- W dzisiejszej siatkówce o wyniku czasami może decydować jedna zagrywka. Myślę, że nasz zespół jest już na tyle mocny, że stać go na wejście do finału - mówi były trener reprezentacji Polski Ryszard Bosek.
Reprezentacja.net:
W 2001 roku prowadzona przez Pana reprezentacja wzięła udział po raz pierwszy w finale Ligi Światowej...
Ryszard Bosek:
- Tamta drużyna miała zupełnie inne zadania niż obecna. Kadra wówczas złożona była z młodszych zawodników. Wtedy po raz pierwszy w reprezentacji pojawili się Michał Bąkiewicz, Arek Gołaś i Łukasz Kadziewicz. Kadra była nieco młodsza a naszym zadaniem było głównie zakwalifikowanie się do tego finału. Mieliśmy, co prawda, miejsce z racji tego, że byliśmy gospodarzami, ale chcieliśmy udowodnić, że potrafimy sami się zakwalifikować. I to nam się udało. Sukcesem było również to, że walczyliśmy w miarę równo. Pamiętam, że zadanie, które wówczas przed nami postawiono, zrealizowaliśmy w 100%. Wtedy dla nas sukcesem było wygrać z zespołem postawionym wyżej od nas w rankingu, jak np. Francja. Teraz reprezentacja ma inne cele, oni są wicemistrzami świata i teraz to inni chcą z nimi wygrać.
W tym okresie zdarzało nam się odnosić dość spektakularne zwycięstwa, ale również dość nieoczekiwanie porażki z potencjalnie słabszymi przeciwnikami.
- Wynikało to z braku koncentracji, niepewności i z tego, że drużyna nie była zespołem. Teraz dopiero widać jak bardzo dobrzy zawodnicy potrafią się poświęcić dla zespołu. Nie ma problemu, gdy któryś zmienia innego na parkiecie. W moich czasach było inaczej. Byli tacy zawodnicy, którzy uważali, że w trakcie meczu nie wolno ich ściągać z parkietu...
Wtedy była jakby mniejsza świadomość potrzeby pracy dla zespołu. Nie zawsze zawodnicy uświadamiali sobie, że indywidualną grą nie wygrywa się meczy. Trzeba grać drużyną. Muszę przyznać, że czasami mieliśmy z tym problem. Ale tego nie da się nauczyć. To zawodnicy muszą sami sobie uświadomić.
Od pierwszych finałów Ligi Światowej minęło sześć lat. Nasza drużyna w tym czasie przeszła gwałtowną transformację. Czy zmienili się również kibice?
- Jeżeli chodzi o kibiców to nie. Kibicie byli tacy sami, brakowo tylko rezultatów. Teraz wynik jest i może jedyną różnicą w porównaniu do poprzednich meczów jest to, że kibice teraz rzadziej śpiewają do chlopaków , że „nic się nie stało” (śmiech).
Poza tym więcej ludzi jest w koszulkach biało-czerwonych. Wcześniej było ich mniej. Teraz chodzenie w koszulce reprezentacyjnej jest swoistą nobilitacją. A to świadczy na korzyść całego ruchu siatkarskiego.
Zakończyła się faza eliminacyjna Ligi Światowej. Zapewne śledził Pan rozgrywki pozostałych grup. Czy któreś zespoły w tym roku zaskoczyły swoją postawą?
- Myślę, że z tych zespołów, które będą grały w finale, to wszystkie czymś zaskoczyły. Rosjanie się bardzo zmienili. Nowy trener podziałał bardzo pozytywnie na ekipę. Po tych rozgrywkach fazy grupowej widać, że to będzie bardzo trudny przeciwnik dla nas. W finałach Ligi Światowej możemy się co prawda z nimi nie spotkać, ale trzeba pamiętać, że ten turniej jest tylko etapem przygotowań do mistrzostw Europy w Moskwie. A tam nasza reprezentacja będzie musiała udowodnić, że wicemistrz świata nie może nie wejść do finału. Poza tym dobrze zaprezentowali się również Serbowie, dobrali nowych, młodych zawodników i teraz grają dobrze, nieźle grają też Francuzi. Włosi na razie nie pokazali nic szczególnego.
To zaskoczenie?
- Nie, to nie jest zaskoczenie, bo Włosi mają przejściowe kłopoty. Myślę, że oni prędzej czy później się jakoś zmobilizują. Generalnie z tego, co teraz widzimy można zaobserwować, że poziom siatkówki się podniósł, jest wiele wyrównanych drużyn i myślę, że nasza reprezentacja będzie musiała się bardzo sprężyć, żeby wypaść dobrze na finałach w Spodku i na mistrzostwach Europy również.
W fazie grupowej dobrze grali też Amerykanie, nasz rywal w grupie finałowej.
- Z tego, co widziałem to grają wyjątkowo dobrze, bardzo wyrównany zespół. Słyszałem, że na finały ma jeszcze dojść Ball do wystawy, więc może być ciężko. Myślę, że oni teraz przygotowują się do olimpiady, bo dla Amerykanów olimpiada jest nobilitacją. Jeśli utrzymają ten poziom gry w przyszłym roku, to mogą okazać się bardzo groźni w Pekinie.
A czy pojawili się jacyś nowi, interesujący zawodnicy?
- Rosjanie pokazali kilku interesujących środkowych. Zresztą Rosjanie mają bardzo wielu zawodników i to jest nasz problem (śmiech). Z pozostałych zespołów to najbardziej zaskakują Kubańczycy. Tam 19- letni zawodnicy pokazują taką formę, że jeśli utrzymają ją do olimpiady i międzyczasie nikt z nich nie ucieknie (uśmiech), to również mogą okazać się niebezpieczną ekipą.
Wydaje się, że tegoroczny finał Ligi Światowej będzie bardzo wyrównanym i emocjonującym widowiskiem. Gdzie wśród tych finalistów znajdzie się zespół polski?
- Trudno powiedzieć. W dzisiejszej siatkówce o wyniku decyduje tak naprawdę kilka akcji, czasami jedna zagrywka. Myślę, że nasz zespół jest już na tyle mocny, że stać go na wejście do finału. Ja w każdym razie w to mocno wierzę.
Rozmawiała Katarzyna Biernacka - reprezentacja.net




