. redakcji), a jego jedynym poważniejszym konkurentem jest były sekretarz generalny federacji, Jean-Pierre SEPPEY. Trwa zakulisowa walka i nie wiadomo kto zostanie wybrany, choć szanse Seppey`a wydają się raczej niewielkie. Pewne jest to, że zgodnie z naszymi europejskimi ustaleniami, Europa ma wystąpić na kongresie światowym jako jedność. Najpierw wybierzemy pomiędzy sobą kandydatów do wszystkich komisji i zarządu, a potem będziemy solidarnie za nimi głosować.
Czy będziemy próbowali wprowadzić do struktur międzynarodowych polskich działaczy?
Osobiście będę próbował wejść do władz światowej federacji, żeby mieć większe możliwości walki o nasze polskie podwórko. Nie będzie to jednak łatwe, bo jestem jednak, jakby nie patrzeć, jeszcze całkiem „świeżym” człowiekiem z międzynarodowej siatkówce. Ale ponieważ po roku bycia prezesem związku udało mi się dostać do zarządu europejskiej federacji, to mam nadzieję, że po dwóch latach może uda się wejść do światowej (śmiech). Oczywiście próbujemy też jak najwięcej naszych ludzi wstawić do struktur FIVB. Liczymy na to, że przynajmniej cztery osoby uda nam się wprowadzić do różnych komisji. W tej chwili mamy trzech Polaków: Marcin Grzybowski jest w mediach, Skorek w komisji technicznej a Rusek w trenerskiej. Próbujemy jeszcze wejść do komisji prawnej, prasowej... Mamy sporo dobrych kandydatów, więc liczę na zwieńczenie sukcesem naszych starań. Na pewno jedną z podstawowych rzeczy, którą musimy w najbliższym czasie zrobić, to podnieść trochę kwalifikacje naszych sędziów. Jest zdecydowanie za mało sędziów międzynarodowych – Polaków. W plażówce na przykład mamy tylko jednego! Będą więc szkolenia w Polsce. Dużym problemem do tej pory był język. Mało sędziów go znało, więc teraz wydział sędziowski położył m.in. na to duży nacisk.
Podsumowując obecność Polski na arenie międzynarodowej można śmiało powiedzieć, że markę jako „Polska Siatkówka” mamy bardzo dobrą. Wszyscy wiedzą, że gramy na wysokim poziomie, że organizujemy bardzo dobrze imprezy, że mamy świetnych kibiców. Trzeba to tylko odpowiednio wykorzystywać.
Mówiło się w zeszłym roku o zorganizowaniu Memoriału Arka Gołasia...
Pomysł nie upadł. Mamy w planach Memoriał Gołasia, ale też Memoriał Ambroziaka, który wstępnie chcemy zorganizować w Warszawie w październiku. Może trzeba by coś zrobić dla trochę młodszych siatkarzy, dla których Ci, co odeszli, byli wzorem? Mamy różne pomysły, ale rozmowy jeszcze trwają.
A co z telewizją? Czy są już podpisane umowy na tegoroczne transmisje?
Na ten rok, na transmisję Ligi Światowej kontrakt ma podpisany telewizja publiczna, a na Memoriał Wagnera – Polsat. W sprawie przedłużenie tych kontraktów prowadzimy rozmowy z obiema zainteresowanymi telewizjami, czyli publiczną i Polsatem. Produkt mamy już dość dobry i dziś rozmowy są już trochę inne niż wcześniej. To nie my musimy teraz pukać do drzwi i prosić, tylko media widząc atrakcyjność siatkówki, starają się ją wykorzystać.
Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w skutecznym promowaniu siatkówki zarówno w na krajowym podwórku jak i na arenie międzynarodowej.
Z Mirosławem Przedpełskim rozwiał Tomasz Kowalik – reprezentacja.net

