Po przerwie spowodowanej kontuzją, która na kilka długich miesięcy wykluczyła ją z gry, dość nieoczekiwanie dla samej siebie ponownie otrzymała szansę występów w drużynie narodowej. O aktualnej formie, przygotowaniach do Grand Prix w Rzeszowie oraz szansach Polek w najbliższym sezonie rozmawiamy z Izabelą Bełcik.
Reprezentacja.net: Teraz reprezentację czeka pierwszy poważny sprawdzian, mowa oczywiście o turnieju World Grand Prix. Jak się czujesz w obliczu tak trudnej próby, która czeka Ciebie i Twoje koleżanki?
Izabela Bełcik:
- Kiedy przypominam sobie moje pierwsze kroki na parkiecie zaraz po kontuzji - to było jakoś pod koniec maja – i pierwsze zgrupowanie w Szczyrku, po którym zaraz pojechałyśmy do Kędzierzyna oraz rozmowę trenera z moim lekarzem, którzy ustalili, że mogę spróbować wreszcie trenować, jestem pełna podziwu. Wtedy nie wiedziałam nawet, od której nogi mam zacząć chodzić. Wcześniej tylko trochę próbowałam biegać. Miałam rehabilitację, ale nie ćwiczyłam na twardym podłożu, robiłam tylko jakieś skipy na trampolince. Porównując moją dyspozycję „z dziś” do tamtej, to dla mnie jest to niebo a ziemia.
Czyli wydaje się, że jest coraz lepiej?
- Tak, uważam, że bardzo szybko robię postępy. Teraz trenuję już normalnie, czasem, gdy jest zbyt duże obciążenie, to trener pyta mnie czy daję radę, czy coś mnie boli. Gdy widzi, że coś mi dolega, odstawia mnie na bok i wtedy do dyspozycji zespołu jest jeszcze Magda Śliwa, która pomaga i mnie zastępuje. Praktycznie ostatnie treningi trenuję już całe razem z dziewczynami. Ale daje radę.
Odczuwasz jeszcze jakiś ból?
- Nie jestem jeszcze tak sprawna jak przed kontuzją, ale radzę sobie z bólem. Staram się ambitnie walczyć. Nie wiem czy uda mi się w tym sezonie być pierwszą rozgrywającą. Jeżeli będę w stanie i trener będzie to widział, to może da mi szansę, jeżeli nie, to zadowolę się tym, że jestem w kadrze i mogę z nią trenować. Co ma być to będzie. Na ile będzie mnie stać, na tyle reprezentacja będzie miała ze mnie pożytek.
Jak oceniasz wasze szanse w Rzeszowie po obserwacji zgrupowania, pracy, jaka została wykonana? Widzisz, w jakiej formie są dziewczyny, czy jesteśmy w stanie powalczyć w Grand Prix o dobry wynik?
- Mam nadzieję, że jesteśmy w stanie powalczyć z rywalkami. Jak dotąd nie miałyśmy możliwości sprawdzić się w sparingach, dlatego tym bardziej ciężko jest odpowiedzieć na pytanie: jak będzie? Byłyśmy na turnieju w Montreux, który był praktycznie rozgrywany z marszu, po odbyciu zaledwie trzech treningów. Pojechałyśmy do Szwajcarii, ja obserwowałam jedynie grę z boku i z mojego punktu widzenia było wiele nieporozumień. A to było wynikiem braku zgrania.
To jak jest teraz?
- Teraz na treningach jest dużo lepiej. Do tej pory trenowałyśmy na bardzo dużych obciążeniach, i na siłowni, i na sali. Byłyśmy trochę ociężałe i czekałyśmy na świeżość. Myślę, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku. Czeka nas trudny sprawdzian, bo przeciwniczki są bardzo silne. My do tej pory nie grałyśmy sparingów i to będą nasze pierwsze mecze po sezonie przygotowawczym. Zobaczymy, jak mentalnie jesteśmy do tego przygotowane, bo wiadomo, że w kadrze jest wiele dziewczyn, które wcześniej nie grały w reprezentacji, a do tego też trzeba się przygotować i dojrzeć. Ten turniej będzie dla nas i sprawdzianem, i przetarciem szlaków przed następnymi turniejami, bo na pewno im dłużej będziemy grały, tym będziemy grały lepiej. Początek może być trochę bardziej tremujący, ale potem powinnyśmy się rozwijać, zresztą jak to zwykle u nas na Grand Prix.
Czy to dobrze, czy źle, że pierwszy turniej w Grand Prix rozpoczyna się w Rzeszowie?
- W zeszłym roku było podobnie i nie za bardzo nam wyszło. Ale my zawsze się cieszymy, jak gramy w Polsce. Mamy swoją publiczność, dla której chce się grać. Chciałybyśmy oczywiście zaprezentować się jak najlepiej, ale jak wyjdzie, to się dopiero okaże. Przyjechałyśmy do Rzeszowa z ambicjami. To będzie dla nas sprawdzian. Poza tym to dobrze, że od początku nie musimy wyjeżdżać gdzieś daleko za granicę i grać na obczyźnie. GP jest tak ułożone, że jeśli miałybyśmy zakwalifikować się do turnieju głównego, który jest w Chinach, to lepiej, że np. trzeciego turnieju nie gramy w Polsce, bo później musiałybyśmy jechać do Azji.
Trudno nie zapytać o waszą niemoc w stosunku do gry z zespołami spoza Europy. Macie wielkie problemy z Chinkami i azjatyckim stylem gry. Nie idzie Wam też z Brazylijkami i Kubankami. Kiedy to się zmieni?
- Chciałabym móc wreszcie obalić taki mit (śmiech). Chciałybyśmy pojechać i w końcu wygrać z tymi zespołami. Teraz pojawia się ku temu okazja. Zobaczymy, na jakim etapie jesteśmy. Jednak trzeba pamiętać, że to nie jest nasz główny cel na ten rok. Przygotowujemy się przede wszystkim do mistrzostw Europy i do walki o kwalifikację olimpijską. Ale faktycznie, chciałybyśmy z nimi wreszcie wygrać i oszczędzić sobie takich właśnie pytań (śmiech), bo to jest logiczne, że takie się nasuwają.
Wiecie w czym tkwi główny problem?
- Na takim wysokim poziomie w siatkówce biorą górę detale i świetne przygotowanie techniczne. Tamte zespoły wygrywają już od kilku lat, są mocne. Myślę, że w tym przypadku głowa jest bardzo ważnym czynnikiem. Cały czas próbujemy, ale jeszcze nie udało nam się wygrać. Mam nadzieję, że w końcu damy radę i zrobimy niespodziankę na Grand Prix. Nam też się nudzi w kółko przegrywać z tymi zespołami (uśmiech). Nie wiem czemu z nimi przegrywamy a w Europie wygrywamy. Np. Włoszki wygrywały regularnie czy z Kubą, czy Brazylią, więc gdzieś jest ta namacalna granica, którą można przekroczyć.
Pytanie na które najczęściej odpowiadasz:
- (Śmiech) Ostatnimi czasy: jak moja forma i zdrowie. Jest wiele powtarzających się pytań.
*Z Izabelą Bełcik rozmawiała Katarzyna Biernacka – reprezentacja.net




