Turniej Grand Prix w Rzeszowie był dla Doroty Świeniewicz powrotem do narodowej reprezentacji po kilku miesiącach przerwy. Nasza kapitan zaprezentowała się z dobrej strony i pokazała, że mimo braku treningów przez dość długi okres, nadal wiele potrafi.
Reprezentacja.net:
- Turniej w Rzeszowie już za Wami. Jak wyglądały pierwsze rozmowy między zawodniczkami a trenerem Bonittą po tych zawodach?
Dorota Świeniewicz:
- Zaczęliśmy od przeanalizowania i wyciągnięcia wniosków z tego, co było w Rzeszowie. A co było, to chyba wszyscy widzieli... Dwa naprawdę dobre mecze i trzeci słaby, zakończony bardzo bolesną porażką. Z Rosjankami nie podjęłyśmy w ogóle walki. Jest to tym bardziej przykre, bo grałyśmy przy własnej publiczności. Ludzie nas nie zawiedli i przez cały turniej dzielnie wspierali mnie i moje koleżanki z zespołu. Mimo tego, że przegrywałyśmy, z dnia na dzień do hali na Podpromiu przychodziło coraz więcej osób. Chcemy się zrehabilitować już w pierwszym meczu w Azji, w którym zmierzymy się z Włoszkami. Będziemy chciały przystąpić do niego w jak najlepszej kondycji fizycznej i psychicznej, a w konsekwencji pokazać, że z wicemistrzyniami Europy potrafimy wygrać.
- A co było przyczyną tych porażek, mimo całkiem niezłej gry?
- W meczu z Rosjankami zabrakło nam przede wszystkim przyjęcia zagrywki. W pierwszym secie uciekło nam przez to kilka punktów i od tego wszystko się zaczęło. Mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju reakcją łańcuchową: grałyśmy źle w przyjęciu, nie wychodziło nam też w ataku. Im gorzej było z przyjęciem, tym bardziej jedna drugą pociągała w dół. Później nie potrafiłyśmy się odnaleźć i odbić od dna. Musimy właśnie nad tym popracować, bo na pewno będą się zdarzały jeszcze sytuacje, że zaczniemy kiepsko i będzie trzeba szybko zacząć grać na swoim normalnym poziomie. Będą też mecze, w których zaczniemy dobrze, a potem będzie z nas schodziło powietrze. Cały czas trener Marco Bonitta apeluje do nas o odpowiednie podejście. Tłumaczy nam, że nawet jeżeli coś nie idzie, można zagrać dobrze i wygrać, mimo słabszego dnia.
- Występ Doroty Świeniewicz w meczu z Chinkami można ocenić jako bardzo dobry. Z kolei mecz z Rosjankami był już gorszy w Pani wykonaniu.
- Ze mną przez jakiś czas tak będzie, miałam przecież bardzo długą przerwę. Trener od przygotowania atletycznego twierdzi, że fizycznie odbudowałam już wszystkie mięśnie, a ja czuję się naprawdę dobrze. Jednak doskonale zdaję sobie sprawę, że nie potrafię grać jeszcze na 100%. Wiem, że będę miała wzloty i upadki. Potrzeba mi kontynuacji i ciągłości. A jeżeli nie będę wychodziła na parkiet i nie będę grała, to może tego nie być. Trening a mecz to zupełnie co innego. Tylko podczas meczu jest stres i są emocje, tylko dzięki grze mogę więc szybko dojść do maksymalnej formy.
- Czyli chce Pani powiedzieć, że Pani występy to celowy zabieg trenera, który pomaga w ten sposób zawodniczce, w której widzi przyszłą liderkę zespołu, osiągnąć optymalną formę?
- Dokładnie tak. Moja gra wynika wyłącznie z koncepcji trenera, nie ma tu raczej „potrzeby chwili”. Imprezą docelową, do której się przygotowuję, są mistrzostwa Europy. Wszyscy zdają sobie sprawę, że ja kilka miesięcy temu urodziłam dziecko i wiadomo, że nie zdarzy się cud i z dnia na dzień nie zacznę grać na bardzo wysokim poziomie. Będzie tak, że zagram jeden mecz bardzo dobrze, a następny zagram bardzo źle. Przyznam, iż w Szczyrku zdarzało się, że dwa dni trenowałam dobrze, a trzeciego dnia nic mi nie wychodziło. Potem skręciłam nogę i przez tydzień nic nie robiłam. Cały czas byłam z tyłu - za dziewczynami. Przyszły momenty kryzysowe: załamywałam się, chciałam pójść do trenera i zwyczajnie zrezygnować. Ale dzięki dziewczynom jestem z nimi tu dalej. Cały czas podtrzymywały mnie na duchu, mówiły: „Dorota, będzie lepiej, trzeba cierpliwości!”. Ja niestety jestem osobą bardzo niecierpliwą i chciałabym wysoką formę osiągnąć od razu.
- W zespole jest kilka nowych, bardzo młodych zawodniczek. Spytam Panią – jako doświadczoną siatkarkę – jak ocenia Pani ich szanse na wielką siatkarską karierę?
- Nowe, młode zawodniczki w reprezentacji to naprawdę bardzo utalentowane siatkarki. Podziwiam zwłaszcza Zuzę Efimienko, która pomimo problemów zdrowotnych – astmy, bardzo angażuje się w treningi i ani trochę się nie oszczędza. Nawet czasami mamy do niej pretensje, bo zamiast powiedzieć, że w danym dniu jest słabsza, cały czas daje z siebie wszystko. W szybkim tempie chłonie wiedzę od trenera Bonitty i od nas. Tak wiele chciałaby się nauczyć, że czasami przesadza i musimy ją jako starsze koleżanki strofować (śmiech). Dalej: Klaudia Kaczorowska. To bardzo zdolna dziewczyna, która w przyszłości będzie świetną zawodniczką. Taka sama sytuacja jest z Agnieszką Bednarek. Cieszę się bardzo, że Agnieszka na co dzień może trenować z Jerzym Matlakiem, bo jest to człowiek, który wiele wymaga od zawodniczek i który potrafi je czegoś nauczyć.
- A jak wygląda sytuacja z rozgrywającymi? W Rzeszowie obie zaprezentowały się z dobrej strony i potwierdziły tym samym, że będzie między nimi zacięta rywalizacja o stałe miejsce w wyjściowej szóstce.
- Iza Bełcik nie jest jeszcze na 100% przygotowana, ale dochodzi do wysokiej formy. Pokazała to m.in. w sobotnim meczu przeciwko Chinkom. Jeżeli takich udanych wejść na parkiet będzie miała coraz więcej, to szybciej osiągnie maksymalną dyspozycję. Z kolei dla Mileny Sadurek gra na poziomie międzynarodowym jest czymś nowym i potrzebuje ona ogrania. Nie miała wcześniej okazji występować w reprezentacji seniorek. Jak już się ogra, a Iza całkowicie zapomni o kontuzji, na pozycji rozgrywającej będzie bardzo ciekawa rywalizacja, która pozytywnie wpłynie na zespół. Są to dwie zupełnie różne dziewczyny. Mają inne warunki fizyczne: jedna jest wysoka, druga jest niższa, obie grają w inny sposób. Z obu reprezentacja będzie miała duży pożytek.
- Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę przede wszystkim cierpliwości.
- Dziękuję również (uśmiech).




